Dziedziniec główny

Strona 10 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10

Go down

Dziedziniec główny

Pisanie by Brennus Lancaster on Wto 16 Kwi 2013, 19:01

First topic message reminder :



Kamienny plac szczególnie uwielbiany przez uczniów. Znajduje się w zachodnim skrzydle zamku, z którego rozciąga się idealny widok na błonia i jezioro. Okolony niewysokim murkiem, a w niektórych miejscach nieco wyższą balustradą.
avatar
Brennus Lancaster
V-ce Dyrektor Szkoły


Wiek : 86
Skąd : Dublin
Krew : Czysta
Majątek : klasa średnia

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down


Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Anthony Wilson on Nie 28 Wrz 2014, 20:42

- Nie, ale wbrew tego co ludzie mówią bywam kulturalny- wyciągnął papierosa z paczki i włożył sobie do ust odpalając za pomocą zwykłych mugolskich zapałek. Zaciągnął się mocno, bo był to jego pierwszy papieros tego dnia, co dla Wilsona było minimalne minimum. - Chcesz może?- zapytał wyciągając paczkę w kierunku dziewczyny, nawet jak nie paliła to wypadało zapytać. Dopiero teraz Anthony uświadomił sobie, że towarzystwo nieznajomej dziewczyny w sumie może zrobić mu dość dobrze, nie będzie musiał się ani tłumaczyć ani udawać kogoś kim nie jest.
- Campbell?- spytał starając się nie dawać po sobie poznać, że nienawidzę tego nazwiska bardziej niż cokolwiek na świecie.- Podejrzewam więc, że kiedy ty byłaś na lekcjach największego nieudacznika Hogwartu, czyli mnie akurat w tym czasie nie było- odwzajemnił uśmiech, bo dziewczyna w sumie wprawiła go w o wiele lepszy humor niż miał kiedy tu przyszedł.
- Może wreszcie po tych siedmiu latach wypada się poznać- uśmiechnął się lekko i wyciągnął rękę w jej kierunku - Anthony Wilson, ten zły i niedobry- odpuścił jej oczko i zaciągnął się papierosem. Miał mimo wszystko nadzieję, że dziewczyna nie będzie na niego patrzeć przez pryzmat jego opinii w szkole.
avatar
Anthony Wilson
Klasa VII


Skąd : Edynburg
Krew : Czysta
Majątek : skromny

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Jamie Campbell on Nie 28 Wrz 2014, 21:02

- Mało mnie interesuje co ludzie mówią. To tak jakby oceniać książkę po recenzji kogoś kto wcale może się na tym nie znać - oznajmiła rzeczowym tonem i zdmuchnęła z czoła niesforny kosmyk włosów. Zawiał ten wredny wiatr, którego dziewczyna chyba nie znosiła najbardziej, pech chciał iż natura uczyniła ją totalnym zmarźlakiem i pewnie jeśli kiedykolwiek udałoby się jej opanować sztukę animagii to byłaby kotem, który cały dzień wylegiwałby się przed kominkiem.
- Umm... Nigdy nie ee... Paliłam.- zaróżowiła się na policzkach, ale zwaliła to na wiatr bo przecież nie przyzna się do tego, że z niej całkiem grzeczna dziewczynka, wolała uchodzić za mrok, zło i w ogóle odstraszać ludzi już samym wyglądem, niby dusza towarzystwa ale tylko wśród ludzi, których dobrze zna. Jej wzrok spoczął na papierosie palonym przez Wilsona, do twarzy mu z nim było. Wyglądał jakoś tak doroślej... Ona też zapragnęła tak wyglądać a nie jak piętnastoletnia dziewczynka jednak coś w jej głowie szeptało by jednak tego nie próbować bo się może to źle skończyć.
Jamie spojrzała na wyciągniętą ku niej dłoń, nie omieszkała jej uścisnąć,zrobiła to normalnie a nie jak jakaś paniusia ledwo muskając jego skórę. Łooo... miał ciepłe dłonie a jej już zdążyły zmarznąć.
- Oooo jakie ciepłe, czekaj no, nie puszczaj!- parsknęła śmiechem i ścisnęła jego dłoń mocniej, trzeba było popasożytowaćc na ciepełku innego człowieka- dobra, już mi cieplej. Czemu właściwie "ten zły i niedobry"- zapytała unosząc obie dłonie ku górze, zrobiła w powietrzu cudzysłów.
avatar
Jamie Campbell
Klasa VII


Wiek : 21
Skąd : Kanada
Krew : Czysta
Majątek : bogata

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Anthony Wilson on Nie 28 Wrz 2014, 23:13

Słysząc jej słowa Anthony popatrzył na nią podejrzliwie. Przecież to nie możliwe, wszystkie dziewczyny bazują na plotkach i już za często się na tym przejechał dlatego takie słowa nie do końca były dla niego szczere.
- Za wiele razy już to słyszałem moja droga- uśmiechnął się do niej lekko co jakiś czas kątem oka się na nią patrzył. Wydawała się na naprawdę miłą i bezkonfliktową dziewczynę która chce po prostu pogadać. To dla niego było naprawdę miłą odmianą.
- To dobrze, że mi powiedziałaś- odsunął paczkę z papierosami i schował ją do kieszeni- na pewno nie będę tym który nauczy Cię palić- pokiwał głową i w tym samym momencie wyrzucił swój niedopałek przed siebie przydeptując nogą. Mimo wszystko nigdy nie chciał nikogo demoralizować, a niestety w przeszłości działo się inaczej niż chciał.
W momencie kiedy dziewczyna mocniej uścisnęła jego dłoń, Wilson uśmiechnął się szeroko, było to dziecinnie urocze i jak na razie nie zauważył w niej nici wyniosłości, a to niestety co druga w tej szkole była wielką wyniosła damą, która obraża się co drugie powiedziane słowo.
- Jest Ci zimno? może chcesz bluzę, bo to ty z nas dwojga masz sople lodu zamiast dłoni...- Wilson zauważył jakaś dziwną przypadłość, że dziewczyny chyba zapomniały ostatnimi czasy do ubierania się odpowiednio do pory roku.
Jej kolejne pytanie sprawiło, że Anthony wzruszył ramionami.- Może nie będę Ci tłumaczyć, hm? Im mniej wiesz tym lepiej śpisz...- pomimo tego, że na początku kompletnie nie miał ochoty na towarzystwo, tak teraz naprawdę miło mu się rozmawiało.
avatar
Anthony Wilson
Klasa VII


Skąd : Edynburg
Krew : Czysta
Majątek : skromny

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Jamie Campbell on Nie 28 Wrz 2014, 23:52

- I widzisz? Oceniasz przez pryzmat tego co znasz i to też wcale nie jest dobre. To tak jakbyś hm... Nawiązując jeszcze raz do książek, spróbował przeczytać powieść historyczną i stwierdził, że ci się nie podoba a co za tym idzie na ten przykład, nie sięgną byś na półkę po kolejny tom tego gatunku. A nóż widelec, okazałby się ciekawy? Trafiłby w twój gust? Nie można rozpatrywać wszystkiego jedną kategorią. W końcu nawet światło ma wiele kolorów a my widzimy tylko jeden - po tym wywodzie wzruszyła nieco olewczo ramionami i pominęła zupełnie wzmiankę o papierosach, niby ją do tego teraz ciągnęło a później by żałowała, zawsze tak jest jeśli chce spróbować czegoś niekoniecznie dobrego.
Pamięta jak kiedyś spróbowała zjeść coś z mugolskiego McDonalda i spędziła trzy dni przytulona do przyjaciela sedesu, który wygadywał jej obżarstwo (tak, tak magiczna toaleta w rodzinnym domu).
- Jaki Ty troskliwy Wilson- Jamie miała tendencję do zwracania się do ludzi po nazwisku, ale nie robiła tego by ich urazić, taki już jej mały fetysz można by rzecz- Zimno, a jakże tyle, że mi zawsze jest zimno. Choćbym miała kożuch na sobie jakiejś części mojego ciała byłoby zimno. Ostatnie godziny wolności hę?- zapytała i pogrzebała w kieszeniach bluzy by wyszukać w nich jakieś słodycze. W jej łapki wpadło kilka pieprznych diabełków i Super-Guma Drooblesa.
- Masz na coś ochotę?- wyciągnęła otwartą dłoń, by zaprezentować jej zawartość- co prawda nie gwarantuje pierwszej świeżości ani też nie dam sobie ręki uciąć z terminem ważności ale śmiało. Skrzydło szpitalne całkiem blisko.
avatar
Jamie Campbell
Klasa VII


Wiek : 21
Skąd : Kanada
Krew : Czysta
Majątek : bogata

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Anthony Wilson on Pon 29 Wrz 2014, 00:12

- Wiesz wbrew pozorom łatwiej jest nie sięgać po raz kolejny po podobną powieść wiedząc, że ta pierwsza to było tylko marnowanie czasu i często też patrząc tak ludzie na ludzi- Wilson miał wrażenie, że niektórzy ludzie to tylko powielenie jakiegoś schematu myślenia, jak gdyby sami nie potrafili. Wilson popatrzył w niebo które zrobiło się zdecydowanie ciemniejsze, co oznaczało, że wieczór zbliża się już wielkimi krokami. Słońce już zaszło i wystarczyła chwila by zrobiło się całkowicie ciemno, a co za tym idzie zdecydowanie zimniej. Od połowy sierpnia wieczory zrobiły się naprawdę zimne.
- To kolejna moja ukryta zaleta, Campbell- odpowiedział mu podobnie jak i ona powiedziała do niego, jednak to wszystko odbyło się z towarzystwem lekkiego uśmiechu na jego ustach. - Widzisz, moje alter ego dżentelmena nie pozwoli Ci na to- wywrócił teatralnie oczami i zdjął z siebie czarną, dość ciepłą bluzę i położył ją na jej ramionach. Kto jak to, ale Wilson czasami lubi być małym super bohaterem.
Jego wzrok zaraz powędrował do jej dłoni która była pełna słodyczy i zaśmiał się wesoło- Widzę, że nosisz ze sobą mały sklep ze słodyczami - Wilson także wyciągnął rękę by wylosować któryś ze słodyczy i akurat trafiło na pieprzne diabełki. - Dlaczego chcesz mnie otruć, czymże sobie na to zasłużyłem?- wymruczał jedząc cukierka i wpatrując się w puchonkę siedząca obok.
avatar
Anthony Wilson
Klasa VII


Skąd : Edynburg
Krew : Czysta
Majątek : skromny

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Jamie Campbell on Pon 29 Wrz 2014, 00:31

- Ale czysto hipotetycznie, jeśli książka jednak okazałaby się tak wciągające, że przez nią nie przespałbyś kilku nocy z rzędu by dowiedzieć się co działo się dalej, to jeśli faktycznie byś jej nie przeczytał, to byś nie żałował?- zapytała wielce zdziwiona jego tokiem rozumowania - stereotypy są głupie i nudne. Jakbym tak myślała to byśmy nawet nie rozmawiali.
Jamie wywróciła teatralnie oczami, tak jakby klęła w duchu na czym świat stoi. Słońce tak szybko jak wyszło tak samo szybko postanowiła opuścić swoje wcześniejsze miejsce bytowania. Campbell dziwnie się poczuła jak Anthony obdarował ją swoją bluzą, była mu wdzięczna ale to i tak nazbyt wiele nie pomogło. J. poczuła się jak bohaterka jednej z powieści romantycznych znanej czarownicy nie jakiej Jane A. aż ją wstrząsnęło, przecież ona takich rzeczy jak romantyczność, książę na białym jednorożcu czy podobne nie uznawała.
- Czymkolwiek jest to alter coś tam, to zaczynam się bać kolejnych. A nóż widelec jedno z tych alter egów* jest seryjnym mordercą?
Na samą myśl o tym wzdrygnęła się po raz kolejny, ona stanowczo za dużo książek czytała. Galopująca wyobraźnia nasuwała jej do głowy makabryczne obrazy.
- Otruć? Nie, nie to nie tak- podobno tylko winny się tłumaczy,mawiają mądrzy i znani pałecjanci z mugolskich posterunków, ale Jamie i otrucie kogoś? Nie ten poziom okrucieństwa - zwyczajnie w każdej jednej bluzie zawsze mam jakieś słodycze, żebym przypadkiem nie zgłodniała. Tyle, że nigdy nie pamiętam co włożyłam do której i kiedy. Nie mogę znaleźć żadnego systemu, który by mi to ułatwił.
Po raz kolejny wzruszyła ramionami, patrzyła z rozbawieniem jak z uszu Wilsona bucha para, ot efekt uboczny zjedzenia pieprznego diabełka. Ona sama też wzięła jednego i cukierek wywołał u niej identyczny efekt, na dodatek przyjemnie rozgrzewał.
- Już niedługo kolacja...- zanuciła uradowana, patrząc na tarczę zegara.




* błąd zamierzony, nie chcę z niej robić wszystkowiedzącej super inteligentnej Mary Sue xD
avatar
Jamie Campbell
Klasa VII


Wiek : 21
Skąd : Kanada
Krew : Czysta
Majątek : bogata

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Anthony Wilson on Pon 29 Wrz 2014, 01:02

- Sęk w tym, że rzadko trafia się już na takie książki. Niestety większość nie różni się od siebie jakoś specjalnie- kopnął jakiś kamyk który przetoczył się przez już pusty dziedziniec tworząc niewielkie echo. - Mówisz więc, że należę do tego stereotypu którego nie lubisz?- zaczął już kompletnie zagmatwaną rozmowę uśmiechając się pogodnie.Prawdą jednak było, że jeśli chodzi o stereotypy to jego najczęściej oceniali z góry, plotki zawsze robiły swoje, a ta szkoła miała wszędzie uszy.
Jego gest w żadnym wypadku nie był romantyczny, a przynajmniej Anthony nie traktował tego w ten sposób. Zwyczajnie chciał być dla niej miły, może dlatego, że dobrze mu się z nią rozmawiało? Może nie chciał żeby szła do swojego dormitorium, bo jako rozmówczyni była w zupełności niezobowiązująca i to było miłe. - weź się zapnij, dziecko drogie- mruknął i złapał za dwa końce swojej bluzy tej której otulała Jamie. Jej kolejne słowa sprawiły, że Wilson zaśmiał się wesoło, młodsza siostra Cambpellów była naprawdę uroczo zabawna.
- Oczywiście! Skrzętnie to tylko ukrywam pod postacią grzecznego ucznia, rozszyfrowałaś mnie!- pokiwał głową udając całkowita powagę, jednak dziewczyna całkowicie go rozbrajała tym jak bardzo nieogarnięta się wydawała.
Wilson pomachał jej palcem przed twarzą wskazując na parę z jej uszu- tak ci zdecydowanie do twarzy- powiedział po czym dodał:- A może z Ciebie jeden z tych Twoich "alter egów" jest psychopatką z chęcią otrucia?- zmarszczył podejrzliwie brwi. - Czy Ty myślisz o czymś innym niż jedzenie? Bo jak na razie jest ono nieprzerwanie w Twoim życiu jak widzę...- spojrzał po cukierkach z udawaną dezaprobatą w oczach.
avatar
Anthony Wilson
Klasa VII


Skąd : Edynburg
Krew : Czysta
Majątek : skromny

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Jamie Campbell on Pon 29 Wrz 2014, 14:19

- Tiruriruriru wróć! Bo się zgubiłam. Ja w ogóle nie lubię stereotypów i nie oceniam póki nie poznam z każdej strony danego zagadnienia. Takie głębokie dyskusje to chyba nie na moją głowę- pokręciła czarnym nieco rozczochranym łbem tak jakby chciała się pozbyć gnębiwtrysków które bezczelnie chciały dostać się do jej mózgu przez uszy. Tak, tego chyba nigdzie nie wspominałam, ale Jamie wierzy w najróżniejsze dziwne rzeczy.
Dla Jamie otulenie kogoś bluzą znaczyło bardzo dużo bo był to przejaw troski i dobroci serca, choć nie ukrywajmy często ludzie robili coś tylko po to by osiągnąć jakieś korzyści jednak dziewczyna nigdy tego nie dostrzegała. Brała życie jakim jest z nielicznymi sytuacjami z jakimi się nie zgadzała jak np. to, że jej bracia ze sobą nie rozmawiają. W głowach nastolatek bardzo często lęgnął się najdziwniejsze scenariusze, w końcu hormony buzują a Anthony należał do jednego z tych ze zbioru przystojnych, nie to, że J. się zakochiwała czy coś, ot bujna wyobraźnia płatała jej figle i nasuwała do głowy obrazki tej dwójki w objęciach. Znowu potrząsnęła głową i skarciła się za tak głupie myśli. Kiedy Anthony zapiął swoją bluzę, spoczywającą na jej ciele poczuła się jak pięciolatka, która nieco nieudolnie ubierał ojciec. Zachichotała, tak dziewczyny mają to do siebie, że chichoczą. Straszne nie?
- Tylko mi nie mów, że teraz będziesz musiał mnie zabić bo wybacz, ale ci na to nie pozwolę. Chcę jeszcze trochę pożyć i poprzeszkadzać na tym świecie swoją obecnością no i zostać Ministrem Magii albo coś- wytknęła ku chłopakowi koniuszek języka i parsknęła śmiechem. Ta ona i Minister Magii, dobry żart, to by było najgorzej zorganizowane Ministerstwo jakie kiedykolwiek widziano.
- Nee, ja nie mam alter egów. Mam warstwy jak cebula- spojrzała sugestywnie na bluzę Ślizgona, wszak pod spodem miała jeszcze swoją, a pod nią sweter, koszulkę no i bieliznę.
- Może nakreślę ci jak jest zbudowany mój mózg drogi Anthony- pogrzebała w kieszeni swojej bluzy z lekkim trudem się do niej dokopując, wyjęła różdżkę i sięgnęła po jeden z liści leżący na bruku.
- To mój mózg- na liściu pojawiło się kółko- to strefa numer jeden, dwa, trzy i cztery- podzieliła kółko na cztery bardzo nierówne części z czego każda była mniejsza od poprzedniej- Pierwsza strefa to Quidditch, ta największa rzecz jasna. Później nieco mniejsza to właśnie jedzenie, kolejna to spadnie i leniuchowanie, a ta najmniejsza to cała reszta. Kapisz? -zapytała z poważną miną, choć w jej oczach pojawiły się wesołe iskierki. Fajnie było czasem pogadać z kimś normalny, jej przyjaciele byli pokręceni a Anthony wydawał się tak samo normalny jak i ona.
avatar
Jamie Campbell
Klasa VII


Wiek : 21
Skąd : Kanada
Krew : Czysta
Majątek : bogata

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Anthony Wilson on Pon 29 Wrz 2014, 22:05

- Oj tym bardziej nie na moją, nie zostałem stworzony do tego żeby siedzieć i filozofować, z resztą jestem tylko facetem, mój mózg przyzwyczajony jest do myślenia zupełnie o czymś innym- rozłożył ręce w geście bezradności, wzruszając przy tym ramionami.
Jamie przedstawiała typowe zachowanie siedemnastolatki, ale to kompletnie nie przeszkadzało Wilsonowi, a wręcz przeciwnie wydawało mu się wręcz urocze, tak jakby rozmawiał z młodszą siostrą i chociaż znali się dopiero chwilkę i była to rodzina jego największego wroga to... naprawdę nie chciał by jeszcze gdziekolwiek szła. Nawet mimo tego, że słońce już dawno zaszło a w okół nich rozprzestrzeniła się ciemność. Jedynie pochodnie świeciły lekkim światłem. Ślizgon rozejrzał się dookoła i nawet nie zauważył kiedy wszyscy zniknęli z dziedzińca. - nie kręć tak tą głową- odezwał się, starając naśladować głos poważnego mężczyzny, typowego ojca, jednak nie mógł wytrzymać i wyszczerzył się do niej wesoło. Przecież praktycznie powinien jej nienawidzić, zrobić jej jakąś krzywdę na złość Connorowi, ale nie mógł. Kompletnie go rozbrajała.
- Jak nie ja to ktoś inny Cię zabiję, więc lepiej chyba wybrać z czyjej ręki masz zginąć. Lepszy ja niż jakiś nieznajomy żul z ulicy - znów odwrócił się w kierunku dziewczyny i leniwie przeczesał włosy palcami, bo powoli każde z nich zaczęło sterczeć w inną stronę świata. Co prawda po przeczesaniu ich stan wcale się nie polepszył, ale przynajmniej Wilson odnosił takie wrażenie.- W Twoim Ministerstwie każdy czarodziej dostawałby darmowe żelki, hm?- spytał patrząc na nią pobłażliwością.
Kiedy puchonka zaczęła nakreślać na liściu szkic swojego mózgu, Anthony patrzył na to z zainteresowaniem, zmarszczył oczywiście przy tym brwi co w wersji Wilsona wyglądało dość komicznie.
- Bez obrazy, moja droga, ale nie masz go zbyt skomplikowanego. A mówią, że kobiety to istna zagadka- mruknął złośliwie, ale nie chciał jej tym urazić, a wręcz przeciwnie- chciał po prostu zażartować. - Grasz w drużynie, na jakieś pozycji?- spytał po chwili z zainteresowaniem przyglądając się jej dziewczęcej buzi. Jej oczy były tak ciemne, że trudno było mu je dostrzec, jednak nieustannie wlepiał w nie wzrok.
avatar
Anthony Wilson
Klasa VII


Skąd : Edynburg
Krew : Czysta
Majątek : skromny

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Jamie Campbell on Pon 29 Wrz 2014, 22:35

- Co ja na to poradzę, że mi po łbie pełzają jakieś głupie myśli?- spojrzała na chłopaka oskarżycielsko jakby ten jego zakaz był dla niej małym końcem świata. Halo, przecież to była jej własna,prywatna głowa i kręcenie nią pomagało w pozbyciu się głupawych wizji. Jamie chyba sama powinna zacząć pisać książki bo to co się w tym czarnym czerepie wyprawiało czasami przechodziło ludzkie pojęcie. Niekiedy potrafiła leżeć godzinami przed kominkiem w Pokoju Wspólnym i wgapiać się w sklepienie lochu, snuć niestworzone opowieści ale tylko w swojej makówce, nigdy ich nigdzie nie spisywała a szkoda, szkoda...
- Zaraz, zaraz...-mruknęła i rozejrzała się nieco nieprzytomnie po dziedzińcu, dopiero teraz dostrzegła, że zrobiło się ciemno no i Anthony nie miał na sobie swojej bluzy a przecież wraz ze ściemnianiem nieba temperatura wcale nie rosła a wręcz przeciwnie, spadała - tak właściwie rozmawiam z Tobą pierwszy raz w życiu więc no tak jakby jesteś pierwszym lepszym nieznajomym. I nikt tego wieczora nikogo nie będzie zabijał ani truł, żeby było jasne- pogroziła Wilsonowi palcem i parsknęła śmiechem. To było tak bardzo absurdalne o czym teraz rozmawiali, że przestawało mieścić się jej w głowie.
- Pfi!- prychnęła na wzmiankę o darmowych żelkach- Darmowe? I jeszcze do tego żelki? Nie mój drogi, to byłyby pieruńsko drogie farfocle, które sama bym wymyśliła. Smakowałyby jak...-zamyśliła się i spojrzała ku górze jakby szukała odpowiedzi na niebie - jak kawałek nieba, a konsystencję miałby niczym delikatne obłoczki. Dokładnie tak.
Pokiwała głową i wróciła do swojego liścia i kiedy na niego spojrzała to rzeczywiście układ jej mózgownicy nie przypominał w najmniejszym stopniu czegoś skomplikowanego.
- W tej najmniejszej części są upchnięte wszelkie humorki, i totalnie powalona logika więc jednak pozostałabym przy zagadce. Jak myślisz, dlaczego własnie tak ciężko rozwiązać tą łamigłówkę? Bo wszystko się gniecie, kisi,miesza i zazębia w tym małym punkciku. Wiesz, że baby same czasami nie wiedzą o co im chodzi?- zapytała i w końcu wstała. Przeciągnęła się jak kot, chrupnęła kręgosłupem, nie był to przyjemny dźwięk.
- Nie gram. Nigdy nie miałam odwagi by iść na eliminacje. Nie jestem chyba w tym zbyt dobra choć słyszałam coś innego. A ty grasz? Chodźmy może już do zamku, zaziębisz się bez bluzy i będziesz cierpieć przez to swoje dżentelmeństwo.
avatar
Jamie Campbell
Klasa VII


Wiek : 21
Skąd : Kanada
Krew : Czysta
Majątek : bogata

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Anthony Wilson on Pon 29 Wrz 2014, 23:29

- Nic, ale najlepiej będzie jak się ze mną po prostu podzielisz...tymi swoimi myślami- poruszał zabawnie brwiami nie spuszczając na razie wzroku z dziewczyny. Akurat Wilson'a od zawsze ciekawiło co siedzi w tych dziewczęcych głowach. Przecież one były nieobliczalne, w jednym, momencie potrafiły się cieszyć a zaraz ciskały w drugiego człowieka piorunami. Właśnie dlatego tym bardziej interesowało go to o czym w tej chwili myślała Jamie.
- Przecież już się poznaliśmy, nie jesteśmy nieznajomymi, wiesz jak mam na imię i takie inne...- pokręcił mocno głową - z resztą nie wmówisz mi, że wyglądam na morderce- mruknął i skrzyżował ręce na klatce piersiowej a nogi wyciągnął przed siebie i je również skrzyżował. Swój wzrok wbił przed siebie cały czas słuchając dziewczyny. - to Ty już bardziej przypominasz mi takiego knującego chochlika - bez zastanowienia pociągnął ją zaczepnie za rękaw jego bluzy, którą miała na sobie.
- Wymyśliłabyś najlepsze żelki które byłyby zajebiście dobre i kazałabyś za nie płacić miliony? Co z Ciebie za człowiek? - spytał śmiejąc się cały czas cicho.- Byłabyś najgorszym Ministrem, ale przynajmniej będę wiedzieć na kogo nie głosować w przyszłości- Wilson wodził teraz wzrokiem za dziewczyną, która postanowiła wstać. Chłopak poczuł lekki niepokój, no bo tak naprawdę nie chciał iść jeszcze do dormitorium, a tym bardziej przestać z nią rozmawiać.
- Nie wiem. Zawsze w sumie myślałem, że dlatego was tak trudno zrozumieć, bo po prostu wy same siebie nie rozumiecie. Tak się nie da- tak samo jak i Jamie, Anthony wstał czując dopiero teraz, ze faktycznie się zasiedział. Jej słowa sprawiły jedna, że chłopak zmarszczył brwi w zastanowieniu.
- Nie chcesz chyba iść do dormitorium?- spojrzał na nią z góry i dopiero teraz zauważył, że jest od dziewczyny o wiele wyższy.
avatar
Anthony Wilson
Klasa VII


Skąd : Edynburg
Krew : Czysta
Majątek : skromny

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Jamie Campbell on Pon 29 Wrz 2014, 23:50

- Zapomnij. Żadna z moich myśli nie opuści tego- postukała się kilka razy w głowę - miejsca choćbyś próbował je wyrwać siłą. To zbyt osobiste, pokręcone i nawet dla mnie odrażająco dziwne. Co prawda za żadne gargulki świata nie znam się na oklucośtamie więc pewnie gdybyś znał legilicośtam to z łatwością wszystkiego byś się dowiedział.
Przestąpiła kilka kroków na przód by rozprostować kości i odwróciła się twarzą do ławki, na której jeszcze siedział Anthony. Gdyby tego nie zrobiła pewnie zostawiłaby tu książkę, z którą przyszła a raczej przyczłapała totalnie bez energii, słońce albo Anthony jej trochę dodali. Powiedzmy, że był to jednak chłopak, a niech ma, niech się cieszy a co!
- Sorry, nadal wiem o tobie tyle co nic, czyli znam Twoje imię i nazwisko więc teoretycznie jesteś nieznajomym. Co prawda nie wiem kto mądry bierze cukierki od obcych ale tu znowu wróci temat mojego rzekomego trucicielstwa. Na galopujące jednorożce, nie jestem jaką pokręconą Lukrecją Borgią - spojrzała dość krytycznie na rękę Wilsona, perfidnie ciągającą ją za rękaw ale to nie było długie spojrzenie bo zaraz parsknęła śmiechem, który poniósł się po dziedzińcu, sprawiając, że niektóre ptaki, szykujące się do snu nagle odleciały co też Jamie skwitowała zdziwionym spojrzeniem.
- Aż tak wysoko nie mierzę, Ministerstwo to nuda- zrobiła taką minę jakby było jej niedobrze. Kto przy zdrowych zmysłach chciał pracować na urzędniczym stołku?
- Wiesz co, gdybym na poważnie rozwiała Twoje wątpliwości na temat bab to serio musiałabym cię otruć. Wiąże nas niepisany kontrakt tych no jak im tam jajnioków czy jak im tam.
Podeszła na powrót do ławki by wziąć swoją książkę i kiedy to zrobiła Anthony wstał, spojrzała na niego z dołu z dość nietęgą miną, wszyscy jak zawsze są od niej wyżsi, zaczynała się poważnie zastanawiać w takich momentach nad wypiciem dawki Szkielo-Wzro. Faktycznie bluza Wilsona wisiała jej niemal do kolan a rękawy były znacznie za długie.
- Do zamku,do Z-A-M-K-U- powtórzyła jak do przygłupa i dźgnęła chłopaka palcem między żebra - seplenię czy co? Czytaj z ruchu moich warg. Do Z.... aaaa....mmmmm....k....uuuu...- zrobiła dość durną minę przy tym- o żadnym dormitorium nie wspominałam. Kto za nas zje kolację?
Bezceremonialnie chwyciła chłopaka za nadgarstek i pociągnęła w kierunku zamku by jak najszybciej znaleźć się w ciepełku. Nie zważała na to, jak musiało to wyglądać, małe ciągnące znacznie większe coś.

zt
avatar
Jamie Campbell
Klasa VII


Wiek : 21
Skąd : Kanada
Krew : Czysta
Majątek : bogata

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Brennus Lancaster on Pon 17 Sie 2015, 23:05

ROK SZKOLNY 2015/2016




Hogwarts, Hogwarts, Hoggy Warty Hogwarts,
Teach us something, please....
avatar
Brennus Lancaster
V-ce Dyrektor Szkoły


Wiek : 86
Skąd : Dublin
Krew : Czysta
Majątek : klasa średnia

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Brandon Tayth on Nie 03 Sty 2016, 00:49

Święta, święta i po świętach. Brandon niegdyś lubił ten okres w roku i zawsze irytowało go to, że kończył się jeszcze szybciej niż w ogóle miał okazję się rozpocząć. Tak przynajmniej było kiedyś... Tym razem Włoch szczerze ucieszył się z faktu, że Boże Narodzenie dobiegło końca. Oznaczało to bowiem, że znów spotka się ze swoją dziewczyną. Wspólnie uzgodnili, że w tym roku każde z nich święta spędzi ze swoją rodziną. Co prawda Brandon poważnie zastanawiał się nad tym, czy nie udać się wraz z Moniką do jej familii, lecz stwierdził, że jego mamuśka chyba urwałaby mu głowę, a cała banda Wilsonów spaliłaby go żywcem. Tak się zatem złożyło, że nie miał innego wyjścia jak tylko spakować manatki i rozstać się z panną Kruger na czas przerwy świątecznej.
Ale na szczęście był już z powrotem w Hogwarcie i tkwił na środku dziedzińca w oczekiwaniu na swoją kobietę. Miał jeszcze kilka minut, toteż oczywiście nie pogardził mugolskim papierosem, z którego w zamierzchłych czasach zawsze naśmiewał się Faffles-Raffles. Mimo, iż mróz dawał się we znaki, Włoch nie miał w zwyczaju wyposażać się w takie wynalazki jak rękawiczki czy szalik. Dlatego teraz trząsł się z zimna, a uszy poczerwieniały mu już nieco, lecz nie ruszył się o krok. Przecież Monika za chwilę się tu zjawi i z pewnością zrobi mu się gorąco. Nie tylko w uszy.
avatar
Brandon Tayth
Klasa VII


Wiek : 21
Skąd : Rzym
Krew : Czysta
Genetyka : Animag
Majątek : Bogaty po tacie

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Monika Kruger on Nie 03 Sty 2016, 11:22

Ten rok, w porównaniu do poprzedniego był przeokropnie nudny, a jednak o wiele przez to lepszy. Do grudnia zeszłego roku zdążyło się wydarzyć tyle, że gdy panienka Kruger pomyśli o tym przez chwilę - zaczyna boleć ją głowa. Ale co tam. Już wolała tę zwyczajność od ciągłych intryg, od nieprzespanych nocy i od niepewności, co tak naprawdę przydarzy się nazajutrz. Naprawdę, teraz przynajmniej miała pewność, że gdy rano wyjdzie ze swojego dormitorium nie musi martwić się o to, że napotka widok Brandona na przykład obściskującego się z Gregorovic. Lub Brandona obściskującego się z Leslie (a nie, przecież Monika do dziś nie wiedziała o Leslie). Zamiast tego czekał na nią ów Brandon, jak zwykle przystojny, z tym swoim zawadiackim uśmiechem, nieogarniętymi wiecznie włosami i włoskim dzień dobry. Potem razem z nim szła na śniadanie, po śniadaniu Tayth odprowadzał ją na lekcje, a po lekcjach spędzali miłe popołudnie w swoim towarzystwie. Dlaczego nie mogło tak być od razu? Dlaczego musiało wydarzyć się tyle, by w końcu mogli powiedzieć, że są naprawdę szczęśliwi?
Monika zastanawiała się nad tym siedząc w ekspresie Hogwart-Londyn i wracając do zamku po przerwie świątecznej. Pierwsze dni ferii spędziła w Niemczech, ale postanowiła odwiedzić jeszcze swoją siostrę Mię, oraz jej matkę, których nie widziała już kilka dobrych miesięcy. Od kiedy blond Kruger przeniosła się do Beauxbatons ślizgonka nie miała z nią takiego kontaktu jak kiedyś, dlatego żal było nie skorzystać z tych kilku wolnych chwil.
Pociąg pełen uczniów wracających do swoich hogwarckich obowiązków powoli zwalniał bieg, w efekcie zatrzymując się na stacji w Hogsmeade. Panna Kruger wychyliła się z przedziału prefektów taszcząc za sobą walizkę pełną ubrań, zarówno tych starych, jak i nowych, które dopiero kilka dni temu zasiliły garderobę dziewczyny.
Było naprawdę zimno. Mróz przenikał do szpiku kości, zamieniając oddech w parę i sprawiając, że palce sztywniały w ułamku sekundy. Monikę pocieszała myśl, że gdy wysiądzie z powozu zobaczy Brandona, z którym umówiła się na dziedzińcu, a który korzystał z innego środka transportu. W sowie zapewniał, że tęskni a ślizgonka nie miała powodów, by mu nie wierzyć. Sama za nim cholernie tęskniła. Nie mogła się już doczekać chwili, gdy go dostrzeże za bramą. Ogrzewając skostniałe dłonie wspinała się po dziedzińcu z rosnącym sercem spodziewając się tego, że on tam stoi. I nie zawiodła się. Był tam. Opierał się o jedna z kolumn i palił papierosa, co w sumie już jej tak mocno nie wadziło. Ostatnie kilka kroków pokonała w znacznie szybszym tempie, aż w końcu zatrzymała się wtulając się w pierś Włocha, którego jej tak bardzo w ostatnim czasie brakowało.
- Jesteś - uśmiechnęła się. - Dlaczego nie masz czapki? Ani rękawiczek? Minus dziesięć punktów dla Slytherinu panie Tayth.
avatar
Monika Kruger
Prefekt: Slytherin

Prefekt: Slytherin

Wiek : 19
Skąd : Doncaster
Krew : Czysta
Genetyka : Metamorfomag
Majątek : zamożna

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t1125-skrytka-pocztowa-moniki-

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Brandon Tayth on Nie 03 Sty 2016, 17:33

Jeszcze rok temu w życiu nie spodziewałby się, że naprawdę on i Monika Kruger będą razem szczęśliwi. Ich wojna zdawała się wtedy nie mieć końca, a teraz jedynie jego blizny na klacie i plecach przypominały mu o wydarzeniach poprzednich morderczych walentynek.
W zasadzie Tayth nigdy nie przypuszczał, że kiedykolwiek dane mu będzie aż tak się zakochać. Zawsze był "kochliwy", ale nigdy aż tak. Nigdy po tak długim okresie na widok jednej i tej samej dziewczyny serce wciąż podskakiwało mu do gardła, choć spędzał z nią od prawie roku mnóstwo czasu. Tak było i tym razem. Kiedy wreszcie dostrzegł ukochaną idącą ku niemu sprężystym krokiem, papieros mimowolnie wypadł mu z dłoni, a on sam rozłożył ręce w geście powitania i bezgranicznego oddania zarazem.
- No jesteś wreszcie! Ciao bella! - przytulił ją najczulej jak tylko potrafił, na ustach mając uśmiech tak szeroki, że mógłby nim ogrzać cały zamek. - Już nie mogłem się doczekać, aż cię zobaczę.
Pocałował ją, ale nie tak namiętnie jak chciał, bo usta zdążyły już mu spierzchnąć od wszechobecnego mrozu. Wtem ni stąd ni zowąd jego własna osobista dziewczyna brutalnie odebrała mu punkty za brak stosownego odzienia! Tayth zawiesił na niej wzrok, udając oburzenie i niedowierzanie.
- No chyba sobie żartujesz, pani prefekt! Minut sto punktów dla naszego współżycia. - Prychnął głośno i pogroził Monice palcem, po czym ponownie porwał ją w objęcia, ale tylko po to, by bezczelnie przewrócić się wraz z nią wprost na ubogą co prawda, ale wciąż iście zimową warstwę śnieżnego puchu.
- Teraz za karę sobie tu poleżysz, ani mi się śni cię uwalniać - wyszeptał jej do ucha, przygniatając ją całym ciężarem swojego ciała. Nie minęło jednak kilka sekund, a on poczuł, że poważnie ugniata go prawa kieszeń jego spodni. Nie, nie było to to, o czym właśnie mogła pomyśleć Monika... A z pewnością również poczuła owe zawiniątko. Włoch jednak postanowił udawać, że wcale nic go uporczywie nie gniecie, wyszczerzył do pani prefekt zęby i ponownie pocałował.
avatar
Brandon Tayth
Klasa VII


Wiek : 21
Skąd : Rzym
Krew : Czysta
Genetyka : Animag
Majątek : Bogaty po tacie

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Monika Kruger on Pon 04 Sty 2016, 07:14

- Minus milion za pyskowanie - zażartowała i wtuliła się w chłopaka jeszcze mocniej. Kochała zapach, który roztaczał, a dziś doszły do tego jeszcze włoskie święta. W sumie nie dziwiła się wcale, że Brandon nie pamiętał o czymś tak prozaicznym jak czapka i rękawiczki, skoro w słonecznej zazwyczaj Italii, temperatury nawet w grudniu sięgają zapewne daleko powyżej zera. Zima w południowej Europie nie była tak straszna jak w Szkocji. Szczerze mówiąc nawet w Bawarii mrozy nie były tak straszne jak tu. Im dalej na północ, tym oddech zamarzał szybciej, mówili, Monika z chęcią dodałaby do tego jeszcze kilka rzeczy, bo oddech był tu najmniejszym problemem.
Uśmiechała się czując usta chłopaka na swoich. Kładąc mu dłonie na karku i stając na palcach chciała choć przez chwilę wydawać się wyższa, ale nic to nie dało - Tayth, żeby ją pocałować i tak musiał się schylić, chociaż Monika nie sądziła, by mu to kiedykolwiek przeszkadzało. Westchnęła szczęśliwa, chcąc powoli kierować się do zamku, gdzie pewnie za sprawą magii już wylądował jej kufer, by ofiarować chłopakowi swoją własną wersję prezentu gwiazdkowego, jaką był kaszmirowy sweter jednego z projektantów. Nic nie mogła poradzić na to, że jej podarki takie były. Razem z Mią wybierały ten sweter prawie cały dzień, tłocząc się w czasie boxing day w Harrodsie i ubolewając nad tym, że żadna z nich nie może użyć czarów na jednej, czy drugiej głupiej klientce, która właśnie sprzątnęła im coś sprzed nosa. A kilku z nich z przyjemnością pozbawiłyby na przykład włosów, albo doprawiłyby paskudny trądzik. Ślizgońska natura objawiała się nawet poza szkołą, więc takie myśli u dziewcząt nie były niczym dziwnym, ale nic to - liczył się uśmiech na twarzy jej chłopaka, więc cel uświęcał środki.
To, że tak kurczowo trzymała się chłopaka nie uchroniło jej przed upadkiem. Nie czuła już wcale mrozu, ani nie zaprzątała sobie głowy tym, że leży na zamarzniętej ziemi skąpo pokrytej śniegiem. Wpatrywała się w twarz Włocha śmiejąc się w głos.
- Szczerze mówiąc mogę się z tobą rozstawać codziennie, jeśli czekają mnie zawsze takie powitania - powiedziała i rozłożyła ręce na białej, zimowej trawie. Przekręciła głowę w bok wpatrując się w Brandona intensywnie, nie zdając sobie sprawy, że jej czapka zsunęła się przez ten upadek odkrywając tym samym część włosów dziewczyny.
- Ciężki jesteś - zaśmiała się. - Czym cię przez te święta karmili? - Kwestię zawiniątka w kieszeni zignorowała, biorąc je za zwyczajną paczkę papierosów.
avatar
Monika Kruger
Prefekt: Slytherin

Prefekt: Slytherin

Wiek : 19
Skąd : Doncaster
Krew : Czysta
Genetyka : Metamorfomag
Majątek : zamożna

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t1125-skrytka-pocztowa-moniki-

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Mistrz Gry on Pon 04 Sty 2016, 19:26

Romantyczne sam na sam przerwało pojawienie się małej, latającej, niebieskiej kreatury, chochlika. Na pierwszy rzut oka stworzenie wydawało się udomowione i przyjazne. Na szczycie niebieskiej głowy widniała różowa kokarda. Chochlik zachichotał psotliwie i złapał za koniec szalika Moniki, szukając zaczepki. Niewinnej zaczepki.

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Brandon Tayth on Wto 05 Sty 2016, 20:44

- No dobra, dobra, skoro ze mnie taki prosiak, to jestem zmuszony cię uwolnić - odparł ze śmiechem, po czym podźwignął się na równe nogi i pociągnął Monikę za sobą. - Wiesz, nie odmawiałem sobie w święta.
Cóż, Brandon w zasadzie mógł pochłaniać tonę żarcia dziennie, a i tak był chudą tyką. Czasami trochę przeszkadzał mu fakt, że nie był jakoś wybitnie umięśnionym typem, ale w gruncie rzeczy lepiej być wysokim chuderlakiem, aniżeli tłuściutką kulą. Zwinności nigdy za wiele, zwłaszcza kiedy jest się animagiem zamieniającym w wilka.
- A, byłbym zapomniał! Mam dla ciebie prezent - rzucił wesoło, wyjąwszy z kieszeni zawiniątko. Nie widział potrzeby w dłuższym kreowaniu pseudo romantycznej atmosfery (byli przecież przesłodzeni miłością już od dawna i brakowało tylko wędrującej za nimi fontanny rzygającej płatkami róż), dlatego też bez zbędnych ceregieli wręczył pannie Kruger misternie opakowane szkarłatne pudełeczko przewiązane wstążką. Kiedy dziewczyna zdecyduje się je rozpakować, jej oczom ukaże się iście kosztowna błyskotka - złoty łańcuszek z zawieszką w kształcie serca. Z pozoru wyglądający niewinnie i delikatnie, ale przy tym bijący jakąś wewnętrzną energią.
- Mam nadzieję, że ci się podoba - burknął nieco zbity z tropu, wyraźnie obawiający się, że prezent może jednak nie przypaść do gustu ukochanej. - Pozwoliłem sobie trochę go ulepszyć czarami. Jeżeli chciałabyś się ze mną skontaktować, wystarczy, że stukniesz w serduszko różdżką, a ja dostanę wiadomość.
Żeby wyjaśnić Monice działanie owego mechanizmu, pokazał jej prawą dłoń - na kciuku tkwił złoty sygnet.
- Dostałem go od taty na święta i wpadłem na pomysł, że można by było zsynchronizować te dwie błyskotki. Jeśli postanowisz mnie znaleźć i mnie wezwiesz, sygnet po prostu ogrzeje się i zwiększy swoją wagę. I odwrotnie. - Posłał jej niepewny uśmiech, przy okazji uważnie badając jej reakcję. Nie był pewien co do tego pomysłu, może panna Kruger poczuje się osaczona czy coś...
Jego rozważania przerwało coś wściekle niebieskiego, co zaczęło ciągnąć Monikę za szal. Włoch musiał zamrugać kilkakrotnie, żeby dotarło do niego, iż owym nieproszonym gościem jest nie kto inny jak chochlik.
- Skąd ten mały kosmita się tu wziął? - Tayth zaśmiał się pod nosem, lecz jeszcze nie wyjął różdżki, ale machnął ręką w kierunku stworzenia ostrzegawczo.
avatar
Brandon Tayth
Klasa VII


Wiek : 21
Skąd : Rzym
Krew : Czysta
Genetyka : Animag
Majątek : Bogaty po tacie

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Monika Kruger on Czw 07 Sty 2016, 19:55

- Święta są po to, by sobie nie odmawiać. Chciałam ci zrobić niespodziankę i wpaść na chwilę, ale wiedziałam, że to się skończy tym, że już po prostu zostanę we Włoszech do końca, no a obiecałam Mii że ją odwiedzę, no a widząc jak się stęskniłeś stwierdzam, że podjęłam dobrą decyzję - uśmiechnęła się, podając chłopakowi dłoń i dając się podnieść z zimnej ziemi. Nie zważała na fakt, że pewnie tył płaszcza ma po części przemoczony, że takie leżenie na zaśnieżonym podłożu nie należało do najzdrowszych, ani, że gdyby zobaczyła ją jej siostra na pewno wpadłaby w histerię, bo owy płaszcz, w którym paradowała Monika należał właśnie do niej. Nie zważała, bo cieszyła się z tych chwil sam na sam z Brandonem, których w zamkowych murach było jak na lekarstwo, ze względu na ilość uczniów, nauczycieli oraz wszędobylskiego wzroku postaci na obrazach, które zdawały się prześwietlać cię na wylot gdziekolwiek nie pójdziesz.
Panna Kruger, gdyby tylko można było, zostałaby z Taythem na dziedzińcu całą noc, ale w końcu była prefektem - musiała dawać dobry przykład, to jest przestrzegać chociażby podstawowych zasad panujących w Hogwarcie, do których zaliczała się między innymi godzina policyjna, która notabene zbliżała się wielkimi krokami, co zwiastował księżyc wspinający się coraz wyżej na atramentowo czarnym nieboskłonie.
Nie dane jej jednak było zbyt długo rozmyślać o szkolnym regulaminie, ponieważ Włoch wpadł na pomysł by właśnie w tej chwili podarować Monice gwiazdkowy prezent. Dziewczyna nie kryjąc ciekawości i nie tracąc nawet chwili od razu pociągnęła za delikatną wstążeczkę, by odkryć, co zawiera pudełeczko i gdy tylko jej oczom ukazał się piękny łańcuszek z zawieszką z zachwytu zasłoniła usta dłonią.
- Brandon. To jest śliczne! Dziękuję! - powiedziała i rzuciła się Włochowi na szyję, całując go z radości gdzie popadnie, sporadycznie trafiając w jego usta. W najśmielszych snach jednak nie wyśniłaby tego, co było potem. Bo potem Tayth wyjaśnił dziewczynie wszystko to, co było zarazem zaskakujące i urocze. Co było tak piękne w swojej prostocie, będąc jednocześnie czymś tak godnym podziwu, że ślizgonka stała lekko osłupiała wgapiając się po kolei w łańcuszek tkwiący nadal w pudełku, w sygnet na palcu Brandona oraz w jego twarz.
- Nie wierzę. Po prostu nie wierzę! - uśmiechnęła się w końcu. - Mam najwspanialszego chłopaka na świecie. Brandon to wszystko jest tak cudowne, że aż mi głupio, bo ja nie mam dla ciebie takiego prezentu. Mam nadzieję jednak, że nie będę musiała tego używać zbyt często - stwierdziła, mając oczywiście na myśli to, że ślizgon po prostu zawsze przy niej będzie, a nie to, że Monika nie będzie go potrzebować.
Wzruszyła się. Nie mogła tego ukryć, ponieważ jej twarz zawsze zdradzała wszelakie jej emocje, także i teraz chłopak mógł dostrzec błyszczące coraz mocniej oczy, które już chwilę potem przeniosły swoją uwagę na nieproszonego gościa, który zaczął sobie rościć prawa do jej szalika. W zasadzie to był zwykły chochlik, bynajmniej groźne stworzenie. Monika idąc za przykładem Taytha machnęła tylko ręka w jego stronę próbując odgonić go od nich.
- Ej - powiedziała zniecierpliwiona. - Zostaw.
avatar
Monika Kruger
Prefekt: Slytherin

Prefekt: Slytherin

Wiek : 19
Skąd : Doncaster
Krew : Czysta
Genetyka : Metamorfomag
Majątek : zamożna

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t1125-skrytka-pocztowa-moniki-

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Mistrz Gry on Pią 08 Sty 2016, 19:52

Chochlik poirytowany zachowaniem Ślizgonów, pochwycił naszyjnik i odleciał wraz z nim w stronę błoni.

//Jeśli zdecydujecie się gonić chochlika, piszcie na błoniach ;)

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Emily Bronte on Nie 29 Maj 2016, 03:40

Drużyna Quidditcha była dla Emily ważna. Nawet bardzo ważna. Ceniła sobie tę garstkę osób na tyle, by odłożyć pisanie eseju z Mugoloznawstwa na porę zdecydowanie nieodpowiednią dla tego typu sprawunków. Słońce chyliło się ku zachodowi, kiedy z bolącym sercem pożegnała swych kompanów niedoli. Dopiero kiedy stopy dziewczyny dotknęły miękkiej, zielonej trawy, poczuła jak bardzo jest zmęczona. Zaróżowione policzki i zwichrzone włosy wieńczyły wizerunek zapracowanej pani Kapitan aka pani Prefekt Ravenclawu. Westchnęła ciężko na myśl o czekającym ją już niedługo patrolu korytarzy. Chwyciła miotłę pod ramię, jednocześnie drugą dłonią sięgając po różdżkę. Krótkie machnięcie ułożyło wszystkie kafle, znicze i tłuczki na przeznaczonych miejscach. Kilka chwil później na miejsce odłożyła swoją miotłę, pozbyła się ochraniaczy i stroju do gry, który został zastąpiony przez zwykły, szary strój. Kierując się w stronę zamku podziwiała fantazyjne obłoki których barwy oscylowały od chłodnej szarości poprzez pudrowy róż aż do mroźnego granatu. Blondynka przystanęła przy dziedzińcowym murku, wciąż wpatrując się w wędrujące nieśpiesznie obłoki, na ich tle dało się dostrzec niewyraźne sylwetki lecących w nieznanym kierunku testrali, zarówno dorosłych jak i młodych.
avatar
Emily Bronte
Prefekt: Ravenclaw

Prefekt: Ravenclaw

Wiek : 19
Skąd : Bristol, Anglia
Krew : Trzy czwarte krwi czystej
Majątek : Wiąże koniec z końcem

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t763-skrytka-pocztowa-emily-br

Powrót do góry Go down

Re: Dziedziniec główny

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 10 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach