Park

Strona 1 z 8 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Go down

Park

Pisanie by Konrad Moore on Pią 19 Kwi 2013, 23:58



Choć park początkowo wygląda niepozornie, w okresie gdy kwitną zasadzone w nim wiśnie, zapiera dech w piersiach. Opodal znajduje się niewielki plac zabaw. Wzdłuż alejek znajduje się kilka rzędów drewnianych ławeczek.
avatar
Konrad Moore
Minister Magii


Wiek : 75
Skąd : Londyn, Anglia
Krew : czysta
Majątek : bardzo bogaty

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Vincent Cramer on Sro 24 Kwi 2013, 14:35

Spuszczony ze smyczy pies pognał przed siebie nie oglądając się nawet na właściciela. Vincent naciągnął kaptur na głowę i wcisnął dłonie do kieszeni swej wysłużonej, szarej bluzy. Deszcz mżył delikatnie, jednak nie przeszkadzało to uzdrowicielowi, który przysiadł teraz na wilgotnej ławce.
- Borys, do nogi!
Labrador wychylił się zza pnia opasłego dębu i zamerdał radośnie ogonem. Słowa Cramera miał oczywiście w poważaniu. Nie po to cały dzień kisił się w mieszkaniu, żeby teraz nie móc się wybiegać. Brunet po kilku jeszcze nieudanych próbach poskromienia zwierzęcia, machnął ręką i oparł się plecami o ławkę, przymykając powieki. Ledwo wyczuwalna mżawka łaskotała go po twarzy, od czasu do czasu łącząc się w większe krople, które spływały powoli po szyi mężczyzny, wsiąkając finalnie w biały t-shirt.
avatar
Vincent Cramer
Uzdrowiciel


Wiek : 39
Skąd : Catanzarro, Włochy
Krew : czysta
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t764-skrytka-pocztowa-vincenta

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Morwen Blodeuwedd on Sro 24 Kwi 2013, 14:46

Kobieta powoli, z dnia na dzień, znajdowała kolejne powody, dla których przygarnęła do siebie Bułgarską sierotę. Gdy miała dzień wolny od pracy a Zoja była w szkole, ona była zmuszona do samotnego siedzenia w wielkim domu, co niestety przestawało być tym, czego kiedyś szukała. Kiedyś po ciężkim dniu pracy wracała do swoich czterech ścian i napawała się spokojem, pustką oraz ciszą, teraz dla odmiany z upływem lat czuła, że skończy jako stara panna z gromadą kotów, które na starość zeżrą jej zwłoki. W dniu dzisiejszym po załatwieniu kilku spraw na mieście, wybrała dość okrężną drogę do domu, prowadzącą przez park. Nie przeszkadzała jej wiosenna mżawka, wręcz cieszyła się, że w końcu spadł z nieba deszcz, niż śnieg, którego ostatnio było wyjątkowo pod dostatkiem. Walijka szła w zamyśleniu przed siebie zdzierając obcasy na krzywym chodniku a gdy poczuła jak w jej nogę wbiega rozpędzone coś, omal nie wywróciła się razem z tym czymś na ziemię. Lokalizując źródło uderzenia, początkowo zdenerwowana mina aurorki ustąpiła miejsca uśmiechowi.
- Cześć, Borys, łobuzie Ty. - pogłaskała zwierzę po głowie, rozglądając się w poszukiwaniu jego właściciela. Chwilę później stała przed Vincentem wraz z psem u swojego boku.
- No tak, pan się relaksuje, podczas kiedy jego pupil wbiega w ludzi na środku chodnika. - powiedziała żartobliwym tonem.
avatar
Morwen Blodeuwedd
Czarownica


Wiek : 33
Skąd : Cardiff, Walia
Krew : czysta, ARh+
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t714-skrytka-pocztowa-morwen-b

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Vincent Cramer on Sro 24 Kwi 2013, 15:35

Gałęzie drzew ocierały się o siebie pod wpływem podmuchów wiosennego wiatru. Przyjemny dla ucha szum wprawił siedzącego na ławce bruneta w stan swego rodzaju ukojenia, od którego już bardzo blisko było do wyciszenia i krótkiej drzemki.
Stukot obcasów i dyszenie psa ewidentnie nie wkomponowywały się w przyjemnie wiosenno-spokojną aurę, jaka panowała w osiedlowym parku. Cramer leniwie uniósł jedną powiekę i powoli - zaczynając od wysokich butów, a kończąc na czubku głowy - zlustrował czarownicę ostentacyjnie wzrokiem. Później to samo uczynił z towarzyszącym jej psem, po czym niewzruszony znów odchylił głowę, opierając potylicę o kawałek deski.
- No to mam przytroczyć sobie łańcuch do nogi i obwąchiwać razem z nim drzewa? - mruknął pod nosem i zaczerpnął głębokiego oddechu. To była jego pora na wyciszenie się przed kolejnym dniem spędzonym w białych ścianach szpitala. Kto w ogóle wpadł na pomysł, by malować szpitale na tak jasne kolory?
- Przyznaję, że kusząca propozycja, lecz ze smutkiem muszę odmówić.
avatar
Vincent Cramer
Uzdrowiciel


Wiek : 39
Skąd : Catanzarro, Włochy
Krew : czysta
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t764-skrytka-pocztowa-vincenta

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Morwen Blodeuwedd on Sro 24 Kwi 2013, 15:44

Dopiero teraz spostrzegła, że w miejscu zderzenia psa z jej nogą, zaczął robić się spory siniak. Niestety aurorki ten widok nie wzruszył ani trochę, ze względu na swoją pracę, w której takie rzeczy były na porządku dziennym. Z westchnieniem, mimo że za późno, rozmasowała udo, poprawiając sukienkę i przestępując z nogi na nogę, przyjrzała się mężczyźnie.
- Czemu nie? Mógłbyś razem z nim ocierać się o nieznajome kobiety w parku, ale licz się z tym, że posadkę dyrektora odebrano by Ci z miejsca. - Walijka mrugnęła do niego przyjaźnie, rozglądając się po chwili wokół. Widać mała mżawka przestraszyła ludzi i zniechęciła do spacerów.
- To może teraz dla odmiany ja Cię zaproszę na kawę? - zaproponowała.
avatar
Morwen Blodeuwedd
Czarownica


Wiek : 33
Skąd : Cardiff, Walia
Krew : czysta, ARh+
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t714-skrytka-pocztowa-morwen-b

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Vincent Cramer on Sro 24 Kwi 2013, 15:52

Cramer przeciągnął się jak po krótkiej, popołudniowej drzemce i ze zduszonym jęknięciem wstał z ławki. Nie spodobało się do najwidoczniej również jego stawom kolanowym, które trzasnęły donośnie, gdy tylko brunet wyprostował nogi. Cóż, starość nie radość podobno.
- Wszystko uzasadniłbym potrzebą dbałości o napotkane istoty, więc pewnie z utrzymaniem pracy nie byłoby problemu. - skwitował krótko i przetarł twarz dłonią, wyzbywając się resztek snu. Przypiął psu smycz, gdy ten znów pojawił się u jego nogi.
- Morwen, jak to jest? Męczysz się w tych szpilkach, żeby ładnie wyglądać, a chodzisz w deszczu w roznegliżowanej kiecce i bez parasola. Włosy Ci oklapły. - westchnął ten oto znawca mody, nie omieszkując prześlizgnąć się wzrokiem po apetycznym ciele czarownicy. Sukienka kończyła się na wysokości, która pozbawiała złudzeń dlaczego została założona i stanowiła obietnicę ukazania czegoś więcej przy nadarzającej się okazji. Brunet wydobył pęk kluczy z kieszeni spodni.
- Obawiam się, że Borys staranowałby w kawiarni wszystko, co napotkałby na swojej drodze.
avatar
Vincent Cramer
Uzdrowiciel


Wiek : 39
Skąd : Catanzarro, Włochy
Krew : czysta
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t764-skrytka-pocztowa-vincenta

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Morwen Blodeuwedd on Sro 24 Kwi 2013, 16:03

I znowu to samo. Gdy tylko mężczyzna wstał z ławki, Walijka z westchnieniem pokręciła głową. Znowu była tą mniejszą, mimo wysokich obcasów. Widać, że stała w kolejce po mózg albo piersi, kiedy rozdawano wzrost. Na pytanie Vincenta uśmiechnęła się lekko, a potem wzruszyła ramionami, by na koniec skrzyżować ręce za plecami.
- Nie mów, że teraz mój widok nie pobudza Twojej wyobraźni. - zerknęła na Borysa, który nie był zadowolony z przypięcia go na smycz - Poza tym włosy to nie wszystko. - dodała. Ona nie należała raczej do tego gatunku, który przejmowałby się złamanym paznokciem czy oklapniętymi włosami. Inaczej nie pracowałaby jako auror, który nieraz przypadkiem wyląduje twarzą w błocie, podczas treningu czy jakieś akcji.
- Zapraszam do siebie, mieszkam niedaleko. - oczywiście nie chciała naciskać.
avatar
Morwen Blodeuwedd
Czarownica


Wiek : 33
Skąd : Cardiff, Walia
Krew : czysta, ARh+
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t714-skrytka-pocztowa-morwen-b

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Vincent Cramer on Sro 24 Kwi 2013, 16:13

- Pobudza... - przytaknął. Jednym zgrabnym ruchem uporał się z rozsunięciem suwaka przy bluzie, którą zsunął z ramion jedynie po to, by okryć czarownicę.
- ...do ubrania Cię bardziej adekwatnie do pogody.
Brunet wysilił się nawet na zarzucenie kaptura na jej głowę. Chwycił mocno za smycz psa, a klucze, które przed chwilą wisiały na kółku na jego serdecznym palcu, znów wylądowały w kieszeni.
- Obawiam się, że nie przeżyłabyś widoku błota naniesionego przez psa w tym swoim wypucowanym pewnie domku. Zapraszam do siebie. Muszę nakarmić tego darmozjada.
Jako, że i tak nie zniósłby słów sprzeciwu, ruszył powoli w kierunku kamienicy. Jeśli nieugięta i nieustraszona Morwen zamierzała przyjąć zaproszenie, musiała się pospieszyć, gdyż Borys na sam dźwięk słowa "jedzenie", pognał przed siebie, ciągnąc za sobą na smyczy uzdrowiciela.
avatar
Vincent Cramer
Uzdrowiciel


Wiek : 39
Skąd : Catanzarro, Włochy
Krew : czysta
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t764-skrytka-pocztowa-vincenta

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Morwen Blodeuwedd on Pią 03 Maj 2013, 00:03

Dzisiejszego wieczora ciemnowłosa wracała do domu nie dość, że z nie najlepszym humorem, to do tego piekielne zmęczona treningiem z aurorami. Marzyła tylko o dwóch rzeczach: relaksującej kąpieli z zapachowymi świeczkami a później o masażu, z lampką dobrego wina i maścią na siniaki w komplecie. Niestety nim mogła spełnić którąś ze swoich zachcianek, a w zasadzie to tylko jedną, bo była wykonalna w danej chwili, musiała jeszcze uporać się z papierkową robotą, którą zabrała ze sobą z Filii.
Wracała spacerowym krokiem przez osiedlowy park a spokój i pustka, panujące wokół spowodowały, że w pewnym momencie kobieta położyła na mokrej ławce swoją szatę, usiadła na niej, z kolei z torebki wyjęła mentolowego papierosa i gdy tylko go zapaliła, zasłoniła się pośpiesznie parasolką przed padającym deszczem. Korzystając z wolnej chwili, którą mogła poświęcić na myślenie o sprawach mniej lub bardziej ważnych albo całkowicie o niebieskich migdałach, skupiła się nad ostatnimi słowami Cramera, tyczącymi się zmiany swojego charakteru, by nie odrzucać od siebie ludzi. Ona jak to ona, widziała więcej minusów, natomiast wszystkie wysnute wnioski przekreśliła grubą krechą. Mało kto wiedział jaka była naprawdę i że to, jak się zachowywała przez większość czasu między ludźmi, było tylko ochronnym pancerzem. W końcu musiała być silna, żeby zadbać i o siebie, i dodatkowo o Zoję. Walijka dopaliła powoli papierosa, wyrzucając niedopałek do kałuży, po czym tknięta przez niewidzialny palec Boży, wyjęła z portfela zdjęcie. Zdjęcie, zrobione kilka lat temu w ogródku na tyłach domu, w którym się wychowywała. Widniała na nim ona sama oraz jej siostry. Wszystkie były szczęśliwe, uśmiechały się, nie wiedząc co przyniesie im przyszłość. Była to chyba jedyna fotografia rodzinna, którą nosiła cały czas przy sobie i jako jedyna na pewno wywoływała w niej poczucie - w pewnym sensie - zagubienia. Miała prawie trzydzieści lat, osiągnęła to co chciała osiągnąć. Może powinna wrócić do Walii lub przenieść się do tamtejszej jednostki? Cóż, rozważała te dwie opcje dość często, a już na pewno poważnie; Z zamyślenia wyrwało ją grzmienie, oznaczające, że pora wracać do domu. Schowała zdjęcie z powrotem tam, gdzie było jego miejsce, a następnie podniosła się, zapominając o teczce spoczywającej na jej kolanach. Sam koniec dnia spędziła na zbieraniu pobrudzonych papierów, które leżały wokół niej, wyglądając przy tym jak zmokła kura.
avatar
Morwen Blodeuwedd
Czarownica


Wiek : 33
Skąd : Cardiff, Walia
Krew : czysta, ARh+
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t714-skrytka-pocztowa-morwen-b

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Zachary Devereux on Pią 03 Maj 2013, 23:21

Dzisiejszy dzień nie należał do tych najpogodniejszych i najładniejszych, a wręcz przeciwnie. Co chwilę zanosiło się na jakiś deszcz, wiał wiatr i wszędzie trzeba było chodzić z parasolem. Zachary raczej był zapobiegawczy, to też dzisiejszego wieczoru postanowił mieć przy sobie parasol. Już dawno było po spotkaniu z aurorami, to też Zachary postanowił zawędrować do mugolskich sklepów, po jakieś ichniejsze wina i papierosy. Bo jednak to wszystko mugolskie nie wiadomo dlaczego bardziej mu smakowało. Zakupił więc dwa wytrawne wina i trzy paczki papierosów. Wychodząc z klepu, który mieścił się blisko parku, postanowił przejść się na spacer, mogąc sobie przy tym wypalić na spokojnie papierosa. Odpalił więc go i spokojnie szedł dróżką wzdłuż parku. Jego uwagę jednak przykuła kobieta, która niezdarnie starała się zebrać już całe pomoczone kartki. Devereux doskonale poznał tą osobę i pośpiesznie podszedł do niej, wyrzucił papierosa i nachylając się, jedną ręką zasłonił ją przed deszczem swoim parasolem, zaś drugą zbierał dokumenty.
- Mor.- przywitał się z lekkim uśmiechem.- Widzę, że dzisiejsze spotkanie aurorów nie poprawiło Ci humoru.- na pewno jako szefowa miała wiele do roboty, dlatego on od zawsze wolał być na akcjach. Podał jej ostatnią kartkę z ziemi i ściągnął pośpiesznie marynarkę.- Zaraz będziesz chora...- mruknął zakładając ją jej na ramiona.
avatar
Zachary Devereux
Nieaktywny


Skąd : Londyn, Anglia
Krew : czysta
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Morwen Blodeuwedd on Pią 03 Maj 2013, 23:31

Z każdą zebraną kartką miała wrażenie, że liczba tych znajdujących się na ziemi wciąż się powiększa, dlatego liczyła cały czas w myślach do dziesięciu, byleby się bardziej nie zdenerwować. Już chciała rzucić tę syzyfową pracę z powrotem do kałuży, gdy jednak pojawił się obok niej Zachary.
- Gorzej być nie mogło... - mruknęła pod nosem w odpowiedzi, kładąc mokre kartki do teczki. Kobieta zebrała poprzyklejane do twarzy kosmyki włosów, zakładając je za ucho, a potem podniosła się z kucek, poprawiając narzuconą na jej ramiona marynarkę.
- Wtedy będziecie sobie radzić sami z tym syfem a ja będę mieć święty spokój od treningów, zebrań i innych takich. - tutaj wskazała ruchem głowy na kartki. Zdawała sobie sprawę z tego, że gdy wróci do domu, pierwszym co zrobi, będzie konieczność doprowadzenia do ładu dokumentacji, a później siebie.
avatar
Morwen Blodeuwedd
Czarownica


Wiek : 33
Skąd : Cardiff, Walia
Krew : czysta, ARh+
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t714-skrytka-pocztowa-morwen-b

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Zachary Devereux on Pią 03 Maj 2013, 23:41

Kiedy udało im się już uporać z kartkami i obydwoje podnieśli się na nogi, Zachary spojrzał ze współczuciem na Morwen, która była lekko mówiąc mokra. Zawsze mu się podobała, była młodsza i kochała ten sam zawód co i on. Byli przyjaciółmi od kilku lat, zanim stała się jego szefową, dlatego Zachary naprawdę czuł dość mocne przywiązanie do tej kobiety.
- Dlatego nie mogę pozwolić Ci zachorować. Nikt inny by się tego nie podjął.- uśmiechnął się łobuzersko i podszedł do niej obejmując ją ramieniem i przysuwając do siebie, coby zmieścili się pod parasolem.
- Może odprowadzę Cię do domu, hm?- rozejrzał się po niebie nad nimi.- Zapowiada się na niezłą ulewę. - spojrzał po niej i chwycił jedna ręką zakupy, które ówcześnie odstawił, pomagając Szefowej.
avatar
Zachary Devereux
Nieaktywny


Skąd : Londyn, Anglia
Krew : czysta
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Rosalie Fitzpatrick on Czw 30 Maj 2013, 19:35

Kółka brązowej walizki furkotały zawzięcie sunąc po bruku jakim wyłożony był chodnik. Ubrana w szary płaszczyk czarownica przemierzała kolejne alejki parku, ściskając w drugiej dłoni rączkę kremowego, gustownego parasola. Pojedyncze krople deszczu odbijały się od nieprzemakalnego materiału, czemu towarzyszyło ciche dudnienie. Kobieta podeszła do jednej z ławek i oczyściła ją przy pomocy różdżki.
- Cholerka... - mruknęła pod nosem i szybko klapnęła na drewnianych szczebelkach. Poprawiła materiał czarnej, obcisłej spódnicy i założyła nogę na nogę. Sprawnym ruchem zsunęła z stopy szpilkę i potrząsnęła nią gwałtownie, chcąc pozbyć się niesfornego kamyczka, jaki uwierał ją w nogę od kilku minut. Minęła już dobra godzina, odkąd wysiadła na stacji King's Cross. Nie była specjalnie zdziwiona tym, że nikt na nią nie czekał. Nikogo w końcu nie poinformowała o swoim powrocie do stolicy. Kręciła się bez większego celu po mieście, dopóki nogi nie zaczęły odmawiać jej posłuszeństwa. W Dziurawym Kotle powiedziano jej, że w dzielnicy mieszkalnej znajduje się stara kamienica, w której mogłaby wynająć mieszkanie. Wolałaby nie zatrzymywać się w tym starym barze.
Rosalie odstawiła but obok drugiej nogi i przytrzymując ramieniem parasolkę schyliła się do spuchniętej stopy i zaczęła ją delikatnie rozmasowywać. W parku nie było żywej duszy, dlatego nie miała kogo nawet spytać o drogę. Postanowiła dać chwilę odpocząć swym zmęczonym stopom, a następnie ruszyć dalej przed siebie. Spomiędzy ust przeciągniętych krwistoczerwoną szminką wydobyło się ciche westchnienie.
avatar
Rosalie Fitzpatrick
Czarownica


Wiek : 39
Skąd : Kerry, Irlandia
Krew : czysta
Majątek : bardzo bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t760-skrytka-pocztowa-rosalie-

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Roland Fitzpatrick on Czw 30 Maj 2013, 20:36

Roland pomagał przy przeprowadzce swojego przyjaciela Vincenta dzisiejszego ranka. Było już grubo popołudniu kiedy na uczelni zorientował się, że przy przenoszeniu mebli zostawił w kamienicy swój naręczny zegarek. Kiedy udał się do kamienicy, dzięki uprzejmości właściciela dostał się do środka, skąd zabrał swoją zgubę. Właśnie wychodził, kiedy postanowił przejść przez niewielki park, który ciągnął się między dwoma budynkami mieszkalnymi. Szedł z rękami w kieszeni marynarki, gwiżdżąc cicho pod nosem.
Jego myśli krążyły wokół Sophie i jej nudnego chłopaka, uczelni i studentek medycyny, przed którymi klarowała się wizja oblania. Krążyły wokół wszystkiego prócz nieszczęść młodości, w które wpisywała się Rosalie Scott, a która teraz siedziała na jednej z ławek, które stały wzdłuż dróżki, którą wracał do miasta.
I wtedy ją zobaczył. Choć nie widział jej przez lata, poznał ją od razu. Znajomy ognik naiwności w oku, znajomy błysk ciemnych włosów i czarnych, węglowych oczów. Przystanął, przyglądając jej się nachalnie przez moment. Kilka sekund wystarczyło aby upewnił się w stu procentach.
- Rosa? - Rzucił zdziwionym tonem, podchodząc do niej. Nadal nie dowierzał. Sięgnął dłonią do swojego zarośniętego policzka. Pozna go? Ostatni raz kiedy się widzieli, jego twarz była gładka jak niemowlę. - Rosa, to ja... - dodał, stając przed nią.
avatar
Roland Fitzpatrick
Wykładowca: Sztuka Uzdrowicielska


Wiek : 41
Skąd : Irlandia
Krew : Czysta
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t669-skrytka-pocztowa-rolanda-

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Rosalie Fitzpatrick on Czw 30 Maj 2013, 21:07

- Rosa? Rosa, to ja...
Kobieta uniosła głowę, a przez jej twarz przemknął cień niepewności. Skądś znała ten głos. I ten wyraz twarzy. Czarownica zmrużyła powieki, a już po chwili intensywnych rozmyślań na jej twarzy pojawił się promienny uśmiech. Naprędce wsunęła nogę w czarną szpilkę i wstała z ławki, pozostawiając na niej rozłożoną parasolkę.
- Na brodę Merlina, Rolandzie! - pocałowała go prędko w policzek, pozostawiając na nim odcisk swej czerwonej szminki. Zaśmiała się perliście i wyciągnęła z torebki paczkę chusteczek. Po wydobyciu jednej sztuki przycisnęła ją do skóry czarodzieja, szybko pozbywając się z niej wszelkich śladów. - Zmieniłeś się nie do poznania.
Czarne oczy Scott błysnęły dawnym, młodzieńczym blaskiem. Jakżeby mogła zapomnieć o swym starym przyjacielu. Nie widziała go całe wieki. Dopiero co aspirował na studia medyczne, a teraz? Teraz stał przed nią dojrzały mężczyzna.
- Co u Ciebie słychać? Opowiadaj! - chwyciła go pod rękę i poprowadziła na swoją ławeczkę. Odsunęła walizkę tak, by stanęła za ławką i gładko klapnęła na siedzisku, zakładając z gracją nogę na nogę. - Nawet sobie nie wyobrażasz, jak się cieszę, że Cię widzę!
avatar
Rosalie Fitzpatrick
Czarownica


Wiek : 39
Skąd : Kerry, Irlandia
Krew : czysta
Majątek : bardzo bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t760-skrytka-pocztowa-rosalie-

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Roland Fitzpatrick on Czw 30 Maj 2013, 21:18

Poznała go. Kamień spadł mu z serca, bo chciał uniknąć nieręcznego tłumaczenia się, że jest synem przyjaciół rodziny, który w młodości podkochiwał się w niej jak jakiś gówniarz. Kiedy podeszła i pocałowała go w policzek na powitanie, Roland oblał się rumieńcem. Nie jakimś babskim rodem z telenoweli, ale znowu poczuł się jak osiemnastolatek, który widział ją po raz ostatni przed ucieczką z jakimś ponurym facetem.
- Ty nie zmieniłaś się prawie w ogóle, dalej piękna i młoda - odparł bez zastanowienia. A on, naturalnie, się zmienił! Zmężniał, wydoroślał, twarz nabrała męskich rysów. Stał się mężczyzną. Kiedy się ostatni raz widzieli, na jego twarzy nieustannie trwał młodzieńczy trądzik, a nocami miewał jeszcze mokre sny. Teraz był szanowanym facetem na stanowisku.
- Ach, co u mnie słychać.. Sophie wyrosła, ja skończyłem studia i wykładam na uczelni. Co u Ciebie? Słyszałem o Twoim mężu, przykro mi z powodu Twojej straty - skłamał okrutnie. Odkurzył starą sprawę, ale musiał, bo nie widzieli się od tamtego czasu. Dzień przed laty, w którym dowiedział się, że ten typ nie żyje, był jednym ze szczęśliwszych. Schlał się wtedy w irlandzkiej knajpie i śpiewał ze starymi pijakami do białego rana.
- Ja też się cieszę! Kiedy wróciłaś, niedawno, prawda? - Zagaił, wskazując podbródkiem na walizkę stojącą obok ławki. - Masz się gdzie zatrzymać?
- Hm, może nie powinienem o to pytać ale jak James i sprawa napaści na tą dziewczynę? Sophie opowiadała mi o tym ostatnio kiedy odwiedziła mnie w moje urodziny - dodał, marszcząc lekko brwi. Martwił się o tego dzieciaka jak o własnego.
avatar
Roland Fitzpatrick
Wykładowca: Sztuka Uzdrowicielska


Wiek : 41
Skąd : Irlandia
Krew : Czysta
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t669-skrytka-pocztowa-rolanda-

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Rosalie Fitzpatrick on Czw 30 Maj 2013, 21:46

Rosalie uśmiechnęła się jeszcze szerzej w odpowiedzi na komplementy, jakimi zasypał ją czarodziej. Poklepała go po ramieniu i wsparła rozpalony policzek na dłoni, nie spuszczając z niego spojrzenia swych roziskrzonych tęczówek.
- Już przestań, flirciarzu.
Kilka czarnych pasm opadło na jej twarz, dodając jej dziewczęcego uroku. Choć lata swej młodości dawno miała za sobą, wciąż miała w sobie to coś, co sprawiało, że bliżej jej było do rozchichotanej nastolatki, niż statecznej kobiety. A miała już na karku ponad 30 lat...
- A więc jednak uzdrowicielstwo? Jestem pod wrażeniem. - czarownica pokiwała głową z uznaniem i usadowiła się wygodniej na wilgotnej ławce. Uniosła parasolkę ponad głowami, osłaniając ich od zacinającego deszczu. Nigdy nie dane było jej ujrzeć Sophie, choć wiele słyszała o niej od ojca. Oczywiście w czasach, gdy utrzymywali jeszcze kontakt. Życie Rolanda również nie było usłane różami.
- Ah, tak... Niepotrzebnie...
Scott zmarkotniała na chwilę. Uśmiech zniknął z jej twarzy, a oczy uciekły na pobliskie krzewy różane. O ile Roland skakał z radości na wieść o śmierci Charliego, Rosalie umierała z rozpaczy. Wciąż żyła w przeświadczeniu, że był najwspanialszym mężczyzną na ziemi. Beznadziejny przypadek.
- Dziś popołduniu. Właśnie szukam kamienicy. Muszę coś na szybko wynająć. - czarownica poprawiła swe nienagannie ułożone włosy i znów uraczyła uzdrowiciela ciepłym uśmiechem. Jej oczy błysnęły niespokojnie, gdy mężczyzna wspomniał o jej synu.
- James napadł na jakąś dziewczynkę?!
Kobieta przytknęła jedną z dłoni do gładkiego dekoltu, a grzbiet drugiej przytknęła do czoła.
- Koniecznie musisz mi o tym opowiedzieć. Ten chłopak mnie wykończy...
avatar
Rosalie Fitzpatrick
Czarownica


Wiek : 39
Skąd : Kerry, Irlandia
Krew : czysta
Majątek : bardzo bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t760-skrytka-pocztowa-rosalie-

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Roland Fitzpatrick on Pią 31 Maj 2013, 08:22

Znowu się zaczerwienił, ale niegroźnie, czyli niewidocznie. Nazwała go flirciarzem, jak pierwszego lepszego podrywacza z baru, który stawia jej drinka. Ach, kobiety, zawsze takie naiwne? Rosalie tak. Wiecznie nieświadoma, że zaledwie rok starszy od niej przyjaciel z dzieciństwa podkochiwał się w niej od zawsze.
- Od zawsze chciałem leczyć, nie uczyć, ale szpital skutecznie mnie zweryfikował. Nie lubiłem pacjentów, a oni mnie. Współpracownicy zarzucali mi zbytnią oziębłość i obojętność wobec chorego. Zawsze traktowałem swoich pacjentów jak przypadki.. Na uczelni to bardzo się przydaje - odparł, drapiąc się po zarośniętej, nieco aż za bardzo, brodzie. Nie wyglądał jeszcze jak jaskiniowiec, ale dwudniowy zarost to nie był. Teraz będzie się częściej golił, skoro już wie, że Rosa jest w mieście.
Postanowił nie wracać do tematu męża. Odbębnił formalności, złożył swoje kondolencje i przykrości na jej dłoniach i to tyle jeśli chodziło o tego dziwaka. Nigdy więcej o nim nie wspomni.
- W tej kamienicy? - Mruknął, wskazując palcem na budynek za jej plecami. - Straszna rudera, a czynsz jak za zboże. Szukanie pewnie zajmie Ci trochę czasu. Nie wygłupiaj się, zatrzymasz się u mnie. Po studiach zająłem naszą letnią rezydencję, stoi niemal pusta nie licząc mnie i kilku służących. Jeremy pewnie odciął Cię od gotówki, co? - Spojrzał na nią, unosząc lekko brwi. Córka marnotrawna, nic dziwnego! Nie wstydził się zadawać takich pytań, bo Rosalie była prawie tak bliska mu jak kuzynka z pierwszej linii. Na szczęście nią nie była.
- Nie będzie to nietaktowne. Jeszcze kilka lat temu mówiłem na Twojego ojca wujku - posłał jej znaczące spojrzenie, które w jego mniemaniu miało przeważyć szalę na jego stronę. Widział na jej twarzy, że się waha.
- No tak, James.. Twój James - pokiwał głową, a jego mina stała się na moment poważna.
Z tym chłopakiem miał przedziwne relacje. Kiedy Roland dowiedział się, że Rosalie urodziła syna, wiedział, że ten dziwak - jej mąż, to już poważna sprawa. Pożegnał się wtedy z szansą u niej raz na zawsze. Sam był nie lepszy: w tym samym roku Annie urodziła Sophie i odeszła od niego. Mogło się wydawać, że wtedy ich drogi rozeszły się już zawsze. Kiedy poznał Jamesa w wieku młodzieńczym, od razu przekreślił tego chłopaka za bardzo identyfikując go z ojcem, którego nienawidził. Z czasem przekonał się do tego chłopaka, odnajdując w nim kilka cech jego matki. Nadal nie była to relacja marzeń, ale traktował go jak część rodziny Scottów, a to już dużo.
- Odwiedziła mnie Sophie na początku miesiąca, opowiadając mi, że James zaatakował jakąś dziewczynkę ze szkoły, a potem wdał się w bójkę ze swoim rówieśnikiem, chłopakiem z bardzo dobrej rodziny - znam osobiście - który stanął w jej obronie. Ta pierwsza: wstrząs mózgu, mój przyjaciel zajmował się przypadkiem. Sprawa się nie wyjaśniła ze względu na rozbieżność wersji w opowiedzianych historii, ale dam sobie rękę uciąć, że to pewnie dziadziuś uratował mu skórę. Pewnie interweniował - dodał, machnąwszy ręką.
avatar
Roland Fitzpatrick
Wykładowca: Sztuka Uzdrowicielska


Wiek : 41
Skąd : Irlandia
Krew : Czysta
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t669-skrytka-pocztowa-rolanda-

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Rosalie Fitzpatrick on Pią 31 Maj 2013, 11:22

Rosalie chłonęła wszystkie słowa czarodzieja, mrugając jedynie z zafascynowaniem i wzdychając, gdy któryś fragment opowieści przejął ją nieco bardziej. Roland zawsze był bardzo ambitny nie dziw więc, że został szanowanym wykładowcą. Potrafił przy tym wychować córkę na grzeczną i ambitną młodą czarownicę i utrzymywać kontakty z całą rodziną. Scott nie dość, że nigdy nie była zmuszana do nauki i niczego w ogóle w związku z czym nie miała żadnego wyuczonego zawodu, to jeszcze odniosła porażkę na polu wychowawczym i stała się czarną owcą rodu. Serce nie sługa. A cała ta farsa była winą jednej, głupiej miłości.
- Ty oziębły i obojętny? Powiedz mi kto gada takie głupoty, a z pewnością przemówię mu do rozsądku. - kobieta przytaknęła ochoczo głową, będąc naprawdę gotowa zrobić komuś wykład o wielkoduszności Fitzpatricka. Taka już była. Naiwna i roztrzepana. Oczywiście nie można zarzucić jej głupoty, ale należała do kręgu tych matek, które nie mogły się pogodzić z utraconą młodością. Do ideału było jej jeszcze daleko.
- Nie, wciąż mam dostęp do rodzinnej skrytki, choć zdecydowanie muszę odmówić. Nie mogę Ci się tak zwalić na głowę. Masz pewnie mnóstwo obowiązków i potrzebujesz ciszy i spokoju, a nie jakiejś głupiej, starej znajomej pałętającej się pod nogami.
Mówiła to zupełnie szczerze. Była zawstydzona tym, że ma przed sobą profesora medycyny. Wiedziała, że musi być bardzo zapracowanym i szanowanym czarodziejem. A jej co pozostało? Dostęp do rodzinnej skrytki w Gringocie i rozwydrzony James. Rosalie już kilka miesięcy temu postanowiła sobie, że pójdzie na jakieś szkolenie dla dorosłych. Jak czkawka odbiły jej się teraz słowa ojca z dzieciństwa: Do niczego Cię nie zmuszam, Rose, ale teraz wykształcenie do podstawa. Co z tego, że potrafiła grać na pianinie, biegle władać duńskim i znała niemal cały podręcznik do historii magii na pamięć, skoro nie miała na to świstka.
Gdy Roland zaczął opowiadać o pociesze Rosalie, jej oczy zrobiły się wielkie jak dwa spodki ze starej, chińskiej porcelany Margaret Scott. Kobieta przesłoniła usta dłonią, a na jej bladej teraz twarzy malowało się zakłopotanie i niedowierzanie. Kochała James'a nad życie, ale wiedziała też, że nie jest aniołem. Charakterek odziedziczył po ojcu.
- Jak to możliwe...? - wydusiła z siebie stłumionym szeptem kilka długich chwil po tym, jak mężczyzna skończył mówić. Spuściła wzrok na fioletowe guziki swego płaszcza. Jej oczy na chwilę zaszły mgłą. Starała się jak mogła, żeby wychować Krukona na dobrego człowieka. Gdy Charlie jeszcze żył trzymał nad nim odpowiednią dyscyplinę. Jeremy później wszystko zniweczył, rozpieszczając go do granic możliwości. Rosalie nie poznawała już własnego dziecka. Przez chwilę co prawda miała wątpliwości czy jej ukochany syn mógłby być aż takim potworem, ale skoro Roland powiedział, że ten chłopiec był z dobrego domu i że we wszystkim palce maczał jej ojciec, musiała pogodzić się ze smutną prawdą.
- Koniecznie muszę z nim porozmawiać. Wiesz może jak nazywała się ta dziewczynka? I chłopiec? Muszę ich przeprosić. Koniecznie... Wszystko z nią w porządku? Przyjaciel powiedział Ci może, czy wyzdrowiała? - czarownica westchnęła ciężko i pokręciła głowa z rezygnacją. - Nie wiem jak mam dotrzeć do tego dzieciaka...
avatar
Rosalie Fitzpatrick
Czarownica


Wiek : 39
Skąd : Kerry, Irlandia
Krew : czysta
Majątek : bardzo bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t760-skrytka-pocztowa-rosalie-

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Roland Fitzpatrick on Pią 31 Maj 2013, 15:07

Tutaj musiał się z nią zgodzić. Nie był oziębłym facetem w życiu prywatnym. Fakt, że nie litował się nad każdą wbitą w paluszek drzazgą nie świadczył o zawodowej znieczulicy. Po latach studiów i pracy w szpitalu wkradła się chorobliwa rutyna, która w dużej mierze zmusiła go do przejścia na uniwerek.
- Odbywam w domu praktykę prywatną, mam swój gabinet - dodał, podsumowując tym samym swoją karierę medyczną. Swoją drogą szukam sekretarki.. I żony.. Macochy, którą polubiłaby Sophie... Odgonił swoje myśli szybko. Tracił panowanie nad swoją głową, a to wszystko jej wina.
- Ale gdzieżby tam! Mogę powiedzieć nawet, że czuję się trochę osamotniony - odparł, patrząc na nią z cierpiętniczą miną, ale zaraz pozbył się jej bo zorientował się, że to podświadoma gra aktorska, która miała ją nakłonić do zmiany decyzji.
- A i pewnie Jeremy byłby spokojniejszy wiedząc, że nie mieszkasz w jakiejś ruderze mając nie wiadomo kogo za sąsiadów - dodał, mając nadzieję, że to przeważy szalę. - Będzie mi bardzo miło. Dopóki nie znajdziesz swojego kąta.
- Muszę Cię zmartwić, ale Sophie nie kłamie - dodał spokojnie, patrząc na jej zatroskaną minę. Widział, że nie wie co ma teraz począć. On by sobie poradził, był dobrym i odpowiedzialnym tatusiem. Takiego tatusia James teraz potrzebuje.. Roland, znowu to robisz! - Chłopiec to Charles Wilson, prefekt Gryffindoru, a dziewczyna ma na imię Nancy, zapamiętałem, bo moja matka się tak nazywa. Nazwiska nie znam, ale zapytam Vincenta.. A zresztą jak zapytasz Jamesa to Ci wszystko opowie pewnie - odparł.
Widział jak się przejęła losem cudzych dzieci. Jamesem też pewnie się przejmowała. Przejmowała tylko i wyłącznie, a faktycznie nic z tym nie robiła.
- Nie wiem czy wyzdrowiała.. Wiem tylko, że przywieźli ją aż do Londynu na jakąś konsultację do Vincenta. To mój przyjaciel, dyrektor Munga. - Powtarzając zasłyszane plotki, nie omieszkał nie pochwalić się przyjacielem na stanowisku.
avatar
Roland Fitzpatrick
Wykładowca: Sztuka Uzdrowicielska


Wiek : 41
Skąd : Irlandia
Krew : Czysta
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t669-skrytka-pocztowa-rolanda-

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Rosalie Fitzpatrick on Pią 31 Maj 2013, 17:02

Rosalie roześmiała się dźwięcznie, widząc minę mężczyzny. Przesłoniła dłonią usta, a drugą ręką chwyciła za jego umięśnione ramię, nie mogąc powstrzymać rozbawienia.
- Dobrze, już dobrze. Ale tylko pod warunkiem, że jeśli zacznę Ci w jakiś sposób przeszkadzać to od razu mi o tym powiesz. - pogroziła mu palcem i posłała wyczekujące spojrzenie, chąc wymóc na nim zgodę na postawione przez nią warunki. Poprawiła kołnierzyk szarego, nieco wilgotnego już płaszczyka i wstała z miejsca. Drewniane szczebelki na oparciu zaczęły ją mocno uwierać.
Czarne szpilki zastukały donoście w takt kroków czarownicy. Scott podeszła do pobliskiego kosza i wrzuciła do niego zużytą chusteczkę.
- Nie śmiałabym zarzucać Sophie kłamstwa.
Kobieta powróciła w okolice ławki i podniosła swą parasolkę. Wiatr nieco rozgonił chmury. Chwyciła za metalową rączkę i strzepnęła krople, które zawisły na materiale. Jej czarne tęczówki przemykały bezwiednie po pobliskich kwiatach, które rozsiewały słodkawy zapach po całym parku.
- James zaatakował prefekta? - znów spojrzała na niego swymi sarnimi, dużymi oczami szukając w jego twarzy jakiegoś zaprzeczenia dla wypowiedzianych wcześniej słów. Nic takiego jednak nie udało jej się odnaleźć. Nie miał powodu, by ją okłamywać. Czarownica westchnęła ciężko i wplotła dłoń w swe czarne, puszyste włosy.
- Tak, tak, zapytam... - dodała nieprzytomnie i postawiła szpikulec parasolki na ziemi, wspierając się na niej niczym na lasce. Zacisnęła krwistoczerwone usta w wąską linię i zmrużyła powieki, przez co jeszcze bardziej uwydaniły się jej kurze łapki wokół oczu. Nie dość, że sam piastował wysokie stanowisko, to jeszcze miał dobrze postawionych przyjaciół. Gdzie w tym wszystkim było miejsce dla czarownicy po ledwno skończonym Hogwarcie?
- Nie wiem co mu uderzyło do głowy. Potrzebna mu twarda, ojcowska ręka. Nie wiem, czy cokolwiek wskóram, ale koniecznie muszę porozmawiać z tym chłopcem Charlesem i Nancy. Mam nadzieję, że już wydobrzała.
Irlandka zamyśliła się na chwilę, analizując swoje dotychczasowe rozmowy z synem. Teraz więcej posłuchu miał u niego dziadek, sędziwy nauczyciel, który przymykał oko na wszystkie wykroczenia. Rosalie zanotowała w pamięci by skontaktować się z matką. Jedynie ona tu może jeszcze coś pomóc.
avatar
Rosalie Fitzpatrick
Czarownica


Wiek : 39
Skąd : Kerry, Irlandia
Krew : czysta
Majątek : bardzo bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t760-skrytka-pocztowa-rosalie-

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Roland Fitzpatrick on Pią 31 Maj 2013, 22:29

Roland sam nie wiedział, gdzie w tym wysokim świecie urzędników i stanowisk znajdzie się miejsce dla czarownicy po zaledwie Hogwarcie. I choć jej wykształcenie mogło zapewnić w jej w świecie niewiele, to on miał jej do zaoferowania wiele. Już czuł, że chcę się nią opiekować póki nie wyfrunie znowu z Anglii do Dani, czy kto ją tam wie, dokąd. W jego domu będzie jej dobrze. W sypialni dla gości będzie jej dobrze. W jego sypialni też będzie jej dobrze.
- Oczywiście! Jeśli tylko zaczniesz chrapać, wylatujesz! - Zaśmiał się, robiąc znaczący gest wskazując kciukiem za swoje plecy.
- Może w końcu poznasz Sophie. Nie przepadają ze sobą z Jamesem, ale moja córka to dobry dzieciak - uśmiechnął się, biorąc z jej rąk ciężką, wypchaną po brzegi walizkę.
Dobra, facet. Teraz jesteś gość, a Rosalie Scott zmierza właśnie do Twojego domu z walizką pełną babskich bibelotów! Czy za małolata nie marzyłeś o tej chwili? Ile razy miałeś ten moment przed oczami? Obudź się, kurwa mać, bo on właśnie następuje!
- Charlesa zaprosiłem na wakacje, więc na pewno go spotkasz, o ile zostaniesz u mnie do tego czasu. A o dziewczynę zapytam swojego przyjaciela, prowadzi ją od kilku lat. Podobno jakoś wyjątkowo chorowite dziecko - wzruszył ramionami, ruszając przed siebie, zmuszając tym samym Rosę, aby ta ruszyła za nim.
Umierał ze szczęścia. Ukradkowo uszczypnął się w policzek, aby sprawdzić, czy nie śni. I nie, Fitzpatrick nie śnił. Czekał na to długo, zdecydowanie zbyt długo. W końcu widział w oczach Rosy szansę dla siebie i miejsce w jej życiu. Na razie jako współlokator, ale to dla niego znaczyło wiele. W końcu, Fitzpatrick, w końcu. Musiało minąć całe pokolenie.
avatar
Roland Fitzpatrick
Wykładowca: Sztuka Uzdrowicielska


Wiek : 41
Skąd : Irlandia
Krew : Czysta
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t669-skrytka-pocztowa-rolanda-

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Rosalie Fitzpatrick on Wto 04 Cze 2013, 13:55

Kufer uderzył w szary chodnik z donośnym łoskotem. Rosalie w ogóle się jednak tym faktem nie przejęła. Usiadła na jednej z drewnianych, wolnych ławek i schowała twarz w dłoniach. Dni dni temu w tym samym miejscu spotkała Rolanda. Uratował jej życie, zapraszając ją do swego domu i oferując gościnę. A później zmieszał z błotem. Tak przynajmniej całą tą sytuację odebrała czarownica.
Na wspomnienie słów wykładowcy znów zaniosła się płaczem.
- Jestem nieudacznikiem... - wygrzebała z torebki paczkę chusteczek i przetarła oczy, rozmazując makijaż. Było jej teraz i tak wszystko jedno. Nie miała pracy, nie miała domu nad głową, nie miała męża, rodziców, a syn w najlepszym przypadku najchętniej sprzedałby ją pierwszej lepszej osobie. Mogło być gorzej?
Rosalie zaczęła gorączkowo rozmyślać o tym gdzie mogłaby się zatrzymać na noc. Nie pozostawało jej nic innego jak wynajęcie pokoju w Dziurawym Kotle, a jutro z samego rana powinna wynająć mieszkanie w kamienicy. Nie miała zamiaru błagać ojca o pomoc. Oczywiście mogła iść do Hogwartu, poprosić o posadę bibliotekarki: nie musiałaby się martwić o sypialnię, a przy okazji mogłaby odnowić kontakt z synem! To była myśl. Przez jej twarz przemknął cień uśmiechu, który po chwili ustąpił miejsca kolejnej fali łez.
Już dostałaś swoją jedną kupkę popiołu, może najwyższy czas zadbać, aby James nie poszedł w ślady ojca...
avatar
Rosalie Fitzpatrick
Czarownica


Wiek : 39
Skąd : Kerry, Irlandia
Krew : czysta
Majątek : bardzo bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t760-skrytka-pocztowa-rosalie-

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Morwen Blodeuwedd on Wto 04 Cze 2013, 14:06

No i nadszedł ten dzień, którego unikała do wczoraj jak ognia. Według pomiętego dokumentu właśnie dzisiaj miała wyjechać na delegację poza Anglię, ale... uruchomiła swoje kontakty i dzięki temu mogła spać spokojnie. Co najwyżej miała pojawić się na dworcu, by ładnie pomachać swojemu zastępcy, gdy ten będzie wsiadać do pociągu.
I owszem, od samego rana na jej twarzy widniał szeroki uśmiech, który nie bardzo pasował do eleganckiego stroju aurorki. Nie przejmując się tym, ruszyła powolnym krokiem w stronę dworca, postanawiając wykorzystać i pogodę i czas na spacer przez park mieszczący się w dzielnicy mieszkalnej. Szła przed siebie, spoglądając na przechodniów przez ciemne szkła okularów przeciwsłonecznych, gdy jej wzrok spoczął na istocie o kruczoczarnych włosach. W normalnych warunkach pewnie by się nią nawet nie zainteresowała, gdyby nie fakt, że na kilometr bił od niej smutek a na twarzy wyglądała jak panda. Żeby tego było mało, nie tak dawno podczas burzy to Morwen okupowała tę ławkę płacząc nad zdjęciami sióstr. Widać nad tym parkiem krążyło fatum.
- Wszystko w porządku? - spytała, zaraz po tym jak zatrzymała się koło czarownicy. Z torebki wyjęła paczkę chusteczek higienicznych i podała je kobiecie, siadając obok na ławce.
avatar
Morwen Blodeuwedd
Czarownica


Wiek : 33
Skąd : Cardiff, Walia
Krew : czysta, ARh+
Majątek : zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t714-skrytka-pocztowa-morwen-b

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Rosalie Fitzpatrick on Wto 04 Cze 2013, 14:27

Jak można było tak zmarnować sobie życie? Rosalie odrzuciła zużytą chusteczkę na bok i westchnęła ciężko. Gdyby Charlie żył wszystko wyglądałoby inaczej. James nie przeniósłby się do Hogwartu, ona nie musiałaby wracać do rodziców. Dalej mieszkaliby w uroczym domku w Kopenhadze i wiedli spokojnie życie. Mogłaby znów chodzić na te wszystkie wystawne przyjęcia, aranżować wnętrza, prowadzić mały uroczy ogródek... I wychowywać Jamesa.
- Nic nie jest w porządku. - wyciągnęła rękę po paczkę z chusteczkami. Jej makijaż z rzęs przeniósł się na zaczerwienione policzki. Jedynie szminka na ustach wyglądała tak, jak powinna. - Dziękuję Pani bardzo. Mogłabym odkupić od Pani te chusteczki?
Rosalie podniosła wzrok znad swoich kolach i posłała czarownicy pełne wdzięczności spojrzenie. Nie dość, że była wrażliwa na krzywdę innych to jeszcze bardzo ładna. Scott potrafiła zauważyć takie rzeczy. Jak każda zresztą kobieta, która dużą wagę przywiązywała do swojego wyglądu i do porównywania się z innymi przedstawicielkami płci pięknej.
- Wstyd mi prosić o takie rzeczy, ale ma Pani może lusterko? Pewnie się troszkę rozmazałam...
avatar
Rosalie Fitzpatrick
Czarownica


Wiek : 39
Skąd : Kerry, Irlandia
Krew : czysta
Majątek : bardzo bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t760-skrytka-pocztowa-rosalie-

Powrót do góry Go down

Re: Park

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 8 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach