Trybuny

 :: Hogwart :: Tereny Szkolne :: Boisko

Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Go down

Trybuny

Pisanie by Brennus Lancaster on Wto 16 Kwi 2013, 18:53

First topic message reminder :

Szerokie trybuny okalające stadion są podzielone na pięć sektorów: odpowiednio cztery dla każdego z domów oraz piąty, w którym zasiadają nauczyciele i goście.
avatar
Brennus Lancaster
V-ce Dyrektor Szkoły


Wiek : 86
Skąd : Dublin
Krew : Czysta
Majątek : klasa średnia

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down


Re: Trybuny

Pisanie by Rhinna Hamilton on Nie 28 Wrz 2014, 08:03

Rhin z początku bawiło zachowanie Amelii na treningach. Teraz podchodziła już do tego na porządku dziennym. Fakt faktem, zwracała większą uwagę na to, co robią Melia i Prince na treningach, a w sumie tak naprawdę to spotykali się z większą uwagą Hamilton, ale to nie oznaczało, że nie dbała o resztę drużyny! Nie, po prostu nie chciała, by reszta myślała, że jej bliscy mają jakiekolwiek fory w drużynie, bo to nie prawda. Czasem nawet była bardziej surowa dla nich, jak dla reszty. Wychodziło to na dobre, naprawdę.
- Podziękuję, raz mi wystarczy. Potem było mi zimno przez cały dzień, dopiero w nocy mi przeszło.
Zaczęła się śmiać, wspominając akurat ten moment. Ciężko było jej to zapomnieć, jak chodziło w jesień w szkole w dwóch swetrach. Wcześniej było to dość wstydliwe doświadczenie, ale teraz - śmieszyło ją i to bardzo. Odrzuciła blond włosy na plecy i spojrzała na Amelię.
- Ty to wiesz, ja to wiem i jest dobrze. Ludzie będą chcieli, to się zgłoszą, wiesz o tym.
Mrugnęła do niej okiem, składając proroka i chowając go do kieszeni szaty. Podniosła do góry ręce i przeciągnęła się z cichym pomrukiem.
- Nie będę przyprowadzać zespołu na treningi, jeszcze nie zwariowałam. Ciekawie by było, ale obawiam się, że nie jestem się w stanie rozdwoić i coś by na pewno ucierpiało. Nie wiem tylko, kto - czy drużyna, czy zespół.
A Rhin tego nie chciała! Naprawdę bardzo nie chciała czegokolwiek zawalić.


You’re not flashy, but you softly glow,
Like the moon in the night sky,
Like the flowers in the field.


You seem plain, but you’re special,
Like a gem that can be seen
To people who know.
avatar
Rhinna Hamilton
Klasa VI


Wiek : 18
Skąd : Londyn, Anglia
Krew : Półkrwi
Genetyka : Animag
Majątek : Klasa średnia.

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t768-skrytka-pocztowa-rhinny-h

Powrót do góry Go down

Re: Trybuny

Pisanie by Amelia Tully on Sro 01 Paź 2014, 11:16

Trzeba przyznać, że Amelia nie bardzo przejmowała się opinią innych. No... tak, tak, dawała z siebie wszystko na treningach i meczach by udowodnić, że jest tam ze względu na swe umiejętności, a nie znajomości, ale na pewno się nie załamywała! Niech sobie mówią co chcą, ale nie wolno było podważać decyzji jej najbliższych!
- Od tego są sweterki! Powinnaś nosić ten co ostatnio ode mnie dostałaś. Chyba, że się już rozpruł? Może wolałabyś na te święta jakiś cieplejszy? Bardziej puszysty? Taki w miotełki? W miotełki z czerwoną kokardą bo to święta!
No przecież jakby jej prezent był cieplejszy, to i przyjaciółce nie byłoby zimno. Co to znaczyło? A to, że w tym roku musi użyć więcej materiału! Sweterki muszą być grubsze by przytrzymały całe ciepełko na ciele i nikt nie zachorował. A miotły ze wstążeczkami brzmiały przecież iście świątecznie, prawda? Dla Księciunia to może zrobić w korony - co też dziwne nie było! Mogłaby rodzeństwu zrobić swetry w Hamiltony, ale sama nie wiedziała co by wtedy powinno na nich się znajdować.
- Wiem wiem i wiem, że się zgłoszą. Wiadoma rzecz, więc się wie. - rzekła radośnie, podkreślając swą 'wiedzę' - Oh... a już miałam nadzieję, że będzie jakaś fajna muzyka przy treningach! A nie chciałabyś śpiewać latając na miotle? Byłoby ciekawie! A co do rozdwajania się... może jest jakieś zaklęcie na to?
Dodała niewinnie. Nie żeby myślała by szukać i tego używać, ale fajnie byłoby mieć taką opcję! Dzięki temu, Rhi nie musiałaby się męczyć i znalazłaby czas na wszystko!
avatar
Amelia Tully
Klasa VI


Wiek : 19
Skąd : St Mary's, Wielka Brytania (Kornwalia)
Krew : Czysta
Majątek : Biedny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t1622-skrytka-pocztowa-amelii-

Powrót do góry Go down

Re: Trybuny

Pisanie by Rhinna Hamilton on Nie 05 Paź 2014, 18:19

Spojrzała na swoją przyjaciółkę nieco zdumiona. Zamrugała oczami i wzięła głębszy wdech, chcąc coś powiedzieć mądrego. Jako iż nie mogła znaleźć w pierwszym momencie słów, które mogłaby użyć, zamknęła z powrotem usta i odetchnęła głęboko. W końcu wpadło jej coś, co mogłaby powiedzieć. Zaśmiała się i dźgnęła lekko przyjaciółkę w bok.
- Bardziej puszysty i ciepły poproszę następnym razem. Na pewno wtedy nie zmarznę!
Powiedziała spokojnie, powoli podnosząc się z miejsca, w którym siedziała. Poprawiła gazetę w kieszeni i przeciągnęła się.
- Nie martw się, śpiewać i latać to ja mogę, ale to i tak nie to samo przecież. Potrafię skupiać się na obydwóch rzeczach, jednak wolałabym się na czymś skupić tak wiesz, na dwieście procent, a nie tylko sto.
O tak, Rhinna była dość ambitną osobą. Wolała naprawdę poświęcić całą swą uwagę na jednej rzeczy - choć tak naprawdę rzadko kiedy to robiła.
- Dobra, Melia. Czas na śniadanie. Nie możemy siedzieć cały czas na trybunach.
Powiedziała, zaganiając przyjaciółkę do wyjścia z trybun. Musiały się ruszyć w końcu, ile można siedzieć w jednym miejscu! Aż się dziwiła, że to ona je goni - przecież to Amelia była tą, która rzadko kiedy dawała radę siedzieć dłużej w jednym miejscu! Po chwili obydwie zniknęły z trybun.


You’re not flashy, but you softly glow,
Like the moon in the night sky,
Like the flowers in the field.


You seem plain, but you’re special,
Like a gem that can be seen
To people who know.
avatar
Rhinna Hamilton
Klasa VI


Wiek : 18
Skąd : Londyn, Anglia
Krew : Półkrwi
Genetyka : Animag
Majątek : Klasa średnia.

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t768-skrytka-pocztowa-rhinny-h

Powrót do góry Go down

Re: Trybuny

Pisanie by Sanne van Rijn on Sro 15 Paź 2014, 22:34

Jesień. Nie dość, że to od wieków była najgorsza pora roku i niezmiennie nią pozostaje, to dodatkowo jeszcze ciężej się ją przeżywało w Hogwart'cie. W Hogwart'cie - wielkim, magicznym, kamiennym i zimnym zamczysku, które mieści w swoich murach setki młodych adeptów magii. Sanne nie raz próbowała sobie wyobrazić jak mogłaby się czuć i co mogłoby się z nią stać, gdyby została w szkole zupełnie sama. Jednakże nigdy nie dochodziła do konkretnego scenariusza, gdyż po drodze pojawiało się kilka kolejnych możliwości, rozrastających się w jej głowie jak korzenie bardzo starego drzewa w żyznej ziemi. Bardzo starego, może nawet takiego dorównującego wiekiem takiemu w Zakazanym Lesie. Właśnie takie drzewo, wysokie, potężne, o pooranej latami korze, rozłożystymi gałęziami i mięsistymi liśćmi, wyobrażała sobie Sanne idąc na trybuny i patrząc jak mokra od mgły trawa delikatnie muska noski jej butów. Po co tam szła? Właściwie początkowy plan polegał na krótkim samotnym treningu, gdyż ostatnio ominęło jej kilka tych drużynowych i Bronte zagroziła jej, że jak nie odrobi braków to znajdzie kogoś innego na jej miejsce. Na to Holenderka nie mogła pozwolić. Quidditch jej był jej jedyną i do tej pory jedyną udaną miłością, więc jeśli cokolwiek się z nim wiązało było dla niej drugie w ważności po rodzinie. Jej początkowy plan przekształcił się diametralnie, dlatego też wylądowała na trybunach, przytulona do kijka swojej - warto zaznaczyć - ukochanej miotły, paląc papierosa. Tak, od niedawna zaczęła popalać regularnie, ale jedyny dostęp miała do czarodziejskich papierosów. Z jednej strony była oczarowana tym co działo się z dymem, który opuszczał jej płuca, a z drugiej strony jednak nie były to TE mugolskie, których do tej pory próbowała.
avatar
Sanne van Rijn
Klasa VII


Wiek : 20
Skąd : Amsterdam, Holandia
Krew : Czysta
Majątek : Klasa średnia

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t983-skrytka-pocztowa-sanne-va

Powrót do góry Go down

Re: Trybuny

Pisanie by Brandon Tayth on Pon 09 Lut 2015, 14:05

Chrzanić lekcje. Tayth nie miał dzisiaj nastroju do wysiadywania w klasie i przy okazji gapienia się na plecy Moniki, dlatego postanowił zrobić sobie wolne. Najwyżej łyknie wieczorem jakiś specyfik wywołujący gorączkę i przejdzie się do pielęgniarki po zwolnienie.
Tuż po obiedzie poleciał na błonia i pod wilczą postacią szlajał się przez jakiś czas po obrzeżach Zakazanego Lasu. Jak zwykle też zajrzał do zagajnika, chociaż wiedział, że nie zastanie tam Niemki. Po ich ostatniej rozmowie był świadom tego, że nieprędko uda się mu wrócić do jej łask, więc w sumie nie wiedział, po cholerę codziennie tam łazi.
Przywędrował na boisko i upewnił się, że jest absolutnie sam, po czym wrócił do ludzkiej postaci tylko po to, żeby zapalić sobie papierosa. I tak nie miał po co na razie wracać do szkoły.
avatar
Brandon Tayth
Klasa VII


Wiek : 20
Skąd : Rzym
Krew : Czysta
Genetyka : Animag
Majątek : Bogaty po tacie

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trybuny

Pisanie by Peter Raffles on Pon 09 Lut 2015, 14:27

Nie był sam, ale nie był też obserwowany. Rafflesa nie sposób było zauważyć na szkolnych trybunach podczas jakiegokolwiek meczu Quidditcha. W przeciwieństwie do rozedrganej, pochłoniętej sportową gorączką, szarej masy, Peter stronił od komercyjnego szału na miotlarskie popisy. Może dlatego, że nigdy nie dostał dziecięcej miotełki, a jego ojciec nigdy nie miał ulubionej drużyny, zbyt zajęty spijaniem resztek nędznego ale po klientach...
Nie, z pewnością to nie sportowa pasja była tym, co przywiodło siódmiorocznego Ślizgona na trybuny. Powód był dużo bardziej prozaiczny. Na każdy mecz wylegała cała szkoła. Cała szkoła mająca kieszenie wypchane najróżniejszymi drobiazgami... Które uczniowie sukcesywnie gubili - przedmioty wpadały w szpary miedzy siedzeniami, klinowały się w deskach podestów i zasadniczo aż się prosiły, by zmienić właściciela.
Toteż Raffles od czasu do czasu spacerował sobie po trybunach i stawał się zasobniejszy w najróżniejsze dobra. Dziś udało mu się posiąść kilka sykli, kawałek skórki z wsiąkiewki, trzy szczelnie zapakowane Czekoladowe Żaby, wisiorek z godłem Helgi Hufflepuff i starą przypominajkę.
Oczywiście, drobiazgi prędko znikały w kieszeniach szaty i odmętach starej torby, ale kiedy tylko Ślizgon zanotował, że na boisko zawitał ktoś jeszcze, przysiadł w najwyższym rzędzie, obserwując. Oczy zwęziły się niebezpiecznie, kiedy w samotnej figurce Raffles poznał Brandona...
W rejony świadomości natychmiast wypłynęła sytuacja  z Gregorovic i jej jadowicie słodki głosik, informujący, że przecież Tayth Wilson sam z siebie Kruger nie rzucił... Raffles odetchnął głębiej, z zawieszonego u boku pasa odpiął starą, magiczną piersiówkę, z której pociągnął zdrowego łyka. Czwarty dzień, jak zaklęta butelka samoistnie napełniała się pitnym miodem. Po raz kolejny przyszło mu do głowy, że zabranie jej dłużnikowi ojca było jednym z lepszych pomysłów.
Z rękawa wydobył różdżkę, stare trampki oparł o ławkę przed sobą. I przyglądał się Tayth-Wilsonowi tak, że ten z pewnością mógł wyczuć delikatne mrowienie karku...
avatar
Peter Raffles
Klasa VII


Wiek : 21
Skąd : stare śmieci - Hogsmeade
Krew : wątpliwie czysta
Majątek : bez sykla przy duszy

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trybuny

Pisanie by Brandon Tayth on Pon 09 Lut 2015, 14:39

- Trza spadać - mruknął cicho do siebie, wyrzucając peta. Już miał odwrócić się i odejść, kiedy poczuł, że brakuje mu różdżki w tylnej kieszeni spodni. Poirytowany odwrócił się na pięcie i rzucił okiem pod jedno z siedzeń. Uff, była. Podniósł ją i wyprostował się prędko, gdy wtem dostrzegł majaczący w dalszej części trybun zarys jakiejś postaci. Serce stanęło mu w gardle. Raffles. No to pięknie, Tayth był ugotowany. Ale bardziej niż widokiem Ślizgona, którego trochę się obawiał, przejął się tym, że mógł on zauważyć jego przemianę. Nie chciał, żeby ktokolwiek wiedział o jego animagicznych zdolnościach, a już na pewno nie Peter.
Nie mógł ot tak po prostu sobie pójść, kiedy już dał po sobie poznać, że zauważył chłopaka. Dlatego pokonał tych kilkadziesiąt metrów w jego kierunku.
- Cześć - rzekł, starając się brzmieć w miarę zdawkowo. Kątem oka łypnął na lekko wybałuszoną torbę u boku Petera, ale szybko wrócił wzrokiem do jego twarzy. - Nie na lekcjach?
Nie miał bladego pojęcia, czy w ogóle był jakikolwiek sens w tym, żeby zostać tutaj dłużej, zapewne i tak nie uda im się przeprowadzić konwersacji chociaż na poziomie względnej tolerancji. Ale cóż, postanowił sprawdzić. I tak to było lepsze, niż szukanie nienawidzącej go teraz Moniki. Mając wyraz twarzy iście zwyczajny, wyciągnął ku Rafflesowi paczkę fajek.
- Papierosa? - zagadnął, po czym sam odpalił swojego.
avatar
Brandon Tayth
Klasa VII


Wiek : 20
Skąd : Rzym
Krew : Czysta
Genetyka : Animag
Majątek : Bogaty po tacie

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trybuny

Pisanie by Peter Raffles on Pon 09 Lut 2015, 15:14

Tayth-Wilson rozejrzał się za swoją różdżką. I wtedy drgnął, najwidoczniej dostrzegając, że nie jest na trybunach sam. Raffles obserwował go nieruchomo, w kompletnej ciszy, gdy chłopak wspinał się na coraz wyższe rzędy siedzeń. Na twarz wpełzł mu niewesoły uśmieszek...
- Jak widać. - odparł zdawkowo na niezręczne pytanie o frekwencję na zajęciach. Prawda była taka, że ten dział Obrony przed Czarną Magią już dawno miał opanowany. Raffles w istocie opuszczał sporo godzin, jednak nie tak wiele, jak można by się spodziewać po herszcie ślizgonskiej bandy...
- Zgubiłeś tu coś? - nie brzmiało to zachęcająco. Szare, chłodne spojrzenie również nie zapowiadało miłej konwersacji. Bądź co bądź, do Rafflesa dotarło, jak Tayth-Wilson wypowiadał się paczce - że to "dziecinne" i już go "nie bawi". Zabawne, ze bawi go za to robienie z siebie naczelnego rogacza Hogwartu...
Na papierosy spojrzał z pogardliwym uśmiechem.
- Nie palę żadnych mugolskich gówien. I czasem zastanawia mnie, skąd prawdziwi czarodzieje aż tyle tego mają.
Raffles, jako urodzony ksenofob, z góry bojkotował wszystko, co nie było magiczne, co nie było szkockie, co nie było swojskie... A jeśli już cokolwiek palił, był to suszony dyptam lepszego sortu, mocno pobudzający postrzeganie magii w otoczeniu.
Różdżka w jego bladych dłoniach drgnęła, wędrując między palcami. Nagrzała się nieznacznie, wyczuwając skrzętnie tłumione emocje właściciela.
avatar
Peter Raffles
Klasa VII


Wiek : 21
Skąd : stare śmieci - Hogsmeade
Krew : wątpliwie czysta
Majątek : bez sykla przy duszy

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trybuny

Pisanie by Brandon Tayth on Pon 09 Lut 2015, 21:24

Wzruszył ramionami obojętnie i schował fajki do kieszeni. Nie to nie, skoro Raffles nie tknąłby mugolskiego gówna, to przecież nie będzie wpychał mu na siłę. Zaciągnął się porządnie, spoglądając na chłopaka.
- Niby co miałbym zgubić? - uniósł brwi lekko, nieco się rozluźniając. Wyczuł, że nie jest mile widziany, ale nie miał zamiaru tego po sobie poznać. Był zresztą ciekaw, czy Lena zdobyła się na rozmowę z nim, chociaż jednocześnie był też prawie pewien, że wcale nie odpuściła sobie starania się o to egoistyczne ślizgońskie serce. Może i myślała, że zostawił Monikę ze względu na nią, lecz prawda była zupełnie inna - Leslie. Tego już nie miał zamiaru wyjawiać pannie Gregorovic. Bo i po co, skoro nadal wolała siedzącego teraz przed nim psa ogrodnika.
Przez ułamek sekundy jego uwagę przyciągnęła różdżka Petera. Miał dziwne przeczucie, że z tego spotkania nie wyniknie nic dobrego, na razie jednak powstrzymał się od jakichkolwiek działań zapobiegawczych. Jego różdżka ponownie spoczywała w kieszeni, na razie nie widział potrzeby bezsensownie nią wymachiwać przed nosem Rafflesa.
- Co u chłopaków? - zapytał po chwili milczenia bez zbędnych złośliwości w głosie. Nie mogąc się jednak powstrzymać, dodał: - No i u Leny?
avatar
Brandon Tayth
Klasa VII


Wiek : 20
Skąd : Rzym
Krew : Czysta
Genetyka : Animag
Majątek : Bogaty po tacie

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trybuny

Pisanie by Peter Raffles on Pią 13 Lut 2015, 11:57

- Może rozum... - odparł, niemal niedosłyszalnie. - Albo Kruger, po raz setny...
Drugą część zdania dodał już nieco głośniej. Przyglądał się Brandonowi oczami wilka. Zastanawiał się czy chłopak w ogóle nawiąże do faktu, że miał wrócić do paczki, czy pominie to obojętnym, lekceważącym milczeniem...
Była jeszcze druga kwestia, uwierająca w podświadomość dużo bardziej dotkliwie, jak rzecz, o której nie chce się pamiętać, a która i tak wypływa i kole boleśnie z tyłu głowy. Na domiar złego, Tayth-Wilson nie mógł się powstrzymać i rozgrzebał problem sam.
Na pytanie o chłopaków z paczki, Raffles parsknął pobłażliwie.
- Wszyscy niezwykle za tobą tęsknią. - uniesione brwi i złośliwy grymas na wąskich ustach mówiły co innego...
Na prowokacyjne pytanie o Lenę herszt bandy przymknął oczy na moment. Lekko drgnęła szczęka.
- Właściwie nic ciekawego. Mieliśmy ostatnio przyjemną rozmówkę na temat listy osób, z którymi Lena chciałaby mieć coś do czynienia na stopie... więcej niż towarzyskiej. Wyjątkowo wyśmiała pomysł, że mógłbyś się na niej znajdować.
avatar
Peter Raffles
Klasa VII


Wiek : 21
Skąd : stare śmieci - Hogsmeade
Krew : wątpliwie czysta
Majątek : bez sykla przy duszy

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trybuny

Pisanie by Brandon Tayth on Pią 13 Lut 2015, 17:23

- Monika zazwyczaj gubi się sama - odrzekł obojętnym tonem. Cóż, w sumie taka była prawda. Tylko raz sam umyślnie zgubił ją w Londynie. Potem to ona się pogubiła... Nie raz, nie dwa. Cóż, życie.
W zasadzie, od kiedy dostrzegł Rafflesa, gdzieś w głębi umysłu odezwał się jego cichy głosik przypominający mu o tym, że miał coś zrobić w kierunku powrotu do bandy lub zrezygnowania z tego pomysłu już ostatecznie. W sumie wiedział już, co chciałby zrobić, ale czekał na odpowiedni moment. Nie mógł przecież od tak wyskoczyć do Petera z zapytaniem o łaskawe przyjęcie go z powrotem. Jeszcze życie mu było miłe.
Wiedział, że nikt specjalnie po nim nie rozpacza. I wiedział, że Lena postanowiła sobie z nim pogrywać. Nie dał tego po sobie poznać, ale ostatnie zdanie chłopaka nieco wyprowadziło go z równowagi. Nie mógł mieć pojęcia o tym, co faktycznie Gregorovic powiedziała mu na jego temat, ale nie chciało mu się wierzyć, że aż tak niepochlebnie wyraziła swoje zdanie o paniczu Tayth... Cóż. Skoro ona postanowiła za wszelką cenę zostać przy swoich chorych uczuciach, on nie miał zamiaru jej tego utrudniać. Ba, może nawet nieco jej dopomoże... Przecież na milion kilometrów widać, że ona nigdy nie da sobie spokoju z Peterem, a z kolei on widocznie uwielbiał grać rolę psa ogrodnika.
- No błagam cię, Raffles. Nie od dziś wiadomo, że Lenka buja się tylko w tobie. - Zaśmiał się głośno, kręcąc głową z niedowierzaniem. - Ty naprawdę jesteś taki ślepy, czy po prostu nie chcesz tego widzieć? W życiu bym jej nie tknął, nie jestem taki głupi.
W sumie pannie Gregorovic chyba nieco dał odczuć, że może i byłby taki głupi, gdyby tylko zmanipulowałaby go trochę bardziej. Ale w porę zorientował się, że jakiekolwiek działania wobec niej nie miałyby najmniejszego sensu. Poza tym on i tak nadal wolał Monikę... Albo Leslie. Zależy, jaki miał nastrój.
- No i jeszcze jedna sprawa - zaczął tonem nieco niepewnym, ale kontynuował, postanawiając, że nie ma co owijać w bawełnę. - Jest jakaś szansa, że będę mógł z powrotem zasilić paczkę?
avatar
Brandon Tayth
Klasa VII


Wiek : 20
Skąd : Rzym
Krew : Czysta
Genetyka : Animag
Majątek : Bogaty po tacie

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trybuny

Pisanie by Peter Raffles on Pon 16 Lut 2015, 15:17

- Albo zmienia właściciela. - uzupełnił, uśmiechając się w pozbawiony wesołości, nieprzyjemny sposób. Machnął jednak dłonią. Znów łapał się na tym, że żadna rozmowa nie może odbyć się bez wspomnienia nazwiska tej cholernej Niemki. Irytowało go to.
Gdy zeszli na grząski temat Gregorovic, Raffles czuł, jak napina się każdy pojedynczy mięsień jego szczęk i przedramion. Oczywiście, z ust nie zniknął pobłażliwy uśmieszek władcy świata, jednak w szarych oczach dał się wychwycić nieprzyjemny poblask tłumionej agresji.
Który zapłonął nieco żywiej, gdy Brandon postanowił naprostować jego światopogląd.
Uderzyły go sprzeczne emocje, kiedy Tayth-Wilson zaatakował go słowami o rzekomych uczuciach dziewczyny, w głowie coś lekko zaszumiało. Różdżka ponownie rozgrzała się, niemal parząc mu palce.
Wszak nie pierwszy raz usłyszał, że jest ślepy... I to w podobnym kontekście.
- Przestań pieprzyć, Tayth. Może brzmiałbyś wiarygodnie, gdybyś całego swojego jestestwa nie opierał jedynie na uganianiu się za największą latawicą Hogwartu. - Burknął, wstając na równe nogi i spacerując wzdłuż rzędu siedzeń. Zmierzył Włocha taksującym spojrzeniem, zastanawiając się, jak właściwie powinien zareagować. Uznał chyba, że klątwa nie będzie najlepszym pomysłem... Choć kto wie, paląca skórę różdżka wciąż spoczywała w czarowładnej dłoni.
Szczęśliwie dla siebie, i dla samego Rafflesa chyba też, Brandon zmienił front. Poirytowany herszt bandy obrzucił go pogardliwym spojrzeniem, zatrzymał się, znów zaczął krążyć.
- Zastanowię się czy jest w tobie cokolwiek użytecznego. - odburknął, wyraźnie nieswój. - Jeśli wspaniałomyślnie uznam, że owszem, dowiesz się prędzej czy później.
Raffles naciągnął kaptur na głowę i odwrócił się, rozsierdzony. Po czym opuścił trybuny bez większych pożegnań. Kto by się spodziewał, że parę kłamliwych słów podrzędnego znajomego może utkwić w nim daleko bardziej, niż solidny pojedynek czy najgorsze, jadowite wymiany zdań?
avatar
Peter Raffles
Klasa VII


Wiek : 21
Skąd : stare śmieci - Hogsmeade
Krew : wątpliwie czysta
Majątek : bez sykla przy duszy

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trybuny

Pisanie by Brennus Lancaster on Pon 17 Sie 2015, 22:40

ROK SZKOLNY 2015/2016




Hogwarts, Hogwarts, Hoggy Warty Hogwarts,
Teach us something, please....
avatar
Brennus Lancaster
V-ce Dyrektor Szkoły


Wiek : 86
Skąd : Dublin
Krew : Czysta
Majątek : klasa średnia

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trybuny

Pisanie by Flora Wilson on Pon 11 Kwi 2016, 12:50

Była znudzona. I była zła. I była w jakiś sposób smutna ale nigdy by tego nie przyznała na głos. Wszyscy byli zajęci. Ona też próbowała ale to w dużej mierze niewykonalne kiedy zajęcia nie zajmują nawet połowy tygodnia, a z nauką jesteś do przodu. Już nie wiedziała co ze sobą robić. Właśnie dlatego uznała, że piknik sam na sam ze swoimi problemami to genialny pomysł i na pewno pozwoli jej nabrać dystansu do świata i jej własnych problemów.
Stawiała uważnie swoje małe stopy obute w ulubione ciemnoszare trampki, bo wiedziała, że z jej fartem, jeden zły krok i wyląduje w Skrzydle Szpitalnym ze skręconą kostką. Kiedy uznała, że miejsce jest odpowiednie, rozłożyła na jednym stopniu trybun kocyk w typowo krukońskich kolorach (była dobra z rękodzieła więc co rusz tworzyła nowe koce, swetry i szaliki), a na nim usadziła swoje szlachetne cztery litery. Pod nosem cały czas nuciła jakieś szkockie pieśni ludowe, co ważne, bardzo fałszując. Postawiła obok siebie koszyk i wyciągnęła z niego ciastka karmelowe, sok dyniowy i kilka kanapek z kremem czekoladowym. Przyjaźń ze skrzatami była bardzo wygodna, chociaż krępująca. Nikt przecież nie lubi być traktowany z nabożną czcią. No dobra, niektórzy lubią. Kiedy sięgała po pierwsze ciastko, jakaś myśl przyszła jej do głowy. Zrobiła chytrą minę godną chochlika kornwalijskiego i sięgnęła do kieszeni wewnętrznej w płaszczu. Miała tam ukrytą piersiówkę z Ognistą Whisky Ogdena. Upiła łyk, buteleczkę schowała do kieszeni i wyciągnęła przed siebie nogi.
Na tych trybunach spędziła dużo czasu przez lata nauki w Hogwarcie. Była na każdym meczu Hanki, zresztą w ogóle chyba nie opuściła żadnego meczu quidditcha, co dziwne, bo przecież zawsze robiło jej się niedobrze przez patrzenie na śmigające postacie. Sama na miotle nie siedziała od wielu lat, ostatnio chyba na pierwszych zajęciach z lotów, kiedy nie udało jej się przekonać nikogo, że ona naprawdę nie chce latać. Musiała, a potem chyba leżała ze złamaną ręką przez kilka dni w skrzydle. Czasami przez tą niechęć do quidditcha i lęk wysokości czuła się niepełną czarownicą. Przecież wszyscy to kochali i każdy chciał być w drużynie. Ona wolała kibicować w tle i nie opuszczać bezpiecznej, pewnej ziemi.
Westchnęła cicho, oparła się wygodniej i przymknęła oczy. To już ostatni rok tutaj. Co miała robić dalej? Niby miała jakieś małe plany zostania uzdrowicielką, ale kto wie, jak to się rozwinie. Nikomu o tym nie mówiła, ale wybrane przez nią przedmioty mówiły same za siebie.
avatar
Flora Wilson
Klasa VII


Skąd : Edynburg
Krew : Czysta
Majątek : Skromny

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trybuny

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Powrót do góry

- Similar topics

 :: Hogwart :: Tereny Szkolne :: Boisko

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach