Park

Strona 8 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

Go down

Park

Pisanie by Konrad Moore on Pią 19 Kwi 2013, 23:58

First topic message reminder :



Choć park początkowo wygląda niepozornie, w okresie gdy kwitną zasadzone w nim wiśnie, zapiera dech w piersiach. Opodal znajduje się niewielki plac zabaw. Wzdłuż alejek znajduje się kilka rzędów drewnianych ławeczek.
avatar
Konrad Moore
Minister Magii


Wiek : 75
Skąd : Londyn, Anglia
Krew : czysta
Majątek : bardzo bogaty

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down


Re: Park

Pisanie by Francesca Moretti on Sob 06 Wrz 2014, 15:27

Fakt, że przeszli na "ty" nie umknął jej uwadze, ale jednocześnie wcale jej nie przeszkadzał. Poza tym przecież sama zaczęła, jednak wychodziła z założenia, że stojący kilka kroków od niej mężczyzna raczej jest niewiele starszy niż ona, o ile nie w tym samym wieku. Lata obserwacji doprowadziły do tego, że z wprawą potrafiła oceniać wiek ludzi, z którymi ma od czynienia, jak i to kiedy na przykład kłamią lub się denerwują. Wszystko dało wyczytać się z gestykulacji i mimiki, a nawet z samego tonu głosu. Do perfekcji jeszcze nie doszła, ale była na dobrej drodze. Czasem miała wrażenie, że minęła się ze swoim powołaniem i zamiast studiów z ukierunkowaniem na karierę dziennikarską, powinna zostać psychologiem albo psychoterapeutą. Na dobrą sprawę i w tym miała trochę praktyki, bo przecież kiedy jeszcze była na studiach i miała narzeczonego kształcącego się na uzdrowiciela, zdarzało jej się przeglądać porozwalane po całej kawalerce książki. Sama ta myśl spowodowała, że Włoszka na chwilę wyłączyła się z otaczającego ją świata, ale wraz ze słowami Kurta wróciła na ziemię.
- No popatrz ile nas łączy, a rozmawiamy dopiero niecałe dziesięć minut - wygięła pomalowane czerwoną szminką - jej znakiem rozpoznawczym zresztą - wargi w lekki uśmiech. W tej chwili łączyło ich błahe wyjście do sklepu, ale gdyby tylko jedno i drugie miało zdolność do czytania w głowie... ich historia również była podobna. Historia z przeprowadzką do Londynu. Jej rodzina nie była uradowana tym faktem, ona sama chciała wyjechać, żeby móc wspomóc najbliższych finansowo. W końcu po śmierci matki jej ojciec się załamał a bracia nie starali się wystarczająco mocno, żeby jakkolwiek naprawić sytuację. Myślała, że w wielkim mieście będzie żyło jej się lepiej, aczkolwiek póki co zaczynała żałować swoich decyzji. Niestety, nie miała możliwości cofnięcia się w czasie a błędy, które popełniła, najwidoczniej nie były popełnione bezcelowo. Nie zawracała sobie już głowy tym co działo się w kamienicy, bo uznała, że to nie jej sprawa. Przynajmniej nie w tej chwili. Wysłuchała słów Alsteena, wzdychając na sam koniec. Kolejny uzdrowiciel. Pięknie.
- Francesca... przyjechałam tu z Włoch dawno temu po studiach w pogoni za lepszym życiem i znam tu kilka osób, ale co chwilę pojawia się ktoś nowy, dlatego najlepszym źródłem informacji jest miła starsza pani z parteru - uścisnęła dłoń mężczyzny, przesuwając mimowolnie kciukiem po nieco szorstkiej skórze jego dłoni. Zaraz potem podniosła się z ławki, zwracając się przodem do rozmówcy. - Ja niestety nie udzielam się tutaj społecznie, bo przeważnie mnie tu nie ma całymi dniami - skoro już wiedziała, że jest jej sąsiadem, uznała, że nie będzie sąsiadką pokroju amerykańskich filmów, która na powitanie przynosi ciasteczka, ale...
- Jeśli nie masz nic innego do roboty, zapraszam na kolację - zdając sobie sprawę z tego jak to mogło zabrzmieć, w ramach wyjaśnień szybko dodała: - Spokojnie, nic zobowiązującego, jeśli to tak zabrzmiało. Naszła mnie ochota na ugotowanie dzisiaj czegoś normalnego i domowego. Wiesz, jedzenie z budki mi się już znudziło. Poza tym w towarzystwie lepiej się jada - chwyciła siatki, odwracając się w stronę wejścia do kamienicy i również powolnym krokiem tam zmierzając. Dopiero kilka metrów dalej zatrzymała się, rzucając kontrolne spojrzenie w jego stronę.
- To jak? - nie namawiała go, więc mógł równie dobrze odmówić a na niej nie zrobiłoby to specjalnego wrażenia. Z natury była po prostu miła i jak każdy normalny człowiek chciała czasem porozmawiać z drugim prawdopodobnie normalnym człowiekiem o czymś niekoniecznie normalnym.

/w razie czego zabierz ich stąd lub napisz od razu w mieszkaniu Smile
avatar
Francesca Moretti
Czarownica


Wiek : 35
Skąd : Florencja, Włochy
Krew : czysta
Majątek : klasa średnia

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t719-skrytka-pocztowa-francesc

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Stan Griffiths on Nie 15 Lut 2015, 20:50

Czarodzieje aportowali się z cichym trzaskiem kilka przecznic od miejsca docelowego. Griffiths był tak zaaferowany opowieścią o ostatniej akcji ratunkowej kulawego kuguchara, że wylądowali... no właśnie. Po środku parkowej alejki. Niby nic, ale poza najbliższym otoczeniem zamku magia nie była już tak łaskawa. Śnieg był prawdziwy, czyli zimny i mokry, a temperatura sięgała zera.
- Ee... - auror rozejrzał się wokół, marszcząc nos - Chyba nie tu mieliśmy się znaleźć.
Swoim starym zwyczajem podrapał się po potylicy. Mogli zaryzykować teleportować się jeszcze raz bezpośrednio do posiadłości Volante, lecz trochę wypili i mogło się to skończyć różnie. Na przykład na dachu Ministerstwa. Albo w rynsztoku pod Świńskim Łbem.
Griffiths zsunął z ramion frak i narzucił go na blade, nagie plecy Francuzki.
- Dobra, dobra. Miałaś rację. Może trochę za mało się skupiłem.
avatar
Stan Griffiths
Auror


Wiek : 32
Skąd : Dartford, Wielka Brytania
Krew : czysta
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Marie Volante on Nie 15 Lut 2015, 21:18

- Nie do końca to miałam na myśli, że mam do Ciebie zaufanie, jeśli chodzi o zmianę lokalu - Ruda rozejrzała się wokół, by ostatecznie rozpoznać parkową alejkę położoną w sąsiedztwie Regen Street. Otoczenie było piękne i zazwyczaj chętnie wracała w to miejsce, ale tym razem trudno było jej się skupić na uroku drzew przyprószonych białym puchem. Temperatura sięgająca niemal zera w połączeniu z ich wieczorowymi strojami nie zachęcała do kontemplacji natury. Francuzka mimowolnie zaczęła telepać się jak mała osika.
- Rozumiem, byłeś za bardzo zajęty przedstawianiem siebie jako dzielnego rycerza niosącego pomoc bezbronnym istotom, zdarza się – próbowała żartować, ale śnieg topiący się na jej roznegliżowanej skórze sukcesywnie zamrażał jej mózg. Marie z wdzięcznością przyjęła zabawne męskie wdzianko, wsuwając ramiona w rękawy okrycia.
- Chciałeś porzucać się śnieżkami? – podsunęła, wyraźnie rozbawiona podsuniętą jej przez wyobraźnię wizją miażdżenia Griffiths’a kolejnymi kulkami z białego, mokrego puchu.
avatar
Marie Volante
Uzdrowiciel


Wiek : 30
Skąd : Francja
Krew : Czysta
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t730-skrytka-pocztowa-marie-vo

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Stan Griffiths on Nie 15 Lut 2015, 22:41

- Ja? Dzielnym rycerzem? Poza tym choć może na to nie wygląda, to nad wszystkim panuję.
Griffiths już drugi raz dzisiejszego wieczora zmarszczył czoło. A to już oznaczało tyle, że coś go gryzie. Od czasu przypadkowego spotkania z Isleen w lodziarni Fortescue jak bumerang wracały do niego słowa czarownicy dotyczące tego, jakiego zawodu się po nim spodziewała. Zawsze myślał, że będzie robił w życiu coś szalonego. Gdy zasilił szeregi filii aurorów planował, że to tylko tymczasowe zajęcie. Od dziecka marzyły mu się jakieś niebezpieczne podróże i przygody na miarę książkowych bohaterów. Wydawało mu się przecież, że żyje z dnia na dzień. Nie mógł powiedzieć, że był nieszczęśliwy. Wręcz przeciwnie - zarażał dobrym humorem całe swoje otoczenie i wcale nie były to fałszywie emocje. Nie zauważył tylko tego, że zatracił gdzieś swoje chłopięce marzenia i utknął na ciepłym stanowisku, które nie do końca spełniało jego oczekiwania. Coraz rzadziej czuł ten znajomy dreszczyk emocji. Bo czym niby miał się emocjonować? Skradzionym portfelem? Tym, że mu się rano tosty przypiekły, gdy spieszył się do biura? Tak, moi drodzy, Stan Griffiths zauważył, że zaczął wieść nudne życie dorosłego człowieka. I nie do końca mu to odpowiadało.
- Nie, chciałem po prostu, żebyś odśnieżyła ścieżkę w parku tą swoją koparką - zerknął teraz wymownie na długo tren sukni balowej. Uśmiechnął się po chwili łobuzersko - Ale skoro nalegasz...
Schylił się, zaczerpnął garść białego puchu z najbliższej zaspy i wycelował nią wprost w posiadaczkę rudej czupryny.
avatar
Stan Griffiths
Auror


Wiek : 32
Skąd : Dartford, Wielka Brytania
Krew : czysta
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Marie Volante on Nie 15 Lut 2015, 23:01

Stan Griffiths nigdy nie dorośnie. Nawet jeśli rzeczywiście przyłapał się na tym, że zaczął wieść monotonne życie odpowiedzialnego człowieka, to wciąż nie znaczyło jeszcze, że sam dojrzał. Nadal był lekkoduchem, za nic miał obowiązujące w poważnym świecie konwenanse – nie żeby Marie nie mogła z ich powodu spać w nocy – a co najważniejsze, jego głowa cały czas była pełna niebanalnych pomysłów, stale trzymały go się wygłupy. Blondyn był po prostu wyrośniętym urwisem. Może właśnie dlatego Marie tak dobrze czuła się w jego towarzystwie.
Ruda prychnęła głośno, słysząc kolejny przytyk odnoszący się do jej kreacji. W duchu obiecała sobie, że już nigdy nie założy na siebie nic, co sprawiałoby, że wytworzy własne pole grawitacyjne.
- Jak tylko dotrzemy do domu i uda mi się to od siebie odczepić, i założyć coś normalnego, to pożałujesz, obiecuję – zagroziła, widząc jak jej towarzysz schyla się i zaczyna formować z zebranego puchu kulkę. Do ostatniej chwili miała nadzieję, że pocisk ją ominie, niestety suknia krępowała jej ruchy, czyniąc pole manewru stanowczo zbyt małym. Drobinki śniegu opadły na jej skórę, gdy śnieżka rozbiła się na samym czubku misternie upinanego koka. Volante nie zważała już dłużej na brak wygody, chciał wojny, więc postanowiła podjąć wyzwanie. Jedyną różnicą był sposób ataku; ona nie rzucała, ona rozmaśliła kulkę zimnego, mokrego puchu prosto na jego twarzy.
avatar
Marie Volante
Uzdrowiciel


Wiek : 30
Skąd : Francja
Krew : Czysta
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t730-skrytka-pocztowa-marie-vo

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Stan Griffiths on Nie 15 Lut 2015, 23:16

Nie mógł nie parsknąć śmiechem na ten widok. Wybuchł więc serdecznie, schylając się po kolejny pocisk. Śnieg, choć świeży, lepił się pierwszorzędnie.
- Skąd w Tobie tyle agresji piegusie? - wypluł z ust nadtopiony śnieg, pomny na to, że większość osiedlowych psów załatwia nań swoje potrzeby fizjologiczne. Marie popełniła zaś jeden podstawowy błąd - podeszła za blisko. Griffiths zgrabnie uniósł ogon od swego fraka i nim ta zdążyła się zorientować w jego zamiarach, wcisnął śnieg pod materiał sukienki. Później nie pozostało mu już nic innego, jak odsunąć się na bezpieczną odległość i śmiejąc się do rozpuku podziwiać szaleńcze pląsy czarownicy.
- Ależ będę miał karę - odetchnął głęboko, nim znów zaczął się śmiać jak szalony. Rękawem śnieżnobiałej koszuli otarł mokrą twarz. Cofając się na oślep formował w dłoniach kolejną śnieżkę.
avatar
Stan Griffiths
Auror


Wiek : 32
Skąd : Dartford, Wielka Brytania
Krew : czysta
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Marie Volante on Nie 15 Lut 2015, 23:36

Dopiero gdy zemsta się dokonała, a Stan wypluwał z ust resztki śniegu, Marie roześmiała się szczerze. Ostatnie wydarzenia sprawiły, że nie czuła się najlepiej. Chwilowo została bezrobotna, jej przyjaciele wciąż wymagali opieki medycznej, a jedno z bezpieczniejszych miejsc – w którym spędzała zresztą większą część życia – doszczętnie spłonęło. Srebrna broszka połyskująca na jej sukni nie koiła nerwów Francuzki, jej emocje ostudził dopiero zimny śnieg, topiący się na jej skórze.
- Dopiero się rozgrzewam – zastrzegła zaledwie kilkanaście sekund przed tym, jak kolejna porcja białego puchu wylądowała – tym razem – na jej odkrytych plecach. Ruda wzdrygnęła się, czując jak paćka spływa po jej skórze wzdłuż ciała i znika pod materiałem sukienki. Przez kilka minut, nie dbając o to, że daje Griffithsowi czas na ochłonięcie, starała się pozbyć resztek śniegu spod kreacji, niestety bezskutecznie.
- Będziesz mi przynosił lekarstwa do łóżka, jak przez Ciebie zachoruję? – spytała, strzepując puch, który wcześniej osiadł na jej włosach. Powoli zaczynała odczuwać zmęczenie. Ciężka, rozłożysta suknia nie do końca sprzyjała zabawom na śniegu. Volante była już cała mokra. Żadne z powyższych nie przeszkodziło jednak dziewczynie po raz ostatni nabrać w dłonie odrobinę śniegu i uformowawszy kulkę, uraczyć nią Aurora.
- …Żądam grzańca albo chociaż gorącej herbaty!
avatar
Marie Volante
Uzdrowiciel


Wiek : 30
Skąd : Francja
Krew : Czysta
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t730-skrytka-pocztowa-marie-vo

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Stan Griffiths on Nie 15 Lut 2015, 23:56

Griffiths bardzo chętnie pomógłby czarownicy uporać się z gryzącymi ją problemami, gdyby ta powiedziała o nich otwarcie. Czarodziej wyznawał jedną zasadę: nie wtrącał się, dopóki wyraźnie mu na to nie przyzwolono. Oczywistym było - nawet dla niego - brak obojętności Marie wobec tego, co się stało niecały tydzień temu. Stan szanował jednak tą najbardziej intymną przestrzeń każdego człowieka. Nigdy nie ciągnął za język dopóki nie widział, że ktoś sam przed sobą nie przyznał, że faktycznie ma problem.
- Na kolanach!
Auror odrzucił kulkę za plecy i wytarł przemarznięte, czerwone dłonie o materiał spodni. Jak wielkiego chojraka by nie zgrywał, zdążył już przemarznąć do szpiku. Cienka koszula też nie była dobrym izolatorem.
- Ja Ci już nie wystarczę? - strzepnął pozostałość po śnieżce, która uderzyła go w bark i podszedł do rudowłosej, by potrzeć ją energicznie po ramionach przez materiał wilgotnej marynarki.
- Czas do domu tyranie.
Griffiths otoczył ramieniem plecy czarownicy i para wkrótce zniknęła z parkowej alejki, pozostawiając za sobą jedynie ślady butów na świeżym śniegu.
avatar
Stan Griffiths
Auror


Wiek : 32
Skąd : Dartford, Wielka Brytania
Krew : czysta
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Morwen Blodeuwedd on Sro 06 Sty 2016, 19:44

Odkąd przeniosła się do Ministerstwa, przypomniało jej się co to znaczy święty spokój. Nikt się jej nie czepiał, gazety umilkły a ona doprowadziła się psychicznie do ładu. Fizycznie też wyglądała całkiem nieźle, zaczęła ćwiczyć i zdrowo jeść, ba, piła codziennie czerwone wino, które wg mugolskich lekarzy działało dobrze na serduszko. A jej serduszko przez pewien czas było złamane przez Zoję i Marco, odczuwając chyba drugi raz w życiu samotność. Dzisiaj niestety jej dobry humor wskutek wspomnień upadł na dno butelki z winem i tak o to właśnie wylądowała na zaśnieżonej ławce z butelką trunku. Śnieg jej nie przeszkadzał, w zasadzie czuła się nie-pijana, kiedy płatki spadały na jej twarz a wiatr delikatnie muskał brązowe kosmyki włosów i zaróżowione policzki. Reszta ciała chyba zmarzła do tego stopnia, że nie mogła określić czy jej zimno, czy nie. W każdym razie lekko się trzęsła z chłodu, bo spędziła tu ostatnią godzinę, ale nie chciała wracać do pustego domu. Planowała kupić sobie całe stado kotów lub chociaż psa, jednak ze względu na dział, w jakim pracowała, częste wyjazdy uniemożliwiały jej opiekę nad zwierzęciem. Tak sobie siedziała i myślała, popijając wino, w komplecie paląc kolejnego z rzędu papierosa. Nawet nie wiedziała kiedy ostatni raz rozmawiała z kimś innym, niż współpracownicy, nie wspominając już o kwestiach intymnych. W wieku trzydziestu i dwóch lat czuła się jak stara panna, na co sobie z jednej strony sama zapracowała.
- A może by tak wyjechać w ciepłe kraje... - wymruczała pod nosem lekko ochrypłym głosem i zadarła głowę do góry. Przymknęła powieki i zastygła na moment wsłuchując się w odgłosy dobiegające z pobliskich domostw.
avatar
Morwen Blodeuwedd
Czarownica


Wiek : 33
Skąd : Cardiff, Walia
Krew : czysta, ARh+
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t714-skrytka-pocztowa-morwen-b

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Vincent Cramer on Sro 06 Sty 2016, 20:14

- Nie jest tam tak fajnie, jak Ci się wydaje. Potwiedzone info. - Cramer dłonią opatuloną w rękawiczkę zsunął śnieg z zawilgoconych sztachetek ławki.  Te ugięły się nieznacznie pod jego ciężarem, gdy zajął miejsce tuż obok czarownicy. Kilka drzazg zaplątało się między sploty materiału, więc nim zielone tęczówki mężczyzny spoczęły na twarzy Morwen, poświęciły chwilę na przyglądaniu się pieczołowitemu wyskubywaniu pozostałości farby i drewnianych igiełek z powierzchni rękawicy.
- Sylwester Ci się trochę przeciągnął?
Vincent ruchem głowy wskazał na opróżnioną już nieco przez dziewczynę butelkę. Że też w dniu, w którym postanowił wreszcie zastosować się do swych zaleceń spotkał sponiewieraną życiem Morwen. A miało być tak pięknie - nie sięgnął jeszcze dziś po papierosa. Po części dlatego, że po prostu mu się skończyły, ale wolał ochrzcić to górnolotnie swą silną wolą. Inna sprawa, że właśnie znacząco osłabła w momencie, w którym siwa nutka tląca się wokół smukłej dłoni Walijki zawitała w okolice nosa uzdrowiciela. Przypomniał sobie właśnie ile razy wmawiał pacjentom, że to wszystko siedzi w ich głowie i przy drobinie dobrej woli mogą stłamsić każdą niezdrową zachciankę. Bullshit. Nie chciałby tu podważać niewątpliwie skutecznych od setek lat metod psychoterapii, jednak teraz na własnej skórze odczuł, co się czuje na widok otwartej gabloty ze słodyczami pierwszego dnia diety. W dodatku kiedy nikt wokół nie wie, że ta mordęga w ogóle się zaczęła. Hulaj dusza, piekła nie ma. Wszystko jest dla ludzi. Tyle usprawiedliwień w ciągu kilku sekund już dawno nie przeleciało przez jego głowę.
- Co tym razem? - spytał z przyzwyczajenia, a trochę z zawodowej ciekawości.
avatar
Vincent Cramer
Uzdrowiciel


Wiek : 40
Skąd : Catanzarro, Włochy
Krew : czysta
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t764-skrytka-pocztowa-vincenta

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Morwen Blodeuwedd on Sro 06 Sty 2016, 20:32

Trochę się zawiesiła, a trochę odpłynęła w świat fantazji, ale mimo to wciąż pozostawała czujna, jak na (byłego) aurora ze stażem przystało. Nie poruszając się ani o centymetr, popalała spokojnie papierosa z wciąż zamkniętymi oczami. Jedynie wyprostowała głowę, bo poczuła jak cierpnie jej kark. Na słowa Vincenta uśmiechnęła się pod nosem, przypominając sobie jak spędziła sylwestra. A spędziła go spokojnie w domu z butelką francuskiego szampana, który smakował ohydnie.
- Stosuję się do zaleceń lekarzy. Podobno kieliszek czerwonego wina dziennie jest dobry dla serca, niweluje ryzyko zakrzepów, czy jakoś tak... - tutaj zerknęła jednym okiem na butelkę a z jej ust mimowolne padło ciche "oj". No cóż, dzisiaj wyrabiała normę za tamte lata życia, kiedy nie popijała wina i próbowała być nieskazitelnie czysta od wszelkich używek. - Twoje zdrowie, Vincent - wzniosła toast za uzdrowiciela, dopiero teraz wlepiając w niego orzechowe tęczówki, po czym napiła się nieco i odstawiła butelkę na ziemię, tuż obok nerwowo stukającego obcasa.
- To zależy. Zmieniłam pracę i mam spokój. Mój były narzeczony bzykał się ze swoją siostrą i prowadził czarne interesy a potem zniknął, wysyłając mi tylko list pożegnalny. Moja Zoja postanowiła odszukać swoją prawdziwą matkę i w sumie nie mam z nią kontaktu od dawna. Potem pojawił się ktoś inny, było miło i się zesrało a seksu nie uprawiałam kilka miesięcy - na koniec swojego monologu rozłożyła bezradnie ręce i wydęła dolną wargę. - Ale daję radę, chciałam sobie kupić stadko kotów, wibrator i zapas wina do końca życia - uśmiechnęła się szeroko a potem jakby nigdy nic poklepała Cramera po ramieniu. - A ty jak tam? Jak życie, praca, królewna Penelope? Kiedy dzieci i ślub, co? - dawno nie mogła porozmawiać z uzdrowicielem na spokojnie. W zasadzie odkąd go uratowała i sprawdziła czy wszystko z nim w porządku nie mieli ze sobą kontaktu, dlatego cieszyła się, że w końcu mieli chwilę do nadrobienia zaległości.
A w końcu oboje poszli hen daleko na spacer, coby aurorka wytrzeźwiała.
avatar
Morwen Blodeuwedd
Czarownica


Wiek : 33
Skąd : Cardiff, Walia
Krew : czysta, ARh+
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t714-skrytka-pocztowa-morwen-b

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Marie Volante on Pon 22 Lut 2016, 23:03

Volante w ciągu minionego tygodnia zdążyła wykorzystać całoroczny limit wybryków; wałęsała się po obskurnych miejscach, rozmawiała z obcymi, a nawet – co gorsza – zdążyła uroczo się wstawić i rozmawiać o życiu z własnym szefem. Na szczęście błędy beztroski opłaciła jedynie okropnym bólem głowy i kilkoma kąśliwymi żartami Cramera. Zdążyła sobie także obiecać, że w najbliższym dziesięcioleciu nie przekroczy więcej progu Białego Wiwerna i nie weźmie do ust czegokolwiek, co byłoby mocniejsze niż wino.
Choć Ruda zdążyła już dojść do siebie po zbyt intensywnie uczczonym weekendzie, poniedziałkowy wieczór znowu spędzała poza domem, tym razem jednak bez szaleństw. Ku rozczarowaniu Kathleen, gadatliwej i odrobinę narzucającej się sąsiadki, odrzuciła propozycję podboju zimowych wyprzedaży i po prostu spacerowała wąskimi uliczkami, wsłuchując się w odgłosy typowe dla spokojnego, londyńskiego osiedla. Chłodny wiatr działał na Francuzkę na tyle kojąco, że postanowiła zatrzymać się w parku na dłużej, przysiadając na jednej z okolicznych ławek.
avatar
Marie Volante
Uzdrowiciel


Wiek : 30
Skąd : Francja
Krew : Czysta
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t730-skrytka-pocztowa-marie-vo

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 8 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach