Salon

Go down

Salon

Pisanie by Suzanne Castellani on Nie 30 Cze 2013, 22:31


Salon jak w większości domach jest największym pomieszczeniem, tak samo jest i w domu Pana Castellani. Jest tu dużo miejsca do siedzenia, bo głównie w tym miejscu trener omawia nowe taktyki ze swoją drużyną. W jednej ze ścian wbudowana jest gablota ze wszystkimi pucharami zdobytymi przez Marco Castellaniego i jego córkę. Z salonu jest też wyjście na taras i obszerny ogród za domem.


Suzanne Castellani
avatar
Suzanne Castellani
Klasa VII


Wiek : 20
Skąd : Buenos Aires, Argentyna
Krew : czysta
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t707-skrytka-pocztowa-suzanne-

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Colette Roshwel on Sob 24 Maj 2014, 23:44

- Roshwel? Proszę wejść, zaraz zawołam pana Castellaniego. - dokładnie takimi słowami przywitała ją gosposia Marca która najpierw przyglądała się jej w wyjątkowo podejrzliwy sposób. Nic dziwnego. Ostatnim razem kiedy się widziały miała rudawe włosy i przemykała korytarzem podczas tzw. "spaceru wstydu" zbierając po drodze swoją bieliznę. Teraz była kompletnie ubrana w jasnoniebieską sukienkę podkreślającą barwę jej tęczówek, jej włosy były w kolorze jasnego blondu i zakręcone były w całą masę loczków przyjemnie okalających jej twarzyczkę i z pewnością jej koronkowa bielizna znajdowała się na swoim miejscu, co też było nieco widać przez cienki materiał. Na wargach miała ciepły uśmiech, a w dłoni dzierżyła malutką torebeczkę z prezentem- w końcu dziś były pana domu na które niezbyt grzecznie się wprosiła. Zaprowadzona przez gosposię do salonu stanęła przed wielką gablotą ze wszystkimi pucharami i nagrodami zdobytymi przez Argentyńskiego mistrza. Nie dało się ukryć, że to robiło na Cole duże wrażenie. Kompletnie zignorowała wygodne kanapy stojące na środku pomieszczenia i stanęła przed przeszkloną szafą przyglądając się po kolei każdemu pucharkowi. Niektóre sama miała na swojej półce, niektóre były wygrane przez Płomienie z Buenos, a jeszcze inne były nagrodami dla najlepszego zawodnika danego meczu. Wszystko było wyeksponowane tak, aby każdy gość z góry wiedział z jaką osobistością ma do czynienia. Cole była tego świadoma już od dawna. Marco był mistrzem w swojej dziedzinie. W ich dziedzinie. Ona będąc w jego wieku też zrobi sobie w salonie taką gablotę, aby każdy widział jak udaną karierę ma za sobą. A co, niech ludzie wiedzą! Puchar za mistrzostwo Argentyny ściągnął jej wzrok na dłużej. Duży, jasnozłoty, owalny- ściągał spojrzenie od razu. Dlatego stała przed nim wpatrując się nań z ciepłym uśmiechem, a dłonie schowała za plecami wciąż trzymając niewielką torebeczkę z prezentem.
avatar
Colette Roshwel
Czarownica


Wiek : 32
Skąd : Londyn, Anglia.
Krew : półkrwi.
Majątek : zamożna.

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Marco Castellani on Nie 25 Maj 2014, 00:05

Niby miał urodziny ale gdyby nie jego latorośle i obszerna rodzina pewnie w ogóle nie wiedziałby, że akurat jest dzień w którym zaczyna swój ostatni rok przed czterdziestką. Był zbyt bardzo pochłonięty pracą, a konkretniej to obiema, bo rok szkolny powoli dobiegał końca a on musiał wystawić dzieciakom oceny. Musiał też już zacząć myśleć o wakacjach, pewnie przejmie pieczę nad Juniorami, chociaż wolałby trochę się poopierdzielać przy dobrej butelce whiskey albo przy kobiecie.
A propos kobiet. Marco zdziwił się kiedy Nana oznajmiła mu przybycie gościa i to nie byle jakiego, bo sama kapitan drużyny Błękitnych chciała zaszczycić swoją obecnością włości Castellanich w tym jakże ważnym dniu. Uśmiechnął się do siebie i tylko narzucił na swój nagi tors jedną z białych koszul, nie minęło wiele minut kiedy stanął w progu salonu gdzie czekać miała piękna Roshwell. Oczywiście nie dał żadnego znaku, że przybył tylko tak stał i zaczął zapinać swoją koszulę i przyglądał się kobiecie. Nieco odmienionej jak na jego gust. Aż zaschło mu w gardle dostrzegając swym sokolim okiem koronkową bieliznę pod prześwitującym nieco materiałem niebieskiej sukienki, którą miała na sobie. Jak zawsze wyglądała bardzo seksownie.
- Blond loki? Podoba mi się - powiedział w końcu dając znać o sobie i oparł się o framugę dużych otwartych drzwi do salonu. Uwielbiał gdy kobieta była naturalna, gdy nie kombinowała tylko by się przypodobać mężczyźnie, a nowy image Cole od razu przypadł mu do gustu.
- No już pokaż co tam dla mnie masz - wyszczerzył się, był jak takie dziecko, które lubiło obchodzić urodziny ze względu na prezenty, chociaż jego preferencje odnośnie podarków znacznie się zmieniły od tego jakie miał jako dwunastolatek.
avatar
Marco Castellani
Nauczyciel: Quidditch


Wiek : 43
Skąd : Buenos Aires, Argentyna
Krew : Czysta
Majątek : bogaty jak skurczysyn

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t991-skrytka-pocztowa-marca-ca

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Colette Roshwel on Nie 25 Maj 2014, 00:31

Delikatnie drgnęła słysząc jego głos i odwróciła twarz w jego stronę uśmiechając się szeroko. Biała koszula wyglądała jakby dopiero co ją na siebie założył, a firmowy uśmiech sprawił, że miała ochotę się na niego rzucić. Była jednak cywilizowaną kobietą, a te muszą zachowywać się odpowiednio- nawet jeśli oznacza to walkę ze swoim własnym libido.
- Dziękuję. Ty też wyglądasz nie najgorzej. - odpowiedziała wesołym tonem, po czym znów przeniosła spojrzenie na puchar starając się nieco uspokoić swój rozszalały puls. Co ten człowiek z nią robił? Wszystko co tylko chciał. Była marionetką w męskich dłoniach Castellaniego. Bardzo dopieszczoną marionetką choć starała się nie dać mu tego nazbyt jasno do zrozumienia. Przestała przyglądać się złotemu przedmiotowi w momencie gdy usłyszała jego pytanie o prezent. Spojrzała teraz na torebeczkę trzymaną w swoich dłoniach i wzruszyła nieco ramionami.
- Czy ja nie jestem wystarczająco dobrym prezentem, panie Castellani? - jedna z wyregulowanych brwi powędrowała nieco wyżej, kiedy to z kuszącym uśmiechem pokonała dzielącą ich odległość. Doskonale wiedziała, ze nie jest wystarczająco dobrym prezentem. Dlatego miała to: w niewielkiej torebeczce znajdowało się pudełeczko, a w środku srebrny gwizdek z wygrawerowanymi inicjałami Argentyńczyka. Tak naprawdę długo zastanawiała się nad tym co może sprawić swojemu... przyjacielowi na urodziny i uznała, że gwizdek dla trenera będzie odpowiedni. Może to mało wysublimowany podarunek, ale przynajmniej ofiarowany w dobrej wierze. Podała mu więc torebeczkę uśmiechając się ciepło.
- Wszystkiego najlepszego, Marco. - po czym sprzedała mu jeszcze grzecznego całusa w policzek, dokładnie takiego całusa jakim zwykle darzy się bliskich przy składaniu im życzeń. W środku jednak gotowało się w Angielce. Chciała, żeby znów ją kochał. Chciała czuć jego szorstki zarost na swoich piersiach, brzuchu, udach i och... Na samo wspomnienie jego rozkosznie miękkich warg w asyście drapania jego brody zrobiło się jej jeszcze goręcej tu i ówdzie. A ówdzie to nawet i wilgotnie.
avatar
Colette Roshwel
Czarownica


Wiek : 32
Skąd : Londyn, Anglia.
Krew : półkrwi.
Majątek : zamożna.

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Marco Castellani on Nie 25 Maj 2014, 11:37

Zaśmiał się krótko słysząc jej "komplement", brakowało jeszcze słów "jak na ten wiek" w końcu no już nie był jak ten młody bóg, choć niektórzy mówią, że jako właśnie dorosły wyglądał lepiej niż kiedy to dopiero zaczynał swoją karierę i był gładziutki jak pupcia jakiegoś amorka. Ale to kto już lubi.
Widział jej zainteresowanie nagrodami, które zdobył i to sprawiło, że jego ego jeszcze bardziej urosło. Właśnie po to miał te puchary by inni podziwiali jaki zdolny był. Może to trochę egoistyczne ale kurcze, był sportowcem, który sportowiec nie miał bzika na punkcie wygrywania i obwieszczania tego całemu światu. Akurat w tej kwestii nie różnił się od innych ludzi. Zresztą po to też te wszystkie puchary były, by stały na tych półkach, ale niektóre sprzedał czy tam wystawił na aukcji oczywiście w celach charytatywnych. Był też dobrym człowiekiem mimo tych powiązań z Greengrassami i szemranymi interesami.
- Oczywiście, że jesteś, ma piękna ale jestem ciekawy też co tam masz w tej torebce - cały czas uśmiech nie schodził z jego nieogolonej gęby. Nie tylko z kuszącym uśmiechem podeszła do niego, ona cała była kusząca, ten krok, te biodra, ta loki miękko opadające na jej ramiona. Lepszego prezentu nie mógł sobie wymarzyć. Ale właśnie, trzeba zachować jakieś morale zwłaszcza, że byli w salonie i była możliwość, że niespodziewanych gości będzie więcej.
Uśmiechnął się zadziornie po życzeniach i tym przyjacielskim buziaku, który w ogóle go nie usatysfakcjonował. Buziaki w policzek dawała mu jego Suzanne, która nagle zamieniała się w grzeczną córeczkę. Jak to mówią, oczy są zwierciadłem duszy i mimo, że ktoś starał się ukryć swoje uczucia to właśnie poprzez oczy można było je zgadnąć, dostrzec, a oczy tej blondynki mówiły bardzo wiele. Marco wpatrując się w nie przez chwilkę już wiedział, że ta kobietka go chciała, dlatego też pofatygowała się aż do samej Argentyny, w dniu jego urodzin, w tym kuszącym wdzianku. Bo przecież równie dobrze mogła mu życzenia wysłać w liście jak cała reszta. Zainteresowany tym co się znajduje w torebce szybko wyciągnął pudełeczko i je otworzył by potem głośno się zaśmiać i wyciągnąć gwizdek na łańcuszku.
- Oj przyda mi się, dziękuję - powiedział i też sprzedał jej buziaka ale nie w policzek lecz w szyję, że niby przypadkiem mu zeszło. Mhm, oczywiście. Patrząc tak na ten gwizdek i na nią w głowie miał już pewne zdanie, ale bał się je wypowiedzieć, bo przez to mógł stracić opinię dżentelmena.
- Wiesz co powiedziałby mój syn w tej chwili? Czy zechciałabyś dmuchnąć w mój gwizdek - uśmiechał się zwalając wszystko na Lokiego. Bo mógł! Oczywiście zdanie to miało podwójne dno i nie trzeba było tego tłumaczyć, dziewczyna głupia nie była i z pewnością się domyśliła. Castellani poczuł już dosyć mocną suchość w gardle stojąc tak blisko swojej... przyjaciółki, bo sam chciał nieco się zabawić jak już tu przybyła, ale chciał jeszcze nico trochę podsycić atmosferę, jak to on.
- Napiłabyś się ze mną czegoś? Whiskey, winko, szampan, a może jakiś drink? - zapytał sięgając jeszcze do jej pukli włosów, które bardzo przyciągnęły jego uwagę już od pierwszego momentu gdy ją tu dziś zobaczył - Włączę jakąś muzykę, uczcimy to moje bycie starym, masz jakieś preferencje co do gatunku? - zapytał jeszcze nieco się od niej odsuwając chcąc jeszcze raz spojrzeć na całą jej osobę.
avatar
Marco Castellani
Nauczyciel: Quidditch


Wiek : 43
Skąd : Buenos Aires, Argentyna
Krew : Czysta
Majątek : bogaty jak skurczysyn

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t991-skrytka-pocztowa-marca-ca

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Colette Roshwel on Nie 25 Maj 2014, 19:30

Och, nie był aż tak stary! Owszem, dzieliło ich przeszło dziesięć lat różnicy, ale dla niej nie był staruchem. przyczyną takiego stanu rzeczy nie był bynajmniej fakt, że od jakiegoś czasu ze sobą sypiali, ale fakt, że on nie zachowywał się jak jego rówieśnicy. Był młody duchem. Gdyby nie to, że po pewnej upojnej nocy sam nie przyznał się do swojej metryczki ona nie dałaby mu aż tyle wiosen. Z lekką obawą patrzyła jak rozpakowuje jej drobny upominek, a kiedy usłyszała jego śmiech z jej pełnych warg wyrwało się ciche westchnięcie pełne ulgi. Zareagował dokładnie tak jak miał zareagować. Zaraz jednak na jej blade oblicze wstąpiły delikatne rumieńce.
- Jaki ojciec taki syn... - stwierdziła jedynie z uśmiechem, a błękit jej tęczówek został już niemalże w całości pochłonięty przez jej poszerzające się źrenice. Ten stan rzeczy był jego sprawką. Przelotne muśnięcie wargami w jej szyję sprawiło, że instynktownie uniosła niżej brodę chcąc zrobić mu lepszy dostęp, a miejsce na skórze które dotknął swoimi ustami niemalże piekło. Ogień który się w niej obudził można było ugasić tylko w jeden sposób, a nawet nie była pewna, czy Marco ma wystarczająco dużo czasu i ochoty żeby się tym zająć. Głupia! Mogłaś mu wysłać prezent i życzenia sową.- odezwał się cichy głosik podświadomości który ledwo przebijał się przez prawdziwą burzę hormonów. Owszem, mogła wysłać sowę, ale przecież Marco był jej... przyjacielem. A dla... przyjaciół zawsze warto znaleźć chwilę czasu. Ona niewielu miała przyjaciół, a takiego przyjaciela tylko jednego. Więc jaką byłaby przyjaciółką gdyby nie pojawiła się tutaj w tak ważny dla niego dzień? Egoistyczne pobudki też dały o sobie znać. Skoro już tutaj będzie to będą mogli spędzić bardzo miło kilka chwil, a potem każde wróci do swojej rzeczywistości. On do Hogwartu i Płomieni, a ona do reprezentacji i Błękitnych.
- Wolałabym wino, jeśli to nie problem. - odpowiedziała bez zastanowienia, bo mimo swojej abstynencji czuła, że jeśli za chwilę się czegoś nie napije to jej biedne gardło uschnie do reszty. Delikatnie zadrżała czując jego dotyk przy swoich włosach które wróciły do swojego naturalnego stanu: znów były blond i znów kręciły się nieznośnie jak za czasów przed PRowcami drużyny. Wtedy oni zalecili całą masę zmian których zwykle się trzymała. Teraz miała jednak zbyt mało czasu, żeby poświęcać go swoim włosom i urodzie, więc zgodnie z marketingowcami stwierdzili, że nic złego się nie stanie jak wróci do naturalnej Cole Roshwel. I proszę bardzo- wróciła.
- Zdam się na Ciebie. - posłała mu uroczy uśmiech, po czym zajęła wskazane przez niego miejsce na kanapie i założyła nogę na nogę przenosząc wzrok za okno za którym rozciągał się piękny widok na dziką plażę. Plażę na której swego czasu spędzili kilka miłych chwil. Na samo wspomnienie zrobiło się jej jeszcze goręcej.
- Słyszałam, że Promienie ładnie awansowały w tabeli. Moje gratulacje. - odezwała się chcąc zmienić temat na neutralny, choć jej źrenice wciąż były nienaturalnie duże. I faktycznie słyszała, że klub z Ameryki Południowej zapunktował na tyle, aby ludzie w Europie zaczęli się nim interesować- a to naprawdę wielki sukces.
avatar
Colette Roshwel
Czarownica


Wiek : 32
Skąd : Londyn, Anglia.
Krew : półkrwi.
Majątek : zamożna.

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Marco Castellani on Nie 25 Maj 2014, 22:30

Te rozszerzone źrenice mówiły naprawdę wiele i to go kręciło jak ona na niego patrzy, jak przygryza tą wargę i nawet jak zapewne nieświadomie odchyliła głowę kiedy swymi wargami musnął skórę na jej szyi. Właśnie tak miała na niego reagować. W sumie pewnie gdyby teraz ją chwycił i zaprowadził do sypialni nie sprzeciwiałaby się zbytnio a wręcz by mu w tym pomogła ale Marco nie lubił szybkich numerków, znaczy lubił ale jak mu się naprawdę śpieszyło a gdy miał tyle czasu co teraz to wolał wszystko dopiąć na ostatni guzik. Profesjonalista w każdym calu no i może też taki romantyk. Ale wychował się w kraju skąd wywodziło się gorące tango więc nic dziwnego, że tak lubił się bawić i przedłużać wszystko. W porównaniu z innymi przedstawicielami jego płci można stwierdzić, że był inny, ale akurat ta jego inność u niego była jak najbardziej zaletą, przynajmniej nikt nigdy nie narzekał.
- Lepiej żeby nie brał ze mnie przykładu tak bardzo - zaśmiał się jeszcze puszczając jej oczko i podszedł do swojego barku w której trzymał alkohole ze wszystkich krańców świata. Lucas nieco wyróżniał się spośród wszystkich Castellanich, nie był tacy jak ta cała argentyńska zgraja, bo dla przykładu interesował się mugolską techniką co dla samego Marco było czymś niepojętym i nie wiedział skąd mu się to wzięło, ten cały pociąg do techniki. Nie ważne.
- Mam tu takie dobre półsłodkie hispańskie wino, w sam raz dla słodkiej Angielki - powiedział nalewając wina do kieliszka i podał je kobiecie a sam później do szerokiej szklanki wrzucił kilka kostek lodu i dopełnił ją starą dobrą whiskey. Tak piją prawdziwi mężczyźni, samo bursztynowe whiskey, nie z żadną colą. Kiedy już wszystko pochował postawił szklankę na stoliczku i podszedł do półki z kolekcją płyt winylowych. Nie zastanawiał się długo nad wyborem tylko zadowolony złapał za jedną i ułożył igłę na właściwym miejscu.
- Mam tu całkiem fajną Blusową składankę. John Lee Hooker, BB King, Muddy Waters, Ray Charles, wszyscy to królowie Bluesa, musisz ich posłuchać, tej muzyki - powiedział wyraźnie podekscytowany wyborem i od nakręcił starodawny gramofon by pierwsze dźwięki wypełniły wnętrze salonu (Music). Zaraz też zasiadł obok kobietki i upił spory łyk mocnego alkoholu nawet zamruczał cicho przy tym. Jego wolna dłoń wylądowała na oparciu kanapy tuż za głową blondynki i ponownie zaczął bawić się jej włosami owijając sobie na palcach jej loczki i puszczając wolno przyglądając się przy tym jej profilowi z zainteresowaniem i nieodłącznym zadziornym uśmieszkiem.
- Dziękuję, tym awansem chyba pokazałem wszystkim, że mogę pogodzić i nauczanie w Howarcie, i trenowanie argentyńskiej drużyny. Kochana uważaj, bo jeszcze zaproponują mi wzięcie się za Twoją drużynę - powiedział znów umaczając gębę w alkoholu - Ale wtedy nie moglibyśmy się spotykać tak jak teraz - dodał nieco ciszej cały czas ją obserwując choć teraz jego wzrok zszedł nieco niżej na jej ramiona biust i odsłonięte udo. Bardzo, bardzo bezczelnie to zrobił, ale ta kobieta już go dobrze poznała i sobie po prostu na to pozwolił.
avatar
Marco Castellani
Nauczyciel: Quidditch


Wiek : 43
Skąd : Buenos Aires, Argentyna
Krew : Czysta
Majątek : bogaty jak skurczysyn

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t991-skrytka-pocztowa-marca-ca

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Colette Roshwel on Pon 26 Maj 2014, 00:37

Znała go już wystarczająco dobrze, aby wiedzieć, że to wino jest już elementem gry wstępnej. On lubił wszystko dobrze wykończyć jak miał czas. Właśnie! Miał czas! Gdyby planował urodzinowe przyjęcie już dawno przeszliby do konkretów albo odesłałby ją do chłodnej Anglii. Najwidoczniej nic takiego nie planował skoro siedziała tutaj z kieliszkiem wina wsłuchując się w bluesową muzykę. Osobiście preferowała mocniejsze brzmienia. Iron Maiden, AC DC, Slash, Slayer... to raczej ten klimat sprawiał, że jej noga porusza się w rytm muzyki. Nie oznaczało to jednak, że nie doceniała kunsztu tego co obecnie płynęło ze starej, winylowej płyty. Melodia zdawała się ją otulać niczym ciepły koc, bo na twarzy pojawił się delikatny uśmiech, a jej powieki na dłuższą chwilę się przymknęły. Nie znała tych wszystkich wykonawców których wymienił, ale to co wpadało do jej uszu było przyjemne. Naprawdę przyjemne. Trzymając palce na chłodnym kieliszku wsłuchiwała się w kolejne dźwięki. Ta czynność tak ją pochłonęła, że nawet nie odnotowała chwili w której on znalazł się tuż obok. Znów drgnęła gdy zaczął bawić się jej włosami i otworzyła oczy upijając ostrożnie łyk. Cierpki smak na podniebieniu przypomniał jej gdzie jest i z kim jest. Jego stwierdzenie naprawdę ją rozbawiło. Nie mogła się cicho nie zaśmiać, żeby zaraz usiąść bokiem i patrzeć na niego z uwagą.
- Nigdy nie będziesz pracował w mojej drużynie. - powiedziała ze stanowczością, upiła jeszcze łyk i odstawiła na szklany stoliczek swój kieliszek. Zaraz też usiadła mu na kolanach okrakiem i patrzyła na niego z góry.
- Błękitni to nie drużyna dla Ciebie. Wiesz dlaczego? Gdybyś był w Błękitnych już byś mnie zrzucił z siebie grożąc Ministerstwem Sportu. - wyszeptała mu wprost do ucha uśmiechając się jednoznacznie. Tak, tak. Doskonale znała swoich szefów i współzawodników. Wiedziała, że oni ten sport traktują nazbyt poważnie.
- Nie dałbyś sobie rady w towarzystwie Anglików na dłużej, a oni patrzyliby na Ciebie jak na kosmitę. Inne podejście do gry, inna taktyka, inne zagrywki. Nie widzę Cię w tym świecie. - mówiła cichym, melodyjnym głosem a ich twarze dzieliły zaledwie centymetry. Jej loki już łaskotały jego twarz, a ona odsunęła się zaraz i usiadła obok niego na kanapie poprawiając dół swojej sukieneczki.
- Kiedyś miałeś większe ciśnienie na karierę. Błękitni byli dobrą trampoliną, ale musiało Ci się nie podobać skoro zostawiłeś takie zarobki dla zwyczajnych Płomieni, którzy bez Ciebie byli drużyną jedną z wielu. - dlaczego robi psychoanalizę jego kariery? Sama nie wiedziała. Zapewne starała się odpędzić swoje myśli od tego jak bardzo chce być już naga i jak bardzo chce mieć go już w sobie. Chciała żeby zaprowadził ją na krawędź i pchnął w odmęty rozkoszy tak jak tylko on to potrafi. Wiedziała jednak, że przy nim czekanie na główne danie jest warte każdej sekundy. Dlatego też sięgnęła po swój kieliszek i znów upiła łyk.
avatar
Colette Roshwel
Czarownica


Wiek : 32
Skąd : Londyn, Anglia.
Krew : półkrwi.
Majątek : zamożna.

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Marco Castellani on Pon 26 Maj 2014, 08:41

Spróbowałaby tylko nie polubić jego muzyki, którą jej tutaj serwował. Nawet Ci, którzy początkowo nie gustują w takich brzmieniach z czasem przekonując się, że to muzyka idealna do bliskich, bardzo intymnych spotkań, która rozbudza zmysły kochanków. Jej przymknięte oczy i błogi uśmiech pokazały mu, że trafił i sam się uśmiechnął.
Jej stanowczość zaskoczyła go tak samo jak to, że zaraz usiadła na jego kolanach. Aż się wyprostował a jego jedna brew powędrowała w górę dokładnie przyglądając się poczynaniom pani kapitan. Nie mógł skupić się na jej słowach kiedy była tak blisko, nawet wolna jego dłoń już ułożyła się na gładkim udzie powoli je pocierając a wzrok cały czas skierowany był na jej oczy żeby czasem nie pomyślała, że Marco jej nie słuchał, bo właśnie, że słuchał i musiał odpowiedzieć na jej hmm... oskarżenia?
- Słońce, nawet bym nie doprowadził do tego byś usiadła tym kształtnym tyłkiem na mych kolanach. Mam zasadę, że nie spotykam się z podwładnymi i współpracownikami - odpowiedział cały czas się uśmiechając i cały czas opuszkami palców gładząc jej nogę. Jeszcze to szeptanie do ucha. Eh dziewczyno igrasz z ogniem.
- No własnie w tym rzecz moja droga, że wasze zagrywki znam na pamięć, myślę, że to kwestia czasu jak przeciwnicy was całkowicie rozgryzą, bo wasze taktyki są takie same. A nie byłoby miłym zaskoczeniem gdybyście pokazali coś nowego? Oczywiście, ze by było, ale znam Anglików nie od dziś, większość to takie gburowate małpy, bez poczucia humoru, którzy nie chcą zmian - powiedział bardzo szerze konfrontując jej słowa. Nic do niej nie miał, absolutnie, po prostu jako trener przyglądał się wielu drużynom i znał strategie dlatego też jego Płomienie tak szybko awansowali odkąd się nimi zajął. Castellani już miał zamiar przyciągnąć ją do siebie i spowodować by się już zamknęła jednak nagle postanowiła zejść z jego kolan co skomentował jękiem rozczarowania i niezadowoloną miną marszcząc czoło. Ten wyraz twarzy trwał zaledwie kilka sekund, bo blondynka znów raczyła się odezwać. W swojej głowie stwierdził głośno i wyraźnie, że chyba nie potrafiłby się z nią związać na dłużej, bo tych dyskusji byłoby znacznie więcej i byłyby o wiele ostrzejsze. A co jeśli nagle jego podwładni musieliby rywalizować z jej drużyną? Wtedy byłoby naprawdę gorąco a nie chciał tego rodzaju przepychanek z nią, zwłaszcza, że tak dobrze dogadywali się w łóżku.
- Nie, że nie podobało mi się. Byłem królem miotły, 3 lata z rzędu tytuł najlepszego zawodnika, jak mogło mi się coś takiego nie spodobać - powiedział i sam odwrócił się do niej bokiem odstawiając szklaneczkę z alkoholem na stolik i głośno westchnął zanim zaczął swój wywód, który chyba znali wszyscy - Miałem 20 lat, to był szczyt mojej kariery, mogłem być w każdej drużynie, wszyscy mnie chcieli, ale urodziła się Suzanne, później Lucas, a 2 lata po tym zostałem z nimi sam i wybacz ale musiałem wybrać między karierą a rodzicielstwem, nie miałem większego wyboru, musiałem zacząć grać w podrzędnej drużynie by móc się nimi zająć. Jak dobrze poczytasz archiwalne proroki to dowiesz się, że dwa razy, DWA miałem sprawę o odebranie mi rodzicielstwa, nie mogłem skazać dzieciaków na sierociniec. Więc proszę nie mów, że zrobiłem źle, bo to był najlepszy wybór w moim życiu - powiedział i od tego gadania zaschło mu w gardle dlatego znów sięgnął po swoją szklankę i teraz całkiem ją opróżnił - A popatrz teraz, nawet gdyby zaproponowali zajęcie się Błękitnymi to bym nie przyjął tej oferty. Utrzymywanie was na czele nie byłoby żadnym problemem mając takich graczy jak Ty, sukcesem dla każdego trenera jest wyprowadzenie takiej podrzędnej drużyny jak kiedyś Płomienie na wyżyny, do pierwszej ligi a później do mistrzostw. Widzisz, sama ich zauważyłaś i myślę, że nie tylko Ty, jestem na taki m etapie, że mogę przebierać w graczach i w sponsorach. To się nazywa sukces - wytłumaczył i już chyba zakończył swój wyczerpujący monolog. Znów westchnął i sięgnął dłonią do jej policzka gładząc go kciukiem.
- Więc możesz już wrócić na moje kolana, lubię mieć Cię blisko - powiedział zachęcająco i oparł się wygodnie o kanapę czekając na jej ruch. On zaproponował, ona natomiast mogła przyjąć jego ofertę, ewentualnie zaproponować co innego zwłaszcza, że zaczął grac następny wykonawca (Jon Lee Hooker).
avatar
Marco Castellani
Nauczyciel: Quidditch


Wiek : 43
Skąd : Buenos Aires, Argentyna
Krew : Czysta
Majątek : bogaty jak skurczysyn

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t991-skrytka-pocztowa-marca-ca

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Colette Roshwel on Pon 26 Maj 2014, 23:46

To nie były oskarżenia. To z pewnością nie oskarżenia, a zwyczajne wyrażenie poglądów. Lubiła w nim tą inność. Lubiła to, że nie był takim statystycznym Anglikiem który zna dwie pozycje seksualne z których jedna to ta w której kobieta klęczy. On znał całą masę pozycji i sposobów. Wiedział dokładnie co zrobić i kiedy zrobić, żeby dać jej orgazm który będzie rozpamiętywać w chwilach samotności. Był idealnym kochankiem, ale... tylko kochankiem. W życiu codziennym z pewnością by się nie dogadali, a ona była tego doskonale świadoma. Była już wystarczająco dużą dziewczynką, żeby wiedzieć iż seks niekoniecznie łączy się z miłością, a dobre zgranie w łóżku nie powinno prowadzić do ołtarza. Ze swoim mężem świetnie dogadywała się w łóżku i... tylko w łóżku. Mimo to nie zaszła w ciążę której tak pragnęli jego rodzice. Nie chciała kolejnego nieudanego małżeństwa. Chciała czystą przyjemność, a właśnie to dawał jej Castellani. Bez zbędnych komplikacji.
- Zapomniałeś, że nasze taktyki są cholernie skuteczne, bo są idealnie wypracowane. Nie gramy instynktownie, gramy zawodowo. - zripostowała po czym znów upiła łyk wina, które już przyjemnie rozeszło się po jej krwioobiegu powodując delikatne szumienie w głowie. Odstawiła kieliszek z postanowieniem, że już dzisiaj do niego nie zajrzy po czym przeniosła swoje spojrzenie na Argentyńczyka z uwagą słuchając jego słów. Nie znała tej historii. Jej oczy zrobiły się duże niczym galeony. Odpowiedzialny Marco. Odpowiedzialny i cholernie seksowny. Słysząc jego propozycję bez zastanowienia znów na nim usiadła i bez słowa pochyliła się aby wpić się w jego wargi podczas gdy jej dłonie które początkowo ulokowały się na jego klatce piersiowej zaczęły zjeżdżać coraz niżej, aż do rozporka jego spodni. Tutaj je zatrzymała i odkleiła się od męskich warg swojego... przyjaciela uśmiechając się radośnie.
- Co mam teraz zrobić, panie profesorze? - zapytała przygryzając przy tym mimowolnie swoją wargę. Koniec z grzeczną Cole na ten wieczór. Cnotliwa panna Roshwel schowała się głęboko zostawiając Colette która chce się bawić i poznawać coraz to nowsze znaczenia słowa przyjemność. Nie mogąc się powstrzymać znów przylgnęła do jego warg całując go powoli i słodko. Wszystko co się dzisiaj wydarzy zależy od niego. Ona była tylko marnym prezentem z którym może zrobić co mu się żywnie podoba.
avatar
Colette Roshwel
Czarownica


Wiek : 32
Skąd : Londyn, Anglia.
Krew : półkrwi.
Majątek : zamożna.

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Hyperion Greengrass on Czw 18 Wrz 2014, 21:40

Zaraz po wizycie w Mungu Hyperion teleportował się do Buenos. Potrzebował pogadać z przyjacielem o swoich problemach, on na pewno go zrozumie i coś poradzi. No i chciał tez załatwić coś przy okazji. Tylko był jeden mały problem. Przez ten swój cug alkoholowy całkowicie stracił rachubę czasu i zapomniał, że Castellani zmienił teraz adres zamieszkania na Hogwart. Pozwolił więc sam się zaprosić do środka po tym, gdy przez dłuższą chwilę nikt mu nie otwierał. Rozsiadł się w jednym z tych wygodnych foteli i czekał. Czekał i czekał, aż w końcu Nana zorientowała się o jego obecności. Coś tam gadała wymachując rękoma, ale Hyperion tylko odprawił ją gestem dłoni. I tak nei zrozumiałby, że Marca nie ma. Nie starał się nawet jej posłuchać, bo gdyby to zrobił pewnie wyłapał by to jedno magiczne słowo "Hogwart".
avatar
Hyperion Greengrass
Starszy Podsekretarz Ministra Magii

Wiek : 50
Skąd : Greenock, Szkocja
Krew : Czysta
Majątek : Bardzo bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t919-hyperion-greengrass#17152

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Marco Castellani on Czw 18 Wrz 2014, 21:55

Z tym zmienianiem adresu to tak nie do końca. Umówił się z dyrektorem, że będzie w niektóre popołudnia znikał ze szkoły na rzecz szpitala i badań, które uzdrowiciele go poddawali. Ostatnio chyba stał się nawet bardzo ciekawym przypadkiem dla studentów i w duchu modlił się żeby Aleksy go nie dorwał. Zresztą dostał jego grafik praktyk po uprzednim uśmiechnięciu się w sekretariacie do starszej pani w okularach i po krótkiej wymianie zdań spisała wszystkie godziny Vulkodlaka w szpitalu. Nie mógł na niego trafić, bo gdyby tak się stało zacząłby pytać albo gorzej... powiedziałby Suzanne.
Dzisiejszego wieczoru też miał się udać na jakieś tam próby eliksiralne czy coś ale potrzebował do tego swoich wyników... które oczywiście musiał zostawić w Buenos. Szybko więc aportował się pod swój dom z wielkim bólem głowy, bo te podróże były coraz to bardziej dla niego męczące, a nie chciał rezygnować z nauczania w Hogwarcie. Cholernie pokochał tą pracę a ona pozwalała mu zapomnieć o tych wszystkich problemach. Dobrze, że jeszcze nie wiedział, że jego córka jest w ciąży. Zawał na miejscu.
- Nana, widziałaś gdzieś zieloną teczkę? - zapytał po hiszpańsku zaraz gdy przekroczył próg swojej willi i ściągnął z siebie skórzaną kurtkę pozostając w samym t-shircie. Nie musiał długo czekać na rozkrzyczaną Argentynkę, która to zaczęła machać rękami i wskazywać na salon.
- Co Ty tu robisz? Przecież w tygodniu jestem w szkole - zapytał zdziwiony kiedy ujrzał Hyperiona, który to na kanapie siedział jak u siebie z miną pana tego domu. Przyzwyczaił się do tego wzroku i nie robiła w ogóle już wrażenia ale jego obecność o tej porze była zaskakująca mimo wszystko.
avatar
Marco Castellani
Nauczyciel: Quidditch


Wiek : 43
Skąd : Buenos Aires, Argentyna
Krew : Czysta
Majątek : bogaty jak skurczysyn

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t991-skrytka-pocztowa-marca-ca

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Hyperion Greengrass on Czw 18 Wrz 2014, 22:10

Gdy tylko Marco wszedł do salonu już już chciał go odpieprzyć i zapytać gdzie to się tak szlaja, ale ten go ubiegł.
- W szkole? - zapytał z nieco głupią miną, a potem zaklął cicho pod nosem. Chyba nawet nie zauważył, że jego córka wróciła do Hogwartu.
- Straciłem rachubę czasu... Więc co tu robisz, skoro powinieneś być w szkole? - zapytał unosząc nieco brew i wskazał mu miejsce na kanapie obok, żeby usiadł. Tak, dokładnie jakby to on był tu panem domu. Zawsze czuł się panem a z tymi fiolkami w kieszeni znowu był sobą. W prawdzie jeszcze nie sprawdził ich działania, ale i tak podnosiły jego pewność siebie.
- Nie ważne... Muszę z tobą pogadać. Mam problem.
Cóż, jego problem to pikuś w porównaniu do problemu Marca, ale on w końcu zawsze widział tylko czubek własnego nosa. Nawet gdyby Castellani stanął teraz w płomieniach on i tak twierdziłby, że ma gorzej.


Ostatnio zmieniony przez Hyperion Greengrass dnia Pią 19 Wrz 2014, 23:14, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Hyperion Greengrass
Starszy Podsekretarz Ministra Magii

Wiek : 50
Skąd : Greenock, Szkocja
Krew : Czysta
Majątek : Bardzo bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t919-hyperion-greengrass#17152

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Marco Castellani on Czw 18 Wrz 2014, 22:22

Ciekawe co takiego robił, że nawet nie wiedział jaki miesiąc mamy. Pewnie to te częste spotkania z tymi jego pannami. Catherine nie odzywała się za bardzo od powrotu do domu gdy u niego była i aż się bał czy czasem ten jej wyjazd nie pogorszył sprawy między małżeństwem.
- Zapomniałem czegoś - powiedział rozglądając się jeszcze po pokoju ze zmarszczonymi brwiami i wtedy też dojrzał tą zieloną teczkę z emblematem szpitala na stole. No tak. Tu ją zostawił. Jeszcze skleroza mu się pojawiła. Pięknie. Zaraz zapomni jak się nazywa.
Zanim usiadł obok przyjaciela nalał mu szklankę bursztynowej whiskey i postawił przed nim, sam sobie nie nalał, bo musiał być czysty przed badaniami.
- Opowiadaj więc - powiedział i usiadł obok niego próbując się wsłuchać w problemy Greengrassa. Ostatnimi czasy wolał słuchać o problemach innych ludzi niż swoich, nawet był na tym całym przesłuchaniu w Ministerstwie. Na domiar złego zapomniał też, że by w koszulce, która wcale nie zakrywała brązowych plam na jego ramionach czyli efektu tej domniemanej choroby.
avatar
Marco Castellani
Nauczyciel: Quidditch


Wiek : 43
Skąd : Buenos Aires, Argentyna
Krew : Czysta
Majątek : bogaty jak skurczysyn

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t991-skrytka-pocztowa-marca-ca

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Hyperion Greengrass on Czw 18 Wrz 2014, 22:48

To Catherine mu się nie poskarżyła? A to dziwne, że o nim nei pomyślała, bo pewnie postawiłby go na nogi równie szybko jak jego mamuśka. Z drugiej strony skoro wiedziała o jego chorobie pewnie nie chciała zawracać mu głowy swoimi problemami.
- O nie, dzięki - odsunął delikatnie podana mu szklankę, choć w jego oczach wyraźnie pojawił się głód. Chciał się napić, ale dobrze wiedział, że nie powinien i jak to sie skończy. Jeszcze za wcześnie na powrót do tradycyjnej szklaneczki do obiadu. Matka nie dałaby mu spokoju gdyby wyczuła alkohol. A wyczułaby. Tak bardzo chciał się napić, że aż przez chwilę zawiesił się gapiąc się na szklankę. Dopiero pytanie przyjaciela sprowadziło go znowu na ziemię.
- Starzeję się. Wiesz co to jest? - zapytał wyciągając z kieszeni marynarki jedną z fiolek z niebieskim eliksirem i trzymając ją między kciukiem a palcem wskazującym pokazał Castellaniemu. Cieżko było mu patrzeć w oczy przyjaciela, nie tylko ze wstydu przed swoim problemem ale i ze względu na te paskudne plamy, na które ciągle uciekał mi wzrok.
avatar
Hyperion Greengrass
Starszy Podsekretarz Ministra Magii

Wiek : 50
Skąd : Greenock, Szkocja
Krew : Czysta
Majątek : Bardzo bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t919-hyperion-greengrass#17152

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Marco Castellani on Czw 18 Wrz 2014, 23:09

No jak miał go postawić jak jeszcze niedawno Hyperion był na niego obrażony i chciał go wyrzucić z domu gdy ostatnim razem u niego był. Znał swojego przyjaciela i doskonale wiedział, że cała obraza musiała mu przejść sama, kiedyś jeszcze wystarczyła butelka wódki i ten ich cały rytuał z płonącą whiskey, ale już byli starsi, poważniejsi i potrzebowali innych środków. No i Castellani ostatnio miał tyle na głowie, że zapomniał o swoich znajomych. Nawet podczas procesu spotkał swoją dawną przyjaciółkę i no powiedzmy, że dziewczynę za czasów bycia ślizgonem - Caliente, którą zbył, bo chyba zauważyła, że Marco nie był już taki Mareczkowaty.
Odmowa alkoholu? Kolejne zaskoczenie tego spotkania. Hyperion nigdy nie odmawiał alkoholu! No proszę, proszę. Czyżby u obu panów zaszły aż tak diametralne zmiany, że teraz ich spotkania będą odbywały się przy herbatce i ciastkach? Niedoczekanie.
- Wiem - powiedział tylko tyle i spojrzał na niego. Nie używał tego eliksiru ale kiedyś jeszcze za czasów świetności kariery Castellaniego spróbował z kumplami z drużyny... i miał namiot przez 4h jak nic. Jednak teraz wiedział, że Hyperion nie przyniósł tej fiolki by się pobawić w spróbowanie tylko rzeczywiście musiał mieć problem z potencją. Marco poklepał swojego przyjaciela po plecach z pokrzepiającym uśmiechem.
- To pewnie przemęczenie nie starość. Rozładuj napięcie na siłowni i zobaczysz jak wszystko wróci do normy, laski będą zadowolone - powiedział starając się uspokoić przyjaciela jak tylko mógł. Jednak zauważył też jak wzrok ucieka mu na ramiona i dopiero teraz zorientował się, że miał je odkryte. Popatrzył przed siebie na ścianę i tylko wzruszył ramionami, jakby to miało wszystko wyjaśnić.
avatar
Marco Castellani
Nauczyciel: Quidditch


Wiek : 43
Skąd : Buenos Aires, Argentyna
Krew : Czysta
Majątek : bogaty jak skurczysyn

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t991-skrytka-pocztowa-marca-ca

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Hyperion Greengrass on Czw 18 Wrz 2014, 23:42

Cóż, są problemy, których płonąca whisky nie rozwiąże, a "porwanie" żony przyjaciela należało do takich. Ale jak widac Hyperionowi przeszła złość. Albo raczej zapomniał, że miał się na niego złościć.
- Od prawie trzech tygodni nawet nie drgnął. To nie jest przemęczenie - stwierdził chłodno. Znał swój ogranizm, znał swoje możliwości i nigdy nie miał najmniejszego problemu. Wystarczył mały impuls i już stał na baczność, a teraz? Modlił się, by ta mała fiolka postawiła go na nogi, bo jak nie... to co? Znowu zacznie chlać? Załamie się do końca?
- Kochanka mnie zostawiła, Catherine grozi, że mnie zostawi... Tracę kontrolę nad wszystkim. Nawet matka siedzi mi na głowie. Już nie wiem co mam robić... - schował twarz w dłoniach. Czuł się taki bezsilny, jak jeszcze nigdy dotąd.
- A ty? Spadłeś z miotły, czy co? - zapytał w końcu zerkając kątem oka na przyjaciela.
avatar
Hyperion Greengrass
Starszy Podsekretarz Ministra Magii

Wiek : 50
Skąd : Greenock, Szkocja
Krew : Czysta
Majątek : Bardzo bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t919-hyperion-greengrass#17152

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Marco Castellani on Pią 19 Wrz 2014, 00:01

Znów wsłuchał się w słowa przyjaciela. Od 3 tygodni miał ten problem a Marco mu współczuł, bo sam nie chciałby być na jego miejscu. Cóż, możesz być i umierający ale jak masz sprawną fujarę to wszystko powiedzmy, że gra.
- Stary znajdziemy na to sposób, to nie możliwe, że tak nagle nie możesz - stwierdził i zmarszczył brwi intensywnie się nad czymś zastanawiając. Gdyby tak przeanalizować jego spotkania z kobietami, to on zaś nie robił tego już od czasu gdy nie zaprosił Colette na ślub córki a później to zaczęły się te wszystkie podejrzenia.
- Catherine nie odejdzie, za bardzo kocha ciebie i dzieciaki, uwierz, znam ją prawie całe życie. A z matką Ci pomogę, wydawało mi się, że mnie lubi - powiedział przytakując sam sobie. Oczywiście, że mu pomoże we wszystkim o co tylko poprosi. Byli do cholery najlepszymi kumplami i choć ciężko mu było myśleć o tym wszystkim to nie odmówi za żadne skarby.
- Pamiętasz jak opowiadałem Ci o tym jak zmarła moja matka? No to właśnie... - odpowiedział i podwinął nieco rękaw ukazując więcej tych ohydnych plam. Coś czuł, ze Catherine nic mu nie powie ani o testamencie ani o powodzie dla którego Castellani go spisał. Może to i lepiej, im mniej ludzi wie tym lepiej śpią.
avatar
Marco Castellani
Nauczyciel: Quidditch


Wiek : 43
Skąd : Buenos Aires, Argentyna
Krew : Czysta
Majątek : bogaty jak skurczysyn

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t991-skrytka-pocztowa-marca-ca

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Hyperion Greengrass on Pią 19 Wrz 2014, 00:57

- A jednak - mruknął. Dopadło go nagle i niespodziewanie, zupełnie jakby ktoś przeciął sznurek łączący jego interes z mózgiem. Miał ochotę, czuł popęd ale nic nie działało jak trzeba. Może i Marco umiał funkcjonować tak długo bez seksu, ale dla Hyperiona była to nowość nie do zaakceptowania.
- Dzieci może i kocha, w to nie wątpię, ale przy mnie nie trzyma ją nic. Może kiedyś coś faktycznie do mnie czuła, ale nie teraz. Nie może mnie kochać po tym wszystkim co jej robiłem. - stwierdził z wyrzutem. A więc jednak miał świadomość tego, jak bardzo krzywdził ją przez te wszystkie lata, a jednak mimo to robił to nadal. Nie wierzył w tę miłość choćby z prostego powodu: skoro sam przez te wszystkie lata nic do niej nie czuł, to ona nie mogła czuć nic do niego. Ale kochał ją, inaczej nie byłoby mu przykro z tego powodu i nie żaliłby się teraz Marcowi. Oczywiście nie przyzna się do tego ani przed nim, ani przed sobą.
- Oj nie pierdol! Jesteś znacznie twardszy niż twoja matka - mruknął patrząc z ukosa na kumpla. Nie podobało mu się to ani trochę. Jak niby w takiej sytuacji ma się nie napić? Sięgnął po tę nieszczęsną szklankę i opróżnił ją jednym haustem.
avatar
Hyperion Greengrass
Starszy Podsekretarz Ministra Magii

Wiek : 50
Skąd : Greenock, Szkocja
Krew : Czysta
Majątek : Bardzo bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t919-hyperion-greengrass#17152

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Marco Castellani on Sob 20 Wrz 2014, 00:29

To nie jest możliwe, że tak nagle jajca Hyperiona się wyłączyły. Nie znał się na biologi ale wątpił, by tak to działało. A sam Greengrass nie był aż tak stary żeby go impotencja chwytała, czarodzieje mogą długo, bo dłużej żyją. Wystarczy spojrzeć na ojca Marco, ten to teraz pewnie sobie jeszcze używa gdziekolwiek teraz jest.
- To jak chcesz by została to się musisz postarać o to. Zaproś ją na kolacje, na spacer, sam od siebie, kup jej kwiaty, ale sam, nie wysyłaj skrzatów. Niech widzi, że się starasz, ze Ci zależy... bo chyba zależy? - zapytał chcąc się upewnić czy te wszystkie rady które mu zaserwował w ogóle mogłyby się przydać. Nigdy otwarcie Hyperion mu się nie przyznał jakie uczucia żywi do Catherine, czy w ogóle ją kochał. Bo słuchając jego żali to rzeczywiście musiał ją kochać, albo nie chciał być sam ani żeby ona była z kimś innym. Pewnie gdyby nie Hyperion i ten cały ustawiany ślub, możliwe, że Marco byłby jej mężem. Ale to tylko głupie gdybania.
- Niby twardszy, silniejszy, z pozoru zdrowszy ale ona umarła w ciągu dwóch lat od pojawienia się tych plam z czego pół roku to była agonia. - dodał i postanowił sam się napić. Najwyżej napisze do Munga, że coś ważnego go zatrzymało, a niewątpliwie to spotkanie, która właśnie się odbywało było ważne - spisałem testament, Cath ma kopie i ona wie, Luis też wie, nikt poza tym - dodał jeszcze i wypił duszkiem swoją porcję alkoholu z lekkim grymasem by znów napełnić obie szklanki bursztynowym napojem.
avatar
Marco Castellani
Nauczyciel: Quidditch


Wiek : 43
Skąd : Buenos Aires, Argentyna
Krew : Czysta
Majątek : bogaty jak skurczysyn

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t991-skrytka-pocztowa-marca-ca

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Hyperion Greengrass on Sob 20 Wrz 2014, 00:56

- Oczywiście, że zależy. Ona nie może odejść. - mruknął. Castellaniemu chyba jednak nie chodziło o to samo. Ale z pozostałymi stwierdzeniami śmiało mógł się zgodzić, oczywiście nie na głos. Nie chciał zostać sam i nie chciał, by Catherine była z innym.
- Kolacje, kwiaty... To dobre dla małolatów. Ja mam coś innego na oku.. I ty mi w tym pomożesz. Znasz język, okolicę... Pogadaj z ludźmi, rozejrzyj się i zrób mi listę domów na sprzedaż.
Policzki drgnęły mu nerwowo. Obiecał to żonie jeszcze podczas ślubu małej Castellani. Wtedy jednak myślał tylko o sobie i o miejscu, w którym mógłby spędzać czas z Adą. Teraz naprawdę chciał zrobić prezent żonie.
- Pieniądze nie grają roli. Jedyny warunek to prywatna, piaszczysta plaża. Zawsze o tym marzyła. Powinna była wyjść za Ciebie. Wtedy byłaby szczęśliwa. - mruknął podstawiając Argentyńczykowi szklankę, by mu dolał. Prychnął cicho nieznacznie kręcąc głową. Nie chciał komentować pesymistycznych rozważań kumpla, bo najzwyczajniej tego nie akceptował. Nie wykituje i już.
- Kiedy w ogóle zamierzałeś mi to powiedzieć, co?
avatar
Hyperion Greengrass
Starszy Podsekretarz Ministra Magii

Wiek : 50
Skąd : Greenock, Szkocja
Krew : Czysta
Majątek : Bardzo bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t919-hyperion-greengrass#17152

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Marco Castellani on Sob 20 Wrz 2014, 01:13

Od razu było widać, że ta dwójka wyznawała inne wartości. Aż dziw, że byli najlepszymi kumplami, bo przecież śmiało mogli się pokłócić i pobić za to, że się nie zgadzają poglądami. Ale jakoś jak przetrwali tyle lat to teraz nie będzie gorzej. A jak to mówią - prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, może to będzie teraz dla nich jakaś próba.
Uniósł brew do góry słysząc jego plan. Dom na sprzedaż? Tutaj? No tak Catherine zawsze zakochana była w jego plaży a on chętnie ją na nią zabierał. Widział jaka była szczęśliwa podczas spacerów przy zachodzie słońca, rozpuszczała wtedy włosy by bryza morska mogła poruszać nimi jak falami. Uwielbiał ten majestatyczny widok i uwielbiał ją obserwować jednak była nieosiągalna i już tak zostanie na zawsze.
Marco był jakimś tam romantykiem, lubił uszczęśliwiać kobiety właśnie takimi drobiazgami jak kwiaty, czekoladki, spacery, miłe słowa, jednak obserwując wszystko z boku stwierdził, że to i tak nie ma sensu. Kobiety albo leciały na dupków takich jak właśnie Hyperion i Luis albo na kasę, którą mieli jak lodu.
- Kilka kilometrów ode mnie jest jakaś mała opuszczona plaża, całkiem urodziwa ale mniejsza od mojej i nie tak ładna ale mógłby jej przypaść do gustu. Pogadam w weekend z właścicielami - powiedział i nalał whiskey do szklanek. Powinna wyjść na niego i byłaby szczęśliwsza. Tego nie wiedział nikt, bo może Marco też stałby się takim dupkiem gdyby nie zostawiła go Sarah z dwójką dzieciaków?
- Miałem Ci powiedzieć jak do was przyjechałem ale strzeliłeś focha i chciałeś mnie wyrzucić z domu to sobie darowałem - powiedział podsuwając mu szklankę unosząc brwi do góry. Tak właśnie było!
avatar
Marco Castellani
Nauczyciel: Quidditch


Wiek : 43
Skąd : Buenos Aires, Argentyna
Krew : Czysta
Majątek : bogaty jak skurczysyn

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t991-skrytka-pocztowa-marca-ca

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Hyperion Greengrass on Nie 21 Wrz 2014, 01:10

Cóż, Luis odbił mu kochankę i jakoś to przebolał, ale gdyby Marco dobierał się do jego żony... Nie byłoby co zeskrobywać ze ścian. Nie darowałby mu tego, a to chyba jasny dowód na to, że jednak kocha żonę. I naprawdę chciał dla niej dobrze, chciał ją uszczęśliwić i jeśli będzie trzeba to co noc będzie z nią spacerował po tej cholernej plaży. Tego całego romantyzmu powinien uczyć się chyba od Marca. Oczywiście, że jak chciał to potrafił być romantyczny, ale najzwyczajniej uważał, że to nie w jego stylu. Kwiaty? Czekoladki? Nie! Lepiej kupić dom na plaży w boskim Buenos!
- Więc porozmawiaj i daj mi znać. I zrób zdjęcia. Nie chcę kupować kota w worku - mruknął. Ufał Castellaniemu i wierzył, że nie opchnąłby mu żadnej ruiny, ale jednak wolałby mieć jako taki wgląd w sytuację nim ruszy się tu z workiem galeonów.
- No tak, bo potem to już okazji nie było - mruknął i wychylił kolejną szklaneczkę. Jakby się tak dobrze zastanowić to własnie od tamtego felernego dnia miał problemy z kuśką. Zamyślił się na chwilę. Nie połączył wcześniej tych faktów, ale może to faktycznie tylko stres i niedługo wszystko wróci do normy?
- Idę zanim będziesz musiał tłumaczyć się Catherine dlaczego znowu jestem pijany - mruknął odstawiając szklane na stolik i wstał.
- Daj znać co z tym domem. I z Tobą. Chcę być na bieżąco.
Przez krótką chwilę stał gapiąc się na przyjaciela niepewnie, jakby zastanawiał się czy powinien go przytulić, albo może poklepać pokrzepiająco po ramieniu, ale ten przeciez nie umierał.. jeszcze, więc takie czułości były nie wskazane. Skinął tylko głową na pożegnanie i wyszedł, by za drzwiami teleportować się do domu.
avatar
Hyperion Greengrass
Starszy Podsekretarz Ministra Magii

Wiek : 50
Skąd : Greenock, Szkocja
Krew : Czysta
Majątek : Bardzo bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t919-hyperion-greengrass#17152

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Jose Castellani on Wto 31 Mar 2015, 00:22

Jose jest nudny. Tak jak nudne bywają podwieczorki uwieńczone zapachem borówek. Jose jest nudny i nic w tym szczególnego. Nudnie się porusza, nudnie mówi i nudnie zasypia. Nudnie wyciąga się i prostuje kręgosłup kręg po kręgu. Nudnie się starzeje i tworzy coraz szerszą kartotekę nudności. Właściwie był najbardziej niepasującym elementem tej rodziny. Rodziny kipiącej latynoską energią dziwną i śmieszną. Nieco leniwą, zbytnio fanaberyjną i dziecinną. Jose miał czterdzieści jeden lat i był zbyt stary na te mistyczne czterdzieści i jeden. Nie przesiadywał długo na bankietach, wcześnie kładł się spać i lubił jak pszczoły otaczały jego brodę. Nic nie wyrywało go z poczucia wygodnej nudności.
Marco, zapewne zawsze uważał go za anemicznego i nudnego kuglarza albo co gorsza Szpicbródkę. Chociaż Jose nigdy nie martwił się swą małą, dziwną przypadłością. Zawsze powolnie i nudnie wyruszał do Argentyny. Czasem zapominał o kapeluszu przez co spacerując po chodniku zatapianym w pełnym, argentyńskim słońcu maniakalnie mrużył oczy.
Dom kuzyna, to dom kuzyna. Kuzynowski dom. Marco-dom-Marco. A w tym domu tylko wygodny fotel i krótka wizyta. Ostatnim i przed-przed-przed-ostatnim razem był tu na pogrzebie. Buenos Aires jest doskonałe na popołudniowe pogrzeby. Na czerń przywierającą do ciała. Na tiul parzący ciała kobiet. Na coraz wolniejsze oddechy, ciężkie materiały, ospałość i wściekłe myśli pospieszające pogrzebowy orszak.
avatar
Jose Castellani
Czarodziej


Krew : Czysta
Majątek : złotojad

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Marco Castellani on Pon 06 Kwi 2015, 10:58

No pogrzebie padre Castellaniego stawili się wszyscy ci co stawić się powinni. Rodzina i przyjaciele, w większości tylko z nazwy. Większość przyszła zobaczyć czy to nie jakaś mistyfikacja. W końcu on zniknął na kilka lat, zniknął i nie dawał znaku życia. A teraz umarł zostawszy po sobie całą spuściznę w postaci niespłaconych długów, milionem problemów i nierozwikłanych zagadek. Niestety ktoś musiał dźwignąć to brzemię. Niestety padło na Marco.
- Sam, bez Camille? Mogłeś uprzedzić to bym się tak nie wystroił - rzekł do kuzyna nalewając dwie szklaneczki ognistej, jedną stawiając tuż przed Nudziarzem. W rzeczywistości Argentyńczyk wcale taki odwalony nie był. Zestaw miał taki jak zawsze, biała koszula, ciemne spodnie. Można rzec, że jego garderoba była wypełniona tylko takimi rzeczami i w rzeczywistości właśnie tak było. Wyglądaj elegancko, poważnie ale z jego uśmiechem i wiecznie rozmierzwioną czupryną dawał poczucie rozluźnionego, może nawet niegrzecznego. To była właśnie pierwsza ocena każdego co go zobaczył. Mało kiedy spotykał się z inną wersją pierwszego wrażenia.
Z zaciekawieniem przyglądnął się kuzynowi rozsiadając się na kanapie ze szklanką bursztynowego płynu w prawej dłoni. Zastanawiał się to co było powodem takiej nagłej wizyty. Czy zwykłe odwiedziny, czy jednak miało to swoje drugie dno o którym zaraz się dowie. Może chciał zapytać o Suzanne, może o ten zawał i co go spowodowało? Może domyślał się, że Castellani odziedziczył nie tylko uśmiech po matce ale też i tą przeklętą chorobę?
- Nie widziałem Cię od pogrzebu... - zagaił, co było wstępem do rozwikłania jego pytań.
avatar
Marco Castellani
Nauczyciel: Quidditch


Wiek : 43
Skąd : Buenos Aires, Argentyna
Krew : Czysta
Majątek : bogaty jak skurczysyn

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t991-skrytka-pocztowa-marca-ca

Powrót do góry Go down

Re: Salon

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach