Trafalgar Square

 :: Londyn :: Londyn :: Miejsca

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Go down

Trafalgar Square

Pisanie by Konrad Moore on Wto 23 Kwi 2013, 18:55

First topic message reminder :



Przepiękny plac w sercu centralnego Londynu przy National Gallery z piękną kolumną Nelsona, fontanną oraz dwoma pomnikami: Jakuba II i Jerzego IV.
avatar
Konrad Moore
Minister Magii


Wiek : 75
Skąd : Londyn, Anglia
Krew : czysta
Majątek : bardzo bogaty

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down


Re: Trafalgar Square

Pisanie by Vin Xakly on Sob 10 Sie 2013, 23:19

No można powiedzieć, że mu się odgryzła, jednak Vincent postanowił to puścić mimo uszu. Fakt, nie była jego słonkiem, ale Xakly dosyć szybko zawierał znajomości i generalnie używał zwrotów, które powinny być zarezerwowane dla ludzi, których zna już jakiś czas. Używał ich jednak, tak jak w tym przypadku do nowo poznanej kasztanowo-włosej czarownicy o której wiedział tylko tyle, że nie jest jego słonkiem i ma na imię Francesca. To było rzeczywiście bardzo dużo informacji.
Mężczyzna na jej wspomnienie o publicznym czyszczeniu pamięci tylko się uśmiechnął.
- A jesteś tego pewna? - Vincent chciał w niej zasiać ziarenko wątpliwości. Niech trochę będzie miał zabawy podczas tej rozmowy, przynajmniej będzie miał większą możliwość do uciechy. - A co do śledzenia, to też jest to kusząca propozycja. Chętnie ją rozważę. - Mężczyzna nie spuszczał z niej wzroku. Wodził oczami od jej dekoltu, poprzez usta a kończąc na brązowych oczach. Zastanawiał się co powie Francesca na tą jawną próbę flirtu. Mężczyzna nie krył się ze swoimi zamiarami, po prostu chciał z nią trochę poflirtować. Co z tego wyjdzie? Nie wiedział. Możliwe, że zaraz gdzieś zniknie, albo powie, żeby spadał. A może nadal będzie się z nim droczyć? Chyba ta ostatnia opcja była najbardziej prawdopodobna. Wątpił, aby teraz tak od razu się zgodziła na cokolwiek, przecież za krótko się znali.
avatar
Vin Xakly
Czarodziej


Wiek : 33
Skąd : Londyn, Anglia
Krew : Czysta
Majątek : Bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t696-skrytka-pocztowa-vina-xak

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Francesca Moretti on Sob 10 Sie 2013, 23:27

Oczywiście, że była tego pewna. Jako dziennikarka jej pewność siebie wykraczała ponad przyjęte normy społeczne, dlatego z czystym sumieniem i bez zawahania odparła:
- Tak - uśmiechając się przy tym o wiele bardziej wyzywająco niż do tej pory. Również widziała przez ciemne szkła okularów jak Vincent wodził wzrokiem od jej dekoltu, po twarz, ale nie skomentowała tego ani jednym słowem. Jak każda kobieta lubiła być adorowana, zwłaszcza, jeśli ktoś chociaż minimalnie udawał, że dyskretnie jej się przygląda.
- Masz zamiar mnie śledzić? - zmarszczyła czoło w wyrazie lekkiej konsternacji, która zniknęła równie szybko co się pojawiła. - A jesteś pewien, że nie jestem morderczynią, która tylko wygląda tak niepozornie? - zastosowała ten sam chwyt co kilka dni temu na Borysie. Była po prostu ciekawa odpowiedzi i tego, czy może na chwilę zbije mężczyznę z pantałyku, bo jak na razie Anglik pokazywał się od strony bezczelnego samca alfa.
- Nigdy nie mów nigdy, może wcale nie jestem kobietą... - specjalnie zawiesiła głos w połowie zdania, składając usta w dzióbek. Ach, ależ jej się włączyły dzisiaj żarciki!
avatar
Francesca Moretti
Czarownica


Wiek : 35
Skąd : Florencja, Włochy
Krew : czysta
Majątek : klasa średnia

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t719-skrytka-pocztowa-francesc

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Vin Xakly on Nie 11 Sie 2013, 00:01

Pewna siebie, wiedziała co odpowiedzieć od razu. Zero zawahania, to była bardzo ciekawa osoba do rozmowy. Lubił zdecydowane kobiety, które wiedziały czego chciały. Oczywiście lubił też trochę poflirtować i tak bez żadnego sensu, tak, aby tylko podgrzać atmosferę. Patrzył jej w dekolt, oczywiście nie cały czas, ale musiał patrzeć, bo Francesca go prowokowała do tego. Bo to zła kobieta była.
Czy miał zamiar ją śledzić? A co innego miał do roboty, aktualnie miał wolne aż do września, bo w końcu dopiero wtedy zaczną się zajęcia lekcyjne i będzie miał w cholerę roboty, aby to wszystko ogarnąć. Na razie miał upragniony urlop i nic nie stało na przeszkodzie, aby śledził nowo poznane kobiety.
Na wspomnienie o morderczyni to tylko się zaśmiał.
- Morderczyni? To tym lepiej, może dostanę jakąś nagrodę od Ministra za złapanie morderczyni przystojnych czarodziejów. - Nie ma to jak mieć o sobie wysokie mniemanie. Co jak co, ale on wiedział, że jest przystojny. Zresztą te tabuny kobiet z którymi był w przeszłości nie mogły się mylić. Oprócz wrodzonego braku skromności to potrafił też sporo rzeczy przerysowywać, chociaż określenie tabuny było w dużym stopniu trafne. Xakly nie miał problemu ze znalezieniem towarzyszki na wolny wieczór, w dodatku czasami taka towarzyszka była tak dobra, że rano robiła mu jeszcze śniadanie. Pod warunkiem, że obudziła się wcześniej, a on nie uciekł. Bo takie sytuacje się zdarzały.
Na ostatnie zdanie tylko się uśmiechnął.
- Francesco, mój wrodzony szósty zmysł, zwany przeze mnie zmysłem ogiera nie pozwala mi twierdzić inaczej jak to, że jesteś kobietą z krwi i kości. - Zmysł ogiera, on to potrafił wymyślić jakąś głupotę, po której sporo osób zwyczajnie pękało ze śmiechu.
avatar
Vin Xakly
Czarodziej


Wiek : 33
Skąd : Londyn, Anglia
Krew : Czysta
Majątek : Bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t696-skrytka-pocztowa-vina-xak

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Francesca Moretti on Nie 11 Sie 2013, 00:13

Zaśmiała się perliście, ukazując rząd zadbanych, śnieżnobiałych zębów, idealnie pasujących do koloru szminki. Teraz była pewna, że nie da rady zbić go z pantałyku w żaden zwyczajny sposób, bo był pewnym siebie samcem alfa, zakrawającym sporadycznie swoim zachowaniem na bezczelnego głąba. Może właśnie przez to jej kobiecy zmysł specjalnie odwrócił wzrok Włoszki z fontanny na niego, kiedy przechodził obok, a mózg zareagował wcześniej, niż przemyślała swoją wypowiedź... kto by to wiedział? Podniosła się z murka, poprawiając ruchem dłoni sukienkę, po czym spojrzała z dołu na twarz Anglika z tym samym wyzywającym uśmiechem co przed chwilą.
- Zmysł ogiera? No no - zacmokała z dezaprobatą. - Nie bądź taki pewny siebie, bo Ci w dole zabraknie, kolego - specjalnie zmieniła treść tego powiedzenia, a mówiąc w dole z pewnością miała na myśli konkretną partię ciała mężczyzny.
- Powodzenia, Vincencie - mrugnęła do niego przyjaźnie, kiedy tylko ponownie zdjęła okulary z oczu, po czym wyminęła czarodzieja z kocią gracją, kierując się w swoją stronę. Dłuższe siedzenie w tym upale nie wróżyło nic dobrego.
avatar
Francesca Moretti
Czarownica


Wiek : 35
Skąd : Florencja, Włochy
Krew : czysta
Majątek : klasa średnia

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t719-skrytka-pocztowa-francesc

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Vin Xakly on Nie 11 Sie 2013, 01:01

Moretti mogła próbować zbić go za pantałyku, jednakże nie udałoby się to jej. Vincent z każdym momentem był coraz bardziej pewny w jej towarzystwie. Mogło to mieć zgubne skutki, ale miał nadzieję, że nic takiego się nie wydarzy. W końcu chyba nadal z nim rozmawiając i prowokując też miała na coś ochotę.
Prychnął tylko gdy powiedziała, że ma mu coś zabraknąć na dole.
- O mnie to się Ty nie martw, kochana. - Uśmiechnął się do niej. - Wszystko jest na swoim miejscu. - Odpowiedział jej zgodnie z prawdą. Nie miał na co narzekać, jego partnerki również. A właściwie to one przede wszystkim nie powinny narzekać na cokolwiek.
Wstała, życzyła mu powodzenia i zaczęła zmierzać w stronę bliżej nieokreśloną, ale na pewno starała się odejść z tego miejsca. I teraz pojawiło się takie coś Iść? Czy nie iść? Oto jest pytanie.
- Raz kozie śmierć. - Szepnął Vincent tak bardziej do siebie i bez praktycznie zastanowienia ruszył za idącą w swoją stronę Francescą. Nie zostawi jej tak przecież samej, nie w tej chwili.
avatar
Vin Xakly
Czarodziej


Wiek : 33
Skąd : Londyn, Anglia
Krew : Czysta
Majątek : Bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t696-skrytka-pocztowa-vina-xak

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Niven Yates on Pią 27 Mar 2015, 17:26

Spacery podobno dobrze robią człowiekowi, który nie do końca wie w co ręce wsadzić. Po zniszczeniach w Św. Mungu ich praca została nieco odciążona, bo najcięższe przypadki były kierowane do szpitali, gdzie mogły zostać uleczone, a im pozostawało zajmowanie się czarodziejami, którzy ot na przykład nabawili się magicznej wysypki w tymczasowych oddziałach w Filii. Przypadki nieciekawe i niewymagające myślenia. Dlatego właśnie Yates nie mógł już wytrzymać w domu i wyrwał się na świeże powietrze. Nie będzie jednak łaził sam jak kołek prawda? Mimo, że gardził towarzystwem ludzi przez większość czasu to jednak spacerowanie samemu jest smutne. Z tym pozytywnym nastawieniem wyrwał sąsiadkę Brooks by też ruszyła swoje cztery litery i zobaczyła trochę światła. Gdy doszli do Trafalgar Square szkot nie wytrzymał takiej ilości świeżego powietrza i musiał zapalić.
- Jednak to był zły pomysł. Płuca i wątroba nie są przystosowane do świeżego powietrza.
Mruknął niezadowolony wyciągając z kieszeni marynarki paczkę i wyciągając jednego papierosa.
avatar
Niven Yates
Uzdrowiciel


Wiek : 34
Krew : Półkrwi
Majątek : Bogaty

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Ana-Lucia Brooks on Pią 27 Mar 2015, 17:54

Brooks natomiast miała przerwę od tego oddziału w Filii. Dwa razy próbowała tam wrócić jednak za każdym razem widziała ten jeden obrazek, który prześladował ją w koszmarach. Miles walczący z Vincentem i walący się na ich głowy budynek. Nawet jej badania leżały na stoliku porozrzucane, w nie ładzie, co było dosyć nieprawdopodobnym widokiem. Ana-Lucia przecież była pedantką. Jedyne co ją odprężało to gotowanie, pieczenie, ogólne pichcenie w kuchni. Przez to jej wyroby znali już chyba wszyscy sąsiedzi w kamienicy, bo najzwyczajniej nie miała gdzie ich składować.
Otuliła się bardziej jasnym płaszczem kiedy chłód wiatru połaskotał ją po szyi i spojrzała na Nivena.
- Aż dziwnie jak się wyjdzie po tylu dniach koczowania w mieszkaniu. Nawet nie zauważyłam kiedy wiosna przyszła - powiedziała i rozglądnęła się mimowolnie po placu. Ptaszki ćwierkały, drzewa i krzaki powoli się zazieleniały, a nastoletnie miłostki okupowały większość ławek. Wiosna pełną parą.
- Nie wiem czy wrócę do Munga - wypaliła nagle i usiadła przy fontannie przed którą się zatrzymali. Długo kisiła to w sobie, ale właśnie, może po tych wydarzeniach już nie była w stanie tam wrócić. Nie wiadomo też kiedy go odbudują.
avatar
Ana-Lucia Brooks
Uzdrowiciel


Wiek : 31
Skąd : Hiszpania/Anglia
Krew : Półkrwi
Majątek : klasa średnia

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t1106-skrytka-pocztowa-ana-luc

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Niven Yates on Sob 28 Mar 2015, 10:49

Ach, konkretne tematy. Nie był mistrzem rozmów w ogóle, a już gadka szmatka o niczym kompletnie mu nie pasowała. Nie był po prostu w niej za dobry. Gdy usiadła przy fontannie, podszedł bliżej by nie musieć krzyczeć. 
- Wiesz, że bez ciebie połowa pacjentów nie przetrwa nie?
Mung zawsze miał braki w personelu i dlatego często uzdrowiciele musieli się przetasowywać między oddziałami żeby wspomóc tych którzy mieli stanowczo za dużo na głowie, a Ana... Cóż, ona zawsze starała się pomóc jak tylko mogła i to jako jedna z niewielu. 
- Poza tym, ty nie przetrwasz bez Munga. Chyba, że planujesz przeniesienie się gdzieś indziej...?
Zapytał przeciągając nieco proces myślowy. czemu nie wpadł na to od razu? Znał ją trochę i wiedział, że uzdrowicielstwo znaczy dla niej wiele i raczej go ot tak nie odpuści. Chociaż cholera wie co Miles postanowił tam odpieprzyć. Nie wypytywał bo to nie jego sprawa i wiedział tyle ile sama chciała mu powiedzieć. Zaciągnął się wypuszczając srebrny dym w górę.
avatar
Niven Yates
Uzdrowiciel


Wiek : 34
Krew : Półkrwi
Majątek : Bogaty

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Ana-Lucia Brooks on Czw 02 Kwi 2015, 15:05

- Nie jestem niezastąpiona - potwierdziła wzruszając ramionami. Była tylko uzdrowicielką, a ostatnio takich do Londynu przybywa coraz więcej. Teraz to ona nie miała w pełni normalnych myśli. Wszędzie gdzie weszła bała się, że zobaczy Milesa i znów jej koszmar stanie się jawą. 3 razy go uratowała. Cyba o 3 za dużo. Przez niego ma same kłopoty. Teraz to nawet nie wiadomo gdzie był, znów słuch po nim zaginął. Był i nie ma. Przyjdzie i znów nabroi. Tym razem może ktoś zginie?
- Zastanawiałam się nad tym. Rodzice pisali żebym wróciła do Valencii, ale chyba jednak zostanę tu. Może uda mi się skończyć badania. Zaczynanie życia na nowo po raz trzeci to za dużo - skończyła spoglądając teraz na swoje buty. Ana już tyle razy uciekała i wracała. Była przed trzydziestką, już dawno jej koleżanki miały dom, kochająca rodzinę i ustabilizowane życie. Brooksówna mimo chęci spokojnego życia cały czas coś ją od tego odwlekało. Zwykle nie z jej winy.
- Boje się, że on znowu wróci - dodała unosząc głowę i spoglądając na niego tymi dużymi oczami. Wiedział doskonale o kim mówiła.
avatar
Ana-Lucia Brooks
Uzdrowiciel


Wiek : 31
Skąd : Hiszpania/Anglia
Krew : Półkrwi
Majątek : klasa średnia

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t1106-skrytka-pocztowa-ana-luc

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by James Toggler on Sob 08 Sie 2015, 18:58

James za pomocą proszku fiuu dostał się na Pokątną skąd już spacerkiem dotarł na Trafalgar Square gdzie był umówiony z Hope - w końcu nie widzieli się już taki kawał czasu a wakacje prawie dobiegał końca!. Dzisiejszy dzień James'a w domu był wyjątkowo nieprzyjemny ze względu na pogodę więc miłą odmianą dla niego byłą przyjemna zmiana klimatu z rodzinnej Francji na Londyn. Tutaj zawsze pogoda odpowiadała mu bardziej niż w rodzinnych stronach, nie przepadał za wysokimi temperaturami więc wizyta w Londynie byłą dla niego niemal zbawieniem. Usiadł na brzegu fontanny i wsłuchał się w muzykę jaka brzmiała w słuchawkach w jego uszach. Sięgnął do kieszeni, wyjął telefon i zmienił głośność na wyższą. Wyjął z torby paczkę papierosów, odpalił jednego a resztę razem z zapalniczką położył koło siebie. Wszędzie było pełno ludzi. Pędzili tam i z powrotem rozglądając się dookoła. "Na pewno turyści" pomyślał. Zdradzały ich wiszące na szyi aparaty fotograficzne oraz mapy i przewodniki w dłoniach. Spoglądali na wszystko z niemal namacalnym zainteresowaniem. James przypomniał sobie jak sam był po praz pierwszy w Londynie z rodzicami kupę czasu temu. Sam wtedy wyglądał pewnie podobnie jak teraz Ci ludzie krzątający się po placu. James zobaczył w oddali znajomą burzę włosów zmagających się z delikatnymi podmuchami wiatru. Odruchowo poniósł rękę i pomachał wesoło szczerząc się ukazując swoje białe i proste zęby. "Czy to na pewno Hope?" zastanowił się po fakcie i wpatrywał w zbliżającą się postać.
avatar
James Toggler
Klasa VI


Wiek : 19
Skąd : Francja / Vannes
Krew : Czysta
Majątek : Bogaty

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Hope Colinz on Sob 08 Sie 2015, 20:02

Czy nad tą młodą damą wisiało jakieś fatum? A może nagrzeszyła w poprzednim życiu? Panienka Colinz coraz częściej się nad tym zastanawiała. Dzisiejszego poranka te rozmyślania powróciły ponownie, kiedy w kuchni na stole zobaczyła kopertę ze swoim imieniem. Cóż, 'Papcio' miał znowu wizję i 'lepiej będzie jeśli nie będzie ściągać na siebie niebezpieczeństwo i wyjedzie próbując ich oboje chronić'. Może gdyby nie to, że dwa lata temu poznała sie na jego 'szaleństwie', teraz targałaby nią rozpacz i ciągłe głowienie się nad tym gdzie on jest? Co się mogło stać? Czy to naprawdę wymagało wyjazdu? I czy 'Papcio' kiedykolwiek wróci? Na szczęście odetchnęła z ulgą.
Dlaczego? Bo tym razem mogła zostać w Londynie i po wakacjach wrócić do szkoły, nie musiała towarzyszyć w kolejnym 'zabunkrowaniu' w nie wiadomo jakim państwie w nie wiadomo jakich warunkach.
Miała naprawdę dobry humor, ale nie dlatego że została sama w domu...tylko dlatego, że wreszcie nadszedł dzień kiedy miała spotkać sie z Toggler'em. Nawet się nie spostrzegła kiedy minęła połowa wakacji. A zniknięcie Nathaniela, tylko ułatwiło jej możliwość wyjazdu : nie będzie musiała sie spowiadać z każdego kroku.
Złotowłosa sprawdziła jedynie, czy 'ojczulek' zostawił jej klucz od skrytki, aby mogła wybrać troszkę galeonów na wycieczkę, po czym z uśmiechem na ustach i podśpiewując cichutko zabrała się za szykowanie śniadania.
Musi szybko sie ogarnąć, jeśli przed spotkaniem z Jamesem chce jeszcze zajść do Banku.
[*]
-Wreszcie Trafalgar Square...-wysapała Hope widząc wreszcie koniec swojej wędrówki. Ile to sie dziewczyna musi namęczyć kiedy brakuje podstawowego przestrzegania zasady: spakuj sie wcześniej! Najpierw, Chivas uciekł jej z domu i musiała ganiać go po ogrodzie tracąc pół godziny, zanim udało się go przekazać sąsiadce, która miała sie nim zaopiekować. Następnie przypomniała sobie o końcówce dopakowania ubrań ( a każdy kto wie jakie to trudne zadanie, potrafi przewidzieć ile czasu może zabrać), męczyła sie z zamkiem od walizki ( nie wiedziała gdzie zabiera ją James więc podróż z kufrem mogłaby wyglądać dziwnie), który dziwnym trafem postanowił sie zaciąć...Już nawet o pośpiesznym doprowadzeniu siebie do boskiego wyglądu, które zajęło '15 min' nie wspomnę. Na szczęście nadrobiła czas w Banku, gdzie udało się szybko załatwić formalności.
Teraz mogła odetchnąć z ulgą, bo w tłumie przechodniów dostrzegła machającego do niej Francuza. Na jej ustach pojawił się najszczerszy uśmiech i przyspieszając kroku ( a jednocześnie ciągnąc za sobą walizkę) podążyła w kierunku Krukona.
-No, no, no...James, wyglądasz świetnie.-zaszczebiotała przytulając sie do przyjaciela. Po sekundzie zmarszczyła jednak nos.- Ale śmierdzisz fatalnie...jeszcze nie rzuciłeś tego świństwa?-zapytała odsuwając sie i zaczęła przenosić spojrzenie to na twarz chłopaka to na odpalonego papierosa, mając nadzieję że albo go zgasi...albo go zgasi.
Hope dziecko nie palące i nie pijące. W jej wieku już dawno powinna była popróbować paru rzeczy, ale jak widać 'zbyt dobrze ją wychowano'.
Lekki wiaterek co chwila poruszał jej włosami, przez co musiała je za każdym razem odgarniać z twarzy. W Londynie może nie było aż tak upalnie, ale jednak postanowiła dzisiaj założyć białe spodenki i przewiewną, nieco obszerną, niebieską bluzkę typu nietoperz.
-To gdzie sie wybieramy? Może zabrzmi to dziwnie...ale dzisiaj nie mam nadajnika przyczepionego do walizki.-zażartowała, szukając w kieszonce swoje okulary. James bardzo dobrze wiedział jakim typem człowieka jest prawny opiekun Hope. W sumie każdy go znał w szkole, nie raz dziewczyna słuchała od znajomych 'jak Ty z nim wytrzymujesz?', 'on w domu też tak sie zachowuje?', 'podziwiam Twój stoicki spokój', a ona po prostu próbowała nie brać do siebie jego wróżb. Kiedy w tamtym roku miała iść ze znajomymi na urodziny do koleżanki...cała paczka wysłuchała z Hope kazania co może im sie przydarzyć i aby na siebie uważali.
avatar
Hope Colinz
Klasa V


Wiek : 19
Skąd : Londyn
Krew : Czysta
Majątek : klasa średnia

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t1700-skrytka-pocztowa-hope-co

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by James Toggler on Sob 08 Sie 2015, 20:28

Tak, tak, tak! To była Ona! Hope w całej swojej okazałości. Jak zwykle "dopięta" na ostatni guzik jeśli mowa o wyglądzie zewnętrznym. Chłopak wyjął słuchawki z uszu i zawiesił je na karku tak aby swobodnie opadały na jego klatkę piersiową nie plącząc się. Gdy tylko dziewczyna go przytuliła James od razu odwzajemnił uścisk przytulając ją tak mocno jakby chciał połamać jej żebra. Nie widzieli się w końcu kawał czasu - tak, tak...dla James'a miesiąc to na prawdę długo biorąc pod uwagę fakt, że w roku szkolnym spędzali ze sobą praktycznie większość wolnego czasu.
- W końcu! Nawet nie wiesz jak dobrze Cię widzieć - powiedział uśmiechając się - okej okej - dodał pośpiesznie jak urocza Hope spojrzała wymownie na papierosa po czym zgasił go pod nogami.
- Super, że nie masz na sobie już "lokalizatora" chociaż Twój ojczulek na pewno wie gdzie jesteś...przecież jest wspaniałym wróżbitą - powiedział wesoło przerywając co jakiś czas swoją wypowiedź małymi wybuchami śmiechu. Ah jak wspaniale było znowu się spotkać...zobaczyć...porozmawiać a nie wymieniać się listami czy telefonami...nie mogło być już lepiej chociaż perspektywa wspólnego spędzenia reszty wakacji była o wiele wiele bardziej korzystniejsza. Na samą myśl o tym chłopak uśmiechał się jak mysz do sera.
- Siadaj i opowiadaj co u Ciebie! Odpocznij trochę zanim znowu ruszymy w drogę bo nie wiem czy wiesz ale nie zamierzamy spędzić reszty wakacji na tej fontannie - powiedział i pociągnął delikatnie dziewczynę za rękę wskazując jej głową miejsce obok niego na fontannie. James zgarnął fajki ponownie do torby i dopiero teraz zorientował się, że nadal w jego słuchawkach gra muzyka więc wyłączył odtwarzacz i wrzucił go do torby razem ze słuchawkami. Chłopak wpatrywał się w dziewczynę i czekał aż zacznie opowiadać chociaż chyba tak na prawdę wiedział już wszystko bo mają ze sobą stały kontakt. Chłodny podmuch wiatru rozwiał delikatnie ich włosy i Krukonka ponownie odgarnęła je z twarzy.
- Uwielbiam Londyn...i nie chodzi mi tutaj wcale o miasto...ale o klimat, tego Francuskiego mam już na prawdę dość. A właśnie - dodał i wyciągnął z torby maluteńką paczuszkę zielonego koloru - rodzice pozdrawiają, a to od rodzicielki, pyta kiedy w końcu nas odwiedzisz? - dokończył przekazując malutki pakunek do rąk dziewczyny.
- Nawet nie wiesz jak za Tobą tęskniłem - powiedział nagle i ponownie przytulił dziewczynę.
avatar
James Toggler
Klasa VI


Wiek : 19
Skąd : Francja / Vannes
Krew : Czysta
Majątek : Bogaty

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Hope Colinz on Sob 08 Sie 2015, 21:17

Żebra dziewczyny przez miesiąc zapomniały, jakim 'niedźwiedzim' uściskiem potrafi witać sie James. Ale cóż, to wcale nie było tak trudno ją 'zgnieść'. Małe filigranowe dziewcze, której ciało sprawiało złudne wrażenie rozlecenia się na kawałeczki jeśli sie ją ściśnie za mocno. Wstrzymała oddech na chwilę kiedy chłopak ją przytulił, wiedziała że i tak nie wciągnęłaby w swoje płuca zbyt dużo powietrza w tym momencie.
Czy to nie cudowne, mieć bliską osobę z którą możesz mieć kontakt codziennie...ale jak jesteście daleko od siebie, to i tak tęsknicie, mimo sterty listów upychanych pod łóżkiem? Tak właśnie było z nimi.
Spojrzenie wielkiej wdzięczności wynagrodziło Francuzowi zgaszenie papierosa. Nie że w jej towarzystwie nie może palić, no ale wiecie...później.
- Super, że nie masz na sobie już "lokalizatora" chociaż Twój ojczulek na pewno wie gdzie jesteś...przecież jest wspaniałym wróżbitą
Lekkie uderzenie w ramie powinno ostudzić zapał żartowania sobie z nieszczęścia przyjaciółki. Angielka przyjęła udawany, urażony wyraz twarzy...aby po sekundzie roześmiać się z iście trafnych słów chłopaka.
-Jasne, że jest wspaniałym wróżbitą. Dlatego jak któregoś razu znowu mnie porwie, bądź tak miły i nie szukaj, bo zapewne zobaczy, że muszę wyjść za jakiegoś Araba i dobrze na tym wyjdę.- powiedziała wesoło ironizując. Nie raz naśmiewali się z jej 'biednej' sytuacji w domu. Niektórzy twierdzą, że łatwiej jest się zwierzyć osobie której sie nie zna, Hope od zawsze wolała nie skrywać swojego 'pecha' przed najbliższymi. Jak kiedyś David, tak teraz James był jej powiernikiem sekretów i pragnień. I nieźle potrafił nią potrząsnąć i ustawić do pionu...oj dużo sobie zawdzięczają.
Usadowiwszy swój zgrabny tyłek na skraju fontanny zamarzyła o wypluskaniu się w jakimś basenie, albo tnąc po kosztach, w wannie. Zdecydowanie lato nie należało do jej ulubionych pór roku.
-Nie?-jedna z brwi powędrowała ku górze.-A ja chciałam tutaj spędzić ten miesiąc, jest tyle atrakcji! Ludzie sie zmieniąją co chwilę, ptaszki latają, w nocy gwiazdy można oglądać a z rana jeść śniadanie w wodzie...-zrobiła z ust podkówkę.
-Ale trudno, zrezygnuję z tego luksusu.-wyszczerzyła się.-A wracając do tematu co u mnie...-zrobiła pauzę na 'tam dam dam dam'- To mnie szlag jasny dzisiaj trafił! Wyobraź sobie, że ten wredny, spasiony kot uciek mi do ogrodu i jakimś magicznym cudem miał siłę dźwigać to swoje wielgachne cielsko na tych cieniutkich łapkach uciekając mi całe pół godziny! Gdzie od paru dni udaje, że umiera z nie wiadomego powodu i muszę go nosić z pufy, do miski, do kuwety i z powrotem!-dziewczyna tak sie wczuła w opowiadanie, że zaczęła gestykulować. Czy specjalnie pominęła temat wyjazdu wujka? A może to nie jest temat aby zaczynać nim wakacje? Sama nie wiedziała...opowieść o kotu nagle zaświeciła w jej umyśle jak lampka w lampie.
-Wiesz jak to sie mówi nie? Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma.-odpowiedziała na temat Francji i Londynu.-Ja to bym chciała zamieszkać...sama nie wiem gdzie...-rozmarzyła się i dopiero pudełko, które trzymał chłopak przyciągnęło ją do miejsca gdzie siedziała, czyli do fontanny.
-O jejku...to dla mnie? Serio?!-zrobiła oczy jak 5 galeonów. Sięgnęła po paczuszkę i ją otworzyła. Z jej ust wyrwało sie 'Ooooooohhh...' jakby zobaczyła ślicznego szczeniaczka. Tak naprawdę mama Jamesa przekazała dla niej piękny komplet biżuterii : srebrny naszyjnik i kolczyki w kształcie kociego oczka, gdzie za środek robiły zielone szlachetne kamienie. Rzuciła się na szyję chłopaka, podduszając go swoimi drobniutkimi rączkami.
-Dziękuję! Bardzo mi sie podobają...!!!-zapiszczała, a kiedy go puściła spojrzała na niego mrużąc oczy.-Będziesz umiał odegrać ten moment pokazując mamie jak bardzo mi sie spodobało? I oczywiście napisze jej sowę z podziękowaniem osobiście...nooo i nie wiem kiedy sie zobaczymy bo nie wiem kiedy zaprosisz mnie znowu do domu.-wytknęła jęzor już ściągając swoje dotychczasowe kolczyki, aby przymierzyć te nowe. Ostatnie zdanie wypowiedziane przez Togglera, przeszkodziło jej w dokończeniu tej czynności, o mało zapięcia nie zgubiła. Ale byłaby heca co? Dopiero co dostała prezent a już posiała jego część.
Szybko sie jednak ogarnęła i odwzajemniła uścisk.
-Wiem, wiem...ja też sie cieszę. Jesteś jedyną osobą, która od roku normuje moje życie.-zaśmiała się.- No przynajmniej próbuje nie?-puściła oczko.- A u Ciebie coś sie zmieniło od wczoraj?-rzuciła przeszywające spojrzenie, próbując doszukać sie jakiegoś 'drobnego szczególiku'.
avatar
Hope Colinz
Klasa V


Wiek : 19
Skąd : Londyn
Krew : Czysta
Majątek : klasa średnia

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t1700-skrytka-pocztowa-hope-co

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by James Toggler on Sob 08 Sie 2015, 21:52

Chłopak wsłuchiwał się w każde słowo spływające z ust swojej przyjaciółki. Uwielbiał słuchać jak się złości i nerwowo gestykuluje opowiadając jakieś zdarzenie. Tym razem opowiadała o swoim podstępnym kociaku, który jak widać bardzo dobrze wiedział jak owinąć sobie panią dookoła palc...to znaczy ogona. James pamiętał tego przebrzydłego kociaka i wiedział, że potrafi być i słodki i drapieżny...jak to koty...w końcu za to je uwielbiał.
- Może powinnaś podrzucić kociaka wujowi? - zaśmiał się i od razu przygotował na uderzenie bo podejrzewał, że ten żart nie ujdzie na sucho nawet jemu. W końcu dobrze wiedział, że Hope może narzekać na kota godzinami ale i tak nigdy by go nikomu nie oddała.
- Żartuję, przecież wiem jak go uwielbiasz...kota oczywiście - dodał zanim dziewczyna zdążyłaby wycelować ręką w jego głowę tym samym oszczędzając sobie zniszczenia jego i tak już potarganej fryzury.
Fantazje dziewczyny na temat wspólnych wakacji spędzonych przy tej oto fontannie były na prawdę bardzo imponujące ale nie od dziś James wiedział, że kto jak kto ale Ona ma bardzo bujną wyobraźnię.
- Z Tobą mogę siedzieć nawet całe lato przy tej fontannie...ale myślę, że to co zaplanowałem bardziej przypadnie Ci do gustu bo o ile wiem to nie przepadasz za upałami tak samo jak i ja. Moja torba została w Dziurawym Kotle bo wylądowałem na Pokątnej, nie chciało mi się jej aż tutaj taszczyć - skomentował wypowiedź Krukonki i wspomniał o torbie bo dziewczyna chyba już wcześniej zastanawiała się gdzie jest jego bagaż a przynajmniej na to wskazywała jej mina jak zobaczyła go z małą torbą na ramieniu. Uśmiechnął się ponownie do dziewczyny.
- Mama zaprasza w każdej chwili, przecież wiesz, że Ty zaproszenia do nas nie potrzebujesz - powiedział wesoło i poczochrał dziewczynę po głowie tym samym plącząc jej włosy.
Chłopak zaśmiał się i wstał na nogi oddalając się na bezpieczną odległość aby uchronić się przed zapewne zdenerwowaną Hope.
- No już już...chyba nie każesz mi przed sobą uciekać? - zaśmiał się widząc jej minę po czym wrócił na fontannę aby ponownie usiąść.
- Tak na prawdę myślę, że wizyta u mnie w domu w tej chwili nie jest najlepszym momentem...Jasmine nie dałaby żadnemu z nas żyć...jest chyba na tym etapie, że sto procent uwagi powinno skupiać się na niej - powiedział przewracając oczami - to na prawdę na dłuższą metę jest męczące...szczególnie w taką pogodę - dodał po chwili uświadamiając sobie, że przecież Jasmine i upały nie idą w parze...no bo jak tu biegać po ogrodzie cały dzień i bawić się w tysiące gier w takiej temperaturze?
Na wspomnienie o siostrzyczce zamyślił się na moment. "Ciekawe co tam u niej słychać...nie widzieliśmy się już dość długo" zastanowił się. Faktem było, że po powrocie ze szkoły nie spędził z Jasmine za wiele czasu. Najpierw On często urywał się z domu aby spędzić trochę czasu ze znajomymi z okolicy, innym razem jego siostrzyczka jechała do którejś z babć w odwiedziny na kilka dni a przed wyjazdem James'a do Londynu nie pożegnał się z nią nawet bo była na jakimś obozie dla dzieciaków organizowanym przez żłobek. Jego rodzice mieli dość dużo spraw ostatnio na głowie więc wysłanie dzieciaków na wczasy to dla nich idealne rozwiązanie. Ciekawe kiedy dostanie od nich pierwszą sowę biorąc pod uwagę fakt, że są aż nadto troskliwi i opiekuńczy. Uśmiechnął się pod nosem i wyjaśnił dziewczynie o czym myślał pomijając fakt o swoich rodzicach...wiedział, że temat rodziców dla dziewczyny jest dość trudny...a może nie tyle trudny co po prostu mało ciekawy. Z resztą znała jego rodziców i wiedziała jakiej są natury więc wzmianka o ich nadopiekuńczości nie była konieczna.
Obok nich zatrzymał się mężczyzna prowadzący malutki wózek z lemoniadą. "Tak, to dobry pretekst na przerwanie tej ciszy" pomyślał po czym wstał i podszedł do wózka.
- Poproszę dwie lemoniady - powiedział i przekazał uśmiechniętemu pracownikowi dolara do ręki.
Wrócił do dziewczyny wciskając jej napój do ręki.
- Pij...kawałek podróży przed nami - powiedział radośnie - chyba że...no wiesz...wzmocnimy troszkę tę lemoniadę przed podróżą - dodał i spojrzał wymownie na swoją torbę gdzie spoczywała spokojnie malutka buteleczka mocnego trunku, który zwinął z domowego barku przed skorzystaniem z proszku fiuu.
avatar
James Toggler
Klasa VI


Wiek : 19
Skąd : Francja / Vannes
Krew : Czysta
Majątek : Bogaty

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Hope Colinz on Nie 09 Sie 2015, 20:00

Może powinnaś podrzucić kociaka wujowi?
Brwi Hope powędrowały niebezpiecznie ku górze. Czy jej przyjaciel serio powiedział coś takiego? Miałaby oddać swoje zmutowane pulpeciątko ( jak słodko określała kota) pod opiekę wuja? Przecież on i tak nie chętnie wytrzymywał z kocią manią wielkości w domu. Kto wie, może Nathaniel upozorowałby nieszczęśliwy wypadek aby pozbyć sie kociego terorysty? Dziewczyna wolała, nie wyobrażać sobie co by sie mogło wydarzyć, wróżenie zdecydowanie zostawiłaby Papciowi. Ręka Boska chyba kazała Toggler'owi dopowiedzieć ostatnie zdanie, bo najprawdopodobniej Angielka serio zdzieliłaby chłopaka po głowie.
Zamiast tego zachichotała.
-Chivasa pilnuje Pani Lorrens-oznajmiła- Wiesz, ta nasza sąsiadka, która ma już piątkę kotów i dwie z nich to kocie miłości tego lovelasa.-puściła porozumiewawczo oczko. O ile to było prawdą, to z tej mąki chleba miało nie być, ale gdyby geny tego 'arystokratycznego' kociaka przeszły dalej, to staruszka nie miałaby nic przeciwko, czarnego kota w swojej 'kolekcji' nie posiadała.
-Ooooo...biedny James, przemęczyłby się...a co gorsza, mógłby sie spocić gdyby przytaszczył swoje walizki pod fontannę.-zaszczebiotała naśmiewając się z Francuza. To ona tacha swoją walizkę, żeby szybciej mogli wyjechać...a tu sie okazuje, że jeszcze będą musieli prawdopodobnie udać sie po bagaż chłopaka do Dziurawego Kotła. Mężczyźni.
Wspomnienie chłopaka na temat młodszej siostry wywołało uśmiech na ustach blondynki. Lubiła tą dziewczynkę, która troszkę przypominała Hope samą siebie. Czy ona też była taka męcząca dla swojego rodzeństwa? Nie, nie...przecież ona była słodka. Siostra James'a zapewne również miała w sobie tą słodycz...ale starsi bracia widzą to inaczej.
-Cóż, podziękuję Twojej mamie innym razem. A kiedy uznasz to za odpowiedni moment...wtedy dasz mi znać. Wpraszać się nie będę nie?-szturchnęła go przyjacielsko widząc, chwilę 'wycofania' w zachowaniu chłopaka. Mimo bycie rówieśnicą Toggler'a, Hope czasami czuła sie jakby był jej starszym bratem. Z tą jednak różnicą, że nie musiała wysłuchiwać 'ze jest smarkulą i lepiej aby nie nakapowała na niego rodzicom'.
Na szczęście pojawił się mężczyzna z lemoniadą.
Słoneczko grzejące z góry zachęcało do napicia się napoju...ale propozycja wzmocnienia go czymś 'ekstra' zastanawiała Colinzównę.
-A jak mnie sieknie przez to słońce? Dasz radę ciągnąć mnie, moją walizkę...i w dodatku swoją super sexowną torebeczkę do Dziurawego Kotła?-zachichotała upijając łyk lemoniady, który przyniósł przyjemne orzeźwienie.
avatar
Hope Colinz
Klasa V


Wiek : 19
Skąd : Londyn
Krew : Czysta
Majątek : klasa średnia

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t1700-skrytka-pocztowa-hope-co

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by James Toggler on Nie 09 Sie 2015, 20:20

Przyjemnie było tak posiedzieć i popijać chłodną lemoniadę oraz dzielić się przeróżnymi historiami jakie miały miejsce podczas ich "długiej" rozłąki.
- Jak dobrze wiesz, nie znoszę upałów więc gdybym bagażu nie zostawił gdzieś na Pokątnej to...to... - zamyślił się na chwilę - to musiałabyś na mnie czekać w samotności...a co jeśli ktoś by Cię napadł?! Zrobił krzywdę... - dodał po czym wybuchnął śmiechem. Toggler śmiał się przez dobre dwie minuty zanim się uspokoił.
- Tak masz rację...jestem leniwy jak mało kto - dodał po przerwie spowodowanej wybuchem śmiechu.
Ale w sumie to nie było prawdą. Chłopak był na prawdę bardzo pracowity i uczynny jednak kto jak kto ale On na prawdę nienawidził upałów i w takie dni najchętniej leżał w łóżku w swoim pokoju ochładzając się przyjemnie zaklęciami służącymi do obniżania temperatury. Szkoda, że jako nieletni czarodziej nie mógł sobie ot tak pomagać zaklęciami gdzieś poza domem...no ale czas płynął a chłopak wiecznie namiaru mieć na sobie nie będzie.
- Nie przejmuj się, upały mi też nie służą więc...przeczekamy to najgorsze tutaj...w ostateczności - odpowiedział dziewczynie na jej obawy odnośnie alkoholu.
Chłopak rozejrzał się dookoła czy aby na pewno nikt ich bacznie nie obserwuje a gdy stwierdził, że "teren jest czysty" wyjął z torby malutką buteleczkę z trunkiem. Podsunął swój tyłek bliżej Hope, zdjął wieczko z jej lemoniady i wlał tam połowę zawartości buteleczki, drugie pół wlał sobie. Lemoniada przyjemnie zasyczała i lekko się spieniła więc chłopak od razu upił solidny łyk przez słomkę aby uniknąć wylania połowy napoju.
Wrzucił do kosza pustą buteleczkę i wymieszał swojego drinka słomką, która wesoło sterczała ponad kubkiem.
- Radzę zrobić Ci to samo - powiedział do Krukonki - nie wiem do końca co to...ale mocne jak cholera - dodał puszczając jej oczko i kontynuował mieszanie.
avatar
James Toggler
Klasa VI


Wiek : 19
Skąd : Francja / Vannes
Krew : Czysta
Majątek : Bogaty

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Hope Colinz on Nie 09 Sie 2015, 20:36

Ale to było zabawne! Ha ha ha ha ha ! Naprawdę. Hope spojrzała na chłopaka przyjmując minę 'are you fuking kidding me?!"-co w jej wykonaniu mogło spowodować tylko kolejny atak śmiechu. Toż to złotowłose dziewcze tak słodko wyglądało jak sie złościło.
-Żebym czasem ja Ci krzywdy Toggler nie zrobiła wiesz?-wysyczała. Jeszcze by prychnęła jak kotka (nauczyła się przecież od Chivasa), ale chłopak już sięgał po magiczną buteleczkę. Zapomniała o swojej urażonej dumie i z zaciekawieniem obserwowała, co on też będzie robił. Kiedy w jej kubku wylądowała połowa zawartości butelki, o mało nie zapowietrzyła się. Przecież powiedziała, że znając jej 'nie pijącą osobowość' to nabombi się tym jednym drinkiem. Francuz wyglądał jakby znał się na rzeczy. Ale co mu sie dziwić? Wiedziała, że jej przyjaciel to smakosz trunków procentowych.
- Radzę zrobić Ci to samo
Dziewczyna szybko powtórzyła czynności, które sekundę temu uczynił chłopak...i pociągnęła mały łyczek drinka przez słomkę.
nie wiem do końca co to...ale mocne jak cholera
Zakrztusiła się, prawie puszczając fontannę z ust konkurencyjną do tej gdzie siedzieli. Udało jej sie jednak przełknąć ten łyk nie robiąc z siebie pośmiewiska.
-Chcesz wypróbować na mnie niewiadomy alkohol i obudzić sie jutro w nie wiadomo jakim miejscu, bo nam to świństwo wypierze pamięć...albo co gorsza...pozbawi jakże wysokiego IQ?-wycharczała, po czym sie roześmiała. Musiała przyznać, że faktycznie...napój był mocny...ale i mega smaczny. Ponownie sięgnęła ustami do rurki i pociągając kolejne łyczki wlepiła się w Jamesa swoimi zielonymi tęczówkami.
avatar
Hope Colinz
Klasa V


Wiek : 19
Skąd : Londyn
Krew : Czysta
Majątek : klasa średnia

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t1700-skrytka-pocztowa-hope-co

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by James Toggler on Nie 09 Sie 2015, 20:49

Siedzieli sobie na fontannie, popijali drinka, który na prawdę zaczynał dawać się chłopakowi we znaki i obserwowali jak plac powoli pustoszeje. Coraz mniej ludzi przechodziło obok nich, słońce już zaszło, latarenki się pozapalały a oni dalej siedzieli i siedzieli i rozmawiali i rozmawiali...i końca nie było widać. James'owi brakowało takich posiedzeń z Krukonką. W Hogwarcie niestety nie mieli dostępu do takich smakołyków jakimi właśnie raczyli swoje podniebienia. To znaczy zawsze mogli przemycić coś spoza murów szkoły ale czy ktoś chciałby się bawić w jakieś podchody? Samo picie w zamku nie dawało takiej przyjemności jak tutaj...w szkole zawsze mogli wpaść na kogoś na kogo nie powinni i na kacu musieliby wykonywać jakieś prace porządkowe związane ze szlabanem czy bóg jeden wie z czym jeszcze. O tak...to miejsce o wiele bardziej sprzyjało na pogawędki przy alkoholu. Co prawda chłopak nie był pełnoletni ale w większości sklepów sprzedawano mu alkohol i papierosy - nie wiedział czy to zasługa jego nadzwyczajnych umiejętności interpersonalnych czy może po prostu wygląda już na tyle dorosło, że pracownicy myślą, że mają do czynienia z kimś dorosłym. "No ale nie ważne, nie pora i nie czas na takie rozmyślenia" dotarło w końcu gdzieś do niego i wrócił do sączenia trunku, którego chcąc nie chcąc ubywało z każdą minutą
- Powiem Ci, że masz bardzo ładne oczy...nie wiem czy już Ci to mówiłem - powiedział lekko rozchwianym głosem i dopiero teraz się zorientował, że język zaczyna się mu plątać. O nie...upały jak widać nic a nic nie służyły Toggler'owi.
- Tylko się nie zakochaj! To nie jest filtr - krzyknął nagle w stronę dziewczyny i ponownie się roześmiał widząc jej zdziwioną minę - to znaczy flirt - dodał i ponownie się roześmiał.
Chłopak zaczął się zastanawiać w jakim stanie jest jego towarzyszka, ale musiał przyznać, że jak na kogoś kto mało pije...miała na prawdę bardzo dobre tempo.


avatar
James Toggler
Klasa VI


Wiek : 19
Skąd : Francja / Vannes
Krew : Czysta
Majątek : Bogaty

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Hope Colinz on Pon 10 Sie 2015, 10:16

Jak ten czas leci szybko, kiedy obok ma się cudownego kompana do rozmów.
James i Hope znaleźliby pewnie milion powodów do rozmów nie widząc sie jeden dzień, a co dopiero jak mieli miesiąc przerwy w 'widzeniach'(nie w kontaktach).
Czas leciał, cud napój pomału się kończył w kubku...zaczęło zachodzić słońce, ludzie coraz rzadziej przechodzili obok fontanny...a śmiech uczniaków roznosił się po całym placu.
Dziewczyna chyba musi częściej pić, humor jej mega dopisywał. Dziwiła sie sama sobie, że nie czuje się otępiała...tylko szczęśliwa. 'Micha jej się cieszyła' jak nigdy...a jęzor sie rozwiązał.
Tak! Zdecydowanie była za bardzo gadatliwa. Szczerość jej się włączyła.
Powiem Ci, że masz bardzo ładne oczy...nie wiem czy już Ci to mówiłem
Perlisty śmiech znowu przerwał szum wody z fontanny.
-James...każdy mi to mówi, więc nawet jak tego nie powiedziałeś, to i tak bym tego nie zauważyła.Wiesz...-poprawiła kokieteryjnie włosy i zatrzepotała rzęskami.- Ja jestem zbyt idealna, aby czekać na komplementy.-roześmiała się, po czym wysiorbała resztki drinka. Właśnie celowała do kosza, aby wyrzucić pusty kubek, kiedy chłopak znowu się odezwał.
-Ej to mój tekst!-spojrzała na niego marszcząc czoło.-Od tego roku...zero...zakochiwaniaaaa...-przedłużała swoją wypowiedź przyjmując odpowiednią postawę, aby trafić do kosza. Nawet po alkoholu miała niezłego cela.
-Ehh...chyba już nigdy nie popełnię tego błędu...-dodała jakby sama do siebie. Toggler dobrze wiedział o Davidzie i tym co ich łączyło. Chłopak zniknął...a Krukonka ciężko to przeżyła. Gdyby nie Francuz zapewne nie ogarnęłaby się w ubiegłym roku szkolnym.
avatar
Hope Colinz
Klasa V


Wiek : 19
Skąd : Londyn
Krew : Czysta
Majątek : klasa średnia

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t1700-skrytka-pocztowa-hope-co

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by James Toggler on Pon 10 Sie 2015, 17:52

Gdy Krukonka wyrzuciła swój kubek do kosza, chłopak niemal odruchowo zrobił to samo bo dopiero teraz do niego dotarło, że już nic nie ma w jego kubku. Na szczęście młody Toggler był przygotowany i na taką okoliczność więc nie było chyba dla nikogo zdziwieniem gdy ze swojej torby wyjął kolejną małą buteleczkę i dwa plastikowe niebieskie kubki.
- Teeeraz będzie gorzej bo nie mam nic do przepicia, aaale śmiech to zdrowie a jak widać humor nam dopisuje po takich trunkach - zaśmiał się chłopak i ponowie rozlał po równo trunku do kubków po czym jeden z nich wcisnął do ręki dziewczyny.
- Wymówek nie ma od picia - powiedział zanim zdążył słowa poukładać w coś sensownego ale dziewczyna od razu połapała się co tak na prawdę chciał powiedzieć.
Chłopak podniósł lekko swój kubek do góry i stuknął w kubek dziewczyny.
- Zdrowie moja piękna! - krzyknął wesoło i wypił łyk.
- Eghhhh - wydostało się z jego ust i nie wiedział czy chciał coś powiedzieć czy po prostu to co właśnie przełknął wypaliło mu gardło. Chłopak odczekał kilka sekund po czym pociągnął kolejny łyk z kubka. Tym razem nie było już tak źle, to chyba po prostu kwestia przyzwyczajenia.
- Na początku jest kiepsko...ale śmiało...późniejest tylko lepiej - wybełkotał wesoło kiwając się w przód i w tył.
"Nasza podróż chyba trochę się przesunie w czasie" tłukło się gdzieś w jego głowie ale nie zwracał teraz na to uwagi. Najważniejsze dla niego było to, że w końcu mógł znowu posiedzieć z Krukonką.
avatar
James Toggler
Klasa VI


Wiek : 19
Skąd : Francja / Vannes
Krew : Czysta
Majątek : Bogaty

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Hope Colinz on Pon 10 Sie 2015, 18:40

Z przerażeniem patrzyła na chłopaka, który wykazał się pomysłowością i przygotowaniem. Nie dość, że miał więcej tego 'tajemniczego' alkoholu to jeszcze kubki ze sobą przyniósł.
Czy on czasem tego nie zaplanował?
Dziewczyna przyjęła w milczeniu plastik i patrzyła na dalsze poczynania Francuza.
Wymówek nie ma od picia
-James...ale ja...-umilkła krzywiąc się na samo spojrzenie przechylającej się głowy chłopaka. Przełknęła głośno ślinę w tym samym momencie co on przełknął łyk trunku.
Na początku jest kiepsko...ale śmiało...późniejest tylko lepiej
-Nienawidzę Cię...-wysyczała biorąc parę szybkich oddechów, zanim wypiła CAŁĄ zawartość swojego kubeczka. Nie należała do osób lubiących 'przedłużać' takie przyjemności. A brak popity tylko ją bardziej zmotywował.
Poczuła jakby jej 'Pan Jezusek bosymi stópkami przeszedł po gardziołku'...zostawiając piekące ślady! Aż poderwała się z fontanny krzywiąc się i machając wolną ręką to miało jej pomóc.
-Jezuuu...to jest mocne jak cholera...-wycharczała- Nigdy więcej nie dawaj mi tego bez jakiegoś soczku, bo stracę swój anielski głosik...-powiedziała już mniej charczącym głosem.
Roześmiała się sięgając do swojej walizki. Wyjęła flakonik...
-James, czy jesteś na tyle zdesperowany że każesz nam wypić również perfumy,bo już nie masz nic co smakuje mniej ohydnie niż to?-zażartowała chwiejąc się i prawie nie upuszczając dość drogiego zapachu, który na urodziny dostała od Nathaniela. W porę jednak złapała się kamiennej wypustki fontanny i dalej sie śmiejąc udało jej sie schować buteleczkę.
avatar
Hope Colinz
Klasa V


Wiek : 19
Skąd : Londyn
Krew : Czysta
Majątek : klasa średnia

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t1700-skrytka-pocztowa-hope-co

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by James Toggler on Pon 10 Sie 2015, 18:56

James razem z Hope bardzo szybko wypili to co mieli w kubkach, nawet szybciej niż chłopak podejrzewał.
Toggler obserwował rozbawiony jak Krukonka zmaga się ze złapaniem równowagi aby nie upuścić swoich zapewne drogocennych perfum.
- No no brawo...bardzo dobrze radzisz sobie z nadmierną grawitacją - zaśmiał się i popatrzył na zegarek, który mówił, że już od przynajmniej dwóch godzin są lekko spóźnieni.
- Hope...ja nie chce nic mówić ale wiesz, że za chwilę stracimy ostatnią szansę dostania się tam gdzie powinniśmy się dostać już jakieś półtorej godziny temu - zaśmiał się do dziewczyny - a przypominam, że musimy jeszcze wrócić do Kotła po mój bagaż...dość spory z resztą - dodał i zaczął się zastanawiać nad tym jak w takim stanie mają oboje poradzić sobie z tymi tobołami.
- Masz ostatnią szansę żeby się rozmyślić, od razu mówię, że nie zaplanowałem wczasów na plaży w pięciogwiazdkowym hotelu - powiedział śmiejąc się do dziewczyny.
Wstał na nogi, lekko się zachwiał po czym chwycił walizkę Angielki a drugą rękę wystawił w jej stronę aby mogła się go złapać i kiwnął głową w stronę ulicy.
- Chodźmy, do Kotła mamy kawałek ale może nam to chwile zająć - zaśmiał się i zachwiał po raz kolejny.
avatar
James Toggler
Klasa VI


Wiek : 19
Skąd : Francja / Vannes
Krew : Czysta
Majątek : Bogaty

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Hope Colinz on Pon 10 Sie 2015, 19:09

Hope...ja nie chce nic mówić ale wiesz, że za chwilę stracimy ostatnią szansę dostania się tam gdzie powinniśmy się dostać już jakieś półtorej godziny temu...
Dalsza gadanina chłopaka przeleciała mimo uszu dziewczyny, która stanęła w pozycji bojowej, opierając dłonie na swoich bioderkach. Piorunowała chłopaka wzrokiem lekko sie chwiejąc.
-Jaaasneee, bo to Hope zachciało się...-zamilkła powstrzymując czkawkę.-siedzieć i ...-znowu pauza, po której nastąpiło machnięcie ręką.
-Dobra bierz moją walizkę jak przystało dżentelmenowi...and come on baby...jedziemy...czy tam idziemy...lecimy?-powiedziała dziarsko robiąc krok do przodu. Nie zauważyła, że chłopak już wcześniej sięgnął po jej walizkę i nawet wyciągnął rękę ku Krukonce. Zatrzymała się jednak i zauważyła, że ręka Francuza nadal jest wyciągnięta w jej stronę. Ujęła ją czując stabilność, której teraz potrzebowała. Oboje sprawdzili, czy niczego nie zapomnieli ( a Hope ubrała na oczy ciemne okulary, ciul że było już prawie ciemno) i ruszyli chwiejnym krokiem w stronę Kotła. Oby ich tylko policja nie zatrzymała... zaczęliby wakacje w iście ciekawym stylu.
avatar
Hope Colinz
Klasa V


Wiek : 19
Skąd : Londyn
Krew : Czysta
Majątek : klasa średnia

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t1700-skrytka-pocztowa-hope-co

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Morwen Blodeuwedd on Sro 12 Sie 2015, 12:11

Co u Morwen? Właściwie nic nowego. Jej życie miłosne utknęło w martwym punkcie (a to niespodzianka), życie zawodowe było jakieś takie... na nie (bo już nie była dyrektorką Filii, zrzekając się swojego stanowiska dawno temu) a życie rodzinne... no cóż. Zoja żyła swoim życiem, co prawda kontaktowały się, ale nie tak, jak kiedyś. W zasadzie była tylko matką na papierku w tym momencie. Dziś czara goryczy zaczęła się przelewać po kolejnym ciężkim dniu bieganym między Filią a Ministerstwem Magii. Aktualnie był wieczór i padał deszcz a ona nie miała i tak po co wracać do pustego domu. Rozważała kupno kota albo psa, żeby nie pić do lustra a ewentualnie pić w towarzystwie zwierzaka. Pech też chciał, że w pewnym momencie wiatr wygiął jej parasol w drugą stronę, więc była zmuszona go wyrzucić. Mogła użyć magii, ale po co? Powoli rozważała plan wyjazdu na małą wysepkę lub do wioski skrytej przed ludźmi, gdzie nie musiałaby posługiwać się magią i dlatego też przestawiała się na "nie-magiczne" rzeczy. Szła dzielnie przed siebie, moknąc, ale nie przejmowała się tym wyjątkowo... do momentu, w którym nie zauważyła szczeliny w chodniku. Jedna z jej szpilek utknęła między dwiema płytkami i gdy chciała ją wyjąć, jedynie co zrobiła to złamała ją w połowie. Z racji wielkiej miłości Walijki do wszystkich szpilek, jakie posiadała, chyba nie trzeba mówić jak głośno i soczyście zaklęła na cały - na szczęście - pusty plac. Zdjęła drugiego buta, po czym skierowała się do jednej ławki skrytej pod drzewami a potem usiadła i wzdychając ciężko, zaczęła liczyć do stu. Sytuacja ta przypominała jej łudząco dzień, w którym Liam pojawił się w Londynie. No właśnie. Liam. Tęskniła za nim czasami a pierścionek zaręczynowy w przypływie agresji i desperacji zniszczyła. Ciekawiło ją co u niego. Choć dowiedziała się po pewnym czasie o tym co łączyło go z jego własną siostrą. Ta myśl sprawiała, że czuła do niego obrzydzenie i nic poza tym, i jednocześnie wystarczająco ją otrzeźwiała. Tym razem jednak siedziała, wlepiając wielkie oczy w złamany obcas, wyłączając się zupełnie z otoczenia.
avatar
Morwen Blodeuwedd
Czarownica


Wiek : 33
Skąd : Cardiff, Walia
Krew : czysta, ARh+
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t714-skrytka-pocztowa-morwen-b

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Marco Castellani on Sro 12 Sie 2015, 13:57

Zycie pana Castellaniego też nieco się zmieniło. Teraz gdy Hogwart był zamknięty z powodu przerwy wakacyjnej większość czasu spędza w Buenos zajmując się drużyną i odwiedzając dosyć często tamtejsze Ministerstwo Magii. Ostatnio bardzo go polityka zainteresowała, zwłaszcza sfera sportu. Po ostatnim sukcesie z mistrzostwami zaangażował się i sporo myśli o pozostaniu w Argentynie. Jednak to skutkowałoby pozostawienie Hogwartu i dzieciaków na dobre. Jest dylemat panie Castellani.
Dlatego też gdy tylko mógł przyjeżdżał do Londynu głównie by odwiedzać Suzanne i Victora, jego wnuka. Tak, poczciwy Marco doczekał się srającego w pieluchy pulchnego wnuczka, mimo, że miał dopiero 40 lat na karku. To go bardzo postarzyło a w cale nie było mu to w smak. Wiele kobiet pewnie już nie patrzy na niego jak dawniej, czyli dojrzałego mężczyznę, który zna się na rzeczy. Teraz był dziadkiem.... taaak.
Przechadzając się tak po mugolskich włościach nawet nie myślał o tym, że spotka swoją ulubioną panią dyrektor Filii. Ba, tylko chyba w snach była w opałach a on jak to na dżentelmena przystało był w obowiązku ją uratować. A tu proszę. Siedziała sobie ubolewając nad tym butem.
- Kochana, reparo wszystko naprawi - uśmiechnął się stając tuż przed nią i patrzył na nią z góry uśmiechając się jak to miał w zwyczaju. Ich ostatnia randka skończyła się tak jak to zaplanował, doskonale zdając sobie sprawę, że Morwen mogła mieć nieco inne plany. Ale na deser trzeba poczekać.
avatar
Marco Castellani
Nauczyciel: Quidditch


Wiek : 43
Skąd : Buenos Aires, Argentyna
Krew : Czysta
Majątek : bogaty jak skurczysyn

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t991-skrytka-pocztowa-marca-ca

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Powrót do góry

- Similar topics

 :: Londyn :: Londyn :: Miejsca

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach