Park za szpitalem

Strona 1 z 5 1, 2, 3, 4, 5  Next

Go down

Park za szpitalem

Pisanie by Vincent Cramer on Czw 20 Cze 2013, 22:50


Niewielki park, który w porze wiosennej, letniej i wczesno-jesiennej służy zarówno pacjentom, jak i pracownikom szpitala. 
avatar
Vincent Cramer
Uzdrowiciel


Wiek : 40
Skąd : Catanzarro, Włochy
Krew : czysta
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t764-skrytka-pocztowa-vincenta

Powrót do góry Go down

Re: Park za szpitalem

Pisanie by Vincent Cramer on Czw 20 Cze 2013, 23:00

- Zejdź mi z oczu.
- Ale doktor Gladstone kazał pilnować, by nie opuszczał pan sali...
- Którego słowa nie zrozumiałaś, Jane? Zejdź mi z oczu. Zajmij się Gladstonówną, bo sobie kroplówkę wyrwała.
Cramer zatrzasnął pielęgniarce przed nosem drzwi do swego gabinetu. Dobre pół godziny zajęło mu wydobycie ostatniej butelki whiskey, jaką zabunkrował na szczególne okoliczności. W szufladzie znalazła się nawet paczka papierosów. Fakt, że jedna z jego rąk była nieczynna, a także że był unieruchomiony od pasa w górę sprawił, że musiał zdecydować się albo na alkohol, albo na papierosy. Nie mógł wziąć obu tych rzeczy na raz. Po krótkiej chwili wahania napełnił jedną ze szklanek ognistym alkoholem i wypełnił ją niemal haustem. Miał nadzieję się trochę znieczulić. I psychicznie i fizycznie. Chwycił w zęby paczkę z papierosami i opuścił szpital kierując się do parku. 
Na miejscu czekała go kolejna porcja gimnastyki. Odstawił metalowy stojak z kroplówką, podciągnął spodnie od szpitalnej pidżamy i wytarł stopę o nagrzany za dnia chodnik, pozbywając się jakiegoś podmokłego liścia. Usadowił się na jednej z ławek i wypluł paczkę z papierosami. Wszystkie czynności musiał wykonywać po kolei, więc najpierw wsunął sobie do ust używkę, a dopiero później znów sięgnął zdrową ręką po zapaliczkę. Błękitny dym zaczął penetrować jego płuca.
avatar
Vincent Cramer
Uzdrowiciel


Wiek : 40
Skąd : Catanzarro, Włochy
Krew : czysta
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t764-skrytka-pocztowa-vincenta

Powrót do góry Go down

Re: Park za szpitalem

Pisanie by Marie Volante on Czw 20 Cze 2013, 23:12

Ten o wiele za długi i zbyt męczący dzień zbliżał się ku końcowi. Zegar wybił właśnie jedenastą wieczorem, toteż wszyscy pacjenci od dawna leżeli grzecznie w swoich łóżkach, tłok w szpitalu zrobił się zatem mniejszy. Budynek tonął w przyjemnej ciszy, a cały personel otrzymał od losu chwilę tak potrzebnego wszystkim wytchnienia. Marie wykorzystała te kilka godzin względnego spokoju na krótką wizytę w domu; po raz pierwszy od paru dni miała okazję wziąć prysznic we własnej łazience. Żeby nie tracić więcej czasu, Francuzka małą przekąskę w postaci soczyście czerwonego jabłka zabrała ze sobą. Wieczór był przyjemnie chłodny, a Regen Street znajdowało się o kilka minut drogi od Świętego Munga, więc czarownica zdecydowała się na krótki spacer. Uzdrowicielka wędrowała właśnie alejką, prowadzącą do wejścia głównego, kiedy stała się przypadkowym świadkiem osobliwego zajścia w parku. Volante przez chwilę tkwiła w miejscu, co najmniej zdezorientowana obserwowanym obrazkiem, ale po chwili zreflektowała się i ruszyła w kierunku mężczyzny. Nie widziała go, odkąd razem przyjęli na oddział Joela i Sophie. Nie miała odwagi wejść do sali numer dwa, kiedy już tam leżał. Zresztą, wokół kręciło się wystarczająco dużo ludzi, a domyślała się, że Cramer nie pragnął dzikiego tłumu odwiedzających go. Włoch był niesamowicie poobijany, a jego prawa ręka i połowa tułowia były zagipsowane. Marie nie miała pojęcia, kto i dlaczego unieruchomił dyrektora, przecież istniały sposoby na wyleczenie złamanej kończyny w dużo szybszy sposób, ale najwyraźniej mało jeszcze o leczeniu wiedziała. Vincent targał za sobą stojak z kroplówką, a ponadto, właśnie łamał około połowę punktów szpitalnego regulaminu, który przecież sam układał. Coś zdecydowanie musiało być nie tak. Do jasnej cholery, oczywiście, że było! Został porwany i pobity, kretynko!
- Mogę? – nieśmiały głos Francuzki przerwał wreszcie nieznośną aktualnie ciszę. Volante była zbyt rozsądna żeby nakazywać mu powrót do sali. To on był dyrektorem, on był chłopcem z zabawkami.
avatar
Marie Volante
Uzdrowiciel


Wiek : 30
Skąd : Francja
Krew : Czysta
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t730-skrytka-pocztowa-marie-vo

Powrót do góry Go down

Re: Park za szpitalem

Pisanie by Vincent Cramer on Czw 20 Cze 2013, 23:24

- Świetnie, że jesteś. Potrzebuję swojej karty pacjenta i piły, żeby pozbyć się tego cholerstwa. - brunet bez ogródek wyrecytował uzdrowicielce swój plan. Zaciągnął się papierosem i przymknął powieki, czując jak alkohol powoli zaczyna robić swoje. Był tak otumaniony, że ledwo wiedział co się dzieje wokół. Nie wiadomo tylko, czy to przez alkohol połączony z lekami, czy nadmiar emocji w krótkim czasie. W duchu jednak ucieszył się, że Marie nie zaczęła od tyrady na temat tego, że powinien znajdować się właśnie w szpitalnej sali. 
- Pomóż mi zdjąć ten gips. Nie mam różdżki. Wystarczyłoby zaklęciem zespolić kości. Nie mam czasu na chodzenie w gipsie przez miesiąc. - pomarańczowy filtr znów wylądował w jego ustach. Choć nie dał tego po sobie poznać, zdradzało go nerwowe przykładanie papierosa do ust. Był podirytowany i zrezygnowany. Gladstone trafiła w samo sedno. Dzięki niej przynajmniej zauważył, że nie warto być uczciwym. Chamstwo popłacało.
avatar
Vincent Cramer
Uzdrowiciel


Wiek : 40
Skąd : Catanzarro, Włochy
Krew : czysta
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t764-skrytka-pocztowa-vincenta

Powrót do góry Go down

Re: Park za szpitalem

Pisanie by Marie Volante on Czw 20 Cze 2013, 23:37

Francuzka nie zdążyła nawet przysiąść na ławce czy otworzyć ust, kiedy Vincent zasypał ją nieformalnie sformułowanymi dyspozycjami. Przyglądała mu się w osłupieniu przez kilka sekund, rozważając, czy to, co mówił miało jakikolwiek sens. Był szefem, ale był również pacjentem. Choć jeszcze kilka minut temu, sama ochoczo zabrałaby się za rozpakowywanie Włocha z gipsu, teraz nie była przekonana do tej metody. Ktoś, kto mu zafundował taką ścieżkę leczniczą, musiał mieć przecież swoje powody.
- Dlaczego mam ci pomóc w robieniu sobie krzywdy? –  odezwała się wreszcie, przyglądając mu się z góry. Myśli nieznośnie tłukły się w jej głowie, kiedy usiłowała pozbierać je do kupy. Ruda wypuściła z płuc całe nagromadzone w nich powietrze z cichym westchnięciem. Była niesamowicie zmęczona i szpitalem, i życiem w Londynie, a ostatnie dni przelały czarę goryczy. Definitywnie miała dość tego całego cyrku i najchętniej uciekłaby na bezludną wyspę. Szkoda tylko, że nie potrafiła tak po prostu tego wszystkiego porzucić.
avatar
Marie Volante
Uzdrowiciel


Wiek : 30
Skąd : Francja
Krew : Czysta
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t730-skrytka-pocztowa-marie-vo

Powrót do góry Go down

Re: Park za szpitalem

Pisanie by Vincent Cramer on Czw 20 Cze 2013, 23:46

Ręka Vincenta zamarła w połowie drogi do ust. Po chwili konsternacji doszedł do wniosku, że łysy i spółka zbyt mocno musieli uderzyć go w głowę. Myślał, że niewiele w życiu jest jeszcze w stanie go zaskoczyć. Jak widać płeć piękna podjęła wyzwanie.
- Może dlatego, że w świecie czarodziejów istnieją zaklęcia które pozwalają na natychmiastowe zrośnięcie kości. Wydaje mi się, że uczą tego na pierwszym roku. - uzdrowiciel syknął, gdy gips znów zaczął uwierać go w okolicy szyi. - Może ktoś był tak zestresowany, że na to nie wpadł. Dlaczego mam się dusić miesiąc zagipsowany od pasa w górę? 
Cramer zaciągnął się papierosem i po chwili odrzucił niedopałek gdzieś przed siebie. Zawsze mógł uciec się do wydania polecenia służbowego. Liczył tym razem jednak na zdrowy rozsądek i ludzkie współczucie. Bardzo chętnie sam uporałby się ze swoim problemem, gdyby nie to, że jego nowi znajomi mu po prostu zabrali różdżkę. 
- Zdejmij mi gips i weź sobie wolne. Wrócę wtedy do pracy. 
Vincent doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że wszyscy mają teraz ręce pełne roboty. Chciał tylko pomóc, a znów odsyłano go z kwitkiem. Nie chciał napastować na korytarzu jakieś pielęgniarki, grożąc jej zwolnieniem z pracy jeśli nie zedrze z niego tego cholerstwa.
avatar
Vincent Cramer
Uzdrowiciel


Wiek : 40
Skąd : Catanzarro, Włochy
Krew : czysta
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t764-skrytka-pocztowa-vincenta

Powrót do góry Go down

Re: Park za szpitalem

Pisanie by Marie Volante on Pią 21 Cze 2013, 00:05

Vincent postanowił być chłodnym cynikiem. Z kolei na Marie wszyscy tylko warczeli – to pacjenci, to ich rodziny, nawet pielęgniarki ostatnimi czasy miewały swoje humory. Jak na posiadaczkę niezwykle łagodnego usposobienia przystało, Francuzka dawała sobą pomiatać, znosząc te wszystkie przykrości w milczeniu. Rozumiała, w końcu wszyscy żyli w stresie i powoli puszczały im nerwy. W pracy musiała być opanowana i twarda, ale gdzieś pod tym śnieżnobiałym fartuchem lekarskim kryło się całe mnóstwo emocji. Teraz było jej najzwyczajniej w świecie przykro, ale przecież nie pierwszy i nie ostatni raz. Jeszcze nikt nigdy nie zakwestionował jej umiejętności czy wiedzy dotyczących uzdrawiania. Na co dzień oczy uzdrowicielki miały kolor jasnego błękitu, teraz były ciemnogranatowe i błyszczały niepokojąco. Tylko one zdawały się ujawniać reakcję rudej na słowa Vincenta. Bez jednego słowa wyjęła z kieszonki długiej, typowo letniej sukienki swoją różdżkę i bez najmniejszego problemu rozcięła gips uzdrowiciela zaklęciem diffindo, a następnie uwolniła jego tułów odrzucając skorupy na bok. Następnie, nie siląc się na żadne ostrzeżenia, wycelowała koniec swojej różdżki w uszkodzone ramię Włocha i jednym episkey zwróciła mu sprawność.
- Nie potrzebuję wolnego, tu przydam się bardziej – Marie spełniwszy swoją powinność, siadła wreszcie na ławce, wbijając wzrok w przyprószony drobnymi, różowymi kwiatuszkami chodnik. Jeśli dawniej miała Cramera za sympatycznego faceta, teraz zaczynała się go obawiać.
avatar
Marie Volante
Uzdrowiciel


Wiek : 30
Skąd : Francja
Krew : Czysta
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t730-skrytka-pocztowa-marie-vo

Powrót do góry Go down

Re: Park za szpitalem

Pisanie by Vincent Cramer on Pią 21 Cze 2013, 00:16

I znów to samo. Vincent przetarłby oczy ze zdumienia, gdyby nie to, że jedna jego ręka była usztywniona i mógł co najwyżej poprzebierać palcami dla rozrywki. Odpowiedział na pytanie, a Marie wzięła wszystko do siebie. Nie dała nic po sobie poznać, a raczej tak jej się wydawało. Cramer był psychiatrą. Musiał umieć widzieć. Zdumiewającym było w jak wielkie ludzie popadali kompleksy. Każde słowo mężczyzny było tak przetwarzane, by wyszło na to, że jest cyniczny, ironiczny i ogólnie nieprzyjemny. Nie miał pojęcia kto przyjmował go na oddział, bo wciąż nie doprosił się o swoją dokumentację. W pracy był bardzo sumienny. Oczywiście był wdzięczny swym pracownikom za szybką reakcję i ratunek, lecz nie wyobrażał sobie chodzić miesiąc w gipsie, gdy wystarczyło jedno zaklęcie. Gdyby nie było takiej alternatywy nie obstawiałby przy swoim. Pogodziłby się z losem. Wbrew pozorom nie był tak wielkim buntownikiem, za jakiego wszyscy wokół go mieli. Ludziom wygodniej było założyć z góry, że jest szorstki w obyciu i w każdym jego geście i słowie dopominać się prztyczka w nos. Mało kto wolał zadać sobie trud i go poznać.
- Dzięk... ała.. - mruknął, gdy uzdrowicielka machnęła różdżką w jego kierunku i ciszę przeciął odgłos trzeszczących kości, które wskoczyły na swoje miejsce. Mężczyzna syknął i chwycił się za bark.
- Dziękuję. 
Kawałki gipsu spadły na alejkę. Cramer posunął je czubkiem bosej nogi i wydobył z paczki kolejnego papierosa, którego w końcu mógł odpalić w normalny sposób. 
- Powinnaś wziąć sobie wolne. Jesteś przemęczona. - rzucił w eter, patrząc na marmurowe schodki i oswobodzoną ręką wykonując krążenia. Jeśli Penelope wciąż była w sali i wyjrzałaby przez okno, to pewnie dorobiłaby sobie milion teorii na temat półnagiego Cramera i panny Volante.
avatar
Vincent Cramer
Uzdrowiciel


Wiek : 40
Skąd : Catanzarro, Włochy
Krew : czysta
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t764-skrytka-pocztowa-vincenta

Powrót do góry Go down

Re: Park za szpitalem

Pisanie by Marie Volante on Pią 21 Cze 2013, 00:32

Marie, choć bardzo się starała wykonać swoją pracę bez słowa i niepotrzebnych emocji, skrzywiła się mimowolnie, kiedy uzdrowiciel głośno syknął. Zaczynała żałować, że nie przygotowała go na moment, w którym nastąpi mały zabieg. Miała świadomość, że reperowanie złamanych kości nie należało do najprzyjemniejszych zabiegów, ale ostatecznie powinien być na to przygotowany, przecież sam robił to setki, jeśli nie tysiące razy.
- Bardzo boli? – ruda zerknęła na niego badawczo, odrobinę przestraszona. Gdyby zepsuła swojego szefa, zyskałaby sporo wrogów, nie licząc tego, że Miles by ją zabił. Zresztą, nie musiałby, spaliłaby się ze wstydu, gdyby coś poszło nie tak.
Wieczór był dość chłodny, ale po całym dniu upału, delikatny wiatr przynosił ukojenie. Jej letnia sukienka idealnie pasowała do otoczenia, natomiast nagi tors Vincenta... Na takie paradowanie po szpitalnym parku było zdecydowanie zbyt chłodno, zresztą Volante nie przywykła do takich widoków, więc czym prędzej przywołała z budynku lekarski fartuch. Miała dość konieczności wbijała spłoszonego wzroku w ziemię, a przecież nie mogła patrzeć na swojego półnagiego pracodawcę!
- Póki co, musisz się zadowolić tym – wyjaśniła, narzucając mu ubranie na ramiona. Natychmiast jednak zabrała swoje ręce, uświadamiając sobie, że dyrektor odzyskał sprawność. Nie potrzebował niańki. Za to przydałaby mu się butelka czegoś mocniejszego – skwitowała w myślach, widząc jak odpala kolejnego papierosa. Miała mu go wyrwać z ust?
- Zmartwię Cię, Vincencie, nie masz monopolu na spędzanie w pracy całego życia. Nadal jesteś osłabiony, jeśli upierasz się, by wrócić do pracy, w porządku, ale na brodę Merlina, daj sobie pomóc!
avatar
Marie Volante
Uzdrowiciel


Wiek : 30
Skąd : Francja
Krew : Czysta
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t730-skrytka-pocztowa-marie-vo

Powrót do góry Go down

Re: Park za szpitalem

Pisanie by Vincent Cramer on Pią 21 Cze 2013, 00:41

Może i składał złamane kości tysiące razy, lecz nie miał w sobie na tyle empatii, by przeżywać ten ból razem z pacjentami. Dla niego był to zwykły ruch różdżką, wypowiedziane zaklęcie i odgłos kości wskakujących na właściwą pozycję. Nic więcej. 
- Przez ostatnie 48 godzin to najmniej bolesna rzecz, jakiej doświadczyłem. Uwierz mi.
Na samo wspomnienie drobnych dłoni Penelope zaciskających się wokół jego cennych organów reprodukcyjnych aż przeszedł go dreszcz. Wiedział jednak, że bardziej niż ból fizyczny potrafiły dotknąć człowieka słowa. Żałował, że nie wyszedł z tej kilka minut wcześniej. Kilka zdań wcześniej. Chociaż... whiskey sprawiła, ze cała ta sytuacja wyjątkowo go rozbawiła. Cramer znów zaciągnął się papierosem, tym razem wstając z ławki. Przywołany przez Marie fartuch natychmiast wylądował na jego ramionach. Po całym dniu spędzonym w gipsie w dusznej sali miał ochotę przewietrzyć się odrobinę. Miał jednak serce - wielkie zaskoczenie - i posłusznie ubrał robocze ubranie, zapinając je nawet na ostatni guzik. 
- Dlaczego mam słuchać rad kogoś, kto od trzech dni nie położył się spać? Nie każ mi dbać o siebie, skoro sama tego nie robisz. Poza tym... jestem dużym chłopcem. Nie jest tak źle, jak Wam się wydaje.
avatar
Vincent Cramer
Uzdrowiciel


Wiek : 40
Skąd : Catanzarro, Włochy
Krew : czysta
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t764-skrytka-pocztowa-vincenta

Powrót do góry Go down

Re: Park za szpitalem

Pisanie by Marie Volante on Pią 21 Cze 2013, 01:00

- ...może dlatego, że ten ktoś właśnie podważył środki zastosowane przez innego uzdrowiciela i podjął ryzyko, pomógł ci? – podsunęła prędko, bardzo rzeczowym tonem. Nie była pewna, który uzdrowiciel opiekował się Vincentem, ale miała świadomość, że być może za tę gipsową samowolę przyjdzie jej zapłacić. To, że Cramer był dyrektorem i sam najlepiej wiedział, co jest dla niego dobre nie miały tutaj najmniejszego znaczenia. W tej chwili był pacjentem. Sama zdenerwowałaby się, gdyby ktoś podważał jej zalecenia.
- W życiu nie spotkałam równie upartego faceta – westchnęła cicho, wreszcie odrobinę się rozluźniając. Szpital stał na swoim miejscu, Vincent mógł znowu poruszać swoją kończyną, a uczniowie dostali porcję eliksiru nasennego. Wreszcie mogła przestać być czujna. Przynajmniej na krótki moment.
- Chcę ci tylko pomóc, nie próbuję ci matkować. Nie znam się na tym – dodała po chwili namysłu, zerkając na swojego pracodawcę. Był nieco bardziej sprawny, ale wciąż posiniaczony i poobijany. Nie wspominając już o kroplówce i metalowym stojaku, który ciągnął za sobą. Ruda roześmiała się cicho, przymykając na sekundkę oczy. Doprawdy, komiczny obrazek. Wreszcie podniosła się i uwolniła Włocha od dodatkowego ciężaru, odłączając kroplówkę i zgrabnie usuwając wenflon.
- W porządku, bohaterze, nie będzie ci to już potrzebne, skoro jesteś już zupełnie zdolny do pracy, zajmę się tym – rzuciła, wpychając puste opakowanie po kroplówce do własnej torby.
avatar
Marie Volante
Uzdrowiciel


Wiek : 30
Skąd : Francja
Krew : Czysta
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t730-skrytka-pocztowa-marie-vo

Powrót do góry Go down

Re: Park za szpitalem

Pisanie by Vincent Cramer on Pią 21 Cze 2013, 10:27

Vincent wydmuchnął kolejną porcję siwego dymu.
- Marie, zapamiętaj to sobie raz na zawsze: jeśli możesz coś zrobić lepiej, to to rób. Najważniejsze jest nie to, czy kogoś poprawisz, tylko czy pacjent przeżyje. Nie ważne kto, ważne by zrobiono to szybko i dobrze. Nawet jeśli miałabyś mnie poprawić.
Był tylko człowiekiem, jak każdy popełniał błędy, ale nie wyobrażał sobie sytuacji, w której ktoś cierpi przez to, że podjął złą decyzję. Uzdrowicielom powinno przede wszystkim zależeć na dobru pacjenta, dopiero później na dobrych relacjach w pracy. Cramer wypalił papierosa do połowy i odrzucił go na środek alejki. Nie mógł dogasić go nogą, gdyż nie posiadał nawet butów. Kilka drobnych kamyczków wbiło mu się boleśnie w podeszwę.
- Ja? Uparty? - brunet zatrzymał się przed uzdrowicielką i zaczął powoli poruszać prawą ręką, chcąc przyspieszyć jej powrót do sprawności. Do pełni szczęścia brakowało mu jedynie różdżki. 
Nie zdążył zaprotestować, gdy Volante pozbawiła go jedynego ratunku w postaci leków przeciwbólowych. Posłusznie wyciągnął ramię i śledził spojrzeniem uważnie jej czynności. Dziwnie czuł się po tej drugiej stronie barykady. Cramer zapisał sobie w myślach, by po drodze odwiedzić szpitalną aptekę i zaopatrzyć się w eliksiry i leki przeciwbólowe. Całe cało wciąż żyło jeszcze wspomnieniem Cruciatusów. Nie wspominając o nosie, który dopiero za kilka tygodni przestanie przypominać pulsującego buraka.
- Bohaterze? Wszystko co się stało w ciągu ostatniej doby było dziełem przypadku, a nie mojej odwagi.
avatar
Vincent Cramer
Uzdrowiciel


Wiek : 40
Skąd : Catanzarro, Włochy
Krew : czysta
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t764-skrytka-pocztowa-vincenta

Powrót do góry Go down

Re: Park za szpitalem

Pisanie by Marie Volante on Pią 21 Cze 2013, 10:47

Czarownica pokręciła jedynie głową w wyrazie dezaprobaty. Postanowiła uciąć temat, bo kontynuowanie go było pozbawione sensu. Przecież Włoch i tak wiedział wszystko najlepiej.
- Obiecaj po prostu, że jeśli źle się poczujesz, to tego nie zignorujesz i dasz któremuś z nas znać, co? – ruda nie chciała dłużej go dręczyć swoją nadopiekuńczością, starała się być jak najmniej empatyczna w stosunku do niego, ale dopóki był wrakiem człowieka, średnio jej to wychodziło. Naprawdę bała się, że za kilka godzin uzdrowiciel padnie nieprzytomny na którymś ze szpitalnych korytarzy. Z kolei Vincent postanowił uparcie odrzucać każdą pomocną dłoń. Cholerny temperament południowców.
Marie spuściła na chwilę z niego wzrok, by zająć się przeszukiwaniem własnej torebki, z której po kilkunastu sekundach wyciągnęła niewielką, przezroczystą fiolkę. Jeśli myślał, że pozostawi go bez leków przeciwbólowych, jeszcze jej nie doceniał. Wbrew wszelkim pozorom, panna Volante miała swój rozum i cóż, czasem zdarzało się jej go używać.
- Chyba nie chciałeś paradować po oddziale z tym – rzuciła, wskazując głową na metalowy stojak, po czym podała mu fiolkę. Nadal nie była do końca przekonana do jego przyśpieszonego powrotu. Święty Mung bez niego funkcjonował całkiem nieźle. Miles trzymał rękę na pulsie. Marie potarła zmęczoną twarz przyjemnie chłodnymi dłońmi, próbując zebrać myśli.
- Mówiłeś, że potrzebujesz nowej różdżki... To chyba powinien być priorytet, przecież musisz się jakoś bronić, ale nie sądzę żeby samodzielna wyprawa na Pokątną była rozsądnym pomysłem. Może któreś z aurorów mogłoby ci towarzyszyć? Mogę skontaktować się ze starym Ollivanderem, może udałoby się go ściągnąć tu, na miejsce z kilkoma modelami.
avatar
Marie Volante
Uzdrowiciel


Wiek : 30
Skąd : Francja
Krew : Czysta
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t730-skrytka-pocztowa-marie-vo

Powrót do góry Go down

Re: Park za szpitalem

Pisanie by Vincent Cramer on Pią 21 Cze 2013, 16:22

- Słowo. - Vincent uniósł prawą dłoń d góry z palcem wskazującym i środkowym złożonym jak do przysięgi. Nie był idiotą, doskonale znał granice swych możliwości, choć równie często lubił je przekraczać, by przekonać się jak daleko może się posunąć. 
Uzdrowiciel podniósł głowę, by spojrzeć na okno sali, która stała się jego nowym domem. Światła były pogaszone, więc Penelope albo spała, albo zebrała manatki i uciekła się poskarżyć bratu. W dalszym ciągu nie wiedział, gdzie popełnił błąd. Nie był typem mężczyzny, który z podkuloną głową przyjmuje wszystko, co mu się powie. Jeśli Gladstone myślała, że po tych wszystkich tygodniach gdy go unikała i zwodziła lub też kompletnie ignorowała, obślini się ze szczęścia gdy pozwoli mu ze sobą być. Zarówno jedno jak i drugie było zbyt dumne, by przyznać się do potknięcia i zaangażować w roli niedominującej. Może i tak było lepiej. Pewnie zamknęłaby go w domu i kazała malować sobie paznokcie. Nie z nim takie numery.
- Dzięki. - wyciągnął rękę po fiolkę, którą natychmiast opróżnił. Wycieczka po szpitalu wyeksploatowała resztki jego energii. Zakręcił flakonik i wsunął go do szpitalnego fartucha. 
- Nie śmiałbym ściągać do szpitala starego Ollivandera. Wybiorę się tam jutro z samego rana.
Marie była drugą osobą w ciągu dnia, która zauważyła, że coś z nim jest nie tak. Według Volante był uparty, a Gladstone miała go za zadufanego w sobie dupka. Może coś w tym było? Może nie do końca był świadom tego jak jest postrzegany przez innych? Vincent westchnął i przysiadł na drewnianej ławeczce.
- Kiedy mieć w tym całym cyrku czas na rodzinę i cokolwiek innego...
avatar
Vincent Cramer
Uzdrowiciel


Wiek : 40
Skąd : Catanzarro, Włochy
Krew : czysta
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t764-skrytka-pocztowa-vincenta

Powrót do góry Go down

Re: Park za szpitalem

Pisanie by Marie Volante on Pią 21 Cze 2013, 23:01

Marie nie zdążyła przestrzec uzdrowiciela przed opróżnieniem całej zawartości fiolki naraz, bo ten kilkoma łykami wypił cały eliksir. Na szczęście Francuzka była na tyle przezorna, że wybrała fiolkę o pojemności równoważnej zaledwie z dwiema dawkami leku, odpuściła więc sobie strofowanie mężczyzny. Nigdy nie była pobita ani torturowana, nie miała pojęcia, jak silny mógł być ból towarzyszący takim obrażeniom, toteż nie miała prawa zabierać w tej sprawie głosu. Ostatecznie, Cramer sam był bardzo dobrym uzdrowicielem i czarownica wierzyła w to, że także w swoim przypadku potrafił zdobyć się na zdrowy rozsądek.
- Wiem, że pracuję tu od niedawna i na dobrą sprawę nic o mnie nie wiesz, więc nie oczekuję, że zdobędę Twoje zaufanie, ale gdybyś czegoś potrzebował, to obiecuję ci, że spróbuję pomóc. Jeśli chodzi nawet o tę różdżkę, gdybyś wolał nie iść na Pokątną sam, mogę ci towarzyszyć – zaoferowała, zupełnie jakby jej filigranowa budowa i średni wzrost nie przeszkadzały jej w byciu bodyguardem Włocha. W końcu, to nie jej życie ostatnio było zagrożone. Nie była pewna, czy samodzielna wycieczka Vincenta nie była równoznaczna z niepotrzebnym narażeniem się na kolejną niechcianą przygodę. Volante zamilkła po chwili, kiedy dotarło do niej, że być może narzuca się mężczyźnie ze swoją pomocą i wyciągnąwszy ze swojej torebki czerwone jabłko, wgryzła się w owoc. Był przyjemnie kwaśny i niesamowicie soczysty.
- To nie jest zbyt dobry czas na planowanie rodziny, Vincencie. Mam dziwne wrażenie, że w naszym świecie dzieje się coś bardzo złego, a twoje porwanie to dopiero początek. Może czeka nas większa katastrofa niż ktokolwiek z nas przypuszcza. Mimo wszystko, gdybyś tylko zdecydował się przekazać chociaż małą cxąstkę swoich obowiązków komuś innemu, byłoby ci łatwiej. Sam nie zbawisz świata.
avatar
Marie Volante
Uzdrowiciel


Wiek : 30
Skąd : Francja
Krew : Czysta
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t730-skrytka-pocztowa-marie-vo

Powrót do góry Go down

Re: Park za szpitalem

Pisanie by Vincent Cramer on Pią 21 Cze 2013, 23:21

Zaczynał mieć omamy słuchowe? Mężczyzna potrząsnął gwałtownie głową, powtarzając w myślach zasłyszane przed chwilą słowa. Przetwarzając ich sens znów stracił punkt zaczepienia dal swych rozmyślań. Niemiłym ludziom się nie pomaga. Niemiłych ludzi się unika i jest się dla nich niemiłym. Tymczasem Cramer zewsząd otrzymywał propozycje pomocy i zapewnienia, że nikt nie pozwoli, by znów stała mu się krzywda. Utwierdziło go to w przekonaniu, że to jednak faktycznie z Penelope jest coś nie tak.
- Trenujesz boks po godzinach? - uśmiechnął się kącikami ust, odwracając głowę i patrząc teraz na jej profil spowity mglistym światłem latarni. Nie wątpił w to, że świetnie posługiwała się swoją różdżką. Sądząc po wydarzeniach ostatnich godzin i relacji Morwen ze stresem radziła sobie również lepiej, niż Miles. Vincent nie chciał jednak narażać na niebezpieczeństwo kolejnej osoby. Słowa Gladstone na temat sprowokowania gwałtu swą troską o szpital dotknęły go do żywego.
- Wyglądam aż tak żałośnie, że potrzebuję obstawy?
Znów starał się wszystko obrócić w żart. Tak było łatwiej. Myślenie o tym, że za każdym rogiem mogą czaić się rozjuszone bandziory nie napawało energią do życia.
- Mam wrażenie, że nigdy nie będzie na do dobrego czasu. - mężczyzna uniósł podbródek ku górze i błądził teraz leniwie spojrzeniem po zagwieżdżonym niebie. Odgłosowi wgryzania się w jabłko zawtórowało stłumione burknięcie. Uzdrowiciel nie jadł od dwóch dni.
- Szpital jest bezpieczny. Jestem przekonany, że ta banda łobuzów po prostu zaczęła się nudzić i chce postraszyć wszystkich dla zabawy i chwili uwagii w Proroku. To idioci.
avatar
Vincent Cramer
Uzdrowiciel


Wiek : 40
Skąd : Catanzarro, Włochy
Krew : czysta
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t764-skrytka-pocztowa-vincenta

Powrót do góry Go down

Re: Park za szpitalem

Pisanie by Marie Volante on Pią 21 Cze 2013, 23:47

Święty Mung oraz tereny przyszpitalne tonęły w ciszy. Ponadto, w parku panował przyjemny półmrok, gwarantowany działaniem tutejszych latarni. W środku nocy szpital wydawał się spokojniejszym i mniej groźnym miejscem. Wreszcie ciszę przerwał perlisty śmiech młodej uzdrowicielki. Vincent nie miał prawa wiedzieć, że trafił w punkt. Marie od dziecka była istotką bardzo kruchą, ale w łobuzowaniu dzielnie dotrzymywała kroku niejednemu koledze z sąsiedztwa. Kto by pomyślał, że uczestniczka zajęć baletu, zaraz po tym jak zdejmowała z siebie tutu, na smukłe dłonie naciągała rękawice bokserskie i pojedynkowała się z chłopakami? Oczywiście, jej uczestnictwo na zajęciach z boksu trwało dopóki o sekretnej praktyce Marysi nie dowiedziała się jej matka. Wszystko wydało się, gdy ruda wróciła do domu z ogromnym siniakiem na buzi. Dziewczątko szybko pożegnało się z ringiem.
- Myślę, że jest kilka rzeczy, w które nigdy w życiu byś nie uwierzył, a którymi mogłabym Cię zaskoczyć – rzuciła tajemniczo, posyłając mu wymowne spojrzenie. Wyglądam aż tak żałośnie, że potrzebuję obstawy?
Francuzka niemal natychmiast pokręciła przecząco głową, wymamrotała coś bez ładu i składu, a następnie zakryła swoje usta dłonią, by spomiędzy jej warg nie wydobyło się żadne niezręczne twierdzenie. Wreszcie pozwoliła zadziałać filtrowi między mózgiem i ustami.
- Wyglądasz jak dyrektor najlepszego magicznego szpitala na świecie. Jesteś trochę poobijany, to jasne, ale podobno mężczyźni z bliznami są bardziej pociągający dla kobiet – panna Volante była najwyraźniej nieco zakłopotana. Miała nadzieję, że nie zdążyła chlapnąć niczego, czym mogłaby go urazić. Z wybawieniem przyszedł jej głośny odgłos burknięcia. Marie była królową nietaktu. Zreflektowała się niemal natychmiast, znowu sięgając do swojej torby. Postronny obserwator mógł przypuszczać, ze gdyby dobrze w niej poszukać, być może znalazłby tam młotek, parę gwoździ i kombinerki.
- To, co prawda, nie jest dwudaniowy obiad z knajpy w mieście, ale póki co, musisz się tym zadowolić. Zjadliwe, mam nadzieję – rzuciła, nieśmiało wyciągając w jego kierunku pudełko z przygotowanymi przez nią kanapkami. Przez chwilę miała ochotę podsunąć mu pod nos swoje nadgryzione jabłko i zaproponować gryza, ale ostatecznie uznała, że przekroczyłaby tym wszelkie granice.
- Jesteś pewien? A te wszystkie wypadki w Hogwarcie? Boję się, że niedługo okaże się, że miałam rację i to coś poważniejszego niż banda idiotów. Może to ostatni wieczór, kiedy możemy sobie beztrosko posiedzieć na ławce? Może potem to wszystko zniknie?
avatar
Marie Volante
Uzdrowiciel


Wiek : 30
Skąd : Francja
Krew : Czysta
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t730-skrytka-pocztowa-marie-vo

Powrót do góry Go down

Re: Park za szpitalem

Pisanie by Vincent Cramer on Sob 22 Cze 2013, 00:24

Perlisty śmiech kobiety był pierwszym odgłosem, który zawisł w powietrzu na dłużej, nie licząc szybkiej wymiany zdań przez uzdrowicieli. Cramer uśmiechnął się przelotnie na ten przyjemny dla ucha dźwięk. Ostatnio rzadko zdarzało mu się słyszeć miłe rzeczy. Nie spodziewał się jednak, by drobna Marie Volante potrafiła wyprowadzić dobry prawy sierpowy. W innych okolicznościach pewnie kazałby podjąć jej wyzwanie, jednak po swych ostatnich przeżyciach wolał nieco bardziej szanować swą spracowaną twarz.
- Nie wątpię w to, Marie. - odwdzięczył się skinieniem głowy. Podciągnął nogę i postawił ją na jednym ze szczebelków ławeczki, podkurczając ją w kolanie i przyciągając do klatki piersiowej. Czuł się przynajmniej dziesięć lat młodszy bez tego paskudnego gipsu. Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i położył ją obok, gdyż zbyt boleśnie wpijała się w jego udo.
- Jesteście sadystkami.
Kobiety z minuty na minutę stawały się dla niego coraz bardziej niezrozumiałe. Nie wiedział, co kryje się w tych bombardowanych estrogenem głowach, ale był pewnien, że istota która pociągają ślady przemocy nie może być normalna. Jego na ten przykład posiniaczone kobiety nie pociągały. Może miało to świadczyć o tym, że potencjalny partner nie zginął w walce, lecz jedynie odniósł obrażenia? Albo o to, że pewnie wdał się w bójkę z jakiegoś ważnego powodu, co dowodzi jego odwagi i honorowości? I agresji przy okazji. Vincent jakoś nie był w nastroju do zgłębiania tajników kobiecej psychiki. Zamiast tego wsparł podbródek na kolanie.
- Jeśli w tej torebce mieści się też łóżko, to koniecznie musisz mi powiedzieć gdzie taką dostanę.
Mężczyzna z niejakim niepokojem przyglądał się czarnemu, niepozornemu zawiniątku, w które Marie najprawdopodobniej spakowała cały swój dom. Nie zdziwiłby się, gdyby za chwilę wydobyła z czeluści torby żywą sowę. Na wszelki wypadek postanowił nie wspominać o tym, że ma do wysłania parę listów.
- Nie, dzięki. Nie mam apetytu. - przez kilkanaście ostatnich godzin był pod tak dużym wpływem adrenaliny, że z pewnością nie przełknąłby nawet złamanego precla. Podsunął więc z powrotem pudełeczko właścicielce, modląc się w duchu by nie dorobiła sobie do tego teorii o tym, że uważa ją za kiepską kucharkę.
Takie rozmowy prowadziło się przy dobrym alkoholu nad ranem i w opuszczonym pubie. Brunet zmrużył powieki, świdrując po kolei kolorowe kamyczki którymi wysypana była alejka.
- A jeśli miałoby zniknąć, to masz poczucie, że przeżyłaś wszystko tak jak chciałaś? Że zrobiłaś wszystko, co miałaś zrobić i niczego nie żałujesz?
avatar
Vincent Cramer
Uzdrowiciel


Wiek : 40
Skąd : Catanzarro, Włochy
Krew : czysta
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t764-skrytka-pocztowa-vincenta

Powrót do góry Go down

Re: Park za szpitalem

Pisanie by Marie Volante on Sob 22 Cze 2013, 00:46

Francuzka puściła mimo uszu komentarz Vincenta, dotyczący kobiet. Niewykluczone, że częściowo miał rację. Marie osobiście znała kilka kobiet, którym dręczenie mężczyzn sprawiało nieopisaną przyjemność. Poza tym, w tym pociągu do blizn rzeczywiście było coś niepokojącego. Ciekawe, że nigdy dotąd tego nie zauważyła. Skoro psychika przeciętnej kobiety pozostawała dla niej jedną wielką niewiadomą, jak miałaby porozumieć się z płcią przeciwną? Volante bez problemu radziła sobie z trudnymi zaklęciami uzdrawiającymi, z przygotowywaniem złożonych eliksirów, nie mówiąc już o znajomości anatomii człowieka, ale na polu relacji międzyludzkich poniosła kompletną klęskę. Ludzie byli zdecydowanie zbyt skomplikowanymi istotami.
- Łóżko zostawiłam w domu, nie noszę go przy sobie ze względu na kręgosłup, pobolewa mnie ostatnio – wyjaśniła naprędce, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. Prawdę mówiąc, Marie nie miała kontaktu z jakimkolwiek łóżkiem od paru dni, więc może pomysł z przenośną, choćby leżanką, nie był taki głupi?
Dwójka czarodziejów, nie wiedzieć kiedy, zeszła na tematy daleko odbiegające od pracy. Główną zaletą pogawędki o charakterze egzystencjalnym okazał się brak jakichkolwiek sporów i buntów. Ruda nie musiała już błagać Włocha, by ten dał sobie pomóc, ani przekonywać go o swoich dobrych zamiarach. Miała wrażenie, że wraz ze skorupą gipsu, Vincent pozbył się swojego negatywnego nastawienia. Musiała przyznać, że o wiele bardziej wolała tę niegryzącą wersję mężczyzny. Jej cichy chichot zdecydowanie nie pasował do charakteru ich rozmowy, ale nie mogła go nijak stłumić. Była rozluźniona i właśnie zdała sobie sprawę z beznadziejności swojego położenia. Oddałaby królestwo za szklankę whisky albo najlepiej za buteleczkę tej śmiesznej, kolorowej wódki, którą ostatnio sprezentowała jej Rose.
- Prawdę mówiąc, nie zdążyłam zrobić jeszcze nic, nie licząc tego, że mam dach nad głową no i pracę. Mam też bratanka i bratanicę, ale oni są jeszcze uczniami, chodzą własnymi ścieżkami. Nie pamiętam nawet, kiedy ostatni raz byłam kobietą, a nie uzdrowicielką czy ciotką... Pewnie jeszcze na studiach... – ruda zgłębiła się w swoich wspomnieniach i z żalem przyznała przed samą sobą, że z lat beztroskiej młodości pamiętała bardzo niewiele.
- A ty? Czy czujesz, że osiągnąłeś wszystko? Co chciałbyś zmienić?
avatar
Marie Volante
Uzdrowiciel


Wiek : 30
Skąd : Francja
Krew : Czysta
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t730-skrytka-pocztowa-marie-vo

Powrót do góry Go down

Re: Park za szpitalem

Pisanie by Vincent Cramer on Sob 22 Cze 2013, 01:06

- Każesz mi krzyczeć, gdy zaboli mnie paznokieć, a sama pracujesz z nadwyrężonym kręgosłupem? - mężczyzna pokręcił z niedowierzaniem głową. Między innymi dlatego nie słuchał cudzych rad. Ich twórcy zwykle sami się do nich nie stosowali, dlaczego więc mieli doradzać innym? Uzdrowiciel przetarł dłonią powieki, powracając myślami do niewielkiego parku.
- Przyjdź jutro jak wrócę z różdżką, coś wymyślimy.
Volante była chyba pierwszą kobietą, z którą mógł normalnie porozmawiać. Wydawała się nie zwracać uwagi na nic innego, prócz wypowiadanych przez niego słów. Brakowało mu takiego podejścia. Morwen zazwyczaj od progu lawirowała między dwuznacznymi propozycjami, a Penny... Penny była zamkniętym rozdziałem, który w zasadzie nigdy nie powinien się zacząć. Cramer żałował jedynie tego, że nie zacisnął zębów i nie wyszedł z sali, zamiast wdawać się w niepotrzebne dyskusje. Nie chciał jej ranić, a zaledwie dwie godziny temu przyszło mu to z niewiarygodną łatwością. Nie wróżyło to dobrze na przyszłość. Może więc i dobrze, że wszystko skończyło się, nim na dobre zdążyło zacząć.
Niegryzącą wersję? Był w posiadaniu jedynie takiej. To od rozmówców i ich nastroju zależało jak zinterpretują jego słowa. Vincent - w swoim mniemaniu oczywiście - był niezmienny. Nikogo nie faworyzował i dla nikogo nie był przesadnie niemiły. Neutralne relacje były tym, w czym gustował.
- Nie wiem. Niektórym wydawać się może, że nie mam powodu do narzekań. Osobiście uważam, że wszystko ma swoje wady i zalety. Mam wykształcenie, zawód i dom. Pusty dom. Nie licząc oczywiście psa. Chyba nie na takim etapie chciałem zatrzymać się z trzydziestką na karku. - uzdrowiciel ziewnął przeciągle i wzruszył ramionami. Rak, który powoli pewnie wił sobie gniazdo w jego płucach domagał się kolacji. Uzdrowiciel chwycił za paczkę papierosów i zaczął powoli obracać ją w dłoni, po raz pierwszy w życiu skupiając się na tych wszystkich napisach i rysunkach, wygrawerowanych na jej etykiecie.
- Mam w gabinecie butelkę whiskey, ale nie wiem czy wypada mi proponować picie na terenie zakładu pracy.
avatar
Vincent Cramer
Uzdrowiciel


Wiek : 40
Skąd : Catanzarro, Włochy
Krew : czysta
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t764-skrytka-pocztowa-vincenta

Powrót do góry Go down

Re: Park za szpitalem

Pisanie by Marie Volante on Sob 22 Cze 2013, 12:04

Marie miała ogromną ochotę wyznać, że jej delikatny ból kręgosłupa jest niczym przy jego siniakach i uszkodzeniach, ale zauważyła już, że Vincent poniekąd miał się za człowieka ze stali, więc darowała sobie, jedynie wzruszyła niewinnie ramionami. Nie była wariatką, nie ryzykowałaby, gdyby czuła, że jej ciało zaczyna niedomagać, zwróciłaby się pewnie do kogoś o pomoc. Przez swój kręgosłup co najwyżej ciężko było jej zasnąć, ale skoro ostatnimi dniami sen zastępowały jej kolejne porcje kawy, to jej przypadłość była mało dotkliwa. Jej organizm był młody i bardzo silny, Volante trzymała się lepiej niż niejeden uzdrowiciel, który się nie przepracowywał, a odrabiał jedynie swój planowe dyżury.
- Z moim za ciężkim łóżkiem czy plecami? – wymamrotała wyrwana z zamyślenia. Spojrzenie jej znowu błękitnych oczu zatrzymało się na profilu Włocha. Wyglądał o wiele lepiej niż jeszcze godzinę temu., bez gipsu i pałętającej się za nim kroplówki. Kto by pomyślał, że jeszcze kilka godzin temu leżał nieprzytomny na oddziale?
- Może w nasz zawód wpisana jest samotność? Ta praca wymaga poświęceń, jak żadna inna, choć na początku może się to wydawać absurdalne. No wiesz, aurorzy wiele ryzykują, ale każdy ma świadomość tego, że ten zawód wiąże się właśnie z poświęceniem. A kto by pomyślał, że bycie uzdrowicielem to coś więcej niż odbębnienie swojego dyżuru i wypisanie kilku recept? – Marie, odkąd podjęła pracę w Świętym Mungu zaczynała dostrzegać prawdziwe oblicze swojej profesji. Praca w Paryżu była przy tym dobrą zabawą.
- No i wydaje mi się, że nikt nie jest w stanie zrozumieć uzdrowiciela, bo tylko uzdrowiciele widzą na co dzień tych wszystkich ludzi, walczących o życie, tylko oni naprawiają dziury w brzuchach i tylko oni wiedzą, jak czuję się ktoś, kto nie spał od kilku dni, a nie może wrócić do domu, bo tu, na miejscu przyda się każda para rąk – Francuzka uwolniła właśnie wszystkie swoje spostrzeżenia i przemyślenia po raz pierwszy, odkąd przyjechała do Londynu. Ruda odgryzła kolejną sporą część swojego jabłka, doskonale wiedząc, że następny posiłek przyjdzie jej pewnie zjeść za kilka godzin, w przerwie między kolejnymi pacjentami.
- Naprawdę uważasz, że łączenie eliksiru uśmierzającego ból i tych wszystkich innych lekarstw, które podawał ci Miles z alkoholem, to dobry pomysł? Uznaliby, że próbowałeś się zabić albo, co gorsza, że to moja wina i wsadziliby Cię na oddział psychiatryczny, a ja trafiłabym do Azkabanu... W świetle takich konsekwencji myślę, że whiskey może zaczekać aż odstawisz leki, hm?
avatar
Marie Volante
Uzdrowiciel


Wiek : 30
Skąd : Francja
Krew : Czysta
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t730-skrytka-pocztowa-marie-vo

Powrót do góry Go down

Re: Park za szpitalem

Pisanie by Mistrz Gry on Sob 22 Cze 2013, 12:28

Twój organizm postanowił przypomnieć Ci, że wcale nie czujesz się tak dobrze, jakby Ci się to mogło wydawać. 
Na skutek zmieszania dużej ilości alkoholu z różnymi eliksirami i nikotyną mogłeś poczuć, jak Twoje serce zaczyna gwałtownie przyspieszać, a żołądek niemal wywraca do góry nogami, powodując falę mdłości.
Eliksir, który podała Ci Marie zadziałał, więc ból całego ciała odrobinę zelżał.
Kilka naczynek w rozwalonym nosie pękło w wyniku podwyższonego ciśnienia spowodowanego używkami; masz krwotok z nosa.
Czujesz silne zawroty głowy. 

Powrót do góry Go down

Re: Park za szpitalem

Pisanie by Vincent Cramer on Nie 23 Cze 2013, 17:54

- Z jednym i z drugim. - uśmiechnął się przelotnie, choć jego wypowiedź pozbawiona była absolutnie żadnych podtekstów. Właśnie zamierzał wstać z ławki, gdy poczuł jak żołądek podchodzi mu niemal do gardła. Może i faktycznie mieszanie leków z alkoholem nie przystawało przełożonemu wszystkich uzdrowicieli. Cramer jednak był tak podirytowany torami, na jakie zboczyła jego rozmowa z Penelope, że za wszelką cenę chciał zabić swój zdrowy rozsądek, który kazał mu wrócić do sali i przeprosić czarownicę. Męska duma była ważniejsza.
Jego serce wypadło z rytmicznego tętnienia i wpadło w szaleńczy bieg, co jakiś czas zmieniając amplitudę uderzeń. Mężczyzna odruchowo przyłożył prawą dłoń do klatki piersiowej i zaczął oddychać zdecydowanie wolniej i głębiej. Kołatanie serca nie należało do najprzyjemniejszych odczuć. 
- To dziwne, że jednak są ludzie, którzy świadomie decydują się na tyle wyrzeczeń, nie uważasz? Zazwyczaj szuka się najmniejszej linii oporu. Zaczynam odnosić wrażenie, że uzdrowicielami zostają ludzie, którzy kompletnie nie mogą sobie poradzić z relacjami z otoczeniem. Wiesz, rozmowa z pacjentem to tylko kilka standardowych pytań. A później zawsze możesz wymigać się od towarzystwa kolejnym dyżurem, albo zmęczeniem.
Czarodziej starał się ignorować zarówno falę mdłości, jak i zawroty głowy, które wywoływały mroczki przed oczami. Oparł się wygodnie o ławkę i skupił na ustabilizowaniu oddechu. Radzenie sobie z buntującym się organizmem i ukrywanie tego przez Marie niemal graniczyło z cudem. Vincent jednak radził sobie przyzwoicie - na jego twarzy nie pojawił się nawet pojedynczy grymas. I pewnie by mu się udało, gdyby w chwilę potem krew nie zaczęła spływać z jego spuchniętego nosa. Uzdrowiciel poczuł jedynie lekkie łaskotanie nad górną wargą.
avatar
Vincent Cramer
Uzdrowiciel


Wiek : 40
Skąd : Catanzarro, Włochy
Krew : czysta
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t764-skrytka-pocztowa-vincenta

Powrót do góry Go down

Re: Park za szpitalem

Pisanie by Marie Volante on Nie 23 Cze 2013, 22:49

Duży zegarek zdobiący nadgarstek czarownicy wybił właśnie północ, kiedy z Vincentem zaczęło dziać się coś niepokojącego. Marie przez chwilę przyglądała się dziwnemu zachowaniu mężczyzny. Włoch wyraźnie miał trudności z mówieniem, a kiedy dodatkowo chwycił się za serce, Francuzka aż poderwała się z ławki. Cramer był jednak wyjątkowo uparty. Najwyraźniej postanowił udawać, że czuje się świetnie. Wciąż kontynuował swój wywód dotyczący trudności związanych z zawodem uzdrowiciela, więc ruda, nie bacząc na to, że był jej zwierzchnikiem, uciszyła go. Teraz nie to było najważniejsze. Zasiedzieli się w tym cholernym parku, a ona nie powinna była na to pozwolić. W ogóle nie powinna dać mu się omotać, tylko od razu skierować go z powrotem do sali. Co z tego, że był dyrektorem?!
- Chyba nie myślisz, że nic nie zauważę. Zatrudniłbyś tępą uzdrowicielkę? – ruda odniosła się bezpośrednio do jego bohaterskiego ignorowania złego samopoczucia.
- Widziałam, jak palisz... Powinnam wiedzieć jeszcze o czymś? – ładnie zakreślone brwi kobiety powędrowały o kilka milimetrów do góry. Jak widać mieszanie leków z używkami nie było najrozsądniejszym pomysłem, ale Volante nie miała najmniejszego zamiaru teraz wygłaszać mu morałów. Mógł mieć nadzieję, że ją zbędzie kilkoma słowami, dopóki z jego nosa nie trysnęła krew. Marie jęknęła cicho, w pośpiechu wynajdując w torbie paczkę chusteczek. Wyjąwszy kilka z nich, kucnęła przed uzdrowicielem i z całą delikatnością, na jaką było ją w obecnej sytuacji stać, przyłożyła wielowarstwowy opatrunek do źródła krwotoku, nakazując, by go przytrzymał.
- Musisz wrócić do sali. Chodź, odprowadzę Cię – Francuzka nie miała zamiaru znosić jego sprzeciwów, więc wyprostowała się i pomogła mu wstać, a następnie, chwyciwszy go pod ramię, ostrożnie odprowadziła do budynku.
avatar
Marie Volante
Uzdrowiciel


Wiek : 30
Skąd : Francja
Krew : Czysta
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t730-skrytka-pocztowa-marie-vo

Powrót do góry Go down

Re: Park za szpitalem

Pisanie by Morwen Blodeuwedd on Pon 24 Cze 2013, 23:45

Wezwanie jednego z aurorów, które jednocześnie przerwało jej obserwowanie darmowego cyrku odbywającego się w jednej z sal okazało się zwykłym, fałszywym alarmem. Walijka uspokoiła się, ale dzięki temu jej gorączkowe rozważania na temat ostatniej sytuacji powróciły ze zdwojoną siłą, dlatego też chcąc się uspokoić wyszła poza szpital, odkrywając park mieszczący się tuż za nim. No tak. Każdy szpital miał swój park albo coś parkopodobnego, aż dziwne, że nie wpadła na to kilka dni temu kiedy wychodziła z siebie i niemal stała obok.
Był całkiem ciepły wieczór, więc nie widziała przeciwwskazań do siedzenia poza czyimś gabinetem. Na dobrą sprawę i tak nie miała co robić, bo Cramer pewnie nadal kłócił się z siostrą Miles'a, bądź właśnie teraz lecieli na zgodę w ślinę, Rosalie widocznie zabrała syna, bo krzyki jej nowej znajomej ucichły, Marie włóczyła się to tu, to tam i ostatnim razem rozmawiała z nią na jej parapetówce albo przelotnie na izbie przyjęć a sam Miles zapadł się pod ziemię. Podeszła do jednej z ławek, siadając na niej wygodnie a potem wcisnęła między malinowe wargi papierosa, zapalając go. Siedziała tyłem do budynku, więc de facto dzięki światłom z sal miała oświetlone kilka metrów parku, jednak ona sama była ledwo widoczna w mroku dzięki czarnej szacie i ciemnym włosom - co najwyżej w okolicy ławki można było dostrzec małą, jarzącą się kropeczkę. Ale w tym momencie nie myślała o pracy, tylko o tym gdzie spędzi swoje wakacje wraz z Zoją, o ile dożyje do tego czasu.
avatar
Morwen Blodeuwedd
Czarownica


Wiek : 33
Skąd : Cardiff, Walia
Krew : czysta, ARh+
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t714-skrytka-pocztowa-morwen-b

Powrót do góry Go down

Re: Park za szpitalem

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 5 1, 2, 3, 4, 5  Next

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach