Główna ulica

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down

Główna ulica

Pisanie by Konrad Moore on Wto 25 Cze 2013, 20:53

Szeroka ulica, wyłożona kocimi łbami, wzdłuż której znajduje się mnóstwo magicznych sklepów.
avatar
Konrad Moore
Minister Magii


Wiek : 75
Skąd : Londyn, Anglia
Krew : czysta
Majątek : bardzo bogaty

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Główna ulica

Pisanie by Rosalie Fitzpatrick on Wto 25 Cze 2013, 21:08

Była w swoim żywiole. Obładowana stosem toreb wędrowała od sklepu do sklepu z szerokim uśmiechem wymalowanym na jej zaróżowionej twarzy. Nie mogła znaleźć sobie miejsca, odkąd James opuścił szpital i wrócił do Hogwartu. Była jednak z siebie niewyobrażalnie dumna - chłopiec przemyślał sprawę i postanowił zmienić swoje zachowanie. Scott była przeświadczona, że to tylko i wyłącznie jej zasługa.
Gdy Roland znów zostawił ją samą w domu i udał się na dyżur do szpitala, natychmiast postanowiła sobie, że kolejnego dnia na pewno nie spędzi na błąkaniu się po pustej rezydencji. O nie. Wzięła długą kąpiel z olejkiem porzeczkowym, upięła włosy w kunsztowny kok.
Ciemna, opięta spódnica mieniła się kolorami zgniłej zieleni. Scott nie przewidziała, że słońce zniknie dziś z nieba, dlatego na górę narzuciła jedynie białą bluzkę z koronkowymi wstawkami na plecach.
Zdążyła jedynie zakupić kilka nowych książek, a także eleganckie pióro dla Rolanda. Deszcz zatrzymał ją w drodze do magicznej menażerii. Skoro Fitzpatrick trzymał w domu dwa krwiożercze psy, ona postanowiła sprowadzić sobie kota. Nie informując go o tym oczywiście.
Brunetka chwyciła po dwie torby z zakupami do każdej ręki i przystanęła pod daszkiem z niepokojem spoglądając na zachmurzone niebo, z którego woda lała się litrami. Czarne, wysokie szpilki nie były odpowiednie na taką wyprawę.
avatar
Rosalie Fitzpatrick
Czarownica


Wiek : 39
Skąd : Kerry, Irlandia
Krew : czysta
Majątek : bardzo bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t760-skrytka-pocztowa-rosalie-

Powrót do góry Go down

Re: Główna ulica

Pisanie by Gabriel Griffiths on Wto 25 Cze 2013, 21:50

Wakacje zbliżały się dużymi krokami, więc nie tylko uczniom udzielał się już letni nastrój. Przez cały ostatni tydzień, Gabriel po każdym długim, spędzonym dniu w szkole, wymykał się poza jej mury. Dzisiaj postanowił przejechać się aż do Londynu, by później spotkać się ze starymi znajomymi ze studiów na ulicy Pokątnej. Do planowego wyjścia do baru miał jeszcze parę godzin wolnego, dlatego poświęcił je na małe zakupy. W filozofii mężczyzn nie leżało przechadzanie się po sklepach i branie tego, co akurat wpadło Ci w oko. Miał po prostu już parę potrzeb, które należało załatwić przed samymi egzaminami końcowymi. Nowy garnitur, koszula, buty i ewentualne dodatki. 
Przygotowany na troszkę chłodniejszy wieczór, miał na sobie swoją ukochaną marynarkę z kolekcji Bianchi Matova i pod spodem koszulę w kolorach jeansu. W jego ręce był duży, czarny parasol, który też nie wyglądał na pierwszy lepszy. Podszycie było podwójne, z ciemną kratą od wewnętrznej strony, a rączka gruba i zakończona srebrnym, wykwintnym zawijasem. Ładniej rzecz ujmując - stylowe i pogodowe wybawienie, dla panny Scott. 
Griffiths, z urodzenia dobry i uczynny chłopiec, dostrzegł tą piękną i zagubioną postać z naręczem pakunków, uwięzioną pod ulicznym daszkiem. Dobry humor mężczyzny sprawił, że niewiele myśląc, skierował się w kierunku niewiasty. 
- Może Pani pomóc? - spytał neutralnie, uśmiechając się miło do kobiety. Po dłuższym przyjrzeniu się postaci Rosalie, Gabriel już był pewien, że potrzebny jej książę na białym rumaku, który pomoże się jej przedostać przez ten niekończący się deszcz. Inaczej mogłaby tu stać jeszcze godzinami, bo nie wyjdzie na ulicę, żeby zmoczyć swoje nowo zakupione ubrania i misternie ułożoną fryzurę.
- Mogę Pani zaoferować swoje ramię i gdzieś odprowadzić - zaproponował, wyjaśniając tym samym jego wcześniejsze pytanie.
avatar
Gabriel Griffiths
Auror


Wiek : 34
Skąd : Dartford, Wielka Brytania
Krew : Czysta
Majątek : Zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t660-skrytka-pocztowa-gabriela

Powrót do góry Go down

Re: Główna ulica

Pisanie by Rosalie Fitzpatrick on Wto 25 Cze 2013, 22:22

Rosalie właśnie kontemplowała o tym jak szybko przebiec na drugą stronę ulicy, gdy z zamyślenia wyrwał ją niski tembr męskiego głosu, który skądś kojarzyła. 
- Oh, Gabrielu! - uśmiechnęła się pogodnie, po chwili załamując bezradnie ręce. - Z nieba mi spadłeś! I przede wszystkim przestań mi paniować. Czuję się staro, a i bez tego mam milion rzeczy na głowie!
Kobieta potrząsnęła głową, chcąc odgonić od siebie natrętne myśli. Dzisiaj miała mieć czas tylko na przyjemności, a nie rozpamiętywanie problemów, które tak czy inaczej ją dopadną.
- Bardzo gustowna marynarka. Czy byłoby to zbyt nieuprzejme z mej strony, gdybym zapytała gdzie ją kupiłeś? Roland chodzi w jakiś starych koszulach, a nie wypada by osoba na jego stanowisku wyglądała jak stary pijak. Ale tłumacz mu to, to jak do ściany. - ta czarownica zdecydowanie należała do tych, których usta rzadko kiedy się zamykały. Darzyła wszystkich szczerą sympatią, co było nad wyraz naiwne z jej strony biorąc pod uwagę jej wiek. Powinna być już stateczną, poważną kobietą, a nie roztrzepaną szczebiotką.
- Mógłbyś? Na gacie Merlina gdzie się podziali tacy mężczyźni. Jesteś gatunkiem na wyginięciu. Aż dziw, że Twoja żona puszcza Cię tak z domu bez nadzoru. - Rosalie trajkotała jak najęta. Czarne loki, które wymsknęły się z uchwytu jej spinki dyndały wesoło, gdy żywo gestykulowała. Chwyciła czarodzieja pod ramię i chowając się pod jego elegancką parasolką, pociągnęła go subtelnie w kierunku menażerii. - Koniecznie muszę kupić sobie kota. Może zechciałbyś mi towarzyszyć? Pewnie wolisz psy, jak to każdy mężczyzna. Albo te wstrętne sowy. I ropuchy.
avatar
Rosalie Fitzpatrick
Czarownica


Wiek : 39
Skąd : Kerry, Irlandia
Krew : czysta
Majątek : bardzo bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t760-skrytka-pocztowa-rosalie-

Powrót do góry Go down

Re: Główna ulica

Pisanie by Gabriel Griffiths on Wto 25 Cze 2013, 22:54

Nie miał zbyt wiele wspólnych wspomnień z matką James'a. Poznali się dopiero niedawno na imprezie u Marii Volante, z którą też kontakt mu się znacznie zbyt często urywał. Było to też dziwne spotkanie, ponieważ tego wieczoru Roland Fitzpatrick będąc pod wpływem procentów, oświadczył się tej czarnowłosej piękności, która Gilbertowi się tak fizycznie spodobała. Stąd to całe... paniowanie.
Uśmiechnął się jednak z ulgą, kiedy usłyszał swoje imię w jej ustach. Nie został jednak tak totalnie zignorowany jak z początku zakładał. Może to zasługa tego jednego wspólnego toastu?
- Przepraszam Rose, ale kto jak kto... Ty nie masz co się martwić o swój wiek - odparł z nonszalancją dżentelmena, od którego leciało tanim podrywem. A mimo to było to poważne stwierdzenie i wcale nie zamierzał grać przeogromnego komplemenciarza. Uśmiechnął się pogodnie do kobiety i wystawił ramię, żeby go złapała. 
- Ubrania często zamawiam w sklepach typu Van Graff... Ale akurat tą marynarkę dostałem za pomoc w sesji zdjęciowej mojego przyjaciela - nagle można było wyczuć jakąś zmianę nasilenia emocji w jego głosie. Dalej był to ten niski i ciepły tembr głosu, ale stracił na entuzjazmie. Nawet się nie spytał, a już dostał odpowiedź - rzeczywiście była narzeczoną Rolanda.
Mężczyzna nie będzie miał jednak lekko w życiu, jeżeli to jest właśnie ten typ kobiety, która dużo mówi, jest roztrzepana i lubi wydawać pieniądze. Była jednak urocza w tym wszystkim co robiła. Trudno było uwierzyć, że miała jakąkolwiek styczność z tym wycofanym chłopakiem z Ravenclawu. 
Kobieta pociągnęła go lekko, więc zaczęli iść drogą w nieznanym mu na początku kierunku. Gabriel cały czas uważał, żeby nieść prosto parasol, aby Rosalie nie dosięgnęła chociażby jedna kropla wody. Był nad tym tak skupiony, że dał jej się spokojnie wygadać, nie przerywając monologu czarownicy. Dopiero po jej pytaniu i krótkiej przerwie, miał możliwość odpowiedzenia.
- Akurat koty idealnie się wpasowują w wizję przysłowiowej starej panny. Do Ciebie to nie pasuje, ale ja jako kawaler...  Wolę te puszyste stowrzenia, które nie trzeba wyprowadzać cztery razy dziennie i nie pachną po deszczu jak mokre ścierki. I nie, nie mam żony - dodał z uśmiechem, prowadząc ją poprzez uliczkę do menażerii. Może powinien się poczuć urażony, że jego męskość nie jest taka jak być powinna skoro wolał koty od psów, ale tak już po prostu było. Tymi drugimi trzeba było się bardzo zajmować i mieć na nie czas, którego nasz nauczyciel nie posiadał. A koty były słodkie i mniej inwazyjne. Ale skoro Gabriel nie potrafił się nawet sobą do końca zająć i spożywać jak Bóg przykazał trzech posiłków dziennie, to skąd miejsce na takie maleństwo, które trzeba kochać i pieścić?
- Ale i tak na razie nie mam zwierząt. A mogę wiedzieć skąd ta niesamowita konieczność wynikła? - spytał z ciekawości, zerkając z rozbawieniem na jej zawziętość na twarzy i ten niesforny lok, tańczący przy głowie panny Scott.
avatar
Gabriel Griffiths
Auror


Wiek : 34
Skąd : Dartford, Wielka Brytania
Krew : Czysta
Majątek : Zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t660-skrytka-pocztowa-gabriela

Powrót do góry Go down

Re: Główna ulica

Pisanie by Rosalie Fitzpatrick on Sro 26 Cze 2013, 13:51

Deszcz bębnił zawzięcie w materiał czarnego parasola, a wąskie strumyki wody płynęły nierównym chodnikiem. Rosalie ze skupieniem omijała kolejne kałuże, postukując zawzięcie szpilkami.
Owszem, na parapetówce u Marie zamienili dokładnie dwa zdania, ale nie przeszkadzało to Scott w zasypaniu go stertą zapewne niepotrzebnych informacji. Taka już była, cóż poradzić.
- Oj, przestań. - klepnęła go w ramię i zarumieniła się, mrużąc swe czarne jak dwa węgielki oczy. Mogłaby słuchać takich komplementów godzinami, takież próżne było z niej stworzenie. Lubiła o siebie dbać, dlatego też nie było nic dziwnego w tym, że robiło jej się miło, gdy ktoś docenił jej starania. - Wszyscy wokół suszą mi głowę, że mam już tyle lat i że powinnam z otwartymi ramionami przyjąć Rolanda, bo to jest moja ostatnia nadzieja. Zresztą, nie ważne. Nie będę Ci zawracać głowy głupotami.
Nie pogodziła się jeszcze z myślą o zaręczynach dlatego też prychnęła wyraźnie zdenerwowana. Wciąż nie założyła drogiego pierścionka, który sprezentował jej uzdrowiciel. Może i nie miała ochoty wcisnąć już swych czarnych szpilek w oczy Fitzpatricka, ale wciąż była skrępowana tą całą sytuacją. Nagle z dnia na dzień miała związać się z mężczyzną, którego traktowała do tej pory jak brata. To było niedorzeczne. A fakt, że wszyscy wokół włącznie z jej synem i ojcem próbowali wmówić jej, że nikt inny jej nie zechce powodował, że snuła się godzinami po domu zamyślona, nie wiedząc co ze sobą począć. Jak ptaszek w klatce.
- Koniecznie musisz mi kiedyś pokazać ten sklep. Nigdy o nim nie słyszałam. To pewnie jakiś mugolski wynalazek, co? Oni to jednak mają głowę do tych ubrań. Nie to co te szerokie szaty, którymi ani się owinąć, ani je skrócić. Marie mi podpowiedziała, żebym zajęła się projektowaniem szat dla czarodziejów, ale nie wiem czy to dobry pomysł.
Szyld Czarującego Futerka zamajaczył w oddali, choć i tak uprzedził go skrzek sów, który słychać było niemal na całej ulicy. Czarownica nie przepadała za ptakami. Śmierdziały i wszędzie rozsypywały jedzenie. Ostatnio sowa Rolanda upolowała nawet mysz, którą zadziobała niemal na jej oczach! Okropieństwo.
- Jesteś kawalerem? Mój drogi! – wykrzyknęła zaskoczona, przystając na chwilę w miejscu. Uważnie słuchała każdego wypowiadanego przez niego słowa, kiwając cały czas głową w geście potwierdzenia. – Masz stu procentową rację! A wiesz, siedzę sama w tym domu, musiałam się wyprowadzić od Marie, bo i tak siedziałam jej długo na głowie i najzwyczajniej w świecie mi się nudzi. Są tam niby jakieś konie, ale nie umiem na nich jeździć. I śmierdzą. I są dwa psy, które cały czas biegają jak oszalałe i szczekają. James jest już prawie dorosły, niedługo sam zostanie ojcem, a ja potrzebuję takiej puchatej istotki do wyściskania. Która rasa podoba Ci się najbardziej? Bo ja nie mogę się zdecydować! Wszystkie mają takie słodkie ryjki. Nie licząc oczywiście tych łysych. Pewnie też są kochane, ale łysy kot? Kto by pomyślał!
avatar
Rosalie Fitzpatrick
Czarownica


Wiek : 39
Skąd : Kerry, Irlandia
Krew : czysta
Majątek : bardzo bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t760-skrytka-pocztowa-rosalie-

Powrót do góry Go down

Re: Główna ulica

Pisanie by Gabriel Griffiths on Sro 26 Cze 2013, 14:24

Mężczyzna miał okazję pracować w mugolskiej branży reklamowej. Nie chwalił się tym w środowisku czarodziei, bo Ci w dużej ilości pozostawali w okresie średniowiecza i tych starych szat z ogromnymi tiarami. Gabriel szanował tradycję i też miał taki strój na uroczystości szkolne, ale jeżeli chodzi o ubranie prywatne... zdecydowanie wolał już bogate i eleganckie stroje z czasopism dla mężczyzn. No i właśnie był taki okres w jego życiu, kiedy pomagał przyjacielowi - fotografowi i zarobił trochę na sesjach.
- W takim razie następnym razem pójdziemy na zakupy do galerii handlowej w Londynie - odpowiedział swobodnie, dalej będąc rozbawionym tempem w jakim dzieliła się z nim informacjami. Zupełnie ją nie przytłaczało to, że się ledwo znali. Po prostu założyła, że wie o kim mówi i o czym, więc topiła go w różnych wiadomościach z jej życia.
- Jeśli nigdy nie byłaś to będzie dla Ciebie lekki szok. Ale nie zakładam... żeby był to Twój pierwszy raz, prawda? - spytał awaryjnie, bo jakoś nie do pomyślenia było dla niego, że ta pięknie wystrojona kobieta, zaopatrywała się w ubrania tylko na magicznych ulicach.
Wzdrygnął się lekko, słysząc ten szczebiot sów. Nigdy nie wchodził z własnej woli do sowiarni w Hogwart'cie... To nie ptaki go obrzydzały, a te białe kupy, które zostawiały gdzie popadnie.
Rosalie przystanęła na jego przyznanie się do bycia singlem. Spojrzał na nią lekko zaskoczony i jednocześnie zdezorientowany tym entuzjazmem w jej oczach. Serce mężczyzny drgnęło na krótką chwilę, ale został sprowadzony szybko na ziemię. Dalej chodziło o koty, Rolanda i kogoś tam jeszcze... Znów zasypała go swoim słowotokiem, więc skwitował to krótkim i ciepłym śmiechem.
- Ragdoll! To zdecydowanie moja ulubiona rasa - wypalił, dalej się do niej szeroko uśmiechając. Ale moment... ojcem? W mgnieniu sekundy rozpromienioną twarz nauczyciela przysłonił złowrogi cień.
- James... zostanie ojcem? - powtórzył. Nie chodzi o to, że był zaskoczony tą informacją, ale jego pierwszą fazą przyjęcia tej informacji była złość. Jak jako opiekun jego domu o tym nic nie wie? Kto kogo wykorzystał?
avatar
Gabriel Griffiths
Auror


Wiek : 34
Skąd : Dartford, Wielka Brytania
Krew : Czysta
Majątek : Zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t660-skrytka-pocztowa-gabriela

Powrót do góry Go down

Re: Główna ulica

Pisanie by Rosalie Fitzpatrick on Sro 26 Cze 2013, 15:28

Rosalie od czasu do czasu spoglądała na zarośniętą twarz mężczyzny, który ze stoickim spokojem wysłuchiwał potoku jej słów. Rzadko kiedy zdarzało się, by ktoś po prostu nie przerwał jej w połowie i nie uciszył, niczym niesfornego dziecka. Griffiths zarobił właśnie dużego plusa u tej pani!
- Koniecznie. – przyklasnęła podekscytowana wspomnianą wycieczką. Scott podpatrzyła kilka strojów będąc po nie magicznej stronie Londynu i po powrocie do domu wiernie je odtworzyła za pomocą czarów. Podobnie było też i teraz – gdy widziała u kogoś rzecz, która wyjątkowo przypadła jej do gustu, starała się ją zapamiętać, by móc później stworzyć coś podobnego. Może i nie skończyła studiów i nie miała na ścianie dyplomu z pięcioma przedrostkami przed nazwiskiem, ale potrafiła posługiwać się różdżką. Kupowała odpowiednie materiały u Madame Malkin i przerabiała je głównie na garsonki, żakiety, proste spodnie i różnorakie koszule. Nigdy nie miała styczności z nowinkami modowymi, dlatego w jej szafie brakowało kolorowych koszulek, zwiewnych tunik, czy zwykłych jeansów. Raz czy dwa zdarzyło jej się odwiedzić niewielkie, mugolskie sklepiki, ale było to dawno temu i w dodatku w Danii. Z tego też powodu jej ubrania zawsze były jedyne w swoim rodzaju.
- Zawsze sama staram się sobie przerabiać ubrania. Albo robić je od początku. To nic trudnego! Chętnie Ci pokażę kiedyś moją kolekcję – wygładziła odruchowo obcisłą spódnicę, która należała do jej najnowszych nabytków. Przerobiła ją z najnowszej szaty wyjściowej Rolanda. I tak w niej nie chodził, a materiał był najlepszego gatunku.
- Też o nich myślałam, mają takie puszyste futerko. Widziałam tu ostatnio nawet na wystawie jednego. Pokażę Ci tego, który mi się najbardziej spodobał. Mam nadzieję, że nie zdążyli go sprzedać. Czuję, że świetnie by nam się razem żyło. Widziałam to w jego oczach. To był o ile się nie mylę Norweski Leśny, ale jeszcze waham się pomiędzy bengalskim. Wygląda jak taki ma…
Zdziwienie malujące się w jego oczach wytrąciło ją na chwilę z rytmu. Powiedziała, że James zostanie ojcem? Myślała, że nauczyciele już o tym wiedzą. Znów zatrzymała się w miejscu i przyłożyła dłoń do ust.
- Zdecydowanie za dużo gadam. Każdy mi to powtarza. Tak, James będzie ojcem, ale musisz mi przysiąc na wszystkie swoje świętości, że nikomu nie powiesz.  – spojrzała na Gabriela błagalnym tonem, na chwilę wyciągając rękę spod jego ramienia.
avatar
Rosalie Fitzpatrick
Czarownica


Wiek : 39
Skąd : Kerry, Irlandia
Krew : czysta
Majątek : bardzo bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t760-skrytka-pocztowa-rosalie-

Powrót do góry Go down

Re: Główna ulica

Pisanie by Gabriel Griffiths on Sro 26 Cze 2013, 18:11

Po wiadomości o James'ie nie był w stanie kontynuować rozmowy o kotach. Nie powinien był się złościć... W końcu to też nie była wina Rosalie, że nic o tym nie wie. Ale mimo wszystko był pierwszy raz opiekunem domu. Wiedział, że syn tej kobiety od początku roku sprawiał problemy i powinien go obserwować. Starał się, a teraz... Usłyszał, że nieodpowiedzialny uczeń ma zostać ojcem. Może dyrektor już o tym wiedział i Griffiths specjalnie nie został poinformowany.
Nauczyciel zaklęć miał swoje odcienie i reagował czase, emocjonalnie. Wstrząsające informacje nie przyjmował agresywnie, ale jednak w tym spokojnym i kulturalnym mężczyźnie kłębiły się cienie autorytatywnego ojca. W końcu James był jego wychowankiem i starał się jakoś panować nad jego zachowaniem. Gdyby ten miał normalnego ojca... Może sytuacja w ich rodzinie wyglądałaby trochę inaczej.
Gabriel westchnął, rejestrując ze smutkiem tą ucieczkę panny Scott spod jego ramienia. Dotknął wolną dłonią swojego czoła ze strapieniem i przeczesał blond czuprynę do tyłu. Zrobiły mu się lekkie fale na włosach przez wilgoć w powietrzu.
- Jak to jest... Że będąc non stop w szkole to i tak coś mnie omija - zamruczał, uspakajając swoje nerwy. Po chwili ciszy, którą ewidentnie potrzebował po długich minutach gadaniny Rose, spojrzał na kobietę ponownie. Niebieskie oczy mężczyzny zarejestrowały jej zgrabny nos, czarne, okrągłe oczy i pełne usta. W normalnej sytuacji poświęciłby trochę więcej czasu na podziwianie ich, kiedy są zamknięte. W końcu nieczęsty to widok, ale byłoby jeszcze piękniej, gdyby się uśmiechała.
- Muszę z nim porozmawiać - odezwał się w końcu, szukając zrozumienia w tych lekko przestraszonych węgielkach - Albo Roland - dodał po chwili namysłu.
avatar
Gabriel Griffiths
Auror


Wiek : 34
Skąd : Dartford, Wielka Brytania
Krew : Czysta
Majątek : Zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t660-skrytka-pocztowa-gabriela

Powrót do góry Go down

Re: Główna ulica

Pisanie by Rosalie Fitzpatrick on Sro 26 Cze 2013, 18:36

Scott przekrzywiła głowę niczym zaciekawiona dziewczynka. Mężczyzna wydawał się być widocznie rozdrażniony wiadomością o rychłym ojcostwie Jamesa. Roland mniej się tym przejął. Oczywiście też był w szoku, ale nie wpadł nawet na to, by porozmawiać z Krukonem. Pozostawił decyzję w rękach siedemnastolatka, który nic nie wie o życiu. Czarownica przestała się już nawet denerwować na swojego starego przyjaciela. Odkąd wróciła do Londynu nic między nimi nie układało się tak, jak powinno.
- Ja dowiedziałam się przypadkiem - machnęła ręką poprawiając jednego z czarnych loków, który nasunął się jej na czoło. Deszcz spowodował, że jej sprężynki skręciły się jeszcze bardziej. - Chciałam spotkać się z Nancy, żeby przeprosić ją za tamto wydarzenie w Starej Zbrojowni, a ona wtedy powiedziała mi o ciąży.
Nie wspomniała nawet o tym, że James początkowo chciał wymusić na niej aborcję. I tak było jej wystarczająco wstyd za syna.
- Nie wiem, czy ktokolwiek jest w stanie przemówić mu do rozsądku. Próbowałam. Powiedział, że porozmawia z tą dziewczynką. To są jeszcze dzieci...
Czarodzieje dotarli w końcu przed magiczną menażerię. Odgłosy zwierząt stały się już naprawdę nieznośne. Rosalie wychyliła się na ułamek sekundy zza parasola, by skontrolować, czy deszcz nieco zelżał. Nic z tego. Z nieba wciąż płynęła ściana deszczu. Buty miała już przemoczone do cna.
- Może wolałbyś jednak pójść gdzie indziej i przeczekać burzę? - czarownica strzepnęła kropelki deszczu ze spódnicy i zerknęła prosto w oczy swego rozmówcy. Szybko się jednak speszyła na tyle, że odwróciła się do niego tyłem i rozejrzała po uliczce w poszukiwaniu jakiegoś przytulnego lokalu.
- Tylko naprawdę wolałabym, żeby nikt inny nie dowiedział się o całej tej sprawie. James i tak rozrabia na każdym kroku, a panienka Baldwin prosiła mnie o dochowanie tajemnicy.
Scott odwróciła się przez ramię, znów z przestrachem zerkając na mężczyznę. A jeśli wszystko się wyda? Zdecydowanie powinna oduczyć się tak paplać.
avatar
Rosalie Fitzpatrick
Czarownica


Wiek : 39
Skąd : Kerry, Irlandia
Krew : czysta
Majątek : bardzo bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t760-skrytka-pocztowa-rosalie-

Powrót do góry Go down

Re: Główna ulica

Pisanie by Gabriel Griffiths on Sro 26 Cze 2013, 18:58

Nancy Baldwin. Kiedy jej siostra Polly była u niego pierwszy raz w gabinecie, nie wziął na poważnie zagrożenia. Mógł się obwiniać za to, że sprawy się daleko potoczyły? Miał prawo mieć do siebie żal?
Gabriel milczał znów przez jakiś czas. Kiwał głową na słowa Rosalii, ale uciekał wzrokiem w bok i dalej maltretował co jakiś czas swoje włosy, albo poprawiał nerwowo marynarkę.
- Właśnie dlatego, że są to dzieci to należy z nimi rozmawiać - odparł mężczyzna, a w jego oczach dostrzec można było teraz zakłopotanie. Największym wyzwaniem dla pedagoga szkolnego było to, żeby przemówić do rozsądku rodziców i "uczyć ich" jak wychowywać własne dzieci. Nieczęsto rodzice godzili się na to, a przez to właśnie w obecnych czasach, coraz więcej młodzieży nie miało szacunku do swoich nauczycieli. Dopiero, kiedy już naprawdę sobie matki nie dawały sobie rady z podopiecznymi to prosiły o pomoc. Lecz każdy wie, że prostsza jest profilaktyka niż radzenie sobie z już zaistniałym problemem.
- James potrzebuje autorytetu. Jeżeli mogę pomóc to chętnie to zrobię, ale skoro planujesz... wspólną przyszłość z Rolandem to może on, jako przyszły ojciec, powinien stanąć na wysokości zadania - jako mężczyźnie nie było mu to na rękę, bo jak już wcześniej można było się domyśleć, podobała mu się panna Scott. Jednak mówił teraz jako opiekun jej syna. Widać było to też w sposobie jakim to wszystko mówił i w tym jak się zachowywał nagle na dystans.
Dżentelmen Gabriel Griffiths wrócił jednak na miejsce, kiedy dotarli przed sklep.
- Nie będę o tym rozpowiadał na prawo i lewo - dopowiedział, uważając tym samym temat za zamknięty. Po tych słowach, na jego twarz wrócił uśmiech. Chciał wymazać te myśli ze swojej głowy i dalej rozkoszować się tym dniem spędzonym w towarzystwie cudownej kobiety.
- Najpierw chciałaś kota, prawda? Chociaż w tą pogodę nie wiem czy będziesz chciała go ciągnąć przez całą drogę powrotną do domu. Może się wyrywać i bać przez tą burzę... - pomyślał głośno, zerkając znad parasola na czarne niebo - Kawa?
avatar
Gabriel Griffiths
Auror


Wiek : 34
Skąd : Dartford, Wielka Brytania
Krew : Czysta
Majątek : Zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t660-skrytka-pocztowa-gabriela

Powrót do góry Go down

Re: Główna ulica

Pisanie by Rosalie Fitzpatrick on Sro 26 Cze 2013, 19:51

Rosalie cmoknęła pod nosem i wywróciła oczami. Dlaczego wszyscy wokół cały czas starali się nauczyć ją jak wychowywać syna? Może i nie zajmowała się nim na początku, ale teraz instynkt macierzyński obudził się w niej na nowo z całą siłą i nie zamierzała znów tak łatwo odpuścić. Czarownica wzięła dwa głębokie oddechy, dzięki którym nieco powściągnęła swój wybuchowy charakter.
- Rozmawiałam z nim. Powiedział, że mam się nie wtrącać w jego życie, dopóki nie poukładam swojego – tego, że kazał jej przyjąć oświadczyny od Rolanda, bo lepsza okazja może się już nie trafić oczywiście nie powtórzyła. Jak chciała to potrafiła się ugryźć w język w odpowiednim momencie. Prawdę powiedziawszy, to nie wspomniała o tym tylko dlatego, że sama o tym zapomniała.
- Wiem, Gabrielu, naprawdę to wiem. Może nie wyglądam jak najodpowiedzialniejsza kobieta świata, ale nie jestem głupia. To jest… trudne dziecko. Zdaję sobie z tego sprawę. I na tyle, na ile go znam wiem, że w ogóle Cię nie posłucha, choć chciałabym, by stało się inaczej.
Kobieta spuściła głowę i westchnęła ciężko. Popełniła w młodości zbyt wiele błędów, za które słono musiała teraz zapłacić. Chciała poradzić sobie z tym sama, ale cóż mogła poradzić na to, że wyglądała jak ostatnia sierota i każdy chciał się nią zaopiekować? Nie żeby nie było jej to na rękę. Tylu przystojnych mężczyzn doceniających jej urodę nie miała przy sobie już dawno.
- Wspólną przyszłość z Rolandem? Oszalałeś? To mój najlepszy przyjaciel. I nic więcej. Nie zdziwię się jak ojciec zaprowadzi mnie siłą przed ołtarz. – machnęła ręką, przekładając zakupy na drugie przedramię. Ciekawskim spojrzeniem omiotła sklepową wystawę na której kotłowało się kilka rozdrażnionych zwierząt.
- Dziękuję.
Rosalie położyła dłoń na jego przedramieniu i ścisnęła je nieznacznie, dając tym samym wyraz swej wdzięczności. Zaraz po tym jednak zrobiła nieco zawiedzioną minę. Naprawdę chciała kupić tego kota, ale wiedziała, że mężczyzna ma rację. Pogoda nie sprzyjała szarpaniu się z klatką z futrzakiem.
- Może być i kawa. Ale jeśli przestanie padać to koniecznie musimy tu wrócić. – zastrzegła, nim ruszyli tym razem w kierunku jednej z kawiarni mieszczącej się przy ulicy Pokątnej.
avatar
Rosalie Fitzpatrick
Czarownica


Wiek : 39
Skąd : Kerry, Irlandia
Krew : czysta
Majątek : bardzo bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t760-skrytka-pocztowa-rosalie-

Powrót do góry Go down

Re: Główna ulica

Pisanie by Marie Volante on Czw 18 Lip 2013, 20:46

- Na brodę Merlina, przecież tak nie można! – drobna, rudowłosa kobietka przystanęła przy jednym z mniejszych straganów, rozciągających się wzdłuż ulicy Pokątnej i nie czekając na ewentualną reakcję handlarzy, wyrwała jednemu z nich klatkę, której zawartość stanowił mały, czarny kociak. Zwierzę kuliło się bezbronnie przed wstrętnymi łapskami mężczyzn, którzy najwyraźniej uznali znęcanie się nad dachowcem za pierwszorzędną rozrywkę, co Marie skwitowała pełnym pogardy spojrzeniem posłanym wszystkim trzem panom. Właściciel kotka ani myślał pozostawać jej dłużny, warknął coś niezrozumiale i ruszył w jej kierunku, na szczęście ta zdążyła mu umknąć i wtopić się w tłum, podążający uliczką. Francuzka jeszcze parokrotnie nerwowo odwracała się za siebie, by upewnić się, że czarodziej jej nie ściga i po kilku minutach znacznie zwolniła, nadal pozostając jednak czujną. W tym przypadku jej ognistorude włosy były przekleństwem – z burzą rzucających się w oczy fal mogła zapomnieć o anonimowości i zakupach na Pokątnej na kilka tygodni. Mimo tego, że nigdy nie należała do tych tchórzliwych i przesadnie nieporadnych, wątłych księżniczek, nie chciała mieć do czynienia z bandą handlarza. Nadal pozostawała kruchą kobietą, znacznie słabszą w aspekcie fizycznym od większości mężczyzn.
- No już, nie bój się – uzdrowicielka drżącą dłonią pogładziła czarną istotkę po łebku, słowami uspakajając chyba bardziej siebie niż zwierzę.
avatar
Marie Volante
Uzdrowiciel


Wiek : 30
Skąd : Francja
Krew : Czysta
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t730-skrytka-pocztowa-marie-vo

Powrót do góry Go down

Re: Główna ulica

Pisanie by Liam Cryan on Czw 18 Lip 2013, 21:05

Noc spędzona w hotelu nie była jego najlepszą nocą w życiu. Problemy z zaśnięciem, wynikające z natłoku spraw wymagających przemyślenia, sprawiły, że wcale nie czuł się szczególnie wypoczęty. To jednak dałby radę jeszcze zaakceptować - gdyby tylko godziny leżenia i gapienia się w sufit cokolwiek dały. On natomiast czuł się jeszcze bardziej zdezorientowany niż przedtem. Swój stan umiał rozpracować w kilka minut, opisać w fachowym języku psychologów i wykazać jego źródła, nijak jednak nie umiał go zmienić.
W takich sytuacjach w jego przypadku najlepiej sprawdzał się basen, gdy więc tylko zorientował się, że hotel, w którym zatrzymał się na noc, takowy posiada - udał się tam czym prędzej. Jak szalony pokonywał kolejne długości, nurkował, wstrzymywał oddech aż do granic możliwości. Nie trzeba chyba dodawać, że tym razem mógł zyskać co najwyżej objawy delikatnego przeciążenia organizmu - jednak na pewno nie spokoju myśli, na który tak liczył.
Po tak nieudanej próbie poprawienia sobie nastroju, zdecydował się wyjść do ludzi. W tym przypadku nawet nie liczył, że to coś pomoże, ale włóczenie się po ulicy z pewnością było lepsze niż przesiadywanie w pustym pokoju. Nie rezygnując jeszcze z rezerwacji - nie był pewien, czy nie przydałaby mu się jeszcze jedna nocka z dala od Regen Street 1 - opuścił więc hotel i na chybił trafił wybrał kierunek. Wciskając ręce do kieszeni spodni, zwiesił głowę i brnął przed siebie pogrążony we własnych myślach. Musiał, do cholery, coś zdecydować.
Rozmyślania przerwało mu nagłe zderzenie z drugą istotą ludzką. Rudą i drobną, jak zauważył przy pierwszym rzucie oka.
- Sorry - rzucił cicho z wyraźnym, północnoirlandzkim akcentem, objawiającym się u niego zawsze wtedy, gdy coś go dręczyło. W dłoniach trzymał teraz klatkę z kotem - wpadając na kobietę nieopatrznie wytrącił ją jej z rąk, ratując przed zderzeniem z ziemią dzięki szybkiemu refleksowi. Dostrzegając wewnątrz drobne, czarne stworzenie, uśmiechnął się nieznacznie. Uśmiech jednak szybko spełzł, a on wyciągnął klatkę w kierunku właścicielki. - To chyba twoje. - Niewyraźny, wymuszony uśmiech.
Spoglądając na rudą nie rozpoznawał w niej nikogo znajomego, choć równie dobrze widzieć się kiedyś mogli - biorąc pod uwagę, że oboje znajdowali się na Pokątnej, mógł ją kiedyś mijać na szkolnym korytarzu - a on zwyczajnie nie pamiętał. W jego przypadku zdarzało się to dosyć często.
avatar
Liam Cryan
Wykładowca: Aurorstwo


Wiek : 35
Skąd : Craigavon, Irlandia Północna
Krew : półkrwi
Majątek : klasa średnia

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t701-skrytka-pocztowa-liama-cr

Powrót do góry Go down

Re: Główna ulica

Pisanie by Marie Volante on Czw 18 Lip 2013, 21:24

Czujność Francuzki musiała być porządnie upośledzona, skoro ta – co chwilę nerwowo oglądając się za siebie – nie dostrzegła w porę podążającego prosto na nią mężczyzny. Dzięki niezbyt prędkiemu tempu obojga, Marie nie została staranowana, a jedynie zachwiała się niebezpiecznie, w ostatniej chwili, z gracją godną baletnicy, łapiąc równowagę. Na nieszczęście nowo nabytego zwierzaka, w momencie zderzenia rozluźniła dłonie, wypuszczając z nich klatkę. Na ułamek sekundy, kiedy przedmiot nieuchronnie zbliżał się ku ziemi, serce uzdrowicielki stanęło. Z otwartą buzią patrzyła, jak czarodziej w ostatniej chwili łapie klatkę, ocalając tym samym zwierzę.
- Nie do końca – wymamrotała, z wyraźną ulgą przejmując klatkę. Kiedy kot tkwił już bezpiecznie w jej – nadal odrobinę drżących – dłoniach, odetchnęła po raz pierwszy od kilkunastu sekund. Dyżur, ratowanie zwierzątka, a teraz jeszcze to; ten dzień zdecydowanie powinien się wreszcie skończyć.
- Porwałam go… ją… to – ruda zmarszczyła delikatnie nos, nie bardzo wiedząc, jakiej płci właściwie jest dachowiec. Jako, że informacja ta nie była chyba niezbędna ani jej, ani nieznajomemu, darowała sobie maltretowanie – i tak zestresowanego już – zwierzaka.
To nie tak, że codziennie bawiła się w wybawicielkę całego świata i męczennicę w imię istot żywych, po prostu nie mogła bezczynnie patrzeć, jak ten obleśny palant dźga kotka kawałkiem zardzewiałego drutu. Czarne stworzenie zwinęło się w klatce w kłębek i jeszcze przez chwilę patrzyło na nią tymi swoimi olbrzymimi, zielonymi ślepiami, uświadamiając jej, jak ogromny kłopot wzięła sobie właśnie na głowę. Marie lubiła zwierzęta, ale nie była żadną kocią mamą. Nie miała warunków, by przyjąć przybłędę pod swój dach; kociak, oczekujący jej powrotu z nigdy niekończącego się dyżuru w Świętym Mungu, zamieniłby jej nowy dom w ruinę jeszcze szybciej niż pijany Roland Fitzpatrick.
- Wszystko w porządku? Nic ci nie jest? Nie uszkodziłam Cię za bardzo? – Marie dopiero po kilku minutach zreflektowała się i skupiła się na mężczyźnie. Przez chwilę przyglądała mu się uważnie, jakby rzeczywiście obawiała się, że mogła wyrządzić mu jakąkolwiek krzywdę.
avatar
Marie Volante
Uzdrowiciel


Wiek : 30
Skąd : Francja
Krew : Czysta
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t730-skrytka-pocztowa-marie-vo

Powrót do góry Go down

Re: Główna ulica

Pisanie by Liam Cryan on Pią 19 Lip 2013, 09:15

Porwała? Kota? Ten dzień z każdą chwilą stawał się coraz dziwniejszy. Najpierw przez całą noc użerał się z własnymi myślami, potem uświadamiając sobie, że jego sprawdzony sposób na walkę z samym sobą tym razem nie zamierza działać, by jeszcze później zderzyć się z rudowłosą złodziejką kotów. A nie było jeszcze nawet południa! Skoro więc taki był początek, to co czekało go dalej - na przykład w Filii, w której również zamierzał się pojawić?
- Rozumiem. - Tym razem uśmiech był mniej wymuszony, choć wciąż daleko mu było do wesołego. Mimo tego nienormalnym by było, gdyby wyraz jego twarzy nie drgnął na takie wyjaśnienie. Porwała. Kota. Przecież to takie oczywiste.
Rzucił okiem na czarne, dygocące stworzenie. Było wyraźnie przerażone i jeśli do wieczora zwierzęce serduszko nie odmówi mu posłuszeństwa, będzie można uznać to za cud. Nie miał pojęcia, co kocię przeszło do tej pory, ale już sam lot klatki w kierunku ziemi - nieistotne, że ostatecznie udaremniony - mógł nadwyrężyć jego wytrzymałość.
- Nie, spokojnie. - Na kolejne słowa rudej roześmiał się już na dobre, dając spokój obserwacji kota, a przenosząc spojrzenie stalowoszarych oczu na jego właścicielkę. - Zresztą, to raczej ja powinienem cię o to zapytać. - Zmarszczył lekko brwi, przyglądając się kobiecie uważniej. Jeszcze tego było potrzeba, by przez swe zamyślenie poturbował nieznajomą. To jednak najwyraźniej miało mu być oszczędzone - chyba żadnemu z nich nic się nie stało.
Nie zmieniało to jednak faktu, że czuł się w obowiązku przeprosić za to małe zderzenie. W końcu to z jego winy kot niemal skończył na chodniku, a ruda musiała przerwać swą dezercję z klatką w ramionach. Rozejrzał się więc to w jedną, to w drugą stronę, by wreszcie dostrzec w pobliżu budkę z magiczną, lśniącą różnymi kolorami watę cukrową. Gdy po paru chwilach wręczał słodycz na patyku nieznajomej, można było mu zarzucić, że nie są już dziećmi, a podarunek w takiej postaci był jego strony wyrazem skrajnej niedojrzałości. On sam uważał jednak, że w każdym z nich jest trochę dziecka - a miłość do waty cukrowej, charakteryzująca niemal każdego człowieka, jest czymś, z czego nigdy się nie wyrasta.
- W ramach przeprosin. - Uśmiechnął się nieznacznie, w międzyczasie oferując się jako tymczasowy opiekun klatki z kotem, by kobieta mogła wygodnie skonsumować trochę owiniętego na drewienku cukru.
avatar
Liam Cryan
Wykładowca: Aurorstwo


Wiek : 35
Skąd : Craigavon, Irlandia Północna
Krew : półkrwi
Majątek : klasa średnia

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t701-skrytka-pocztowa-liama-cr

Powrót do góry Go down

Re: Główna ulica

Pisanie by Marie Volante on Pią 19 Lip 2013, 12:01

Niekiedy prawdomówność Francuzki chwytała za serce, jednak znacznie częściej przysparzała jej po prostu dodatkowych kłopotów. Z kolei nieznajomy nie wydawał się zgorszony przestępstwem, którego się dopuściła, a do którego przed momentem nieświadomie mu się przyznała. Co więcej: nie wyglądał na specjalnie zdziwionego, może w pierwszej chwili odrobinę zdezorientowanego. Niestety słowa, pogrążające uzdrowicielkę, wypadły z jej buzi, nim zdążyła zasłonić sobie usta dłonią. Miała właśnie zignorować ewentualne uszczerbki na zdrowiu mężczyzny, których mogła być bezpośrednią przyczyną i ponownie wmieszać się w tłum, gdy ten – ku konsternacji samej Marie – uciął temat jednym krótkim rozumiem. Rudowłosa przyjrzała mu się uważniej, spod lekko przymrużonych powiek, chcąc wybadać, czy nie jest to żaden podstęp. Może czarodziej miał zamiar donieść na nią, gdy tylko ona straci czujność? A może był jednym z członków bandy obleśnego handlarza, przed którym właśnie uciekała? Jej obawy rozwiał cichy śmiech czarodzieja. Rozbawiony, nie wyglądał już tak podejrzanie. Och, Marie, znowu popadasz w paranoję!
- Jestem uzdrowicielką – jej ton brzmiał tak, jakby jej profesja gwarantowała jej co najmniej nieśmiertelność. Była uzdrowicielką? Świetnie, w takim razie nie miała prawa nabić sobie choćby siniaka! Volante wyprostowała się dumnie i przeczesała dłonią rozwiane, rude kosmyki, odbierając im nieco swawolnego charakteru. Fryzura żadnej z kobiet w podobnych okolicznościach nie mogła pozostać w idealnym ładzie. Nim Marie zdążyła zaoponować, mężczyzna oddalił się, znikając jej z oczu.
- Hej, jak to tak? Poczekaj no, nie zostawiaj mnie z… tym samej! – Francuzka wspięła się jeszcze na palce, łudząc się, że w ten sposób zrekompensuje sobie stosunkowo niski wzrost i w tłumie, podążającym Ulicą Główną, dostrzeże blondyna. Straciła właśnie nadzieję, kiedy ten ponownie wyrósł przed nią znikąd. Trudno powiedzieć, kto miał głupszy wyraz twarzy na widok trzymanej przez niego waty cukrowej: Volante podejrzewała, że musiała upaść i uderzyć się w głowę, a czarne stworzenie w klatce wyraźnie ożyło, zaintrygowane dużym, puchatym obłoczkiem na patyku. Po kilku sekundach tępego wpatrywania się to w czarodzieja, to w trzymaną przez niego rekompensatę, czarownica uśmiechnęła się wreszcie, kręcąc niedowierzająco głową. Mimo wszystko, chętnie powierzyła mu klatkę i z wdzięcznością przyjęła watę cukrową.
- Chcesz trochę? Ostatecznie ty też trochę ucierpiałeś? – Marie nie dzieliła się zbyt chętnie słodyczami, za którymi wprost szalała, ale tym razem szczerze podsunęła mu różowy obłoczek przed twarz.
avatar
Marie Volante
Uzdrowiciel


Wiek : 30
Skąd : Francja
Krew : Czysta
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t730-skrytka-pocztowa-marie-vo

Powrót do góry Go down

Re: Główna ulica

Pisanie by Liam Cryan on Nie 21 Lip 2013, 17:46

Gdyby tylko wiedział, że bycie uzdrowicielem gwarantuje niemal boską odporność na wszelkie obrażenia, nawet przez chwilę nie pomyślałby o studiowaniu aurorstwa. Czym prędzej pomknąłby szkolić się na medyka, gotów znosić nawet marudzenie pacjentów i ocierać nosy zasmarkanym po pas dzieciom. Nikt go jednak zawczasu nie uświadomił o podobnych korzyściach, toteż trzymał się swych pierwotnych zamiarów i udał tam, gdzie bez większego wysiłku mógł spożytkować swoje naturalne predyspozycje. Tym sposobem dziś zamiast białego kitla miał legitymację współpracownika Filii.
Tymczasem, gdy już wbrew obawom rudej pojawił się na powrót u jej boku i wymienił tymczasowo watę cukrową na klatkę z kotem, poczuł nieznaczne drgnienie nastroju. Nie to, że od razu zapomniał o kwestiach wymagających jego uwagi - to nie było tak proste, choć bardzo by chciał. Tym niemniej udało mu się złapać oddech, a to już coś. Może rzeczywiście jego wykładowcy mieli rację mówiąc, że człowiek jest stworzeniem stadnym i interakcje społeczne potrafią zadziałać jak najlepszy antydepresant. Nigdy w to nie wierzył, a może powinien.
- A wiesz, nie odmówię. - Gdy przed jego twarzą ni z tego, ni z owego pojawił się różowy obłoczek, uśmiechnął się nieznacznie. Na co dzień nie jadał słodyczy zbyt wiele, natomiast dzisiejsza aura sprzyjała nadrabianiu zaległości w tej dziedzinie. Urwał więc mały kłębek waty i po chwili delektował się obrzydliwie słodkim smakiem roztapiającego się w buzi cukru.
Przez parę chwil idąc obok niej w milczeniu - gdy okazało się, że idą mniej więcej w podobną stroną, nie było sensu stać na środku ulicy i niepotrzebnie zwracać na siebie uwagę - spojrzał potem na nią z zainteresowaniem.
- Wracasz z dyżuru - stwierdził, nie pytał. Połączenie jej oświadczenia co do profesji oraz zmęczenia widocznego na twarzy nie było szczególnie trudnym zadaniem. - Nie łatwiej zwyczajnie aportować się pod domem? - Z pewnością byłby to najszybszy sposób na powrót z pracy, znacznie skracający czas dzielący od możliwości wślizgnięcia się do łóżka i odespania przepracowanych godzin.

Ich drogi rozeszły się szybciej, niż, być może, sobie życzył. W normalnych okolicznościach być może odprowadziłby Rudą - do tego czasu wiedział już, że nazywa się Marie Volante - pod sam dom, tego dnia jednak okoliczności od normalnych były dalekie. Spoufalanie się z kolejną kobietą, z którą potem insynuowano by mu romans, było ostatnią rzeczą, jakiej potrzebował. Ostatecznie więc pod byle pretekstem oddał jej klatkę z kotem i, gdy dotarli niemal do końca ulicy Pokątnej, odszedł w swoją stronę, wcześniej przez chwilę odprowadzając spojrzeniem zmierzającą do domu uzdrowicielkę.
avatar
Liam Cryan
Wykładowca: Aurorstwo


Wiek : 35
Skąd : Craigavon, Irlandia Północna
Krew : półkrwi
Majątek : klasa średnia

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t701-skrytka-pocztowa-liama-cr

Powrót do góry Go down

Re: Główna ulica

Pisanie by Rika Shaft on Nie 28 Lip 2013, 20:57

Po dwóch tygodniach spędzonych u Scottów, zdecydowała się wrócić stamtąd skąd przybyła. Można było pomyśleć, że nie ma gorszego miejsca niż sierociniec, wszyscy stamtąd uciekają, każdy tylko czeka kiedy będzie mógł się stamtąd wyrwać i już nigdy nie wracać. Dlaczego więc dziewczyna, choć miała możliwość zostać dłużej, zdecydowała się wrócić? Może to dziwne, ale nie czuła się tam dobrze. Była wiecznie przytłoczona - ten wielki zamek, Ci bogaci ludzie, wszystko ją tak straszliwie przytłaczało. Zdecydowała że nie wytrzyma już tam dłużej.
Jednak jeden dzień spędzony w bidulu i już pożałowała swojej decyzji. Od tamtego czasu, wraca tam tylko na noc i na obiad. Dzisiejszego dnia postanowiła że wpadnie na Ulicę Pokątną, zrobić małe zakupy. Spacerowała sobie od sklepu do sklepu. Kupiła już co miała kupić, więc łaziła teraz bezczynnie, mając nadzieje że spotka kogoś znajomego ze szkoły.
avatar
Rika Shaft
Studentka: Magiczne Stworzenia


Wiek : 22
Skąd : Los Angeles
Krew : Półkrwi
Majątek : klasa średnia

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t703-skrytka-pocztowa-rika-sha

Powrót do góry Go down

Re: Główna ulica

Pisanie by Rhinna Hamilton on Nie 28 Lip 2013, 21:09

Hamilton zdążyła już wyjechać w te wakacje. Nie chciała siedzieć w domu, więc zaproponowała rodzinie wyjazd na plażę. Przekonywać nie musiała zbyt długo - ojciec dość szybko podchwycił pomysł - on też potrzebował odpocząć - natomiast rodzeństwo dziewczyny bardziej kręciło nosem. Jednak Rhin była nieugięta, tak, jak tata - i rodzina Hamilton spędziła cudowne dwa tygodnie na plaży. Mimo to, dziewczyna nie chwyciła za dużo słońca. Nie lubiła się opalać, lub robić z siebie tak zwanej czekoladki - nie pasowało to do niej w ogóle, ona osobiście wolała hasać i bawić się w wodzie, aniżeli później siedzieć na plaży, leżeć, opalać się.. Raczej uciekała do cienia. Blada nie była, jednak nie była to opalenizna, której można zazdrościć do po niektórym. Nie żałowała.
Do domu wróciła kilka dni temu. Nie wychodziła codziennie z domu, czasami siedziała, zamknięta w swoim pokoju, grając na fortepianie i śpiewając sobie cicho. W środku dnia mogła dać czasu głosowo - sąsiedzi z reguły się nie czepiali, jednak wieczorem już nie mogła sobie pozwolić na takie luksusy. W końcu jednak postanowiła wyjść na zewnątrz. Może uda jej się zaopatrzyć w kilka rzeczy na nowy rok szkolny. No, wypadałoby uzupełnić chociaż składniki na eliksiry, czy może kupić nową szatę Rhinna nieco podrosła przez ten rok szkolny, więc szata była już lekko przymała dla niej. Chodząc po ulicy głównej rozglądała się dookoła, szukając kogoś znajomego. Nawet z twarzy - powoli zaczynała tęsknić za ludźmi, za zamkiem.. A to już ostatni rok dla niej..
W końcu przyuważyła jedną znajomą jej osobę. Spojrzała na nią i uśmiechnęła się wesoło, machając radośnie ręką w jej kierunku. Znajoma z widzenia bardziej, ale czemu nie próbować nawiązywać kontaktów?


You’re not flashy, but you softly glow,
Like the moon in the night sky,
Like the flowers in the field.


You seem plain, but you’re special,
Like a gem that can be seen
To people who know.
avatar
Rhinna Hamilton
Klasa VI


Wiek : 18
Skąd : Londyn, Anglia
Krew : Półkrwi
Genetyka : Animag
Majątek : Klasa średnia.

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t768-skrytka-pocztowa-rhinny-h

Powrót do góry Go down

Re: Główna ulica

Pisanie by Rika Shaft on Nie 28 Lip 2013, 21:35

Rika właśnie szukała jakiegoś miejsca, gdzie mogłaby choć na chwilę usiąść, kiedy zobaczyła znajomą twarz. Dziewczyna pomachała jej z szerokim uśmiechem, Rika odpowiedziała jej tym samym. Fakt że nie były jakimiś bliskimi znajomymi zupełnie jej nie przeszkadzał. Jedyne co Shaft o tej dziewczynie wiedziała, to że chodzi do Hogwartu i była klasę niżej, co oznacza że teraz zacznie ostatni rok, i należała do domu Gryfona. Potrzebowała z kimś pogadać, nawet o byle czym, więc postanowiła wykorzystać okazje. Podeszła szybkim krokiem do gryfonki z wielkim uśmiechem.
- Hej, co słychać w wielkim świecie? - zagadała - Jak mijają wakacje?
avatar
Rika Shaft
Studentka: Magiczne Stworzenia


Wiek : 22
Skąd : Los Angeles
Krew : Półkrwi
Majątek : klasa średnia

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t703-skrytka-pocztowa-rika-sha

Powrót do góry Go down

Re: Główna ulica

Pisanie by Rhinna Hamilton on Nie 28 Lip 2013, 22:00

Widząc, że dziewczyna się nie odwraca i nie wyzywa ją od idiotki - w końcu nie miała pewności, że ona ją będzie w najmniejszym stopniu pamiętać, bądź po prostu kojarzyć.. - uśmiechnęła się lekko. Ruszyła spokojnie w jej stronę, z wesołym wyrazem twarzy. W końcu zatrzymała się i przechyliła głowę na bok. Poprawiła jeszcze tylko niesforne kosmki włosów, które wpadały na jej twarz i odetchnęła cicho.
- Póki co, pod znakiem odpoczynku. Trzeba wpierw naładować energię na przyszły rok, a dopiero później się martwić, że się tego nie zrobiło, jak należy. A w tym momencie postanowiłam trochę pochodzić po Pokątnej. A u Ciebie? Coś ciekawego? Na studiach?
Powiedziała spokojnie, wzruszając lekko ramionami. Pamiętała głównie to, że dziewczyn była rok wyżej od niej. W końcu wystawiła w jej kierunku rękę.
- Tak w ogóle, Rhinna Hamilton jestem.


You’re not flashy, but you softly glow,
Like the moon in the night sky,
Like the flowers in the field.


You seem plain, but you’re special,
Like a gem that can be seen
To people who know.
avatar
Rhinna Hamilton
Klasa VI


Wiek : 18
Skąd : Londyn, Anglia
Krew : Półkrwi
Genetyka : Animag
Majątek : Klasa średnia.

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t768-skrytka-pocztowa-rhinny-h

Powrót do góry Go down

Re: Główna ulica

Pisanie by Rika Shaft on Nie 28 Lip 2013, 22:47

Słysząc jak dziewczyna mówi o kumulowaniu energi, Rika uśmiechnęła się półgębkiem. Ona też powinna chyba to robić, tymczasem minęła już prawie połowa wakacji a ona czuje się bardziej zmęczona aniżeli podczas roku szkolnego.
- Eh... ile dałabym żeby po wakacjach wrócić do Hogwartu. - prawda jest taka że dziewczyna nie lubiła zmian, a zmiana szkoły, jest bardzo znacząca. Obawiała się że nie da sobie rady z nowym miejscem. Jedyny plus był taki, że wreszcie wyrwie się z sierocińca. I nie miała zamiaru tam wracać. Była pełnoletnia, więc miała prawo wyruszyć w świat. Sama może zacząć decydować o sobie. Strasznie ją to przerażało a jednocześnie cieszyło.
- U mnie nic ciekawego. Studia... jeszcze się okaże jak to będzie. Póki co nieco się ich boje. - Wzruszyła ramionami. Mówiła tonem jakby mało co ją to obchodziło, kiedy w środku wszystko w niej krzyczało. Zamyśliła się nieco, a na ziemie sprowadził ją ponownie głos znajomej.
- Rika Shaft - powiedziała z uśmiechem zamykając jej rękę w uścisku.
avatar
Rika Shaft
Studentka: Magiczne Stworzenia


Wiek : 22
Skąd : Los Angeles
Krew : Półkrwi
Majątek : klasa średnia

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t703-skrytka-pocztowa-rika-sha

Powrót do góry Go down

Re: Główna ulica

Pisanie by Rhinna Hamilton on Pon 29 Lip 2013, 19:17

Hamilton w spokoju słuchała wszystkich słów dziewczyny. No tak, szła przecież na studia, więc już do Hogwartu nie wróci. A może jednak dałoby się coś z tym zrobić? Zamyśliła się na moment.
- A nie możesz wrócić, tylko w innej postaci? Jako nauczyciel, na przykład?
Zapytała w sumie najbardziej konkretne pytanie, jakie mogła w tym momencie zadać. Nie dało się cofać czasu - czasami było szkoda - jednak można było wrócić w inny sposób. Jasne, że nie był on ciekawy.. Ale zawsze coś!
- Ja jeszcze rok.. A na jaki kierunek poszłaś?
W sumie, to było interesujące. Hamilton nie raz myślała nad kierunkiem studiów, jednak nie potrafiła się zdecydować. Może potrzebowała jeszcze trochę czasu, najprawdopodobniej. Uścisnęła delikatnie rękę dziewczyny.
- Miło mi poznać. W końcu bliżej, niż tylko z widzenia.


You’re not flashy, but you softly glow,
Like the moon in the night sky,
Like the flowers in the field.


You seem plain, but you’re special,
Like a gem that can be seen
To people who know.
avatar
Rhinna Hamilton
Klasa VI


Wiek : 18
Skąd : Londyn, Anglia
Krew : Półkrwi
Genetyka : Animag
Majątek : Klasa średnia.

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t768-skrytka-pocztowa-rhinny-h

Powrót do góry Go down

Re: Główna ulica

Pisanie by Rika Shaft on Pon 29 Lip 2013, 20:10

- Hmm... szczerze mówiąc nigdy o tym nie myślałam - odpowiedziała po krótkiej chwili zamyślenia. Szczerze powiedziawszy Rika w ogóle mało myślała nad tym co będzie robić w życiu. Jej przyszłość ograniczała się do chwili, w którym opuszcza sierociniec na zawsze. Nie było to wcale takie dziwne zważając na środowisko w jakim żyła. Tam nikt nie przejmował się czym będzie zajmować się w przyszłości, czakają tylko żeby opuścić Dom Dziecka i wyruszyć w świat, posmakować wolności. - Można by było nad tym pomyśleć - odparła uśmiechają się z wdzięcznośćią do Rhiny.
-Naciesz się Hogwartem póki możesz - powiedziała nieco żartobliwie, a na jej ustach zagościł sympatyczny uśmiech. - Magiczne stworzenia ze Smokologią - dodała jeszcze w odpowiedzi na pytanie gryfonki.
Uniosła brwi ku górzę i przyjrzała się jej dokładniej.
- A ty już masz plany co będziesz robić po skończeniu Hogwartu? - zapytała z ciekawości. Ona osobiście od zawsze wiedziała że kierunek którym będzie szła, będzie dotyczył zwierzaków. Może nie były to jakoś zbyt sprecyzowane plany na przyszłość, ale zawsze coś, prawda?
- Mi równierz miło poznać.
avatar
Rika Shaft
Studentka: Magiczne Stworzenia


Wiek : 22
Skąd : Los Angeles
Krew : Półkrwi
Majątek : klasa średnia

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t703-skrytka-pocztowa-rika-sha

Powrót do góry Go down

Re: Główna ulica

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach