Dziedziniec główny

Strona 8 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Go down

Dziedziniec główny

Pisanie by Brennus Lancaster on Wto 16 Kwi 2013, 19:01

First topic message reminder :



Kamienny plac szczególnie uwielbiany przez uczniów. Znajduje się w zachodnim skrzydle zamku, z którego rozciąga się idealny widok na błonia i jezioro. Okolony niewysokim murkiem, a w niektórych miejscach nieco wyższą balustradą.
avatar
Brennus Lancaster
V-ce Dyrektor Szkoły


Wiek : 86
Skąd : Dublin
Krew : Czysta
Majątek : klasa średnia

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down


Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Joel Frayne on Wto 31 Gru 2013, 13:14

Skoro Emily nie była na balu, Frayne nie znał innego racjonalnego wytłumaczenia odnośnie jej chwilowych zaników pamięci.
- To może przesilenie zimowe?  - dodał retorycznie, wzruszając ramionami. W gruncie rzeczy i przesilenie zimowe nie wyjaśniało dziwnego zachowania Krukonki, ale postanowił się nad tym nie rozwodzić. Nie był szczególnie uzdolniony jeśli chodzi o medycynę a wiedza podręcznikowa zawsze różniła się od wiedzy praktycznej i nigdy nie była z nią równa. Co do tematu Wilsona, chłopak przyjrzał się dziewczynie, wydając z siebie cichy odgłos zamyślenia, ale podobnie jak wcześniej - nie podjął tematu. Nie po to ją przepraszał, by teraz rozmawiać o swoim potencjalnym wrogu, choć prawdę powiedziawszy słuchanie o porażkach Ślizgona było całkiem zabawne. Mimo, że Joel nie wyglądał na osobę życzącą innym źle, akurat w tym przypadku mógł nagiąć swoje zasady.
- Nie przejmuj się nim, znajdziesz kogoś innego, lepszego. Już Ci to kiedyś powiedziałem, Ems - stwierdził na głos a następnie wstał z murku czując jak jego tyłek po prostu zaczyna zamarzać. W porównaniu z dziewczyną pod spodniami nie miał kalesonów, ona zaś mogła mieć nawet kilka par rajstop, co by wyjaśniało jej długą obecność w tym miejscu. Lub najnormalniej przymarzła do kamienia i tego nie czuje.
- Nie wiem jak Ty, ale mnie jest zimno, idziemy do kuchni na gorącą czekoladę? - zaproponował nim Bronte zdążyła odpowiedzieć na jego pytanie dotyczące gry w Quidditcha. Informacja o pałkarzu, który stracił pamięć nie zrobiła na nim szczególnego wrażenia, ale do tej pory o tym nie wiedział. Zresztą, nigdy nie interesował się szkolnymi plotkami i wszystko co dochodziło do jego uszu zazwyczaj wydobywało się z ust koleżanek z domu, przesiadujących w pokoju wspólnym.
- I co teraz? Zmienią wam gracza czy będą cud sposobami wracać mu pamięć? - spytał z rozbawionym uśmiechem na ustach. Cóż, nie był fanem tej gry, więc jego rozbawienie i złośliwość były w tym przypadku zupełnie mimowolne, ale nie chciał w żaden sposób urazić Krukonki znając jej podejście do sprawy. - Nie jest taka przytłaczająca. Właściwie na razie jej wcale nie odczuwam. To co, gorąca czekolada Cię przekonała? - zerknął na drobną twarz towarzyszki wyciągając w jej stronę dłoń. Kiedy i ta się podniosła, obydwoje skierowali się do lochów i mieszczącej się w nich kuchni.
avatar
Joel Frayne
Klasa VII


Wiek : 22
Skąd : Birmingham, Anglia
Krew : półkrwi
Majątek : klasa średnia

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t704-skrytka-pocztowa-joela-fr

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Claire Annesley on Nie 02 Lut 2014, 17:44

Po otrzymaniu odpowiedzi na swój króciutki liścik do Quinn, ruda Claire westchnęła cichutko, uśmiechając się lekko. To, że stęskniła się za starszą Puchonką, było całkiem naturalne. Jeśli pominąć Maire, starszą siostrę, dziewczę o platynowych włosach było najbliższą przyjaciółką młodziutkiej Annesley. Było to o tyle istotne, że rudowłosa nie miała tu zbyt wielu znajomych, których obecność nie onieśmielałaby jej, tym bardziej więc brakowało jej spotkać z nielicznymi, którzy nie działali na nią obezwładniająco. I choć z Quinn nie było do końca tak - czasem bowiem obecność Puchonki mimo wszystko wywoływała na piegowatych policzkach rumieniec - to z pewnością była ona bliższa Claire niż inne znajome Gryfonki.
Zgodnie z instrukcjami, po kolacji ubrała się ciepło - czerwony szalik owinięty dokładnie dookoła szyi, sięgająca pośladków kurtka i czapka z pomponem - i kilka chwil później siedziała już na jednym z murków na dziedzińcu, machając nogami w powietrzu. Zniecierpliwienie nie należało do jej zwyczajów, toteż choćby i przyszło czekać jej w tym miejscu pół godziny, nie widziałaby w tym nic złego. Jedynym, co mogło teraz przemawiać za ewentualnym pośpiechem, byli szczurzy podopieczni Claire - dziewczynka nie lubiła zostawiać zwierzaków samych nie tylko dlatego, że co jakiś czas zdarzyło im się odkryć drogę ucieczki, ale również ze względu na swe przywiązanie do nich. Overton, darowując rudej swe eksperymentalne gryzonie, nie miał chyba pojęcia, jaką frajdę jej sprawi. A jeśli miał - tym bardziej plus dla niego!
W każdym razie, rudzielec nigdzie nie gnał i nie wymagał punktualności. Podpierając się dłońmi po bokach, kołysała nóżkami w powietrzu, a wykorzystując nieobecność innych uczniów w pobliżu, zaczęła pogwizdywać pod nosem jakąś skoczną melodyjkę ze swych stron. Tęskniła za domem. Brakowało jej atmosfery rodzinnego pubu, tamtejszych łąk i tego, że w ich wiosce - wchłanianej stopniowo przez większe Galway - wciąż jeszcze wszyscy się znali, tworząc w pewien sposób jedną wielką rodzinę.
avatar
Claire Annesley
Klasa III


Wiek : 18
Skąd : Galway, Irlandia
Krew : mugolska
Majątek : skromny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t793-skrytka-pocztowa-claire-a

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Quinn Larivaara on Nie 02 Lut 2014, 19:24

Po pocieszaniu Tonki, Quinn tylko poczekała w swoim pokoju aż się ściemni by po zmroku wyjść i zapolować na biedne małe zwierzątka, które oddadzą życie dla zaspokojenia jej głodu. Dzisiejszej nocy ofiarami były 2 zające, taka przystaweczka dla niej, ale zwierzęta i tak nie były głównym składnikiem jej krwawej diety.
Rankiem kiedy to powróciła do Hogwartu dostała, krótki liścik od małej Gryfonki, która wyjątkowo jej się uczepiła. Jednak nie przeszkadzało jej to zupełnie, bo była nieszkodliwym stworzeniem na które można mieć łatwy wpływ, bo była młodziutka i spokojnie można było nią kierować, co bardzo Quinn odpowiadało, bo Tonki nigdy nie mogła przekonać do niektórych rzeczy, a Cory miał swój świat. Clarie była taką kolejną odskocznią w długim istnieniu Larivaary.
W szarym płaszczu i luźno okreconym dookoła szyi żółto-czarnym szalikiem wkroczyła na teren dziedzińca. Niby była zima ale dla niej było ciepło, za ciepło, Puchonka wolała prawdziwe mrozy sięgające nawet 30 stopni poniżej zera. Na głowie miała zaplecione dwa białe warkoczyki sięgające jej ramion.
- Witaj Clarie - przywitała rudowłosą dźwięcznym dziewczęcym głosem uśmiechając się delikatnie by pewnym krokiem do niej podejść - Jak tam szczurki, żyją jeszcze? - zapytała chcąc by zabrzmiało to jak najbardziej przyjaźnie. Quinn poznała małą Clarie kiedy to sobie malowała na parapecie a dziewczyna przypadkiem stała się jej modelką i tak jakoś samo wyszło, że szkiców jej buźki miała w swoim zeszycie kilka jak nie kilkanaście.
avatar
Quinn Larivaara
Czarownica


Wiek : 191
Skąd : Finlandia, Oulu
Krew : Czysta
Genetyka : Wampir
Majątek : skromny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t663-skrytka-pocztowa-quinn-la

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Claire Annesley on Nie 02 Lut 2014, 20:05

Myślami zawędrowała już z powrotem na wiejskie ścieżki Turloughmore, gdy na dziedzińcu pojawiła się wyczekiwana przez nią Puchonka. I choć w duchu Claire uśmiechała się na jej widok od ucha do ucha, to na zewnątrz uśmiech był tylko leciutki, nieśmiały. Podobnie cichutkie było powitanie, bo w ogólnym rozrachunku ruda nie należała raczej do tych, co to publicznie rzucają się swym przyjaciołom na szyję. Na tak wylewne powitania zasłużyli sobie właściwie tylko jej bracia.
- Cześć, Quinn. - Przesuwając się nieco ku lewej stronie murku, zrobiła Żółtej miejsce po swej prawej. Oczywiście, ruda dobrze wiedziała, że przebywanie w towarzystwie małolatów, do których wciąż się zaliczała, z pewnością nie jest dla Quinn największą rozrywką, na jaką mogłaby sobie pozwolić, ale... Prawda była taka, że dziewczyna nie dawała tego po sobie odczuć. Z jakiegoś powodu nie odpędzała trzynastoletniej Irlandki tak, jak czynili to inni i to wystarczyło, by zdobyła sobie w sercu młodej specjalne miejsce. Na jak długo, to się okaże wraz z dorastaniem Claire, tymczasem jednak nic nie zapowiadało jakiejkolwiek zmiany sytuacji.
- Och, tak, oczywiście! - Na pytanie o szczurki Annesley uśmiechnęła się szerzej. Wspominanie swych podopiecznych zawsze rozjaśniało jej piegowatą twarzyczkę. - Boję się tylko, żeby Maddox nie chciał mi ich odebrać. Wiesz, gdy stwierdzi, że przydadzą mu się do innych eksperymentów... - Westchnęła cichutko, nie umiejąc jednak smucić się zbyt długo. Ledwie chwilę później znów promieniała.
- A co u ciebie, Quinn? - zapytała z pewną dozą nieśmiałości, zerkając na Puchonkę. Jeśli Claire miała jakąkolwiek idolkę pośród starszych uczennic Hogwartu, chyba oczywistym było, kto nią jest, prawda? Wzrok rudej nie był może pełen fanatycznego zachwytu i uwielbienia, ale i tak wiele dało się z niego wyczytać. Póki co mała Irlandka była zupełnie jak otwarta księga.
avatar
Claire Annesley
Klasa III


Wiek : 18
Skąd : Galway, Irlandia
Krew : mugolska
Majątek : skromny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t793-skrytka-pocztowa-claire-a

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Quinn Larivaara on Nie 02 Lut 2014, 20:38

Dla Quinn wszyscy byli małolatami więc to nie było jakimś problemem. W Clarie lubiła tą nieśmiałość, tą niewinność, była dzieckiem a Quinn nie miała zbyt wesołego dzieciństwa, od początku wiedziała, że zostanie oddana w "darze" dla wampirów, była podziękowaniem za ochronę jej wioski, dlatego całe młodzieńcze lata poświęcała na oswajaniu się ze swoim przeznaczeniem. Clarie nawet nie zdawała sobie sprawy jak w tym momencie Quinn jej zazdrościła. Bycie wampirem nie było wcale takim darem jak to zawsze twierdzili Starsi z Rodu, to było przekleństwo z którym musiała się męczyć przez wieki.
- To wtedy załatwimy Ci inne zwierzątka, możesz się też zaopiekować moim Leonardo przecież Cie lubi - odpowiedziała miłym dla ucha tonem. Dłonią sięgnęła do jej rudych włosów, które to przeczesała między palcami i powoli zaczęła je splatać w kłosa.
- To co zawsze, maluję, siedzę w książkach, znowu maluję, rzucam zaklęcia, taka monotonia - odpowiedziała na pytanie dziewczyny zgodnie z prawdą kontynuując swoją robótkę. Lubiła jej włosy, miały rdzawy kolor i były długie przez co wiele z nimi można było zrobić a artystyczna część wampirzycy nie przepuściłaby okazji by czegoś nie stworzyć.
- Masz śliczne włosy, powinnaś częściej je tak czesać - powiedziała z dumą kiedy skończyła swoje dzieło i rozpuściła jednego swojego warkoczyka by gumką związać końcówkę jej włosów w taki pędzelek. Swoje zaś białe kosmyki rozpuściła zupełnie by teraz powiewały na tym chłodnym powietrzu.
avatar
Quinn Larivaara
Czarownica


Wiek : 191
Skąd : Finlandia, Oulu
Krew : Czysta
Genetyka : Wampir
Majątek : skromny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t663-skrytka-pocztowa-quinn-la

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Claire Annesley on Nie 02 Lut 2014, 20:56

Jeśli cokolwiek już teraz mogło być dumą młodej, to zdecydowanie ruda czupryna. Mimo, że był to jej największy skarb, dziewczę jednak bardzo chętnie nim się dzieliło. Lubiła, gdy ktoś ją czesał, bawił się jej kosmykami, splatał je w najdziwniejsze twory. Czuły dotyk na skórze, delikatne pociągnięcia, gdy były konieczne i palce prześlizgujące się przez miedziane fale sprawiały, że po jej drobnych pleckach chodziły dreszcze. Nie mogła jeszcze tego rozumieć, nie mogła pojmować tego doświadczenia jako pierwszych intymnych doświadczeń, nie ulegało jednak, że z czasem podobne zabawy będą doskonałym sposobem na Claire.
Póki co jednak jedynym, z czym mogły kojarzyć jej się podobne pieszczoty, był dom i Maire, która bawiła się czupryną młodej w podobny sposób, jak robiła to teraz Quinn.
- Och, to bardzo miłe z twojej strony, ale liczę na to, że jednak mi je zostawi. - Uśmiechnęła się łagodnie, nie odwracając się jednak ku Puchonce, by nie zabrać z jej dłoni rudych kosmyków. Dotyk jasnowłosej był zbyt przyjemny. - I przecież nie mogłabym odebrać ci Leonardo! Może mnie lubić, ale jestem pewna, że to ciebie kocha. - Dziecięca, słodka naiwność i ufność wciąż Klary nie opuszczała.
Na komplement starszej koleżanki tylko uśmiechnęła się szeroko, by, teraz już mogąc na nią spojrzeć, przekrzywić lekko główkę i musnąć opuszkami palców wprawnie upleciony kłos.
- Nie lubię ich związywać... Ale lubię, gdy mnie czeszesz. - Blade policzki typowego rudzielca zaróżowiły się wreszcie nieznacznie smagane chłodnym wiatrem. - To przyjemne. Przypomina mi wieczory, gdy moja siostra... - Spłonęła rumieńcem. - Ale ty przecież nie chcesz tego słuchać. - Tendencja do raczenia wszystkich na około, co do których przełamała się nieco, opowieściami ze swego domu, była, w jej własnym mniemaniu, wadą. Nikogo przecież nie interesowało jej życie rodzinne. Każdy miał swoje, po cóż miał słuchać jeszcze o czyimś?
Chrząknęła cichutko, poprawiając się na murku.
avatar
Claire Annesley
Klasa III


Wiek : 18
Skąd : Galway, Irlandia
Krew : mugolska
Majątek : skromny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t793-skrytka-pocztowa-claire-a

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Quinn Larivaara on Nie 02 Lut 2014, 21:25

Quinn doskonale zdawała sobie sprawę z tego co teraz ta mała Gryfonka czuła a to wywoływało uśmiech w głowie Larivaary. Clarie powoli wchodziła w ten wiek dorastania, lada moment zauważy jak jej ciało zacznie się zmieniać o ile ten proces już się nie rozpoczął, zacznie dostrzegać inne różne rzeczy a co najważniejsze zacznie siebie badać jak normalny zdrowy nastolatek, nie były to jakieś odchyły tylko normalne reakcje a edukacja od najmłodszych lat w intymnych sprawach była ważna jednak w Hogwarckim programie nauczania nie było nawet słowa o takich zajęciach w końcu to szkoła magiczna, jednak na nastolatki coraz częściej miał wpływ świt mugolów a on znacznie się zmienił w ciągu ostatnich 50 lat co chyba tylko Larivaara mogła zaobserwować, wszystko wręcz ociekało seksem co nie zbyt dobrze działało na psychikę dzieciaków.
- On mnie ma już pewnie dosyć zresztą Rubens stał się bardzo nerwowy bo ten czarny kocur mu dokucza - powiedziała z wesołością w głosie wyobrażając sobie te dwa zwierzaki gdy tylko się razem spotkały, oj pióra jej sowy wtedy bywały wszędzie i biedny musiał się potem leczyć u nauczyciela z ONMSu. Lubiła te zwierzaki, były z nią już długi czas, nie były one zwykłe, tylko magiczne przez co nie starzały się aż tak szybko, w końcu który normalny kot żyłby z 40 lat?
Drobne rumieńce dodawały jej uroku przez co Quinn nabrała dziwnego instynktu opiekuńczego, co przecież zupełnie do wampira nie pasowało jednak możliwe, że było to też spowodowane tym, że Larivaara szukała kogoś z kim mogłaby na nowo stworzyć Ród Larivaarów oparty na starych zasadach a ta osoba musiała być wyjątkowo silna, nie mogła jeszcze cenić czy Clarie wpasowywała się w ten typ, bo była jeszcze za młoda i nie przeszła tego buntu, który definiował wiele.
- A właśnie, że chcę, lubię opowieści - powiedziała zgodnie z prawdą, była typem słuchacza a nie gaduły - musisz być bardziej pewna siebie, bo Cię zjedzą w tym świecie, naprawdę - tutaj jej słowa były przepełnione troską, tego też nauczyła się od ludzi, a zwłaszcza od tych martwiących się matek na dworcu kiedy ich dzieci miały po raz pierwszy wsiąść do pociągu.
avatar
Quinn Larivaara
Czarownica


Wiek : 191
Skąd : Finlandia, Oulu
Krew : Czysta
Genetyka : Wampir
Majątek : skromny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t663-skrytka-pocztowa-quinn-la

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Claire Annesley on Pon 03 Lut 2014, 10:59

Pewność siebie była tym, czego Claire brakowało chyba najbardziej. Najmłodsza spośród pięciorga rodzeństwa, była też najbardziej wycofana i nieśmiała. Cechy te traciły nieco na swej mocy w towarzystwie starszych braci - zwłaszcza rudowłose bliźniaki potrafiły wydobyć z siostrzyczki zapowiedź tego, jak rozrywkową i przebojową może z czasem się stać - z dala od nich jednak piegowata była ludzkim odpowiednikiem malutkiej myszki, ciekawej świata, ale czmychającej w obliczu najmniejszego zagrożenia - lub tylko czegoś, co sama za zagrożenie potraktowała, choć wcale nim nie było. W słowach Quinn było więc dużo racji. Annesley naprawdę musiała się przełamać, bo jeśli tego nie zrobi, jej życie będzie znacznie trudniejsze. Tylko, że wciąż miała ledwie trzynaście lat, a to pozwalało mieć nadzieję, że ze swej niepewności zwyczajnie wyrośnie.
- Ciebie nie można mieć dosyć, Quinn - odrzekła z dziecięcą prawdomównością, nie zdając sobie sprawy, jak wiele podtekstów dzisiejsza młodzież mogłaby wyciągnąć z tych kilku niewinnych słów. - Myślę, że Leonardo szybko by za tobą zatęsknił.
Znów powracając do lekkiego wymachiwania nóżkami w powietrzu, przez parę chwil wahała się, czy Puchonka zwyczajnie jej nie podpuszcza, twierdząc o swej chęci posłuchania wspominek, ostatecznie zaś podjęła się wydobycia na wierzch fragmentu swego wczesnego dzieciństwa.
- Zawsze, kiedy nocami dręczyły mnie koszmary... - A działo się to często i wtedy, i teraz, do czego akurat w tym momencie nie zamierzała się przyznać. - ... Maire, moja siostra, przejmowała rolę mojej osobistej fryzjerki. - Zaśmiała się cicho. - Tworzyła warkoczyki, kłosy, koki, a przy okazji zapewniała, że nic się nie dzieje. I robiła tak niezależnie od pory. Czy był to wieczór, czy środek nocy, zawsze była gotowa wstać i dać mi poczucie bezpieczeństwa. - Chrząknęła cicho. Podobna otwartość w dzisiejszym świecie zdarzała się bardzo rzadko, bo zbyt często kojarzyła się ze zwykłą słabością. A dżungla nie tolerowała słabych. - Brakuje mi tych czasów. Teraz... Teraz oni dorastają i coraz rzadziej spotykamy się całą rodziną. Nie pamiętam już, kiedy ostatnio widziałam Darcy'ego, a wokół Maire kręci się teraz tylu chłopaków, że... - Roześmiała się lekko. - Ale to oczywiste. Moja siostra jest przecież bardzo ładna.
avatar
Claire Annesley
Klasa III


Wiek : 18
Skąd : Galway, Irlandia
Krew : mugolska
Majątek : skromny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t793-skrytka-pocztowa-claire-a

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Quinn Larivaara on Sro 05 Lut 2014, 19:35

jako Erla Arvit Suden tez byla najmlodsza ale w pierwszej polowie XVIII wieku swiat wygladal zupelnie inaczej, ale nie mogla powiedziec czy teraz bylo latwiej czy gorzej, to zalezy pod jakim wzgledem, nie mniej jednak dorosle zycie bylo okropne i mimo, ze nie dozyla tego wieku doroslosci to przeciez przez tyle lat widziala naprawde wiele i wiedziala o czym mowi nawet gdy mowila to jako szesnastoletnia, biedna dziewczyna.
Na slowa dziewczyny powinna sie zarumienic ale z racji tego, ze jej maz co zasteopwala krew nie byla az tak funkcjonalna to nie byla w stanie zarozowic jej bladych policzkow, pozostawal jedynie skromny usmiech.
- Po uzszym zastanowieniu stwierdzam, ze masz racje - odpowiedziala wyobrazajac sobie swojego kocura, ktory by chyba sie wsciekl z ilosci peszczot serwowanych przez gryfonke, to dziwne zwierze nie lubilo przesady i atakowalo swoimi zebiskami, kilka razy dziabnal Quinn ale przestal odkad ona pokazala mu swoje kly, uznal ja wiec za alfe w swoim stadzie i tak mialo byc.
Quinni z uwaga przysluchiwala sie opowiesci dziewczynki i korzystala z okazji wchodzenia do jej glowy by uwizualnic ta historie jej wspomnieniami oczywiscie nie przyznajac sie do tego.
- Clarie, gdy bedzie Ci zle to napisz szybko do mnie a ja tez przyjde i bede Cie czesac zebys sie nie bala, nawet w nocy, bo potrafie sie wymknac niezauwazona - rzekla z duma w glosie, bo przeciez kto oprocz niej wylatywal przez male okienko w pokoju wspolnym ciemna noca kiedy wszyscy spali pod postacia sredniej wielkosci nietoperza? Chyba, ze wsrod uczniow byli animagowie, ktorzy tez wykorzystywali swoja nadzwyczajna umiejetnosc.
- Ty tez jestes ladna, zobaczysz jak za Toba tez beda ganiac chlopcy jak bedziesz starsza, o moze nawet za rok - powiedziala z usmiechem i poprawila jej rudy kosmyk, ktory niedbale lezal na jej delikatnej twarzy zakladajac go za ucho dziewczecia, byl to gest czysto przyjacielski, choc swiadomosc ze Q lubila dziewczyny bardziej niz powinna daje obraz flirtowania z Irlandka, jednak bylo to mylne myslenie.
avatar
Quinn Larivaara
Czarownica


Wiek : 191
Skąd : Finlandia, Oulu
Krew : Czysta
Genetyka : Wampir
Majątek : skromny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t663-skrytka-pocztowa-quinn-la

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Claire Annesley on Sro 05 Lut 2014, 19:53

Całe szczęście, że Claire nieświadoma była, jak łatwo przychodziło Quinn sięgnąć jej myśli i wspomnień. Przy całym swoim zaufaniu i sympatii do jasnowłosej, ruda nie mogłaby się nie przerazić. Poczułaby się naga, odarta z resztek prywatności, o które dbała jak o największy skarb. Byłoby tak, jak gdyby jej azyl, jej schronienie zostało odkryte i stało się dostępne dla każdego, kto chciałby do niego wkroczyć. Dobrze więc, że Irlandka nie miała pojęcia o tym, kogo tak naprawdę ma teraz u swego boku.
Tym niemniej na słowa Puchonki, nie wiedzieć czemu, zarumieniła się. Nie była w stanie wyjaśnić reakcji swojego organizmu, to oczywiste. Nie wiedziała, skąd pojawiło się zakłopotanie, gdy wyobraziła sobie Quinn zakradającą się do jej dormitorium tylko po to, by ukoić nerwy piegowatej.
- To... To bardzo miłe z twojej strony, Quinn - odpowiedziała cichutko, podsumowując tym zarówno propozycję jasnowłosej, jak i późniejszy komplement - bo niewątpliwie tym właśnie były kolejne słowa starszej uczennicy. - Nie chciałabym jednak, żebyś miała przeze mnie problemy. Ja... - Dziewczynka była tak ufna, tak otwarta, że nawet bez umiejętności czytania w myślach łatwo było wydobyć z niej także to, co chciałaby zachować dla siebie. Wystarczyło tylko być obok niej, pokierować odpowiednio rozmową, by to drobne stworzenie nie zorientowało się nawet, kiedy mówi za dużo. - Radzę sobie. To znaczy... Próbuję. - Chrząknęła cicho, wreszcie spoglądając sarnimi oczyma na Puchonkę. Uśmiechnęła się delikatnie i nim zdążyła zastanowić się, czy rzeczywiście starczy jej na to śmiałości, pochyliła się ku dziewczynie, by ucałować ją w blady policzek. - Ale dziękuję, Quinn. Dobrze wiedzieć, że... Że nie jestem sama. - Westchnęła i odsunęła się, delikatnie speszona.
avatar
Claire Annesley
Klasa III


Wiek : 18
Skąd : Galway, Irlandia
Krew : mugolska
Majątek : skromny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t793-skrytka-pocztowa-claire-a

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Quinn Larivaara on Sob 08 Lut 2014, 20:57

Oczywistym było, że swoje umiejętności musiała zachowywać w tajemnicy, owszem, istnieją osoby, które chwalą się na prawo i lewo tym, że mogą poznać każdą myśl, pragnienia chcąc tym samym wzbudzić strach i w pewnym sensie respekt. Wampirzyca nie chciała by ludzie się jej bali, wręcz przeciwnie, oni mieli do niej lgnąć, miała ich zwabiać by potem wgryźć się w tętnice, jednak też nie mogła tego robić tak by wszyscy wiedzieli, nie była typem boskiej dziewczyny pożądanej przez wszystkich, nie mogłaby wtedy żyć w cieniu jak dotychczas. Bycie wampirem to nie była taka miła sprawa.
Larivaara z uwagą wysłuchała kolejnych słów młodej dziewczyny zwłaszcza skupiała się na jej reakcji, na bicie serca, sposób mówienia i te różowe policzki bynajmniej nie będące efektem mroźnego powietrza.
- Nie będę miała a chcę żebyś się dobrze czuła, nie bała się - powiedziała chcąc przekonać dziewczynę. Lubiła strach, zwłaszcza ten w oczach swojej ofiary, ale akurat u tej dziewczyny nie chciała go widzieć, wolała by z nim walczyła i postara się jej w tym pomóc.
Speszenie i to co teraz czuła Clarie powiedziało Fince, że ta Gryfonka wchodzi w ten etap dojrzewania, ten mały całus w policzek wystarczył, mówił wszystko.
- I nie będziesz, masz mnie - powiedziała z delikatnym uśmiechem a jej lodowe oczy nie wydawały się razić swym zimnem. Puchonka wstała słysząc bicie zegara, musiała się zbierać, Jeremy na nią czekał z kolacją.
- Wracaj do zamku, robi się chłodniej, nie możesz przemarznąć i leżeć w łóżku - powiedziała twardo ale opiekuńczo i czekała aż dziewczyna wstanie, bo Quinn nie znosiła odmów. Potem obie rozeszły się w swoją stronę.
avatar
Quinn Larivaara
Czarownica


Wiek : 191
Skąd : Finlandia, Oulu
Krew : Czysta
Genetyka : Wampir
Majątek : skromny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t663-skrytka-pocztowa-quinn-la

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Christine Greengrass on Wto 15 Kwi 2014, 17:44

Zmarszczyła groźnie brwi, na jego jakże miłe powitanie. Oczywiście nie było że boli, po prostu musiał i już. Bo ona tak powiedziała. Nadrabianiem zaległości w nauce zajmie się później, a teraz chyba przydałoby się poświęcić trochę czasu swojej siostrze, co? 
Wywróciła młynka oczami na jego marne wymówki. 
- Oj daj spokój! - żachnęła się, kiedy ten zarzucił jej że niby tylko udawała że tęskni. No bo ona naprawdę tęskniła za braciszkiem, co on sobie myślał? - Jak się czujesz? - zapytała ze słyszalną troską w głosie. Zakładała że skoro wrócił do szkoły, musiało być lepiej. Ale to wcale nie znaczyło że musiał się od razu czuć super, świetnie i w ogóle. Zawsze mogło być tak, że wcale nie czuł się lepiej, a po prostu uciekł z Greenock od rodziców, w końcu mowa tu o Greengrassach. Wszystko jest możliwe.
avatar
Christine Greengrass
Klasa VII


Wiek : 21
Skąd : Greenock, Szkocja
Krew : czysta
Majątek : bardzo bogata

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t691-skrytka-pocztowa-christin

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by William Greengrass on Wto 15 Kwi 2014, 18:02

- No co, miałaś chwilę spokoju - odparł beznamiętnym tonem. Ostatnio niemal ciągle się kłócili, więc przez miesiąc mogła odetchnąć. Sam także tęsknił za swoją siostrzyczką i pewnie gdyby nie nazywał się Greengrass wziąłby ją w ramiona i kręciłby z nią piruety ciesząc się ze spotkania.
- Jest okay - odpowiedział wzruszając lekko ramionami. Ale nie było okay. Było dokładnie tak jak zakładała, uciekł z domu, bo miał już dość wywodów ojca.
- A co u ciebie? Ponoć złapałaś znicza przed nosem tej cioty z Hufflepuffu. Ojciec latał chyba ze dwie stopy nad ziemią, taki był dumny - uśmiechnął się nieznacznie.
avatar
William Greengrass
Student: Prawo Czarodziejów


Wiek : 22
Skąd : Greenock, Szkocja
Krew : Czysta
Majątek : przebogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t690-william-greengrass

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Christine Greengrass on Wto 15 Kwi 2014, 18:31

Faktycznie, Chris była już zmęczona tymi ciągłymi kłótniami o byle pierdoły. Ale tym bardziej tęskniła za bratem... bo tęskniła za kochanym braciszkiem, z którym miała świetne relację i ich spotkania były naprawdę miłe, a nie za Willem który wiecznie miał do niej o coś pretensje, z którym nie dało się porozmawiać, chłodnym i upartym, przez co nie dało się mu niczego przetłumaczyć. 
- Nie chcę się już kłócić więcej... - mruknęła wreszcie, a wzrok miała utkwiony w ziemi. W sumie to i ona miała ochotę wtulić się w brata, no ale jakoś tak podchodziła do niego z dystansem, nie da się zaprzeczyć. 
Na jego odpowiedź uniosła brwi i przyjrzała mu się uważnie. Nie było "okay" znała go za dobrze, żeby tego nie zauważyć. Jednakże nie było chyba też najgorzej, no bo nie wyglądał jakby miał zaraz skoczyć z wieży, utopić się w wannie, powiesić się czy inny równie głupi pomysł na popełnienie samobójstwa. Nie drążyła jednak na razie tematu, a że Will go zmienił, to nie musiała się martwić. 
- Poważnie? - zapytała, z nutką niedowierzania w głosie. Co jak co, ale nie wyobrażała sobie widoku ojca, dumnego ze swojej córki, za tak błahą rzecz. No a list potraktowała oczywiście tak trochę sceptycznie, chociaż może nie powinna? Wszak jej tatuś nie marnuje pergaminu i atramentu na jakieś błahe sprawy. - Pewnie przesadzasz. To nawet nie był żaden ważny mecz... - mruknęła jeszcze, chociaż wcale to nie oznaczało że sama nie była z siebie dumna. Wszak to był jej taki malutki sukcesik, jakby nie patrzeć!
avatar
Christine Greengrass
Klasa VII


Wiek : 21
Skąd : Greenock, Szkocja
Krew : czysta
Majątek : bardzo bogata

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t691-skrytka-pocztowa-christin

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by William Greengrass on Wto 15 Kwi 2014, 21:14

- Powtarzasz się - mruknął. Nie chciał być niemiły ani złośliwy, ale ostatnio przy każdej rozmowie słyszał tę kwestię. Ok, sam nie chciał się kłócić i nie musiała mu o tym ciągle przypominać, ale czy to jego wina, że ostatnio im się nie układało? Najchętniej cofnąłby sie w czasie do momentu, w którym dostał szlaban z Claudią. Zrobiłby wszystko, żeby naprostować całą sytuację i wrócić do dawnego życia, w którym był ukochanym synkiem tatusia, bez Marianny na karku, z najlepszą przyjaciółką Zoją u boku i kochającą siostrą. Ale niestety czasu nie cofnie. Zmienił sie przez ten rok i chyba muszą nauczyć się z tym żyć.
- Poważnie. Dwa dni puszył się jak paw. Dawno go takim nie widziałem. Nie cieszył sie tak chyba nawet wtedy, kiedy przysłali ci odznakę prefekta - dodał. Nie było tajemnicą, że liczył na to, że to Will zostanie wyróżniony.
- Tylko wiesz, że traktuje to jako rozrywkę, więc nie myśl nawet o karierze w sporcie. Tylko przekazuję, żeby nie było.
avatar
William Greengrass
Student: Prawo Czarodziejów


Wiek : 22
Skąd : Greenock, Szkocja
Krew : Czysta
Majątek : przebogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t690-william-greengrass

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Christine Greengrass on Sro 16 Kwi 2014, 15:40

Ponownie przewróciła oczami na jego słowa. Może faktycznie ciągle to powtarzało, no ale to dlatego że jej naprawdę na tym zależało. I chociaż mogła, no i właściwie już chciała, powiedzieć coś w stylu, to dlaczego wciąż jest to samo, dlaczego się nic nie zmieniło, to jednak w ostateczności się powstrzymała od komentarza. Po prostu się postara nie wchodzić w konflikty z bratem, a z czasem może wszystko się ładnie ułoży. No dobra, marne szanse, no ale spróbować można!
Uśmiechnęła się kiedy Will potwierdził. To miłe uczucie, mieć świadomość że ojciec czasami patrzy na jakieś osiągnięcia swoich dzieci, a nie tylko wytyka im błędy. Bo nie ma co ukrywać, że to robi na każdym kroku, co chwilę tylko szuka okazji by zganić ich za złe zachowanie, że czegoś tam nie zrobili, albo że zrobili to źle. Taki właśnie był ich ojciec.
- Tak, tak... przecież wiem - mruknęła, a mina jej nieco zrzedła. Przybijało ją to trochę, że w dalszym ciągu nie miała żadnych planów na przyszłość. I chociaż zdawała sobie sprawę że ojciec upierać się będzie przy tym że ma po prostu wyjść za jakiegoś bogacza, wydać mu na świat dziecko i ładnie wyglądać, to jednak chciała mu się postawić i coś w życiu jednak osiągnąć. Jednak nie wiedziała czym było to "coś". Wiedziała że Will wbrew temu co planuje ojciec chce iść na studia, ma konkretnie wybrany kierunek... a ona?
Ostatnio razem z Shay zastanawiała się nad tym co mogłaby robić po szkole. No i w sumie było tam parę pomysłów, które przypadły ślizgonce do gustu, no ale... no właśnie, zawsze było jakieś "ale".
avatar
Christine Greengrass
Klasa VII


Wiek : 21
Skąd : Greenock, Szkocja
Krew : czysta
Majątek : bardzo bogata

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t691-skrytka-pocztowa-christin

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by William Greengrass on Czw 17 Kwi 2014, 05:23

Widząc minę swojej siostry sam skrzywił się, jakby zobaczył coś paskudnego albo poczuł coś o bardzo nieprzyjemnym zapachu
- Błagam, tylko mi nie mów, że myślisz o tym na poważnie. To nie dla ciebie. - zaprotestował. i to nie dlatego, że jego siostrzyczka była słabym szukającym, co to to nie. Po prostu żaden Greengrass nie zchańbił się dotąd praca fizyczną, a bądź co bądź sport się do takiej zaliczał. Może gdyby nie była dziewczyną. ojciec spojrzałby na ro trochę inaczej. Trochę. Co do pracy kobiet miał takie samo zdanie jak jego ojciec.




// masz, specjalnie dla ciebie wymęczyłem ierwszego swojego posta na telefonie żebyś nie jojczyła na sb że jojcze xD
avatar
William Greengrass
Student: Prawo Czarodziejów


Wiek : 22
Skąd : Greenock, Szkocja
Krew : Czysta
Majątek : przebogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t690-william-greengrass

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Christine Greengrass on Pią 18 Kwi 2014, 16:16

- Co? Nieee... - odpowiedziała nieco zdziwiona reakcją chłopaka. Kiedyś jak była jeszcze młodsza, naprawdę marzyła o tym, żeby w przyszłości być sławną szukającą. Dlatego przykładała taką wagę do latania i treningów. Ale z czasem... po prostu zrozumiała że Quidditch nie jest dla dam z dobrego domu, którą chcąc nie chcąc była, no i że ojciec za nic w świecie do tego nie dopuści.
Dziewczyna znowu ruszyła się i skierowała się w stronę niewysokiego murku.
- Nie chcę opuszczać Hogwartu - mruknęła naprawdę smutnym tonem, bez żadnego udawania. Wiedziała co ją czeka po szkolę i to ją tak bardzo przygnębiało. Przez te minione 7 lat do Hogwart był jej domem. Nie ten zameczek w Greenock, a właśnie Hogwart.
avatar
Christine Greengrass
Klasa VII


Wiek : 21
Skąd : Greenock, Szkocja
Krew : czysta
Majątek : bardzo bogata

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t691-skrytka-pocztowa-christin

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Maja Vulkodlak on Pią 02 Maj 2014, 20:55

Musiała przyznać, że przeceniła swoją kondycję albo to, że teraz ledwo żyła zawdzięczała również zderzeniu z drzewem, zafundowanym przez Quinn. Gdy była w lesie, biegła przed siebie, nie odwracając się i nie sprawdzając, czy trafiła zaklęciem w Puchonkę, ale jedno było pewne - skoro jej nie dopadła ze swoimi pięknymi kiełkami, to chyba Rosjance się zwyczajnie w życiu poszczęściło. Bieg przemienił się w marsz dopiero kiedy znalazła się na głównej ulicy, jednak spojrzenia, którymi obdarowywali ją ludzie powodowały, że równie szybko stamtąd zniknęła, co się pojawiła. Nic dziwnego w tym nie było, bo w końcu miała na sobie przeciwdeszczową pelerynę ubrudzoną błotem, zresztą jak całe ubranie a w drżącej dłoni trzymała różdżkę. Całości wyglądu królowej świrów dopełniał obłęd wymalowany na jej drobnej twarzy, ale w rzeczywistości był to tylko grymas niezrozumienia do tego co właśnie zaszło. Kiedy minęła bramę wejściową zamku, nie skierowała się do jego wnętrza a zamiast tego zatrzymała się na środku dziedzińca, łapiąc kilka głębszych oddechów na raz. Deszcz powoli ustawał, z kolei Vulkodlakowa miała o tyle szczęście, że nikt o zdrowych zmysłach nie opuszczał murów szkoły w taką pogodę, o tej godzinie.
avatar
Maja Vulkodlak
Klasa VI


Wiek : 20
Skąd : Vorkuta, Rosja
Krew : czysta
Genetyka : Animag
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t715-skrytka-pocztowa-mai-vulk

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Callum Castellani on Pią 02 Maj 2014, 21:07

Sam Callum bynajmniej uważał się za osobę niespełna rozumu, a jednak spędzał czas na dworze o tej przeraźliwie późnej godzinie. Siedział na jednej z ławeczek od dłuższego czasu i w milczeniu obserwował jasnowłosą dziewczynę, umorusana błotem jak warchlak, która wodząc niespokojnym wzrokiem stanęła bóg raczy wiedzieć po co na samym środku dziedzińca. Castellani dla siebie samego oczywiście miał wymówkę - wyszedł kontemplować, gdyby ktoś pytał. W rzeczywistości miał już tak serdecznie dość radosnego towarzystwa rówieśników, ze gdyby nie wyszedł byłby skonał rażony piorunem raz tam gdzie stał.
Wyciągał się więc na kamiennej ławeczce pod lekkim zadaszeniem i z niespecjalnie ukrywanym zainteresowaniem przyglądał się Rosjance, obstawiając w głowie co tez za chwilę zrobi. Liczył na coś dramatycznego, lubił dramaty. Poruszały jego skamieniałe serce, och tęsknił do dramatów. Mógłby ja nawet później sportretować, gdyby tak bardzo nie gardził malarstwem od kiedy ojciec przez bite pięć lat próbował z niego wyciosać nowego Alfonsa Muchę. Sam zapach terpentyny budził w nim lęk i niechęć.
- Co tam laleczko. - zapytał w końcu, nieco głośniej, by przebić się przez padający deszcz- Prefekt na nocnych schadzkach w lesie? - na jego ustach zagościł obrzydliwy uśmiech welociraptora, kiedy zmrużywszy oczy przekrzywił głowę- Nieźle poszaleliście... - uniósł brwi, wymownie oceniając jej brudne wdzianko.
Nieładnie, nieładnie. Zyg zyg marchewka.
avatar
Callum Castellani
Klasa VI


Krew : czysta
Majątek : obrzydliwy

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Maja Vulkodlak on Pią 02 Maj 2014, 21:32

Stojąc tak, jak skończona sierota - którą w istocie teraz przypominała - na środku kamiennego placu, zastanawiała się przez moment co ze sobą zrobić i czy powinna w ogóle coś zrobić, poza umyciem się, bo potem panującą wokół ciszę przerwało coś, co nijak nie przypominało odgłosu deszczu. Vulkodlakowa była święcie przekonana, że wszyscy pozostali w zamku będą siedzieć w swoich pokojach wspólnych, dormitoriach, czy będą obmacywać się po najciemniejszych kątach - a tu proszę. Ktoś jednak postanowił zaczerpnąć świeżego powietrza i przy okazji mógł poobserwować ją w sytuacji, kiedy zachowywała się rzeczywiście jak niezrównoważona psychicznie osoba. Jednak w porównaniu z tym co prezentowała dwa miesiące temu, po śmierci Nicolasa, jej aktualne zachowanie było niczym. Odwróciła się w stronę, z której dobiegał czyjś głos a potem zmrużyła oczy, by w ogóle zorientować się z kim ma do czynienia. Co prawda nie wyszło jej to tak, jak powinno, przez to, że wciąż odczuwała na sobie skutki zaklęcia, ale przynajmniej wiedziała, w którym miejscu dziedzińca znajduje się ten człowiek.
- Nocnych schadzkach? - powtórzyła za chłopakiem, jakby nie rozumiała początkowo co do niej mówi. A rozumiała, tylko nie wiedziała skąd wyciągnął tak durny wniosek. Dopiero po krótkiej chwili niezręcznego milczenia uświadomiła sobie, że niektórzy w tym zamku myśleli tylko jedną kategorią. - Prefekt też człowiek, nie wiem co w tym dziwnego - nie widząc najmniejszej potrzeby w tłumaczeniu się, ani w słownym bronieniu, podeszła do murka, sadzając na nim swoje kościste cztery litery. O nie, nie. Nie usiadła obok chłopaka, a w odpowiedniej od niego odległości.
- Tacy jak ty zazwyczaj boją się takiej pogody. Wiesz, że przypadkiem się pobrudzą - stwierdziła nagle niezbyt miłym tonem, w międzyczasie ściągając z siebie pelerynę.
avatar
Maja Vulkodlak
Klasa VI


Wiek : 20
Skąd : Vorkuta, Rosja
Krew : czysta
Genetyka : Animag
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t715-skrytka-pocztowa-mai-vulk

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Callum Castellani on Pią 02 Maj 2014, 21:43

Obracał w ustach wylgarne słowa i brzydkie przekleństwa, które cisnęły mu się pod wargi już od pierwszej chwili, gdy ta blondwłosa piękność otworzyła swoje słodkie usteczka. A znał przekleństw całkiem ładny komplet - ojciec często praktykował brzydkie czary na Callumie, a Callum, dzięki ojcu, nauczył się wszystko dobrze pamiętać. Jak wielce by oficjalnie pałał odrazą do swego spłodziciela, w rzeczywistości Jose był inspiracją każdego dnia życia chłopaka. Mimo to takie słowne bójki i rzucanie klątw przez niewprawionego w boju szóstoklasiste były zbyt lekkomyślne jak na Castellaniego, a jako skończony egocentryk nie zamierzał ryzykować własną krzywdą by w porywie debilizmu bić się z jakąś frosią.
- To takie kobiece. - westchnął, gmerając w jednej z kieszeni krótkiej kurtki i wyciągnął z niej jakąś ciemnozieloną żujkę- Zawsze wydawało mi się, że jesteś taka delikatna, taka nieskalana, doskonała... - rozwinął papierek patrząc jak krople deszczu mącą powierzchnię kałuży- Troche to podziwiałem. - przyznał pociągając nosem i pakując cukierka do buzi- Ludzką rzeczą się mylić.
Przełożył nogę przez nogę, opierając kostkę jednej o kolano drugiej i profilaktycznie również odsunął się lekko od Mai. Przez krótką chwilę chciał puścić mimo uszu jej uroczą uwagę, w końcu właśnie wypluł szpetne kłamstwo o tym jak podziwiał jej dziewiczą delikatność i bił się sam ze sobą tak bardzo, by odgryźć sobie język...
- Zazwyczaj tak jest. - przyznał w końcu- Ale przebijasz mnie co najmniej pięciokrotnie jeśli chodzi o wygląd bagiennego topielca więc nie mam kompleksów. - strzepnął niewidzialny pyłek z ramion, chcąc podkreślić, jaki to jest schludny (jak zwykle) czysty (jak zawsze) i zadbany.
avatar
Callum Castellani
Klasa VI


Krew : czysta
Majątek : obrzydliwy

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Maja Vulkodlak on Pią 02 Maj 2014, 21:56

Delikatna, nieskalana, doskonała. Słysząc to, nie mogła powstrzymać się od rzucenia podejrzliwego spojrzenia w stronę chłopaka. Może i była blondynką, ale nie była aż tak głupia i zazwyczaj nie wierzyła ludziom w to co mówią (choć skłamałaby gdyby powiedziała, że ani trochę jej nie ruszyły te słowa). Zwłaszcza, jeśli były to osoby pokroju Calluma. Nie znała go, właściwie nawet nie kojarzyła z imienia i nazwiska, ale sama jego twarz, w jej odczuciu, dawała sygnały, by się z nim nie zadawać. Kto wie, może i on byłby zdolny zepchnąć ją ze schodów, jak niegdyś jeden piegowaty grubas? No i nie mogła przewidzieć tego, czy przypadkiem zaraz znowu jej się nie stanie krzywda, w razie gdyby pan elegancki odnalazł w sobie resztki zachowania wychowanków domu węża.
- Naprawdę jesteś uroczy, uznam to za komplement - zmarszczyła czoło, przyglądając się swojej przeciwdeszczowej szmatce. Po ocenieniu strat doszła do wniosku, że poza rozdarciem na środku peleryny, paroma siniakami, chwilową wadą wzroku i guzem na tyle głowy, nie było tak źle, jakby się mogło wydawać. W końcu nie mając innego zajęcia, dzięki któremu mogłaby unikać spojrzenia na chłopaka, przyjrzała mu się uważnie. - Zaraz możemy to zmienić. Taka kąpiel błotna dobrze ci zrobi na cerę.
avatar
Maja Vulkodlak
Klasa VI


Wiek : 20
Skąd : Vorkuta, Rosja
Krew : czysta
Genetyka : Animag
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t715-skrytka-pocztowa-mai-vulk

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Callum Castellani on Pią 02 Maj 2014, 22:06

Okej. Powoli wszystko toczyło się dobrym torem. Dzięki bogom i innym nadprzyrodzonym, nieistniejącym istotom ten śliski ślizgon umiał wciąż bawić się słowami i jak zwykle nie mógł ominąć okazji bycia samemu sobie gwiazdą swego wieczoru. Żul chwilę w milczeniu cukierka obracając w palcach coś, czego w półmroku, wśród jego dłoni, nie dało sie dokładnie rozpoznać.
- Nie jestem uroczy. - westchnął cicho, by znów na chwile zamilknąć- Właściwie daleko mi do tego. Może dlatego zbyt łatwo doszukuje się w dziewczętach tej słodkiej, nieuchwytnej niewinności. Nie oceniaj mnie tak łatwo. Jestem ślizgonem. Tępym, złośliwym dupkiem. - powoli przeniósł na nią spojrzenie i wyczekał tej chwili, gdy po ocenie zysków i strat w swoim odzieniu znów spojrzała na niego. Szare oczy zdawały się niewiele zdradzać, a pozbawiona czułości twarz aż bodła zagadkami. Może jednak było w nim coś, co własnie teraz, w ciemności i wilgoci uznał za stosowne pokazać jej i tylko jej? Nie mogła przecież odrzucić takiej możliwości, był tego pewien. Nie chciał tak szybko kończyć tej rozgrywki. Wpatrywał się w nią bez słowa, bez ruchu, niemal bez oddechu, jakby to małe, czarne, skamieniałe serduszko nie potrzebowało pompować tlenu do każdego, nawet najmniejszego organu w jego ciele.
- Jestem bardzo nieuroczy... - starał się wyczuć balans między szczerością, kłamstwem i realizmem sytuacji. Gdyby zasypał ją komplementami pewnie raz dwa zorientowałaby się, że to tylko gierka. Nie podejrzewał jej o ubytki w intelekcie, w końcu była prefektem, a debili na takich stanowiskach nie obsadzali. Musiał być ostrożny. Bardzo ostrożny, czujny i śliski. Wąż. jadowita żmija. Lśniąca, zimna, nieruchoma.
Na dźwięk jej śmiesznej groźby uniósł lekko kącik ust. Ćwiczył czasem te wszystkie czarujące minki niegrzecznego chłoptasia ze Slytherinu, wiedział dokładnie jak powinien napinać mięśnie twarzy.
- Może jednak dzięki, ale nie dzięki. To troche obrzydliwe, wiesz...
Wzdrygnął się lekko.
avatar
Callum Castellani
Klasa VI


Krew : czysta
Majątek : obrzydliwy

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Maja Vulkodlak on Pią 02 Maj 2014, 22:25

Młoda Rosjanka zachowywała wrodzony spokój, chociaż nie wiedzieć czemu, przy tej osobie miała z tym pewien problem. Być może spowodowane to było tym, że kilka minut temu prawie została zjedzona przez wampira, bo przecież nie jakąś wyimaginowaną sympatią. Śmiało mogła przyznać, że już nie przepadała za tym Ślizgonem. Wystarczyło tylko jedno zdanie, które padło z jego ust, jedno rzucenie okiem na jego twarz, by automatycznie mogła wystawić opinię na jego temat. Złote dziecię Vulkodlaków zazwyczaj przekonywało wszystkich do nie oceniania ludzi po okładce, podczas gdy sama to robiła. Trudno.
- Raczej masz zbyt wysokie mniemanie o sobie, bo w to, że masz się za tępego, złośliwego dupka nie uwierzę. Tak jak w twoje wcześniejsze komplementy pod moim adresem - poruszyła się niespokojnie, przylegając plecami do chłodnego filaru, który znajdował się tuż za nią. A wzroku jak nie oderwała od jego twarzy, tak nie odrywała nadal. Może i Callum wywoływał w niej negatywne odczucia, ale faktycznie było w nim coś, co nie pozwalało jej teraz sobie pójść. Wrodzona ciekawość do świata i dziwnych ludzi najwidoczniej znowu brała górę.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że jak będę miała ochotę, to rzeczywiście wylądujesz w tym błocie? - uśmiechnęła się, zupełnie mimowolnie zaciskając dłonie na materiale peleryny. Ona mu nie groziła. Ona w tej chwili próbowała nawiązać z nim w miarę normalny kontakt, próbowała wyczuć po jakim gruncie stąpa. A nuż jej opinia okaże się mylna.
avatar
Maja Vulkodlak
Klasa VI


Wiek : 20
Skąd : Vorkuta, Rosja
Krew : czysta
Genetyka : Animag
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t715-skrytka-pocztowa-mai-vulk

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 8 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach