Czarodziejski Oddział Ratunkowy

Strona 1 z 5 1, 2, 3, 4, 5  Next

Go down

Czarodziejski Oddział Ratunkowy

Pisanie by Vincent Cramer on Sob 26 Lip 2014, 17:33



Miejsce pierwszego rzutu, do którego trafiają pacjenci. Pomieszczenie jest niemal wierną kopią Skrzydła Szpitalnego.
To wielka sala pełna łóżek oddzielonych od siebie zielonymi parawanami. Następuje tu wstępna diagnostyka pacjentów, a także zapada decyzja o odesłaniu ich do domu lub przyjęciu na oddział. Wszelkie niezbędne do badań sprzęty posiadają kółka, dzięki którym łatwo je przetransportować do łóżka pacjenta.

Pracownicy:
Główna pielęgniarka na zmianie dziennej: Helene Goldsmith (40 l.)
Główna pielęgniarka na zmianie nocnej: Nicefora Parsley (45 l.)
Rejestratorka: Mirtha Jensen (55 l.)
Uzdrowiciele: zależnie od grafiku.


avatar
Vincent Cramer
Uzdrowiciel


Wiek : 39
Skąd : Catanzarro, Włochy
Krew : czysta
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t764-skrytka-pocztowa-vincenta

Powrót do góry Go down

Re: Czarodziejski Oddział Ratunkowy

Pisanie by Nora Vedran on Sob 26 Lip 2014, 17:53

A więc nadszedł ten dzień, gdy miała się wybronić lub... Po prostu zadbać o swój marketing. Uniezależnić się od noszonego nazwiska, a raczej zadbać o to, by nie kojarzyło się ono tylko i wyłącznie z Luciją. Młoda Vedranówna czekała na ten dzień, pracowała wytrwale, by w ogóle miał on miejsce, po czym... Była stremowana jak przed pierwszym przedstawieniem, w którym miałaby odgrywać główną rolę.
List napisało się łatwo. Papier, atrament, pióro - one ani wyrzutów nie robią, ani nie wytykają błędów. Wszystko przyjmą i jeszcze uśmiechną się promiennie, wchłaniając największe farmazony. Tak, list był łatwy. Przyjemnie też czytało się odpowiedź, bo skoro dyrektor jej nie zbył, to może jest jakaś nadzieja. Skoro w ogóle chciał się z nią spotkać - nią, pierwszoroczną gówniarą - to może da się o coś zawalczyć. O coś - czyli dokładniej możliwość zaistnienia w szpitalu wcześniej, niż przewidują to studenckie praktyki. I nie u boku kogokolwiek, kogo jej przydzielą, ale przy dyrektorze. To ładnie wygląda w CV, ale przede wszystkim - daje szansę na znacznie lepsze wykształcenie. Nie oszukujmy się - nie tylko własna praca się liczy, ale też to, kto cię uczy. A o Cramerze mówiono wiele, wystarczająco wiele, by Nora chciała mieć w nim swojego bezpośredniego nauczyciela.
Teraz jednak stała na progu szpitala i słyszała, jak niespokojnie pracuje jej serce. Była dziewczęciem śmiałym, przy pierwszych spotkaniach robiącym stosunkowo niezłe wrażenie, pewnym siebie i pełnym niebezpodstawnej wiary we własne zdolności, ale... Bała się. Tak po prostu. Jej dumny duch nie zniósłby porażki, upokorzenia, jakim mogłoby być odrzucenie, a przecież nie była wcale pewna, czy to spotkanie nie jest tylko... Z przyzwoitości. Nie musi z niczym się wiązać. Nie jest obietnicą.
Och, na Merlina, weź się w garść!
Wzięła się. Wzięła się w garść i przekroczyła próg budynku, chwilę później stając w drzwiach SORu. Potem zaś... Z odnalezieniem dyrektora nie miała problemu. Wiedziała, jak wygląda ten, kogo szuka. Aspirując na miano uczennicy Cramera, musiała wiedzieć. To byłby wstyd, gdyby przyszła tu zupełnie nieprzygotowana. Wstyd, bo przecież Vedranówna przygotowana była zawsze.
- Panie Cramer. - Pomimo tego, że byli umówieni, nie zamierzała przeszkadzać mężczyźnie w pracy. Wiedziała, jak sama byłaby poirytowana, gdyby to jej ktoś przeszkadzał. Odczekała więc, aż skończył zajmować się jednym z pacjentów i podeszła do niego w chwili, gdy nie dotarł jeszcze do kolejnego łóżka.
- Nora Vedran. Byliśmy umówieni. - Przedstawiła się pierwsza, ale nie wyciągnęła dłoni na powitanie, choć zawsze to robiła. Zdaje się, że w tej sytuacji inicjatywa należeć powinna do osoby wyżej postawionej w hierarchii, czyli z pewnością nie do niej. A jednak nie była speszoną. Nieco stremowaną, tak, oczywiście. Ale nie bardzo było to widać. W końcu Vedranówna była profesjonalistką - przynajmniej starała się być - a ciągle wyklinane przez nią geny jej matki pozwalały jej nad sobą panować. A przynajmniej liczyła na to, że pozwalają.
avatar
Nora Vedran
Studentka: Uzdrowicielstwo


Wiek : 21
Skąd : Lastovo, Chorwacja
Krew : Półkrwi
Genetyka : Wilkołak
Majątek : bogata

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t687-skrytka-pocztowa-nory-ved

Powrót do góry Go down

Re: Czarodziejski Oddział Ratunkowy

Pisanie by Vincent Cramer on Sob 26 Lip 2014, 19:28

Vincent odłożył zwinięte w rulony pergaminy z nowymi rozporządzeniami na pobliski stół i zatrzymał się na moment w rejestracji, gdzie czekało na niego kilka formularzy przyjęć na oddział ratunkowy. Nie przyglądając im się specjalnie wsunął je pod pachę i ruszył w kierunku łóżek przesłoniętych parawanem. Praca pozwalała mu nie zastanawiać się nad leżącym w piwnicach Ministerstwa Milesem. Pozwalała mu nawet ignorować uczucie ssania w żołądku. Pewnie dlatego zdecydował się na wydanie kilku nowych rozporządzeń dotyczących pracy w klinice. By nie myśleć o niczym innym poza nie swoimi problemami. Dzielnie znosił codzienną dawkę narzekań Nicefory na upierdliwych pacjentów. Bez cienia grymasu złożył czterdziesty czwarty podpis na karcie.
- Kto następny?
Helen przemierzała szeroki korytarz niosąc tackę pełną kolorowych flakonów z eliksirami.
- Panna C. zawitała na oddział. Piąty raz w ciągu dwóch dni. Powodzenia.
Pielęgniarka szerokim łukiem ominęła jedno z łóżek, przekazując Cramerowi wyrazy niemego współczucia.
Panna Crawford spędzała sen z powiek każdemu uzdrowicielowi, który musiał przeżyć swą kolej na CORze (Czarodziejskim Oddziale Ratunkowym). Była idealnym odzwierciedleniem podręcznikowej definicji hipochondrii. Sól w oku i ostatni gwóźdź do grobowej deski, gdy do wyjścia z pracy pozostawała zaledwie godzina, a jej korpulentna sylwetka pojawiała się na horyzoncie. Specjalistka w każdej dziedzinie.
- Panie Cramer.
Brunet odwrócił się przez ramię. Jego zielone tęczówki szybko smagnęły młodą czarownicę po twarzy. Panna Vedran, zgadł w myślach, nim wyciągnęła w jego kierunku swą smukłą, dziewczęcą dłoń. Zerknął na zegarek.
- Tak, pamiętam. Vincent Cramer. Proszę za mną - uścisnął rękę studentki i ruchem głowy wskazał przed siebie. Mieli do pokonania zaledwie kilka metrów - Mam nadzieję, że nie potraktuje Pani tego jako wyraz jawnej ignorancji, ale niestety nie jestem w stanie udać się teraz do gabinetu na rozmowę.
Wypowiadając te słowa przeglądał jednocześnie kartę, w której rejestratorka skrupulatnie odnotowała dolegliwości, z jakimi starsza czarownica zgłosiła się do kliniki.
Przystanął tuż przed parawanem.
- Woli Pani przełożyć to spotkanie?
avatar
Vincent Cramer
Uzdrowiciel


Wiek : 39
Skąd : Catanzarro, Włochy
Krew : czysta
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t764-skrytka-pocztowa-vincenta

Powrót do góry Go down

Re: Czarodziejski Oddział Ratunkowy

Pisanie by Nora Vedran on Sob 26 Lip 2014, 19:56

Uścisnąwszy dłoń mężczyzny stosunkowo silnie, nie wątło, jak można by oczekiwać, bez wahania ruszyła za nim, na jego słowa zaś...
- Chyba pan żartuje. - Ignorancja? Przełożenie spotkania? Gdyby faktycznie wyraziła taką chęć, sama siebie zdyskwalifikowałaby w przedbiegach z jakiejkolwiek rozgrywki. Czyż nie po to pisała do Cramera? Nie o to się ubiegała - by uczestniczyć w tym wszystkim, co się tu działo, nawet, jeśli dotyczyło to zmagania się z hipochondrią pacjentów? Gdyby w tym momencie stwierdziła, że może jednak przyjdzie później, zadawałaby kłam samej sobie. Ale nie. Nora nie zamierzała ruszyć się na krok, przynajmniej dopóki nie odpędzi jej sam uzdrowiciel. - Zdaje się, że właśnie to chciałam osiągnąć. Stanąć u boku uzdrowiciela. - Uśmiechnęła się nieznacznie, bez arogancji. - Tylko może... - Zmarszczyła lekko brwi, rozglądając się. - Skąd mogłabym wziąć jakiś fartuch? - Jasnym było, że nie miała jeszcze własnego - to znaczy, miała, ale starty, znoszony, po ojcu, mający wartość właściwie sentymentalną - a zupełnym brakiem rozsądku byłoby paradowanie po CORze bez takiej osłony. Było to ryzykiem i dla niej, i dla pacjentów, obok których miałaby stać.
Zaś co do samej tremy... Nie, nie zniknęła jak za dotknięciem różdżki, ale umknęła w cień. Nie bardzo wiedziała, czego spodziewać się po tym spotkaniu, ale samo to, że Cramer potraktował ją inaczej, niż szeregowego petenta, dobrze wróżyło. Wpuścił ją w końcu na oddział, choć nie była pacjentką, nie? Nie odsuwał spotkania do chwili, w której mogliby zaszyć się w gabinecie. Dawał jej wybór i, zdaje się, chyba miał zamiar go uszanować. To musiało pannę Vedran podbudować. Takiego rozwoju sytuacji z pewnością się nie spodziewała - oczekiwała raczej, że na oddziale ma się pojawić tylko po to, by Cramer nie musiał wcześniej czekać na nią bezproduktywnie gdzieś w bardziej cywilizowanych warunkach. Nie sądziła, że to tu ma odbyć się spotkanie. To, że dostała dopuszczona do drugiej strony lustra - nie strony pacjenta, a uzdrowiciela - było czymś znacznie więcej, niż mogła liczyć.
I może właśnie dlatego nie próbowała usilnie zajrzeć do karty pacjenta czy za mijane parawany, choć ciekawość typowa dla zaangażowanych studentów uzdrawiania aż ją zżerała. Granica między zainteresowaniem a wścibstwem była jednak bardzo cienka i Nora miała świadomość, że dość łatwo ją przekracza. Teraz bardzo się starała, by tego nie zrobić. By nie zrobić wrażenia aroganckiej mądrali, którą przecież nie była. Uzyskała już tak wiele, że nie zamierzała teraz pozwolić sobie na jakikolwiek błąd.
avatar
Nora Vedran
Studentka: Uzdrowicielstwo


Wiek : 21
Skąd : Lastovo, Chorwacja
Krew : Półkrwi
Genetyka : Wilkołak
Majątek : bogata

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t687-skrytka-pocztowa-nory-ved

Powrót do góry Go down

Re: Czarodziejski Oddział Ratunkowy

Pisanie by Vincent Cramer on Sob 26 Lip 2014, 20:31

- Świetnie - skwitował, a później stanowczo pociągnął za zieloną zasłonę, odgradzającą ich od pacjentki - Zajmiemy się teraz tą Panią - tu mężczyzna uśmiechnął się krótko do stękającej na leżance pacjentki - później tym chłopakiem ze złamaną nogą, a na koniec pójdziemy do apteki. Ostatnie drzwi po lewej. Brązowa szata z emblematem uniwersytetu.
W czasie, gdy Nora udała się po swe nowe wierzchnie odzienie, Vincent zaopatrzył się w dwie pary rękawic i przysiadł na niewysokim taborecie przy łóżku sędziwej czarownicy.
- Dzień dobry, panno Crawford - Cramer zaczął dopiero gdy Vedranówna stanęła za jego ramieniem - dziś będzie pomagać mi panna Vedran. Co Pani dolega?
Uzdrowiciel podał Chorwatce parę rękawiczek i skinął głową, by podeszła na tyle blisko, by móc swobodnie słyszeć jego rozmowę z pacjentką i uczestniczyć w badaniu.
- Panie doktorze, lepiej spytać co mi nie dolega! Obudziłam się dziś rano z potwornym bólem brzucha. No takim okropnym, że ledwo podniosłam się z łóżka! Nie dość, że cały czas rwie mnie w tych plecach, to teraz jeszcze ten brzuch!
- W którym miejscu Panią boli? Proszę podwinąć bluzkę i pokazać dokładnie. Kłuje? Rwie? Pulsuje? - w czasie gdy czarownica rozpinała guziki swetra zwrócił się do studentki - Włóż rękawiczki. Gdybyś potrzebowała mniejszego rozmiaru są w pudełku przy rejestracji.
- Co tam Pan mówi?
- To gdzie boli? - i imponująca tusza czarownicy ujrzała światło dzienne. Cramer położył dłoń na wskazanym przez pacjentkę miejscu - Teraz Panią zbadam. Proszę powiedzieć, gdy zaboli.
Przyłożył obie dłonie do skóry czarownicy.
- Najpierw przyglądamy się skórze na brzuchu. Szukamy zaciągnięć i innych nieprawidłowości. Na pierwszy rzut oka nic nie widać w tym przypadku, więc przystąpiłem do badania palpacyjnego. Uważnie, kawałek po kawałku wzdłuż pętli jelita grubego szukamy zgrubień, świadczących na przykład o zamknięciu światła przewodu. Znasz jakieś szczególne odruchy, które można zbadać, gdy pacjent zgłasza bóle brzucha w okolicy prawego kolca biodrowego? - nie przestając przesuwać dłoni po masywnym brzuchu kobiety, ściszonym głosem opisywał pannie Vedran kolejne etapy badania.
- Boli! Merlinie, boli! Boli!
- Spokojnie. Już koniec - uniósł ręce do góry i odsunął się na tyle, by Nora mogła zająć jego miejsce - Spróbuj sama. Nie bój się przyciskać mocniej. Przez taką warstwę izolacyjną ciężko cokolwiek wyczuć - dodał na tyle cicho, by usłyszała go jedynie studentka. Oparł dłonie na poręczy łóżka.
avatar
Vincent Cramer
Uzdrowiciel


Wiek : 39
Skąd : Catanzarro, Włochy
Krew : czysta
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t764-skrytka-pocztowa-vincenta

Powrót do góry Go down

Re: Czarodziejski Oddział Ratunkowy

Pisanie by Nora Vedran on Sob 26 Lip 2014, 21:03

To było... Tak, to z pewnością była największa niespodzianka, z jaką zetknęła się w ciągu ostatnich dni. Praca. Normalna praca. To jednak znaczyło, że... Nie, nie to, że się zgodził. Vedranówna nie była na tyle naiwną, by za słuszny uznać właśnie taki wniosek. Znacznie bardziej pasowała jej próba. To by wszystko wyjaśniało, czyż nie? W końcu chciała udowodnić, że jest warta więcej, niż szeregowy student dopiero rozpoczynający swą przygodę z uzdrawianiem. Udowodnij więc. Pokaż to. Zmarszczyła lekko brwi, narzucając na siebie wskazaną szatę i poprawiając jej ułożenie. Potem zaś, gdy stała już u boku Cramera, blisko łóżka pacjentki, czuła się jak ryba w wodzie. Dobrze wiedziała, że nie ma nawet połowy wiedzy potrzebnej do normalnej pracy, za to szczerze wierzyła, że posiada doświadczenie o połowę większe od swych rówieśników. Jej ojciec mógł nie być czarodziejem, ale był doskonałym chirurgiem. Częściej niż normalne bajki o kotkach i ptaszkach słyszała od niego finezyjnie skonstruowane historie, pozwalające jej od małego poznawać anatomię czy fizjologię człowieka. Wystarczyło, by raz wykazała zainteresowanie przyrodą czy organizmami żywymi, by ojciec dał jej wszystko, co mógł, by nie tylko pasję tę dodatkowo pobudzić, ale też skutecznie ją rozwijać. Więc tak, wierzyła, że wie więcej od innych studentów. Pytanie tylko - czy wystarczająco dużo, by być wartą większego zainteresowania?
Słuchała uważnie, w odpowiedniej chwili odpowiadając na zadane jej pytanie:
- Można poprosić leżącego pacjenta o podniesienie prawej nogi do pionu. Jeśli ból by przy tym narastał, może to wskazywać na zapalenie wyrostka robaczkowego. Podobnie można też ucisnąć bolące miejsce, a potem zabrać dłonie. Ból może być silniejszy przy oderwaniu rąk. - Zaczęła niepewnie, potem mówiąc nieco śmielej. Nie pokładała absolutnej wiary w swe słowa, ale przecież się uczyła. Możliwość pomyłki mogła wykluczyć ją z bycia traktowaną szczególnie, o co przecież się starała, ale przynajmniej dowie się czegoś nowego. - Warto też zwrócić uwagę na przykład na częstotliwość oddawania moczu, która w przypadku nietypowego położenia wyrostka może być większa, czy też nakłonić pacjenta do kaszlu - by sprawdzić, czy ból nie jest wtedy silniejszy. Charakterystyczna jest też sztywność mięśniowa nie pozwalająca pogłębić ucisku w bolącym miejscu.
Potem zaś uniosła brwi w niemym zdumieniu. Wszystkie wyjaśnienia były w porządku, to znaczy - miały rację bytu. Ale to? To, że pozwolono jej badać? Spróbować tego, czego jej rówieśnicy posmakują najpewniej dopiero za trzy lata? Nie to, że się bała. Wiedziała, że Cramer nie pozwoli, by zrobiła czarownicy krzywdę, zresztą - sama była niemal pewna, że wie, co robić. Powtarzając jeszcze w duchu słowa uzdrowiciela, uśmiechnęła się z delikatnym rozbawieniem na jego ostatnie słowa, po czym nałożyła rękawiczki (całe szczęście były dobre, co oszczędziło jej wyprawy po mniejsze), zajęła jego miejsce i przystąpiła do badania.
Gratulacje, Noro. Rok akademicki jeszcze się nie zaczął, a ty zamiast odpoczywać, z własnej woli panoszysz się po CORze... Och, wróć. UCZYSZ się na CORze. Roześmiała się w duchu. Faktycznie. Ale czyż nie było to fantastyczne? Zdaje się, że czasem odrobina wrodzonej arogancji i śmiałość rzeczywiście się opłacają. Nawet, jeśli miałaby to być pierwsza i jedyna okazja w zrobieniu czegoś, czego program jej nauczania na ten moment nie przewidywał, to było warto.
Starała się robić wszystko tak, by było dobrze. Uciskać w miarę ostrożnie, ale pewnie, śmiało, by badanie miało jakikolwiek sens. Dotarłszy do punktu leżącego między pępkiem a górną częścią kolca biodrowego, ucisnęła mocniej, chcąc sprawdzić swą teorię o obronie mięśniowej, którą podała też w odpowiedzi na pytanie Cramera. Fascynującym było móc sprawdzić swe podejrzenia samodzielnie, Vedranówna musiała to przyznać.
avatar
Nora Vedran
Studentka: Uzdrowicielstwo


Wiek : 21
Skąd : Lastovo, Chorwacja
Krew : Półkrwi
Genetyka : Wilkołak
Majątek : bogata

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t687-skrytka-pocztowa-nory-ved

Powrót do góry Go down

Re: Czarodziejski Oddział Ratunkowy

Pisanie by Vincent Cramer on Sob 26 Lip 2014, 21:46

Skoro pojawiło się pytanie o to, dlaczego miałby pozwolić jej na asystę przy łóżku pacjenta, to dlaczego Cramer miałby nie odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego właściwie miałby tego nie robić? Kilkanaście lat temu też walczył o każdą sekundę uwagi ówczesnego specjalisty od Urazów Pozaklęciowych. Nie zaczął co prawda tak wcześnie jak Nora, ale i tak zdecydowanie wcześniej, niż reszta jego rówieśników. Zżerała go ambicja. Żądał wiedzy i chłonął ją jak gąbka. Musiał być najlepszy. Miał sobie wiele do udowodnienia. Został wtedy wysłuchany. Kilka długich lat później został mianowany na dyrektora kliniki. Obiecał sobie wtedy, że nie odmówi nikomu sposobności do kształcenia się w tym wymagającym zawodzie. Musiał spłacić swój dług. Nora była młoda i miała prawo popełniać błędy. Jego obowiązkiem było pokazywać jej właściwe ścieżki i pomóc wspinać się po kolejnych stopniach.
- Zgadza się - przytaknął powoli głową, wsłuchując się uważnie w słowa dziewczyny. Nie miał co do jej odpowiedzi żadnych zarzutów - Nasza pacjenta nie podsienie samodzielnie nogi do góry, więc poprzestaniemy na objawie Blumberga, czyli bólu po zwolnieniu ucisku. Oprócz tego wykonujemy oczywiście pełną morfologię, szukając znamion toczącego się procesu zapalnego.
Uzdrowiciel poczekał, aż Nora przetestuje swą wiedzę teoretyczną. Pacjentka wpadła w tym czasie w swoisty trans. Na przemian jęczała, opowiadała o swoich wnukach i o zębie, który dokuczał jej od kilku miesięcy. Cramer zdawał się być niewzruszony. Gdy studentka poderwała dłonie z brzucha, staruszka ani drgnęła.
Vincent uśmiechnął się krótko.
- Problem z tą Panią jest taki, że kwadrans temu zgłosiła się na COR z dolegliwościami bólowymi w prawej nodze, a nie brzuchu. Zjawia się u nas kilka razy dziennie, najczęściej symulując. Odkąd do niej podeszliśmy nawet nie wspomniała o bólu nogi. Nie wiem, czy zwróciłaś uwagę, ale nie kuśtykała nawet w stronę łóżka...
- Tylko gadacie i gadacie, a nic ludzi nie leczycie!
- Panno Crawford podejrzewamy u Pani zatrucie pokarmowe. Moja asystentka zaraz przyniesie Pani specjalny eliksir, który będzie musiała Pani pić co wieczór przez trzy dni - zwrócił się tym razem już głośno do pacjentki, na której twarzy pojawił się wyraz ulgi.
- Niech pan doktor pamięta jeszcze o tych krwiach tak dla pewności. Nie wiadomo gdzie licho w człowieku siedzi!
Brunet ponownie zasiadł na taborecie i wyciągnął z podręcznej szuflady igłę i strzykawkę.
- Dla świętego spokoju pobierzemy krew. W tym czasie prosiłbym Cię o to, byś zabrała jedną z kolb na eliksiry i napełniła ją wodą - Vincent na tym etapie musiał odsunąć pannę Vedran od bardziej inwazyjnych badań, niż dotykanie pacjenta. Usiadł tak, by nie zasłaniać jej widoku gdyby chciała przyjrzeć się tak prozaicznej czynności, jak pobieranie krwi. Odkaził skórę pacjentki wacikiem nasączonym alkoholem. Kilka centymetrów nad zgięciem łokciowym umieścił samozaciskającą się stazę. Ułamek sekundy wystarczył, by prowadzona przez jego palec wskazujący igła znalazła się w uwidocznionej żyle pacjentki. W czasie, gdy strzykawka napełniała się purpurą zsunął sprawnym ruchem opaskę. Cały zabieg nie trwał dłużej, niż minutę. Zakleił niewielką plamkę plastrem.
- Co z tą wodą? - odłożył na tacy ciepłą jeszcze strzykawkę.
- Ale wie Pan przecież, że ja nie lubię tych smakowych wszystkich leków, wie Pan? Na pewno Pan zapomniał. Sto razy mówiłam, ale do Was jak do ściany.
- Proszę się nie denerwować, o wszystkim pamiętałem. Eliksir nie ma smaku i zapachu - uzdrowiciel podał kobiecie flakon napełniony niczym innym, jak czystą wodą. Placebo pełną gębą - Co wieczór jeden łyk przez trzy dni i będzie Pani zdrowa jak ryba.
- Zobaczymy, zobaczymy - zaskrzeczała, naciągając sweter na szerokie ramiona. Kilka chwil później kuśtykała już do wyjścia, dzierżąc w dłoniach upragnione lekarstwo na wszystkie dolegliwości.
- Jeden taki symulant potrafi zmęczyć człowieka bardziej niż stado ciężko chorych ludzi - siedząc jeszcze na krześle chwycił za pierwszą z brzegu kartę - To co, jeszcze złamana noga i pójdziemy spokojnie porozmawiać? Pierwsze łóżko po prawej.
avatar
Vincent Cramer
Uzdrowiciel


Wiek : 39
Skąd : Catanzarro, Włochy
Krew : czysta
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t764-skrytka-pocztowa-vincenta

Powrót do góry Go down

Re: Czarodziejski Oddział Ratunkowy

Pisanie by Nora Vedran on Sob 26 Lip 2014, 22:42

Skinęła lekko głową na słowa uzdrowiciela, po chwilowym uciskaniu bolącego miejsca unosząc ręce. Brak reakcji ją... zdziwił, tak, zdecydowanie, i gdyby nie wyjaśnienie Cramera, byłaby skłonna przeszukiwać swe skromne zasoby wiedzy, byle tylko znaleźć inne wyjaśnienie tychże dolegliwości. Traktując symptomy jako elementy zagadki, dążyła do złożenia ich w spójną całość... I naprawdę nie ma nic gorszego, jak nierozwiązana zagadka.
Po słowach dyrektora mogła jednak tylko uśmiechnąć się pod nosem i cofnąć dwa kroki. Ból nogi, co? Powstrzymała się od niekulturalnego, nieprzystającego uzdrowicielom parsknięcia śmiechem. Już jej tata opowiadał, jaką to plagą są symulanci - choć przecież był neurochirurgiem, zasadniczo więc jego pacjenci byli faktycznie chorzy i zdiagnozowani, to pracując w szpitalu nie mógł nie wiedzieć, co tam się wyrabia. Izba przyjęć byłaby całkiem niezłym, dochodowym cyrkiem, gdyby tylko ktoś chciał zrobić na tym interes i, na przykład, na kręcić program typu ukryta kamera.
O pokerową twarz musiała się postarać jeszcze bardziej, gdy przyszło do ogłoszenia werdyktu samej pacjentce. Jasnym było, że wytknięcie wszystkich nieścisłości w jej zachowaniu nie byłoby żadnym rozwiązaniem. Kobieta, jak każdy symulant, oczekiwała jasnego stwierdzenia, że istotnie coś jej dolega i przepisania stosownego leczenia. Tylko co przepisać komuś, kto... Rozwiązanie było tak proste, że aż zaskakujące. Uśmiechnęła się nieznacznie, a wiedząc, że powaga nie będzie w tej chwili łatwa do osiągnięcia, czym prędzej ruszyła po wszechstronne lekarstwo, jakim była woda. Biorąc odpowiednią pojemnościowo, pustą kolbę, ustawiła się przy kranie serwującym czyste, destylowane H2O i cienkim strumyczkiem napełniając naczynie, przy okazji pozwoliła sobie się rozejrzeć.
Łatwo przyszło jej wskoczyć w ciuchy uprawniające ją nie tylko do pobytu na tutejszych korytarzach, ale także do robienia czegoś przydatnego. Jasne, nie dadzą jej spróbować bardziej inwazyjnych zabiegów - ot, jak choćby pobranie krwi - ale to było oczywiste. Zresztą, szczerze mówiąc, sama nie wiedziała, czy chciałaby próbować ich już teraz. Nie miała pewnej ręki a przebieg tego czy innego zabiegu znała jedynie w teorii. Czym innym było jednak sprawne recytowanie instrukcji, a czym innym przełożenie tego na praktykę. Z pewnością będzie czuła się lepiej testując swe zdolności najpierw na animowanych manekinach, a dopiero później na żywym człowieku.
Gdy wróciła, strzykawka z krwią pacjentki czekała już na tacy, w związku z czym Vedanówna mogła przekazać wypełnioną wodą kolbę wprost do rąk uzdrowiciela. Nie czuła się uprawnioną - całkiem słusznie zresztą - do zwracania się wprost do pacjenta.
Kilka chwil później, gdy chwilowo usatysfakcjonowana kobieta oddaliła się, Chorwatka pozwoliła sobie jednak westchnąć cicho.
- Większym powodem do zmartwień jest raczej to, że zajmując się kimś takim, tracimy być może czas cenny dla kogoś innego, faktycznie cierpiącego. - Opierając się o poręcz pustego chwilowo łóżka, jeszcze przez moment wodziła spojrzeniem po oddziale, na uzdrowiciela spoglądając wtedy, gdy wytyczył kolejny cel. Uśmiech, jaki pojawił się na twarzy Chorwatki, z pewnością nie był wymuszonym.
- Oczywiście.
Jako małą dygresję można przy tym wtrącić, że podobny entuzjazm charakteryzował Norę jedynie wtedy, gdy stała po tej stronie, co teraz - stronie służby zdrowia. To zdawało się być oczywistym - nikt nie skacze z radości, gdy staje przed koniecznością położenia się w jednym z takich łóżek jak to, o które opierała się teraz Chorwatka, tym niemniej w przypadku piegowatej owa niechęć przybierała naprawdę skrajne oblicza. Vedranówna zwyczajnie wpadała w panikę. Bała się okropnie i w jednej chwili przeistaczała w małe, nieufne dziecko, marzące tylko o tym, by wrócić do domu. Oczywiście, była to słabość, do której się nie przyznawała i naprawdę szczerze dziękowała istniejącym i nieistniejącym bogom za to, że póki co konieczność bycia hospitalizowaną starannie ją omijała.
Teraz zaś, wracając do chwili obecnej, widzimy Norę maszerującą raźnym krokiem do wskazanego łóżka i zatrzymującą się przed parawanem. Niewielka doza rozsądku kazała jej zaczekać, aż do Cramer podejdzie do pacjenta, by rozpocząć badanie.
avatar
Nora Vedran
Studentka: Uzdrowicielstwo


Wiek : 21
Skąd : Lastovo, Chorwacja
Krew : Półkrwi
Genetyka : Wilkołak
Majątek : bogata

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t687-skrytka-pocztowa-nory-ved

Powrót do góry Go down

Re: Czarodziejski Oddział Ratunkowy

Pisanie by Vincent Cramer on Nie 27 Lip 2014, 00:19

Nie książki, a godziny spędzone między łóżkami pacjentów uczyły człowieka pokory i zrozumienia wobec tego zawodu.
- Im szybciej się z tym pogodzisz, tym łatwiej będzie Ci przychodzić w przyszłości każdego dnia do pracy.
Było jeszcze zbyt wcześnie, by mówić jej o tym, że nawet magia ma swe ograniczenia i nie każdego można uratować. Zawsze tam, gdzie kończyły się już możliwości i umierała nadzieja, pojawiało się rozgoryczenie i pozostawione bez odpowiedzi pytanie dlaczego? Szata uzdrowiciela to nie tylko status społeczny. To brzemię.
Cramer widział już niejednego dzieciaka na tym oddziale. Vedran była jak kameleon. Przezroczysta dokładnie wtedy, gdy tego chciał.
- Cóż to się stało? - czas odsłonić kolejny zielony parawan i pochylić się nad inną historią. Na wysokim łóżku z nienaturalnie wygiętą nogą siedział zapłakany pięciolatek. Nicefora znacznie złagodziła odczuwany przez niego ból porcją eliksiru.
Głos zabrała - jak się okazało - opiekunka niedoszłego szukającego.
- Bawił się z kolegami przed domem, gdy jego starszy brat wsadził go na miotłę. Za słabo się trzymał i spadł. Tak przynajmniej twierdzą obaj. Człowiek nerwowo może się wykończyć przy takich łobuzach. Da się coś zrobić? Jego matka mnie zabije przecież.
- Cześć. Jestem Vincent. Jak masz na imię? - przykucnął przy łóżku na takiej wysokości, by móc prowadzić z malcem swobodnie rozmowę. Chłopiec ściskał kurczowo dłoń opiekunki i był tak przerażony, że nie mógł wykrztusić z siebie słowa.
- Założę teraz na ręce takie kolorowe skarpetki. To jest moja koleżanka Nora. Jeśli będziesz chciał, to też Ci takie przyniesie, zgoda? - Cramer wsunął na dłonie błękitne rękawiczki i zerknął w kierunku panny Vedran. Dzieci były bodaj najbardziej wymagającymi pacjentami.
- Jestem pewien, że Wiktor Krum też nie raz spadł z miotły - nie trudno było zignorować ściśniętej w drugiej ręce zabawki chłopca - Pokażesz mi swoją nogę?
Szklące się w oczach łzy sprawiły, że musiał szybko zareagować.
- Mam dla Ciebie propozycję. Szybko naprawimy Twoją nogę, a później dostaniesz odznaczenie dla najdzielniejszego pacjenta w caaaaaalutkim szpitalu. Tylko najpierw będziesz musiał wypić pewien napój. Nie wiem co prawda, czy sobie z nim poradzisz. To taki specyfik dla naprawdę dzielnych chłopaków... - mężczyzna udał strapienie, budząc tym samym ciekawość w swym małym pacjencie. Chłopiec po krótkim namyśle pokiwał twierdząco głową.
- Zrobimy prześwietlenie. Załóż rękawiczki. Ja pójdę po potrzebne rzeczy - uzdrowiciel zniknął za parawanem, by skompletować niezbędny sprzęt.
avatar
Vincent Cramer
Uzdrowiciel


Wiek : 39
Skąd : Catanzarro, Włochy
Krew : czysta
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t764-skrytka-pocztowa-vincenta

Powrót do góry Go down

Re: Czarodziejski Oddział Ratunkowy

Pisanie by Nora Vedran on Nie 27 Lip 2014, 10:25

Dziecko. Wkraczając za Cramerem za parawan, zerknęła niepewnie na ich kolejnego pacjenta, zapłakanego chłopca. Vedranówna z dziećmi nigdy nie radziła sobie najlepiej. Prawdę mówiąc, zwyczajnie ich nie lubiła, za co można było ją osądzać, ale czy na pewno powinno się to robić? Nie musiała nawet swoim rodzeństwem - zawsze robiła to najstarsza Ana - w związku z czym nie miała obycia w kontaktach z małoletnimi. Nic więc dziwnego, że konieczność stanięcia przed pięcioletnim chłopcem niepokoiła ją znacznie bardziej niż kontakt z symulantką czy faktycznie chorym, dorosłym czarodziejem.
A jednak chciała być uzdrowicielką. W tym zawodzie nie tylko nie mogła liczyć na brak kontaktu z dziećmi, ale wręcz powinna się spodziewać, że to właśnie ich będzie więcej. Nawet, jeśli nie będzie specjalizowała się w jako takiej pediatrii - a z pewnością nie będzie - nie ma możliwości uniknięcia badania właśnie takich małych, zapłakanych ludzi.
Przyglądając się dyrektorowi, z zakłopotaniem uświadamiała sobie, że mimo wszystko nigdy nie będzie tak sprawna w przekonywaniu nieletnich do czegokolwiek. Nie miała do nich podejścia, a takich rzeczy bardzo trudno się nauczyć. Bardzo trudno być lubianym przez kogoś, kogo samemu omijałoby się najchętniej szerokim łukiem. Dobrze jednak, że przynajmniej zdawała sobie z tego sprawę. Dzięki temu mogła przynajmniej starać się cokolwiek z tym zrobić.
Gdy więc uzdrowiciel wspomniał o rękawiczkach - skarpetkach, tak je nazwał - wymknęła się na chwilkę za parawan, by przynieść najmniejszą parę, jaką udało jej się znaleźć. Nawet taka miała być za duża dla chłopca, ale przynajmniej nie powinna sama zsuwać mu się z drobnych rąk. Wróciła więc z nimi akurat wtedy, gdy Cramer... postanowił wyjść? Spojrzała na niego niespokojnie, po raz pierwszy z widoczną niepewnością, ale nie zaprotestowała. Zamiast tego chrząknęła cicho, i przysiadając na brzegu łóżka chłopca, uśmiechnęła się delikatnie. Nie mogła być uzdrowicielem, bojąc się swoich pacjentów, bojąc się, że sobie z nimi nie poradzi na polu kontaktów międzyludzkich. Najwyższy czas więc, by jednak nauczyła się sobie radzić.
- Zdaje się, że pan doktor nie powiedział ci wszystkiego - rzuciła konspiracyjnym szeptem, przypominając sobie wieczory, gdy tata zabawiał ją samą w podobny sposób. - Te skarpetki... - Uniosła parę przyniesionych rękawiczek, jedną z nich podając chłopcu, drugą jednak zatrzymując. - ...są magiczne. Teraz są tylko skarpetkami, ale wystarczy chwila, by przeistoczyły się w ośmiornicę... A właściwie, pięciornicę - mówiła tonem, jaki stosuje się przekazując największe tajemnice państwowe. Podobna intonacja i na nią, i na jej rodzeństwo zawsze działała lepiej, niż jakiekolwiek inne próby odwrócenia uwagi od czegoś nieprzyjemnego. - Zobacz.
Zacieśniając otwór, przez który wkładało się dłoń, przytknęła rękawiczkę i nadmuchała ją jak balon. Sprawnie zawiązując wylot, upewniła się, że powietrze nie będzie uciekało i wyciągnąwszy różdżkę, stuknęła nią w dwóch miejscach prowizorycznej zabawki, tworząc oczy i wygięte w uśmiechu usta.
Czuła, że się kompromituje - była przekonana, że tak było - ale z uśmiechem podała "ośmiornicę" małemu pacjentowi.
- Tylko nie mów panu doktorowi, że pokazałam ci, jak to się robi - zastrzegła poważnie. - To jedna z największych tajemnic uzdrowicieli, a oni nie lubią się dzielić sekretami - mówiąc to, pochyliła się nieznacznie ku chłopcu. Konspiracja zobowiązuje.
avatar
Nora Vedran
Studentka: Uzdrowicielstwo


Wiek : 21
Skąd : Lastovo, Chorwacja
Krew : Półkrwi
Genetyka : Wilkołak
Majątek : bogata

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t687-skrytka-pocztowa-nory-ved

Powrót do góry Go down

Re: Czarodziejski Oddział Ratunkowy

Pisanie by Vincent Cramer on Nie 27 Lip 2014, 12:30

Życie nie pozostawiło mu takiego wyboru. Po śmierci matki ojciec zupełnie się załamał. Chorowała na tyle długo, by mogli się przygotować na jej odejście. Cramer doskonale jednak wiedział, że nawet gdyby lekarze dali jej wtedy kilka dodatkowych lat, ojciec przeżyłby to równie mocno. Nie wybaczyłby sobie do końca życia, gdyby odważył się poczuć wtedy cień wyrzutu.
Miał tylko piętnaście lat. Chciał jeździć na wakacyjne obozy z kolegami i włóczyć się po nocach, spędzając sen z oczu sąsiadom. Dostał brudne pieluchy, nastolatkę w okresie burzy hormonalnej i gapiącego się nocami w ścianę ojca.
Chciał móc wtedy mieć do kogoś pretensje. Nie mógł tylko znaleźć właściwego adresata. Jak mógł robić wyrzuty ojcu, który widział jak miłość jego życia umiera tygodniami w męczarniach? Jak mógł mieć pretensje do dwójki niczego nie rozumiejących dzieci o to, że musi się nimi zajmować?
Stał się własnym kozłem ofiarnym. Wymagał od siebie coraz więcej. Wszystko to, co wydarzyło się w jego życiu przez ostatnie 20 lat sprawiło, że znalazł się w takim, a nie innym punkcie. Że był tu dziś w takiej, a nie innej roli. Musiał być najlepszy. By inny siedemnastoletni chłopiec dwa lata po śmierci matki nie musiał grzebać swego ojca samobójcy. Cichy głos w głowie podpowiadał mu, że to nieosiągalne.
Vincent wyłonił się zza parawanu z metalową tacą w ręce i długim rulonem pod pachą. Stojący na kółkach aparat do prześwietleń pozostawił w nogach leżanki. Uśmiechnął się przelotnie na widok wykonanej z rękawiczki zabawki i bezgranicznego podziwu w oczach małego pacjenta.
- Zaczynamy? - taca z potrzebnymi materiałami spoczęła na stoliku. Cramer otworzył słoiczek z gęstą maścią. Nozdrza stojących najbliżej podrażnił odór zgniłych owoców.
- Rozwieś proszę tą płachtę na ścianie - zwrócił się do Nory, a zaraz potem do chłopca - Obiecuję, że nic nie będzie bolało. Nałożymy teraz z Twoją nową koleżanką taką specjalną maść na chorą nogę i zrobimy jej zdjęcie, żeby zobaczyć co się dzieje w środku. Nie będzie bolało, obiecuję.
Uzdrowiciel poprosił opiekunkę dziecka, by pomogła malcowi położyć się swobodnie na plecach. Nabrał solidną porcję cuchnącej brei i zaczął nakładać ją grubą warstwą na nogę. Kawałek po kawałku. Gdy skończył dokładnie oblepiać tył łydki, wygładził powierzchnię powstałej warstwy.
- Dokończ resztę. Ja przygotuję aparat. Pilnuj tylko, żeby nie było żadnych prześwitów. Wszędzie musi być ta sama grubość - zsunął umazane rękawiczki i odrzucił je do metalowej miski przeznaczonej na odpady. Przysunął aparat do ściany i uruchomił go wciskając w odpowiedniej kolejności kolorowe przyciski.
avatar
Vincent Cramer
Uzdrowiciel


Wiek : 39
Skąd : Catanzarro, Włochy
Krew : czysta
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t764-skrytka-pocztowa-vincenta

Powrót do góry Go down

Re: Czarodziejski Oddział Ratunkowy

Pisanie by Nora Vedran on Nie 27 Lip 2014, 14:00

Widok podziwu w chłopięcych oczach był podbudowujący, a mimo to gdy mężczyzna pojawił się ponownie przy łóżku, odetchnęła cichutko z ulgą. Wykonana przez nią "ośmiornica" może i spełniła swoje zadanie, Nora jednak nie była przekonana, że działałby długo - a nie miała żadnych innych pomysłów na zajęcie dziecka, by nie myślało o tym, jak bardzo boli je noga. Nie ulegało wątpliwości, że w obecności Cramera czuła się lepiej. On przynajmniej wiedział, co robić.
Położyła więc jeszcze palec na ustach w porozumiewawczym geście zachowania tajemnicy, po czym wstała z łóżka i z ciekawością przyglądała się przyniesionemu przez uzdrowiciela ekwipunkowi. Gdy podał jej płachtę do zawieszenia, przyczepiła ją we wskazanym miejscu. Nigdy nie widziała, jak robi się magiczne prześwietlenie. Działanie mugolskiego rentgena nie było jej obce, ale sposoby czarodziejów na zaglądanie wgłąb ciała były jej (jeszcze) obce.
Zapach maści sprawił, że skrzywiła się z niesmakiem, nie ukrywając, że jej się nie podoba. Mogła być uzdrowicielką, ale wciąż pozostawała człowiekiem i jeśli coś śmierdziało, to nie zamierzała traktować tego aromatu. Nie sądziła też, by udawanie w takich sytuacjach miało cokolwiek pomóc pacjentowi. Odczłowieczanie lekarza nigdy nie było dobrym posunięciem, bo pociągało za sobą podejrzenia o brak współczucia, działanie maszynowe, automatyczne. W takiej sytuacji znacznie trudniej medykowi zaufać.
Tym niemniej swe zadanie zamierzała wykonać. Gdy tylko arkusz znalazł się na swoim miejscu, poprawiła rękawiczki na dłoniach i przystąpiła do nakładania warstwy maści na skórę nogi chłopca. Robiła to ostrożnie, by dodatkowo nie ranić bolesnego miejsca, ale też dokładnie, by warstwa rzeczywiście była równomierna na każdym fragmencie poddawanego prześwietleniu obszaru. W trakcie zabiegu spojrzała jeszcze ku twarzyczce pacjenta, na dzierżoną przez niego zabawkę z rękawiczki i uśmiechnęła się delikatnie. Najtrudniejszą próbę, jaka mogła ją dziś czekać, miała za sobą. Rozmowa z dyrektorem nie mogła być trudniejsza od zabawienia małoletniego tak, by zapomniał na kilka chwil, że coś mu dolega.
Gdy tylko dokończyła nakładanie maści, cofnęła się o krok i zdjęła z dłoni brudne rękawiczki z charakterystycznym mlaśnięciem. Wrzuciła je, w ślad za cramerowymi, do metalowej miski i zrobiła jeszcze jeden krok w tył. Przy mugolskim prześwietleniu nie wolno stać w pobliżu, a nie wiedziała, jakie zasady obowiązują czarodziejski odpowiednik.
avatar
Nora Vedran
Studentka: Uzdrowicielstwo


Wiek : 21
Skąd : Lastovo, Chorwacja
Krew : Półkrwi
Genetyka : Wilkołak
Majątek : bogata

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t687-skrytka-pocztowa-nory-ved

Powrót do góry Go down

Re: Czarodziejski Oddział Ratunkowy

Pisanie by Vincent Cramer on Nie 27 Lip 2014, 14:31

- Jeszcze tylko chwila - uzdrowiciel ujął chłopca pod ramiona i usadowił na leżance, której tło stanowił przyniesiony wcześniej pergamin. Manewrując ostrożnie ustawieniem kończyny pacjenta osiągnął pożądaną pozycję. Podszedł do aparatu.
- Nie emituje takiej dawki promieniowania, jak mugolski sprzęt. Przy robieniu większej ilości zdjęć jednego dnia czasem mogą pojawić się na skórze ciemniejsze przebarwienia, ale szybko znikają - przywołał studentkę bliżej ruchem ręki.
- Nie ruszaj się teraz przez chwilę. Uwaga... - Vincent dopasował odpowiednio ostrość, przy pomocy pokrętła na obiektywie - Gotowe. Myjemy nogę.
Pacjent znów został przeniesiony na poprzednie łóżko. Pergamin powoli zaczął czernieć, coraz bardziej przypominając odrys ludzkich kości. Nie trzeba było być specjalistą, by zauważyć wyraźnie pęknięcie. Na szczęście bez przemieszczenia.
- Jakiś komentarz, panno Vedran? - uzdrowiciel sięgnął po przyniesioną ze sobą wilgotną ligninę i zaczął ścierać nią stwardniałą już lekko papkę ze skóry dziecka.
- Podamy eliksir Szkiele-Wzro i usztywnimy nogę, żeby poprawnie się zrosła - zwrócił się wreszcie do opiekunki swego pacjenta. Po kilku minutach mozolnego ścierania Maści Prześwietlającej, opuchnięta noga dziecka znów ujrzała światło dzienne.
- Byłeś bardzo dzielny. Jeszcze tylko łyk napoju dla superbohaterów i możesz wracać do domu.
Vincent wyciągnął dłoń po kartę swego podopiecznego, wpisał w nią wszystkie zalecenia i złożył kilka niezbędnych podpisów. Autograf w dokumentacji musiała również zostawić opiekunka dziecka. Formularz finalnie wylądował w dłoniach panny Vedran.
- Dwa czytelne podpisy na dole strony.
I znów zniknął im z oczu, choć nie na dłużej, niż poprzednim razem. Wrócił z potrzebnymi eliksirami.
- Będzie trochę drapało w gardło, ale byłeś do tej pory tak dzielny, że to na pewno błahostka - podał chłopcu niewielki flakonik. Ułożył nogę na specjalnej, twardej macie, a ta pod wpływem zaklęcia Fractura idealnie dopasowała się do jej kształtu, gwarantując odpowiednie usztywnienie kończyny.
- Zabandażujesz? Zatocz pętlę różdżką i wypowiedz zaklęcie Ferula. Z akcentem na środkową sylabę. Im mniejszą pętlę wykonasz, tym ciaśniej zabezpieczysz opatrunek, więc uważaj. Noga jest spuchnięta.

Rzut kostką:
Rzuć kostką w poście. Jeśli wypadnie: 1 - bandaż został zawiązany zbyt ciasno, 5 - opatrunek został założony prawidłowo, 2 - bandaż zawiązany za luźno, 3 - wystrzelony z końca różdżki bandaż splątał się w powietrzu, 4 - wykonałaś różdżką zbyt duży zamach i bandaż obwiązał obie nogi pacjenta
avatar
Vincent Cramer
Uzdrowiciel


Wiek : 39
Skąd : Catanzarro, Włochy
Krew : czysta
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t764-skrytka-pocztowa-vincenta

Powrót do góry Go down

Re: Czarodziejski Oddział Ratunkowy

Pisanie by Nora Vedran on Nie 27 Lip 2014, 14:45

Z uwagą wysłuchała wyjaśnień uzdrowiciela, podchodząc bliżej, gdy na to pozwolił i przyglądając się z ciekawością aparatowi. Interesujące. I ta maść... Ciekawe, z czego była zrobiona? Poza samą medycyną, Vedranówna sporo czasu poświęcała również zielarstwu, nic więc dziwnego, że skład leku interesował ją tak samo jak jego właściwości. Oczywiście, jedno wynika z drugiego, ale czasem można natknąć się na niespodzianki. Jeśli coś nie działa samo tak, jak w połączeniu z czymś innym, jest to bardzo interesująca i warta uwagi zagadka.
Z zamyślenia wyrwało ją pytanie Cramera. Podchodząc bliżej wyrysu kości, przyjrzała mu się z uwagą.
- Czyste pęknięcie, bez odłamków i przemieszczeń. - Przesunęła palcem w powietrzu nad urazem, o którym mówiła. Uśmiechnęła się lekko. - Chłopak miał szczęście.
Pomogła uzdrowicielowi zmyć skorupkę, w jaką przeistoczyła się maść, opłukała ręce pod pobliskim kranem, by potem przejąć od dyrektora kartę pacjęta. Z zainteresowaniem przeczytała umieszczony tam wpis, zwracając uwagę na poszczególne zwroty - nawet błahe złamanie wymagało stosownych, nie brzmiących zbyt przyjemnie określeń - ostatecznie składając swój podpis we wskazanych miejscach. Pierwsze podpisy! Poczuła się ważną. Tylko przez chwilę, ale za to jakże satysfakcjonującą! Przynajmniej wiedziała, że nie pomyliła się z wyborem kierunku. Napotkane dziś przypadki nie były najciekawszymi, ale właśnie dlatego, że nie oceniała ich tylko przez pryzmat oryginalności, mogła stwierdzić, że... Cóż, może nie tyle, że w tym zawodzie się sprawdzi, ale że przynajmniej studia jej nie zmęczą. Co będzie potem - tego będzie mogła się dowiedzieć właśnie potem.
Oddała Cramerowi formularz i z uśmiechem rozczochrała włosy chłopca.
- Byłeś bardzo dzielny. - Jasne, uzdrowiciel już to powiedział, ale i ona mogła dorzucić swą pochwałę.
A potem przyszła kolej na zadanie, którego nigdy przedtem się nie podejmowała. Znała formułę. Znała teorię. Nigdy jednak nie próbowała praktyki. Oczywiście, wprawdzie by mogła - najbezpieczniej na sobie, przynajmniej nikomu nie zrobi się krzywdy - ale nie robiła tego. Nie miała więc pojęcia, czego się spodziewać. Bezpieczniej było założyć, że jej się nie uda, ale przynajmniej się postarać.
- Ferula - rzuciła zaklęcie, wykonując odpowiedni gest i zmarszczyła lekko czoło, obserwując efekty.
avatar
Nora Vedran
Studentka: Uzdrowicielstwo


Wiek : 21
Skąd : Lastovo, Chorwacja
Krew : Półkrwi
Genetyka : Wilkołak
Majątek : bogata

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t687-skrytka-pocztowa-nory-ved

Powrót do góry Go down

Re: Czarodziejski Oddział Ratunkowy

Pisanie by Mistrz Gry on Nie 27 Lip 2014, 14:45

The member 'Nora Vedran' has done the following action : Dices roll

'kostka' : 2

Powrót do góry Go down

Re: Czarodziejski Oddział Ratunkowy

Pisanie by Vincent Cramer on Nie 27 Lip 2014, 15:56

Z założonymi rękami przyglądał się płynnemu ruchowi różdżki dziewczęcia. Z jej końca wystrzeliło kilka srebrnych iskier, które w locie zmieniły się w bawełniany bandaż. Obwiązały luźnym, choć przyzwoitym splotem opuchniętą nogę chłopca. Mały pacjent przyglądał się wszystkiemu z zainteresowaniem.
- Pierwsze koty za płoty.
Poczynania panny Vedran przypomniały mu pierwsze kroki stawiane na szpitalnych korytarzach. Pierwszym pacjentem, przy którego badaniu uczestniczył, był starszy mężczyzna poszkodowany przy eksplozji kociołka. Ile to razy z Rolandem ciągnęli losy o to, który z nich zmieni mu opatrunek. Odór ropy wydostającej się z zielonych, nabrzmiałych bąbli po oparzeniu zwalał z nóg. Nawet teraz, na samo wspomnienie mężczyzna mimowolnie zmarszczył nos.
- Czas na eliksir, bohaterze - brunet ujął swą różdżkę. Po wypowiedzeniu formuły zaklęcia jeden koniec bandaża uniósł się do góry i zaczął zwijać w rulon. Vincent szybko powtórzył zaklęcie po studentce. Nie mógł wypuścić pacjenta ze szpitala z bandażem zsuwającym się do kostki. Chłopiec niechętnie wypił podsunięty mu eliksir. Po wydaniu jego opiekunce fiolki z wywarem przeciwbólowym i krótkim powtórzeniu zaleceń dla chłopca, uzdrowiciel mógł odesłać ich do domu. Znów zerknął na zegarek.
- Kierunek: szpitalna apteka. Za godzinę kończę dyżur, a muszę przeprowadzić inwentaryzację. Po drodze zrobię kawę i będziemy mogli porozmawiać.
Vincent zatrzymał się jeszcze przy rejestracji, by oddać wypełnione przez siebie karty i poinformować pielęgniarkę, że wychodzi z oddziału. Dwójka czarodziei ubrana w szpitalne szaty skierowała wreszcie swe kroki ku wyższym kondygnacjom budynku.
avatar
Vincent Cramer
Uzdrowiciel


Wiek : 39
Skąd : Catanzarro, Włochy
Krew : czysta
Majątek : bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t764-skrytka-pocztowa-vincenta

Powrót do góry Go down

Re: Czarodziejski Oddział Ratunkowy

Pisanie by Hyperion Greengrass on Czw 11 Wrz 2014, 20:18

W końcu Hyperion wywlókł swoje szanowne cztery litery z domu i udał się do Londynu celem odwiedzenia magicznego szpitala. Długo to odwlekał, ale w końcu nie miał wyboru. Musiał wrócić do pracy. Skrzaty utrzymywały, że był ciężko chory, więc musiał miec na to jakiś dowód. To był ten główny powód, dla którego starszy podsekretarz siedział teraz na drewnianym krzesełku pod ścianą obserwując, jak magomedycy biegają od łóżka do łóżka zajmując się naprawdę chorymi czarodziejami. Choć sam nie był w swojej szczytowej formie, a oczy wciąż miał podkrążone i cerę zszarzałą był tu chyba jednym z nielicznych okazów zdrowia. Przynajmniej fizycznie, bo psychicznie czuł się wrakiem. Tą kwestię także będzie musiał poruszyć. Może dostanie coś na wzmocnienie? Irytowało go to czekanie. Wiedział, że inni mają cięższe przypadki, jednak mimo to nie omieszkał chrząknąć raz czy dwa by zwrócić na siebie uwagę, gdy jakiś uzdrowiciel przechodził obok niego. No ileż można czekać?
avatar
Hyperion Greengrass
Starszy Podsekretarz Ministra Magii

Wiek : 50
Skąd : Greenock, Szkocja
Krew : Czysta
Majątek : Bardzo bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t919-hyperion-greengrass#17152

Powrót do góry Go down

Re: Czarodziejski Oddział Ratunkowy

Pisanie by Zoja Yordanova on Pią 12 Wrz 2014, 17:23

Kiedy wakacyjne towarzystwo zaczęło się rozjeżdżać, Zoja postanowiła odbyć jeszcze jedną wycieczkę, ale już samotnie. Pożegnała się ze znajomymi na stacji, a sama wsiadła do autobusu jadącego w stronę Sofii - stolicy, w której się wychowała. Aaronowi wytłumaczyła, że ma tam miejsce do którego chciałaby wrócić, chociaż gdyby mogła - nie wracałaby tam już nigdy. Jedyne wspomnienia jakie wiązała z tym miejscem była samotność i ból, które w sobie wyparła. Kiedy jednak mówiła, że nie interesuje ją jej pochodzenie, zaczęła naprawdę wątpić w swoje słowa i coraz bardziej się nad nim zastanawiać. Była już dorosła, miała prawo się dowiedzieć skąd pochodzi i dlaczego jej biologiczni rodzice jej nie chcieli. To była spontaniczna decyzja. Poszła do klasztoru świętej Marii Magdaleny.
Siostra Pulchna zaprowadziła ją do siostry przełożonej, a tam się zaczęło. Wypełnianie dokumentów, klauzula zachowania odpowiedzialności, historia z dnia, kiedy ją przyjęto do sierocińca... Długa historia i nie będę ją tutaj opisywała w poście, ale tak Zoja wróciła do Londynu, mając niedokładnie określone namiary. Dowiedziała się, że to nie było do końca tak jak wcześniej myślała. Jej matka przyszła do kościoła będąc w ciąży i tam ją urodziła i zostawiła. Nie była też Bułgarką, ponieważ mówiła płynnie po angielsku i nie rozumiała co mówił do niej ksiądz Mateusz. Ostatnią szansą na odzyskanie tożsamości jej matki mogła być wizyta w czarodziejskim szpitalu, w którym prowadzone są rejestry magicznych urodzeń.
No i tak znaleźliśmy się teraz tutaj...
- Potrzebuję pomocy... Poszukuję kobiety, która tu była jakieś siedemnaście lat temu.. Mam dokumenty, które podpisywała swoim nazwiskiem, ale potem zniknęła - wiedziała jak to brzmi. Recepcjonistka wymownie spojrzała na pełną poczekalnię, w której byli magowie z większymi i mniejszymi schorzeniami. Nie została jednak od razu odesłana do domu. Kazano jej wziąć numerek i czekać na kogoś, kto pracuje w archiwum.
W drodze na wolną ławkę, dostrzegła znajomą postać.
- Pan Greengrass - przyznała ze zdziwieniem, ale uśmiechnęła się uprzejmie. Objęła mocniej szarą teczkę, którą trzymała w rękach.
- Dzień dobry. Mam nadzieję, że to nic poważnego?
avatar
Zoja Yordanova
Klasa VII


Wiek : 19
Skąd : ur. w Bułgarii, obecnie Londyn
Krew : czysta

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t659-skrytka-pocztowa-panny-yo

Powrót do góry Go down

Re: Czarodziejski Oddział Ratunkowy

Pisanie by Mistrz Gry on Sob 13 Wrz 2014, 00:33

Pani pracująca w archiwum okazała się bardzo wredną i niepomocną osobą. Recepcjonistka wyjaśniła jej na poczekaniu o co chodzi i wezwała numerek Zoi gdy przyszła na nią kolej.
- Siedemnaście lat temu? Dziewczyno, skądś ty się urwała. Podaj przynajmniej jakąś datę i pokaż te swoje dokumenty - zaskrzeczała, gdy tylko pojawiła się na recepcji. - Nazwisko.

Powrót do góry Go down

Re: Czarodziejski Oddział Ratunkowy

Pisanie by Zoja Yordanova on Sob 13 Wrz 2014, 00:44

Zanim zdążyła się rozsiąść, już ją ktoś zawołał z powrotem. Życzyła zdrowia Hyperionowi i wróciła do recepcji, gdzie pojawiła się nowa twarz. Bardzo pomarszczona i nieprzychylnie do niej nastawiona twarz, ale dzisiaj nie było w stanie chyba ją już nic zrazić. Uśmiechnęła się jak na grzecznie wychowaną dziewczynę przystało i podała teczkę, w której były dokumenty z sierocińca Bułgarki.
- W styczniu 1996 roku przebywała na terenie Bułgarii w zaawansowanej ciąży, urodziła 22 stycznia w klasztorze świętej Marii Magdaleny i ślad po niej zaginął. Założono, że wcześniej musiała pochodzić z Anglii i była czystokrwistą czarownicą. Niestety nic więcej nie wiem, proszę spojrzeć na te papiery... - podsunęła swój własny akt urodzin, który podpisała podobno jej biologiczna matka. Dłonie dziewczyny się lekko trzęsły, ponieważ nigdy wcześniej nie widziała tych dokumentów i podobno nie zostały one przedstawione Morwen. Obowiązywała wtedy tajemnica, ale na przebiegu lat klasztor i instytucje opieki społecznej zmieniły trochę wymiar prawa. Dziecko mogło się przynajmniej zgłosić po swoje dane.
- Powiedziałabym, że Yordanova, ale wydaje mi się to zmyślonym imieniem. Jednak tak nazywa się... dziecko tej kobiety, czyli ja. Zoja Yordanova.
Naprawdę zdawała sobie sprawę z tego jak beznadziejna ta sprawa się wydawała. Ale byli w końcu w czarodziejskim światku, prawda? Na pewno da radę znaleźć jej przodków, wiedząc, że rodowód jej krwi był czysty.
avatar
Zoja Yordanova
Klasa VII


Wiek : 19
Skąd : ur. w Bułgarii, obecnie Londyn
Krew : czysta

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t659-skrytka-pocztowa-panny-yo

Powrót do góry Go down

Re: Czarodziejski Oddział Ratunkowy

Pisanie by Mistrz Gry on Sob 13 Wrz 2014, 00:59

Słysząc tę niespójną wypełnioną niewiadomymi historię, czarownica pokręciła nosem. Westchnęła ciężko i wzięła od Zoi akt urodzenia, który miała ze sobą.
- Ciężkie zadanie przede mną stawiasz... Szukasz kobiety, która urodziła Cię 22 stycznia 1996 roku? Kobiety, która nosiła ciążę w 1995 roku i była pod naszą opieką? Będę musiała przekopać stos kart pacjentów... Dobra, zapraszam do pokoju uzdrowicieli, nikogo tam teraz nie ma. Przyniosę karty i pomogę Ci kopać, ale będzie należeć się za to bombonierka pralin.

Powrót do góry Go down

Re: Czarodziejski Oddział Ratunkowy

Pisanie by Niven Yates on Sob 13 Wrz 2014, 01:20

Yates udał się do szpitala jak tylko zafundował sobie odświeżającą kąpiel w mieszkaniu. Przeszedł cały smrodem papierosów, alkoholu i niemytych ludzi dlatego w takim stanie w pracy pokazać się nie mógł. Gdy znalazł się na miejscu panował tu taki harmider jak zwykle. Już miał nadzieję natrafić na jakiś interesujący przypadek, a tu psikus. Widać ktoś na górze nie miał ochoty dać mu czegoś, co go zajmie bo trafił mu się jakiś bogacz, a to będzie oznaczać upierdliwe przeświadczenie, że jest najważniejszy. Złapał za kartę niejakiego Hyperiona i odszukał go wzrokiem wśród siedzących i oczekujących na swoją kolej.
- Pan Greengrass jak mniemam. Pewnie panu się spieszy i mi się spieszy. Zapraszam za parawan.
Powiedział beznamiętnie wskazując wolne łóżko w końcu sali. Znając ten typ człowieka, to będzie miał wiele do powiedzenia, a nie będzie chciał by ktokolwiek usłyszał. Przerabiał to już. Gdy znaleźli się już w przy odosobnionym łóżku Yates położył kartę na materacu i spojrzał na Hyperiona.
- No to co panu dolega, bo widzę, że chyba nic nazbyt poważnego.
avatar
Niven Yates
Uzdrowiciel


Wiek : 33
Krew : Półkrwi
Majątek : Bogaty

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Czarodziejski Oddział Ratunkowy

Pisanie by Hyperion Greengrass on Sob 13 Wrz 2014, 09:25

- To chyba nie powinno Cię interesować, moja droga - odburknął niemiło do Zoi. Cóż, gdyby panna Yordanova słuchała uważnie Williama* nie byłaby zdziwiona obecnością jego ojca w tym miejscu, choć i tak pojawił się tu dużo później niż powinien.
Na szczęście w końcu ktoś się nią zainteresował i uwolnił się od wścibskiej małolaty. Tylko czemu ona została obsłużona pierwsza, skoro on sterczał tu już ponad godzinę? Szczyt chamstwa! No ale w końcu i po niego ktoś przyszedł. Przytaknął w potwierdzeniu, ż eon to on i zmierzył uzdrowiciela badawczym spojrzeniem zatrzymując dłużej wzrok na plakietce, by zapamiętać jego nazwisko.
- Spieszy. Straciłem tu już wystarczająco dużo czasu - odpowiedział najłagodniej jak umiał krocząc za uzdrowicielem. Cóż, nie trudno zgadnąć, że nie był zachwycony tym cienkim parawanikiem odgradzającym od innych łóżek, nawet jeśli inni pacjenci leżeli nieco dalej.
- Nie macie tu prywatnych gabinetów? - zapytał krzywiąc się z niesmakiem, ale w końcu przysiadł na kozetce. Co mu dolega? Przerabiał już w myślach wiele scenariuszy. Wymyślał różne kłamstewka i różne wersje, ale w końcu uznał, że nie ma co owijać w bawełnę. Uzdrowiciela obowiązuje tajemnica lekarska, prawda?
- Silne zatrucie organizmu etanolem. Już mi przeszło. Wyleczyłem się sam, ale przyszedłem poprosić o zwolnienie.








* - gdyby oczywiście takowa sesja w Bułgarii miała szanse się odbyć
avatar
Hyperion Greengrass
Starszy Podsekretarz Ministra Magii

Wiek : 50
Skąd : Greenock, Szkocja
Krew : Czysta
Majątek : Bardzo bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t919-hyperion-greengrass#17152

Powrót do góry Go down

Re: Czarodziejski Oddział Ratunkowy

Pisanie by Niven Yates on Sob 13 Wrz 2014, 11:50

Słysząc pierwszą uwagę pacjenta, Yates zaśmiał się pod nosem. Nie wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że są przypadki ważne i ważniejsze, a w takich miejscach majątek i to, że się komuś spieszy nie ma znaczenia. Przyziemne problemy przyziemnego świata jak to niektórzy powiadają. Słysząc pytanie Hyperiona i widząc jego niezwykle niezadowoloną minę z powodu dosyć niewielkiego zapewnienia prywatności Yates westchnął ciężko.
- Mamy. Niestety w przypadkach takich jak Pański procedura jest jasna i muszę przyjąć pana tutaj. I tak proszę się cieszyć, że koniec sali jest pusty, a nie tłoczymy 2 osób za jednym parawanem jak wychodzi w momentach kryzysowych.
Powiedział beznamiętnie krzyżując ręce na klatce piersiowej. Wysłuchał co dolega, a w zasadzie dolegało Greengrassowi i pokręcił głową z niezadowoleniem.
- Zdaje sobie pan sprawę z tego, że nie mam jak sprawdzić czy faktycznie zatrucie miało miejsce skoro nie pojawił się pan w szpitalu prawda? A co za tym idzie wydanie zwolnienia nie jest taką prostą sprawą.
Powiedział spokojnie przyglądając się Hyperionowi. Nie podważał tego, że zatruł się. Ba, nawet by go nie zdziwiło gdyby tak faktycznie było, ale to jak widział to teraz było proste. Wyciągnięcie zwolnienia po fakcie żeby mieć zaplecze na chwile wolnego.
avatar
Niven Yates
Uzdrowiciel


Wiek : 33
Krew : Półkrwi
Majątek : Bogaty

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Czarodziejski Oddział Ratunkowy

Pisanie by Hyperion Greengrass on Sob 13 Wrz 2014, 13:01

- Cieszę się. I dziękuję - odpowiedział całkiem szczerze. Docenił fakt, że czarodziej zapewnił mu nieco więcej prywatności nawet jeśli wciąż znajdywali się w zatłoczonej sali. Rzeczywiście mogło być gorzej i nawet nie chciał sobie tego wyobrażać. I tak juz oczyma wyobraźni widział czających się za parawanem paparazzi, którzy wtykają swoje uszy dalekiego zasięgu wszędzie gdzie sie tylko da by cokolwiek podsłuchać z tej rozmowy. Dlatego też wyciagnął różdżkę z wewnętrznej kieszeni marynarki i rzucił Muffliato na otaczający ich parawan. Powinien to zrobić od razu, ale cóż. Lepiej późno niż wcale.
- Zapewne przyszedłbym gdybym tylko był w stanie o tym pomyśleć.
Czytaj: gdybym nie był napruty w trzy dupy. A taka niestety była prawda. Nie myślał logicznie. Właściwie nie myślał o niczym innym jak tylko o tym, by znowu się napić. Jak miał wiec przyjść do Munga?
- Panie Yates, bądźmy ze sobą szczerzy. Obaj wiemy, że wystawienie takiego zwolnienia nie jest dla pana problemem. Możemy się dogadać.


Ostatnio zmieniony przez Hyperion Greengrass dnia Sob 13 Wrz 2014, 16:55, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Hyperion Greengrass
Starszy Podsekretarz Ministra Magii

Wiek : 50
Skąd : Greenock, Szkocja
Krew : Czysta
Majątek : Bardzo bogaty

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t919-hyperion-greengrass#17152

Powrót do góry Go down

Re: Czarodziejski Oddział Ratunkowy

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 5 1, 2, 3, 4, 5  Next

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach