Leith

Go down

Leith

Pisanie by Mistrz Gry on Nie 20 Kwi 2014, 22:43



Wcześniej oddzielne miasto, dziś jedna z dzielnic Edynburga. Dzielnica położona jest nad zatoką Firth of Forth w Szkocji. Znajduje się tam główny port Edynburga.

Powrót do góry Go down

Re: Leith

Pisanie by Shay Hasting on Pią 04 Lip 2014, 23:14

Czas leciał jak szalony i nim się panienka Hasting obejrzała nadeszły egzaminy. A co z tym idzie? Otóż skupiła się na nauce, aby na koniec roku uzyskać jak najlepsze oceny, a dodatkowe obowiązki, które otrzymała razem z odznaką prefekta (z której była cholernie dumna) wcale jej tego nie ułatwiały. Hogwart ją zmienił i nauka mimo bycia na pierwszym miejscu nie pozostawiała daleko w tyle innych, równie cennych dla niej rzeczy. Tęskniła za pewnym rudzielcem, pewną brunetką, a także blondynką z różowymi pasemkami. Mimo żalu, że tak szybko ten cudowny i pełen zmian rok się skończył- poczuła też ulgę.
Oczywiście na pierwsze dni wakacji musiała wrócić do domu, aby zdać ze wszystkiego relacje swojej zbyt ciekawskiej rodzince i wymagającemu tatusiowi, któremu PO zamiast W z zaklęć wcale się nie podobało. Zniosła jednak wyrzuty dzielnie i niby to jako grzeczna dziewczynka wyraziła skruchę. Zaraz jednak po hucznych urodzinach jej babki młoda czarownica skorzystała z okazji i wykorzystała dobre serce swojej niani oraz wyjazd rodziców z młodszą siostrą gdzieś nad ocean indyjski aby odpocząć aby wyrwać się ze swojego nudnego i pełnego obrzydzającego już przepychu życia. Spakowała walizkę, grzecznie się pożegnała i korzystając z mugoslkich środków transportu udała się do Szkocji, gdzie zamierzała spędzić trochę czasu. Podróż nie trwała długo.
Po zameldowaniu się w niewielkim hotelu w Leith (w pokoju z widokiem na zatokę ze statkami oczywiście) i rozpakowaniu rzeczy z uśmiechem na ustach schowała kluczyk od drzwi do torebki i ruszyła przed siebie. Nie bardzo wiedziała dokąd, jednak ufała, że magicznym sposobem znajdzie miejsce, w którym to z Charlesem miała się spotkać. Z cichym jęknięciem pokonywała kolejne uliczki, szukając tej właściwej. Słońce sprawiło, że jej karnacja nabrała zdrowego, ciemniejszego koloru, a włosy nieco zjaśniały. Filipińskie korzenie dały o sobie znać i wyglądała jak jakaś orientalna turystka z mapą w ręku i listem.
- Powinnam kupić ten mogolski przyrząd do lokalizacji i wyznaczania drogi.. No i jak ja mam na czas Cię znaleźć?- mruknęła sama do siebie z rozbawieniem i zakłopotaniem w głosie. Poprawiła torebkę na ramieniu i podeszła do barierki, która uniemożliwiała wpadnięcie do zimnej wody. Obróciła się do niej tyłem i usiadła na chodniku, opierając się wygodnie o słupek. Rozłożyła mapkę przed sobą i wzrokiem jeszcze raz próbowała znaleźć ulicę, którą jej rudzielec sobie wybrał. Burza rozpuszczonych, wijących się włosów o brązowym kolorze kołysała się leniwie na bryzie, a ciemne policzki pokryte były delikatnym rumieńcem ekscytacji. Mimo tego, że byli ze sobą już trochę czasu to ona ciągle miała wrażenie, że mają przed sobą pierwszą, oficjalną randkę. Bluzka w kolorze brzoskwiniowym była luźna i opadała na ramiona, odsłaniając je i jednocześnie jasne ramiączka biustonosza. Jeansowe szorty sięgały kawałek nad połowę uda, a na nogach miała wygodne, krótkie trampki. Po co męczyć się w obcasach, gdy tyle do zobaczenia? Zaśmiała się pod nosem, zerkając ukradkiem na torebkę. Miała tam przecież swój aparat.
avatar
Shay Hasting
Klasa VI


Skąd : Westport, Irlandia.
Krew : Czysta
Majątek : Bardzo bogata

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t1103-skrytka-pocztowa-shay-ha

Powrót do góry Go down

Re: Leith

Pisanie by Charles Wilson on Pią 04 Lip 2014, 23:59

Wakacje zaczęły się dla Charlesa zwyczajnie. Znów został Uczniem Roku i znów wyprowadził na szczyt w punktacji domów swój ukochany Gryffindor. Dostał znów bardzo przyjemne stypendium, a potem z uśmiechem pełnym samozadowolenia wrócił do domu. Uśmiech jednak dość szybko zniknął z jego piegowatej buźki, bo życie rodzinne miało mnóstwo swoich cieni. Już po pierwszym dniu miał ochotę zakopać się gdzieś głęboko pod ziemią z dala od hałasu wydawanego przez jego starsze rodzeństwo. Niby już dorośli i niby powinni zachowywać się jak jednostki odpowiedzialne, ale tak naprawdę tego nie robili. Chwilami ich poziom przewyższały dzieci bawiące się w piaskownicy u sąsiadów. Bardzo pocieszającą informacją był przyjazd Shay. Dla niej posprzątał cały pokój i całą piwnicę, aby teraz w spokoju czekać aż odbierze ją z Leith. To zdecydowanie najmilszy dzień od czasu powrotu do Szkocji. Z tej właśnie okazji wyciągnął nowo zakupione (za pieniądze ze stypendium, bo jakżeby inaczej) trampki w kolorze czarnym, bojówki obcięte na wysokości kolan w kolorze czarnym i swoją białą koszulkę z dużym czarnym napisem głoszącym: "Jestem metalem, ale w czarnym mi za gorąco" po czym wyciągnął jeszcze swoje okulary przeciwsłoneczne i radosnym uśmiechem ruszył w kierunku portu po drodze pozdrawiając ciekawską Leslie środkowym palcem. Rodzina, ach kochana rodzina. Gdy tylko znalazł się w niewielkim lasku który był całkiem dobrym skrótem do Leith od razu przemienił się w swoją psią formę która prawdę mówiąc nie była imponująca. Lato zabrało prawie cały imponujący włos zostawiając co nieco gdzieniegdzie, ale to nie robiło najmniejszego wrażenia na przechodniach. Z napędem na cztery łapy o wiele szybciej znalazł się w porcie i zdążył jeszcze obejść go dwa razy, bo nie mógł znaleźć dla siebie miejsca, aby znów stać się zwyczajnym chłopcem. Po niezbyt długich poszukiwaniach okazało się, że za budką z lodami nie widać absolutnie nic i nie ma tam absolutnie nikogo więc zaraz też wyszedł stamtąd kierując się w stronę molo. Po drodze ją zauważył. Burza kasztanowych włosów i bardzo ładne nogi. Automatycznie uśmiechnął się szeroko podchodząc i siadając obok niej.
- Cześć! - rzucił radośnie po czym sprzedał jej całusa w policzek, a jego uśmiech jeszcze bardziej się pogłębił. Zdjął z nosa okulary opierając je o czoło po czym wyciągnął swoją dłoń, aby ująć jej drobną rączkę.
- Jak się tu dostałaś? Gdzie masz bagaże? - no właśnie, panno Hasting? Gdzie ma pani swoje bagaże? Wolała pani nocować w przyjemnym ośrodku z dala od rudego cyrku? O nie, nie, nie! Nie ma tak łatwo. Jak Edynburg to tylko w rodzinnym domu Wilsonów. Zdecydowanie.
avatar
Charles Wilson
Nieaktywny


Wiek : 20
Skąd : Edynburg, Szkocja
Krew : czysta
Genetyka : Animag
Majątek : klasa średnia.

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t678-skrytka-pocztowa-charlesa

Powrót do góry Go down

Re: Leith

Pisanie by Shay Hasting on Sob 05 Lip 2014, 08:18

Analizując mapę i nie mając kompletnie pojęcia jak dojść tam, gdzie powinna, zaznaczała zielonym długopisem miejsca, które warto było w Szkocji zobaczyć. Mimo bycia osobą, która posiadała magiczne zdolności to korzystanie z mugolskich środków transportu, pieniędzy czy oglądanie ich filmów nie sprawiało problemów- wręcz przeciwnie- nawet to lubiła. Kolejne westchnięcie wydobyło się spomiędzy warg panienki Hasting, oznajmiając tym samym zmartwienie tym, że biedny Charlie będzie na nią czekał! Chociaż z drugiej strony powinien wiedzieć o tym, że orientacja w terenie nie była jej mocną stroną i może jakoś ją znajdzie. Był cwany, przebiegły i bystry, więc uznała, że to tylko kwestia czasu. Zerkała co jakiś czas do góry, badając okolicę przed sobą wzrokiem i upewniając się, że przechodnie nie rzucą jej drobniaków. Pogoda była piękna, lato rozkwitło w pełni i miało przynieść wiele wspaniałych chwil oraz nowych doświadczeń. Z rozmyślań na ten temat wyrwał ją jednak znajomy głos.
Mimowolnie uśmiechnęła się od ucha do ucha, a serce przyśpieszyło jej w piersi gdy jej czekoladowo-złote oczy napotkały pana Wilsona.
- Wiedziałam, że mnie znajdziesz jak ja nie znajdę Ciebie! Powinieneś uprzedzić mnie, że to miasto jest takie wielkie.. - zaczęła pełnym energii i szczęścia głosem, zaciskając palce na jego dłoni. Nawet nie zdawał sobie sprawy jak bardzo czekała na to spotkanie, a wakacje bez niego czy Christine nie miałby żadnego, najmniejszego sensu. Wolną dłonią złożyła mapę oraz list, chowając je do niewielkiej torebki, którą miała przewieszoną przez ramię. Korzystając z jego pomocy podniosła się do pozycji stojącej i uśmiechnęła zadziornie, spotykając spojrzenie jego szmaragdowych oczu. Zadarła nieco wyżej głowę i wolnymi już rękoma objęła jego szyję, by następnie przysunąć się i wspiąć na palce. Musiała przywitać się jak należy, bo przecież tęskniła- na początek porządny pocałunek wystarczy. I tak oto zajęta jego ustami całkowicie zignorowała uśmiechy bądź kwaśne miny przechodniów. Po kilkunastu sekundach opadła na całe stopy i tym samym oderwała się od niego, nadal jednak będąc blisko.
- Stęskniłam się za Tobą! - zaczęła, ignorując zadane przez niego pytania i zsuwając je na długi plan, przynajmniej na chwilkę. Jak gdyby nigdy nic złapała go za rękę i grzecznie już stanęła obok, zerkając na niego z dołu jakby upewniała się, że nigdzie nie zniknie.
- No wiesz.. Moja gosposia jest mugolem, który całkiem dobrze zna się na magii. Pomogła mi z kupieniem biletu, odprowadziła na lotnisko i wsadziła do samolotu, dając instrukcje. Nic trudnego. Całkiem szybkie, tanie i przyjemne.. Chociaż bez odpowiedniej wiedzy można się pogubić. Ona zawsze używa tego, gdy na urlop się gdzieś z rodziną, która nie ma pojęcia o istnieniu magii wybiera. - wzruszyła lekko ramionami, posyłając mu ciepłe spojrzenie.- W hotelu, tutaj niedaleko. Uznałam, że teraz będą nam przeszkadzać. Wynajęłam tam pokój, gdyby rodzice zadzwonili do właściciela i zapytali, czy faktycznie tam jestem- tak dla bezpieczeństwa i świętego spokoju. Ale nie martw się- gosposia zna prawdziwą wersję.
Niewinny uśmiech tym samym świadczył o tym, że Shay nie miała absolutnie żadnych wyrzutów sumienia. Nie sądziła nawet, że ojciec puści swoją dorastającą córkę na kilka, a może kilkanaście dni do równie nastoletniego chłopaka do domu. Zbyt dobrze go znała, więc historia o zwiedzaniu i podróży po tym kraju sprawdziła się idealnie, bo znali jej zamiłowanie do robienia zdjęć i ,,marnowania czasu", jak subtelnie to określali.
- Co robiłeś przez cały ten czas od zakończenia szkoły? Jak tam Hannah i jej samopoczucie po opuszczeniu starego, dobrego Hogwartu? I najważniejsze pytanie- dokąd idziemy? Chociaż równie dobrze dla mnie możemy tutaj posiedzieć i się integrować.
Dodała na sam koniec, puszczając mu oczko i wolną dłonią odgarniając kosmyki niesfornych włosów za ucho. Niby takie zwykłe i proste rzeczy, a jak bardzo sprawiały radość panience Hasting. Przypuszczała, że nawet siedzenie z nim w obskurnym pubie nie byłoby takie złe.


Ostatnio zmieniony przez Shay Hasting dnia Nie 06 Lip 2014, 13:52, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Shay Hasting
Klasa VI


Skąd : Westport, Irlandia.
Krew : Czysta
Majątek : Bardzo bogata

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t1103-skrytka-pocztowa-shay-ha

Powrót do góry Go down

Re: Leith

Pisanie by Mistrz Gry on Nie 06 Lip 2014, 00:53

Uprasza się o klimatyczną, zgodną z realiami fabuły prowadzonej na forum rozgrywkę. Proszę o:
- sensowne umotywowanie jak czarownica czystej krwi znalazła się w mugolskim samolocie bez umiejętności "TECHNIKA",
lub
- usunięcie/zmianę tego fragmentu postu.

Ekipa GM.

Powrót do góry Go down

Re: Leith

Pisanie by Shay Hasting on Nie 06 Lip 2014, 13:50

// Nie bardzo rozumiem co ma technika do latania samolotem, skoro to zwykły, mugolski środek transportu jak autobus czy pociąg ^^ Ale już edytuje. Może tak byc?
avatar
Shay Hasting
Klasa VI


Skąd : Westport, Irlandia.
Krew : Czysta
Majątek : Bardzo bogata

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t1103-skrytka-pocztowa-shay-ha

Powrót do góry Go down

Re: Leith

Pisanie by Charles Wilson on Nie 06 Lip 2014, 15:08

Był przekonany, że nie dotrze na umówione miejsce jednak nie sądził, że będzie tak blisko celu. W zasadzie gdyby przeszła jeszcze jakieś czterdzieści metrów byłaby po sklepem z pamiątkami pod którym teoretycznie byli umówieni.
- Nie jest aż takie wielkie, Shay. - stwierdził z szerokim uśmiechem na twarzy podnosząc ją do góry. Dla niego Edynburg mimo wszystko duży nie był. Duży był za to Londyn w którym planował kiedyś studiować i już bał się tego, że zgubi się tam bezpowrotnie klucząc po jakiś podejrzanych uliczkach na które trafi przez kompletny przypadek. Za to ze stolicą Szkocji nie miał najmniejszych problemów, chociaż bywał tu jedynie w wakacje i w ferie. Mimo wszystko czuł się tutaj pewnie, jakby był u siebie. Gdy zarzuciła mu ręce na szyję on objął ją w pasie i bez trudu podniósł, aby z łatwością odpowiedzieć na jej pocałunki. Uwielbiał ją. Widać to było w każdym jego ruchu i w każdym jego spojrzeniu. Potem ostrożnie odstawił ją na ziemię, kompletnie ignorując spojrzenia przechodniów. Przyciągnął jej dłoń do ust składając na niej delikatny pocałunek, po czym stwierdził:
- Też tęskniłem. - zgodnie z prawdą, oczywiście. Pochylił się jeszcze żeby sprzedać jej całusa w czoło po czym rozejrzał się wokół w celu zorientowania się, gdzie tak naprawdę są. Jeden rzut oka wystarczył mu, żeby wiedzieć. Zanim zdążył jej zaproponować wycieczkę za "Britannę" jacht Jej Królewskiej Mości który stoi tu chyba od zawsze ona zaczęła radosną opowieść o swojej podróży. Samoloty? Charles nigdy nie leciał samolotem, a jego umiejętności podróżowania mugolskimi środkami transportu ograniczały się do autobusów, ale to i tak tylko tych podróżujących do strefy podmiejskiej Edynburga. Chcąc jak najbardziej wtopić swoich bratanków w tłum wuj Andrew wyjaśnił im absolutne podstawy które przykładny Charlie zapamiętał najlepiej jak tylko potrafił.
- Dobrze zrozumiałem? Wynajęłaś pokój, ale mimo wszystko zostajesz u mnie tak jak ostatnio? - zapytał marszcząc przy tym nieco czoło. Dla niego to absolutna strata pieniędzy, ale wiedział, że rodzice jego dziewczyny mogą sobie pozwolić na takie wydatki. Któregoś pięknego dnia też będzie taki bogaty. To znaczy... miło by było gdyby był taki bogaty, ale kto wie jak potoczy się jego kariera zawodowa. Może jako muzyk rockowy dotarłby to punktu w którym jego skrzynka u Gringotta wypełniona byłaby galeonami, ale pewnie przepłaciłby to zdrowiem. Posada nauczyciela transmutacji raczej do takich bogactw go nie doprowadzi, ale przynajmniej będzie miał stałą pensję i ciepłą posadkę, a przecież głównie tego oczekiwał od życia. Spokoju i harmonii. To właśnie chciał mieć. Kiedy zarzuciła go masą pytań postanowił zacząć od najważniejszego.
- Chodź. - zadecydował kierując ją w stronę zejścia schodkami na wielki pomost tuż przy linii brzegowej, a tam zaczęli iść w stronę zabytkowego jachtu.
- Po szkole wróciłem do domu i liniałem. Flora torturowała mnie różnymi szczotkami żeby wyczesać całe futro i wydaje mi się, że jej się to udało. Już nie jestem puchatym psem. Hannah pojechała po szkole do Londynu, żeby załatwić wszystkie sprawy związane ze swoją uczelnią, więc prawdę mówiąc nie mieliśmy okazji porozmawiać. Chodź tutaj. - wskazał jej miejsce na samym końcu pomostu w cieniu jaki dawał ogromny statek który zdążyli już minąć. Usiadł na brzegu zdejmując buty po czym kontynuował.
- Wydawała się być jednak zadowolona z tego, że znowu mi się udało, bo to zwiększa szanse na to, że przejmę odznakę Naczelnego. Przynajmniej mam taką nadzieję, że tak się stanie. Christine też by się do tego idealnie nadawała i też skończyła ten rok z bardzo dobrym wynikiem. Z resztą... zobaczymy jak to będzie. A ty? Co robiłaś? Na długo przyjechałaś? Zdążyłem posprzątać w pokoju na twój przyjazd. - odsunął buty ze skarpetkami na bok i zamoczył stopy w chłodnej wodzie uśmiechając się przy tym promiennie. Dobrze było mieć ją tuż obok, naprawdę dobrze. Znów ujął ją za dłoń i zaczął kciukiem kreślić kółeczka na wierzchu jej dłoni wciąż szeroko się przy tym uśmiechając.
avatar
Charles Wilson
Nieaktywny


Wiek : 20
Skąd : Edynburg, Szkocja
Krew : czysta
Genetyka : Animag
Majątek : klasa średnia.

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t678-skrytka-pocztowa-charlesa

Powrót do góry Go down

Re: Leith

Pisanie by Shay Hasting on Czw 10 Lip 2014, 14:03

Zmrużyła nieco oczy, przekręcając głowę w prawo w akcie lekkiego zdziwienia. No jak nie było, jak przecież było? Wszystkie te uliczki wyglądały naprawdę podobnie, a ogrom sklepików przytłaczał. Chociaż nawet ona znalazła kilka, które chętnie by odwiedziła w celu zrobienia małych zakupów.
- Oczywiście, ze jest AŻ tak duże. - tutaj zrobiła delikatny gest rękoma. Miała problem z poruszaniem się po szkole, a nawet swoim rodzinnym mieście- Edynburg był dla niej prawdziwym wyzwaniem i cud, ze znalazła się i tak blisko umówionego spotkania bo zwykle przecież trafiała na drugi koniec miasta. Tak, dla Shay był to powód do malutkiej dumy, a nawet niedużej nagrody. Chociaż w tym przypadku te słodkie przywitane było ogromną nagrodą po tak długim czasie. Zamruczała cichutko cała zadowolona, grzecznie opadając na pełne stopy i odgarnęła kosmyk włosów z twarzy, podnosząc na niego wzrok.
- No ja myślę, że tęskniłeś i byłeś grzeczny. - rzuciła niby to od tak, a jednak nutka poważnego tonu głosu w tym się znalazła. Na jego zdziwioną minę przytaknęła głową. Zdawała sobie sprawę z tego, jak bardzo idiotycznie to wszystko brzmiało. Jeśli chodzi o samoloty to faktycznie- wywarły na niej ogromne wrażenie i czuła się przy tych wielkich, skomplikowanych maszynach naprawdę malutka.
- Wiem, marnotrawstwo pieniędzy. Ale w życiu by mnie nie puścili, gdybym powiedziała ,,Mamo,Tato.. Jadę do swojego chłopaka na jakiś czas, będę spała w jego domu i spędzała z nim całe dnie." Dobrze, że miałam oszczędności na ten diabelski plan. - westchnęła teatralnie, wzruszając przy tym ramionami. Starała się nie chwalic i nie pokazywac tego, że ma pieniądze i jest z dobrej, bogatej rodziny, ale czasem po prostu nie było innego wyjścia. Głupio się z tym czuła, bo doskonale wiedziała, że wielu ludzi ma kompleksy na tym punkcie. A zazdrość nie wróżyła niczego dobrego. Dodatkowo dla Shay, która mimo tego, że wychowała się dostatku i luksusie dobra materialnie nie miały większego znaczenia. Równie dobrze mogła chodzić w ubraniach ze sklepu z używkami. Jej matka bardzo często wydawała po kilka tysięcy na stroje, a ona sama wybierała tanie, podrzędne sieciówki gdy tylko mogła. Jedyna jej fanaberia to był fryzjer. Miała obsesję na punkcie włosów bo uważała, że są wizytówką każdej kobiety i tutaj byle czego zdecydowanie by nie wybrała. Ale kto musiał o tym wiedzieć?
Niemniej jednak grzecznie ruszyła za nim, nieco mocniej ściskając jego dłoń. Rozglądała się przy tym uważnie dookoła, podziwiając urodziwą okolicę. Dobrze się czuła nad wodą i sama przed sobą dawno przyznała, że to jej ulubiony żywioł. Słuchała go przy tym uważnie, posyłając mu co jakiś czas uważne spojrzenie. Całe szczęście, że była kobietą i miała podzielność uwagi.
- Ow, czyli nie jesteś już taki puszysty?!- jęknęła z nutką żalu w głosie, mrużąc przy tym brwi. Niemniej jednak była wyrozumiała i zdawała sobie sprawę z tego, jakie latem musiało być to męczące. Tak więc malutki grymas znów zastąpił uśmiech.
- Flora odwaliła kawał dobrej roboty. Zamęczyłbyś się w tym futrze latem. Hanka.. Jejku, tyle osób odeszło ze szkoły. Aż dziwnie będzie na korytarzach. Jestem pewna, że ta dziewczyna osiągnie co będzie chciała ze swoimi ocenami oraz innymi rzeczami, które wyniosła z Hogwartu. - odparła szczerze, kiwając następnie głową i zajmując miejsce obok niego. Przyjemny szum wody docierał do jej uszu, a rozbijające się o statki oraz drewniane pale morskie fale stwarzały przyjemną, wilgotną bryzę. Przez chwilę zastanawiała się cóż takiego robi, by ostatecznie pójśc w jego ślady. Zdejmując trampki patrzyła na niego i słuchała, zerkając tylko w momencie ściągnięcia skarpetek, żeby te na pewno do buta się schowały. Wywróciła oczyma, szturchając go lekko ramieniem i przysuwając się do krawędzi pomostu tak, by jej stopy również znalazły się w wodzie.
- Oczywiście, że nim zostaniesz. Szkoła popełniłaby głupotę, gdyby było inaczej. Nie ubliżam przy tym króliczkowi, bo ona jest cudowna i w ogóle kocham ją jak własną siostrę, ale Ty się bardziej nadajesz na stanowisko naczelnego. No i w sumie fajnie wyszło, że wszyscy troje mamy odznaki.- zaczęła pewnym swego głosem, odwracając głowę i tym samym twarz w jego stronę. Delikatnie zaczęła machać nogami, chlapiąc woda.- Właściwie dopóki mnie zniesiesz to z Tobą posiedzę. Ale lojalnie Cię uprzedzam, że tydzień to minimum! Chce się Tobą nacieszyć. Muszę też Christę odwiedzić.
Przerwała wzdychając lekko i przykładając palec do ust. Co ona robiła? Właściwie to nic ciekawego. Zastanawiała się co było wartę wspomnienia.
- No wiesz.. Wysłuchiwałam żalu taty z powodu PO, a nie W z zaklęć, przez co później musiałam użyć mojego specjalnego pakietu ,,ulegnij mi tatusiu!". Poza tym babcia miała urodziny i było ogromne, pełne obrzydliwego przepychu przyjęcie, na którym musiałam znosić paskudne dzieciaki przyjaciół moich rodziców. Bogaci ludzie są okropni. Plus taki, że jedzenie było dobre. A tak? Trochę w bibliotece, trochę na hamaku przy basenie. Nic specjalnego. Odkąd jestem w Hogwarcie ciężko mi wytrzymać długo bez dobrego towarzystwa. Pomyśleć, że kiedyś byłam samotnikiem. - zakończyła z rozbawieniem w głosie, śmiejąc się przy tym lekko. Zacisnęła palce na jego dłoni i przysunęła się, uważając przy tym by nie spaść do wody. Oparła wygodnie głowę na jego ramieniu, przymykając oczy.
- Wiesz co? Oddałabym wszystko co mam, żeby zostało tak jak teraz. I im dłużej Cię mam tym bardziej zdaje sobie sprawę, że głupie, materialistyczne dobra nie mają większego znaczenia. Wolałabym mieszkać z Tobą i Christine w chacie w środku lasu bez prądu, okien, łazienki niż do końca życia w apartamentowcach czy willach i nigdy was nie poznać. Bo wiesz? Masz dużo więcej niż ja. - mruknęła cicho, zerkając na niego z dołu. Biedny pan Wilson, zdaje się, że skazał się na długie towarzystwo panienki Hasting.
avatar
Shay Hasting
Klasa VI


Skąd : Westport, Irlandia.
Krew : Czysta
Majątek : Bardzo bogata

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t1103-skrytka-pocztowa-shay-ha

Powrót do góry Go down

Re: Leith

Pisanie by Charles Wilson on Sob 12 Lip 2014, 01:56

Kompletnie z głowy wyleciał mu fakt jak duże problemy ma panienka Hasting jeśli chodzi o orientację w terenie. W Hogwarcie tego aż tak nie było widać. Zamczysko owszem było naprawdę duże, ale już po miesiącu poruszała się po nim wystarczająco sprawnie, żeby zdążył zapomnieć o jej wariującym błędniku. Możliwe, że to dlatego iż zawsze puktualnie pojawiała się na miejscu spotkania. Gdyby spóźniła się kilka razy pewnie teraz kazałby jej czekać na dworcu, a nie w uliczce której lokalizacja dla niego była najoczywistszą rzeczą na świecie. Brak empatii winą tej sytuacji która mogłaby skończyć się naprawdę smutnie gdyby podszedł inną drogą.
- Ja zawsze jestem grzeczny. - stwierdził z powagą jeszcze raz się schylając, aby dać jej delikatnego całusa w usta, jakby na potwierdzenie swoich słów. Nie dało się ukryć, że był grzeczny. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że był najgrzeczniejszym chłopcem w całej szkole. Miał najlepsze wyniki w nauce i oprócz bardzo drobnego incydentu w wyniku którego dał w ryj swojemu starszemu o rok koledze w zasadzie jego zachowanie było bez skazy. A nie, był jeszcze jeden incydent w wyniku którego nie przysługuje mu już prawo nazywania siebie prawiczkiem, ale to dosłownie incydent którego czas trwania można zmierzyć w sekundach. Nie mniej jednak już się liczy. Do dzisiaj wyrzuty sumienia męczą go, że dopuścił się do tych dwóch incydentów. Ogólnie jednak był grzeczny i praktycznie nic nie miał na sumieniu. Całkiem dobry wynik jak na szesnastolatka z burzą hormonów. Podobno każdy nastolatek ma w tym wieku burzę hormonów. Ciężko powiedzieć jak ona objawia się na Wilsonie, ale najwidoczniej ma bardzo łagodny przebieg skoro jest tak samo nudny i monotonny jak zwykle. Z nieukrywanym rozbawieniem słuchał jej wypowiedzi, aby na koniec uśmiechnąć się naprawdę głupkowato.
- Naprawdę cieszę się, że jestem twoim chłopakiem do którego przyjechałaś na jakiś czas, u którego będziesz spała i z którym będziesz spędzać całe dnie. - powiedział cicho odgarniając w czułym geście kosmyk miękkich włosów z jej twarzy. Po jego szmaragdowych oczyskach było widać, że mówi prawdę. Naprawdę się cieszył. On ją uwielbiał. Szczerze ją uwielbiał. Była taka ciepła, miła i uśmiechnięta, a przy tym strasznie inteligentna i tolerancyjna, bo nie ma co kryć- zwykle dziewczęta z jej warstwy społecznej żartują z takich chłopców jak Charlie. Biedny rudy nudziarz nie wygląda zbyt dobrze obok bogatej piękności o cudownej osobowości. Jej jednak nie przeszkadzało ani to, że jest biedny, ani to, że bywa nudny, a jego rudość uważała nawet za zaletę. Czyż to nie wspaniałe? Czy mogło mu się bardziej poszczęścić? Prawdopodobnie nie. Słysząc jej reakcję na jego relację odnośnie włosia pokiwał przecząco głową.
- Nie. Praktycznie zostałem z samym podszerstkiem. Większość wyszła sama, resztę wyrwała mi na siłę... Ogólnie cały wór na śmieci poszedł z moim futrem. Ale w lato jest ono strasznie niewygodne, więc nawet dobrze, że to zrobiła. - wyjaśnił z uśmiechem, bo jemu tego całego futra z pewnością brakować nie będzie. To było straszne kiedy temperatury zaczęły rosnąc w podejrzanie szybkim tempie, a on został w psiej formie zamknięty w paru kilogramach futra, a raczej włosia, bowiem Tybetany nie mają sierści tylko włos co sprawia, że są hipoalergiczne.
- Ta dziewczyna chce studiować i pracować jednocześnie. Nie wiem czy to jest aż tak dobry pomysł i nie wiem czy nadal przy nim obstaje czy nie. Koniecznie muszę z nią porozmawiać jak wróci do domu. - podrapał się z zamyśleniem po policzku, po czym rozsiadł się wygodniej na pomoście i utkwił w niej rozmarzone spojrzenie. Naprawdę przyjemny widok. Buzia się jej nie zamykała, na twarzy pojawiły się nawet radosne rumieńce, a włosy rozwiewał wiatr. Słuchał jej uważnie od czasu do czasu potakując na znak, że rozumie, aby na koniec wszystkich jej wykładów teatralnie westchnąć.
- Nie wiem czy wytrzymałbym z wami dwiema w chacie w środku lasu bez prądu, okien, łazienki. - delikatnie zauważył, po czym stwierdził jeszcze kąśliwym tonem:
- Bycie bogatym musi być strasznie męczące. - chociaż nie było to złośliwe. Naprawdę nie był dla niej złośliwy. Bawiły go często jej wyrzuty i jęki. Ona nie wiedziała przecież jak to jest uczyć się cały czas tylko po to, żeby dostać stypendium za które kupi się sobie nowe ubrania i nowe przedmioty do szkoły dla siebie. Nie wiedziała jak to jest dzielić tak małą przestrzeń jaką jest dom Wilsonów z gromadą rodzeństwa. Nie wiedziała jak to jest chodzić trzeci rok z rzędu w spodniach, bo nigdy nie musiała chodzić przez trzy lata w jednych i tych samych spodniach. Dla Charlesa bogactwo było czymś do czego zamierzał przez całe życie dążyć. Nie chciał, żeby jego dzieci musiały zaciskać pasa. Jęki Shay naprawdę go bawiły, ale już jej to powiedział raz i nie zamierzał się powtarzać.
- Cieszę się, że przyjechałaś. Mam nową płytę której musisz koniecznie posłuchać. - odezwał się jeszcze, a jego wolna dłoń znalazła się na jej głowie delikatnie ją głaszcząc. Potem jak gdyby nigdy nic sprzedał jej całusa w czubek głowy wciągając przy tym zapach jej szamponu do włosów i uśmiechnął się głupkowato, jak na zakochanego nastolatka przystało.
avatar
Charles Wilson
Nieaktywny


Wiek : 20
Skąd : Edynburg, Szkocja
Krew : czysta
Genetyka : Animag
Majątek : klasa średnia.

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t678-skrytka-pocztowa-charlesa

Powrót do góry Go down

Re: Leith

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach