Biały grobowiec

Go down

Biały grobowiec

Pisanie by Brennus Lancaster on Pią 28 Mar 2014, 21:36



Miejsce spoczynku Albusa Dumbledore'a, jedyny grób na terenie Szkoły Magii.
Grobowiec wybudowano w 1997. W grobie pochowany został Albus Dumbledore, który zginął w pierwszym ataku śmierciożerców na Hogwart. Dumbledore został pochowany razem z Czarną Różdżką. W 1998 roku Lord Voldemort zbezcześcił grób Dumbledore'a, otwierając go, i kradnąc z niego Czarną różdżkę należącą do zmarłego. Po śmierci Czarnego Pana różdżka ponownie trafiła do białego grobowca i pozostała tam na zawsze.
avatar
Brennus Lancaster
V-ce Dyrektor Szkoły


Wiek : 85
Skąd : Dublin
Krew : Czysta
Majątek : klasa średnia

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Biały grobowiec

Pisanie by Charlotte Jeunesse on Sob 27 Wrz 2014, 23:29

Dzisiejszy wieczór należał do tych ładniejszych. Ciepłe powietrze przyjemnie smagało odkryte ramiona niewielkiej Gryfonki, a kojące odgłosy pohukujących sów tworzyły przyjemną dla ucha melodię do spaceru. Dlaczego postanowiła opuścić salonów Gryfonów i zamiast wraz z innymi udać się na kolację swe kroki skierowała w stronę szkolnych błoni? Tego nie wiedziała nawet ona sama. Denerwująca kłótnia dwójki zakochanych w sobie nastolatków, którzy szli za nią krok w krok, mogła być jednym z bodźców. Lotka nie wyobrażała sobie dwudziestu minut w Wielkiej Sali, przesiadując gdzieś w pobliżu tej dwójki.
- Ble! - wzdrygnęła się na samą myśl o jakichkolwiek romansach i w ostatniej chwili złapała się drzewa, gdyż niemal zaliczyła bliskie spotkanie z ziemią, potykając się o własne, niezawiązane sznurówki. Z głośnym, a wręcz żałosnym jęknięciem zgięła się w pół i upchnęła dwa białe sznurki do środka buta. Była zwyczajnie zbyt leniwą i nieokrzesaną panną, by marnować czas na ich wiązanie. Szła gdzie niosły ją jej własne stopy, a gdy po jakiś pięciu minutach jej oczom ukazał się zapierający w piersiach grób, dobrze jej znanej, historycznej postaci, uśmiechnęła się lekko, ukazując światu dwa dołki w zarumienionych nieco policzkach.
Niepewnie podeszła bliżej marmurowego wzniesienia i podrapała się po głowie, wyczuwając pod palcami kilka zielonych listków. No tak, zapomniała przeczesać włosy tuż po treningu Czerwonych. Kiedy się wreszcie nauczy? Gdyby Andrea ją teraz widziała bądź jej rodzice.. Choć w sumie była pewna, że jej rodzina straciła wszelką nadzieję na cud jakim byłoby przemienienie Charlotte w prawdziwą damę. Rok temu była temu całkiem bliska, gdy po raz pierwszy jej młodzieńcze serca zabiło mocniej na widok Miszy, który na całe szczęście opuścił już mury Hogwartu. Teraz śmiała się z tego głupiego, jak to miała w zwyczaju nazywać, zauroczenia. Miała po dziurki w nosie wszelkich obcokrajowców, którzy jak na złość kręcili się teraz po zamku. Wymiana uczniowska, że też tego brakowało!
Charlie prychnęła pod nosem, kręcąc z niedowierzaniem głową. - Co też oni sobie myślą, Albus, hm? Że mogą się tak pałętać po korytarzach i kraść serca niewinnym pannom? Po moim trupie! - białą dłonią poklepała kamienną płytę, szukając wsparcia u legendarnego dyrektora placówki. Zaraz potem zaśmiała się w głos z własnej głupoty i jak mucha padła na trawę, wyciągając leniwie nogi i wkładając dłonie pod głowę.
- W sumie to szkoda, że nie żyjesz. Myślę, że byśmy się dogadali. - kontynuowała pogawędkę ze zmarłym, bursztynowymi tęczówkami wpatrując się w rozgwieżdżone niebo.
avatar
Charlotte Jeunesse
Klasa VI


Wiek : 20
Skąd : Liverpool, Anglia
Krew : Czysta
Majątek : Zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t666-skrytka-pocztowa-charlott

Powrót do góry Go down

Re: Biały grobowiec

Pisanie by Jason Snakebow on Nie 28 Wrz 2014, 10:38

Cały dzień Jason praktycznie przesiedział w szkole, błądząc tu i ówdzie borykając się z własnymi myślami i demonami, które trzymał w sobie. Wyglądał niczym blady anioł, kroczący w czarnej szacie po błoniach Hogwartu, co jakiś czas poły czarodziejskiej szaty w barwach Durmstrangu podrygiwały wesoło, a jego czarne włosy kształtowane przez siły natury wiły się niczym węże.
Całe popołudnie spędził na ponownym normowaniu swoich emocji, zamykając je ze grubym, kamiennym murem w swojej podświadomości, stając się ponownie tym samym Jasonem, jakim był na co dzień - cichym, zamkniętym w sobie, obcującym ze sobą w najmroczniejszych zakamarkach swojej osobowości. Był jak upadły anioł, którego skrzydła zostały obcięte, a charakter zmieniony, tak samo jak spaczona była jego dusza.
Postanowił się przejść, ponieważ dzisiejszy wieczór był idealny na jakiekolwiek spacery. Drugim powodem był natłok ludzi. Jason niezbyt dobrze się czuł w towarzystwie dużej ilość osób. Wolał był cieniem, mało widocznym, choć ze względu na jakiego wzrost i ciemnobrązowe, głębokie tęczówki było to nie lada wyzwaniem. Dlatego ucieszył się w duchu, gdy udało mu się w końcu wydostać. Jeśli chodzi o jakiekolwiek romanse i miłostki, Jason miał podobne mniemanie jak Gryfonka, którą niebawem spotka przy grobowcu Dumbledore'a.
Westchnął cicho, po czym, będąc w okolicy wyżej wspomnianego miejsca, zatrzymał się, ponieważ usłyszał czyjś głos. Był melodyjny, ale i niesamowicie kobiecy, dlatego też Jason przymknął oczy i niejako zaczął się nim delektować. W całej tej melodyjnej otoczce wybijała się nuta dowcipności i sporego poczucia humoru.
Zauważył ją. Dziewczynę w jego wieku. Burza brązowych włosów, połączona z luźnym ubiorem typowej nastolatki uświadomił go, że ma tutaj do czynienia z osobnikiem płci pięknej o prawdopodobnie wesołym i zabawnym charakterze. Był typem obserwatora. I był w tym dobry. Zauważył, jak dziewczyna klepie dłonią płytę nagrobka i po chwili kładzie się na ziemi obok i wpatruje w niebo, tak bardzo pogodne tego wieczoru. Bezszelestnie znalazł się bliżej i usiadł na ławce naprzeciwko grobowca, wzrok przenosząc to z płyty, to na leżącą dziewczynę. Była ładna, apetycznie zaokrąglona. Pewnie to zasługa tych ubrań, pod czarodziejską szatą trudno się dopatrzeć takich doskonałości. Nie chciał jej przyprawić o zawał, dlatego odezwał się po chwili. Tembr jego głosu był przyjemny dla ucha, mógł nawet wywołać lekkie dreszcze po kręgosłupie. Miał w sobie nutę takiej...tajemniczości.
- Czytałem wiele o nim... - miał na myśli oczywiście Albusa. - Niestety w Durmstrangu dostęp do jego książek jest mocno ograniczony... żeby nie powiedzieć zakazany...
Wiadomo było, że chodzi tu o wielką rywalizację między szkołami, a wymiana szkolna to tylko taki PR-owski chwyt. Teraz dopiero ciemnobrązowe tęczówki chłopaka spojrzały na dziewczynę, która z pewnością już wiedziała, że jest obecny.
- Jestem Jason... - przedstawił się krótko.
avatar
Jason Snakebow
Uczeń: Durmstrang


Wiek : 21
Skąd : Westminster, England
Krew : Czysta
Majątek : skromny

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Biały grobowiec

Pisanie by Charlotte Jeunesse on Nie 28 Wrz 2014, 13:29

Charlie przymknęła leniwie powieki, wyciągając się jak kotka na miękkim posłaniu. Towarzystwo Albusa Dumbledore było kojącym zmysły doświadczeniem, jednak nieznośna cisza była odrobinę krępująca. Jeunesse miała nawyk prowadzenia długich rozmów z puchatym pingwinem, który zamieszkiwał pod jej łóżkiem i mówił niewiele, ale był wyjątkowo dobrym słuchaczem. Dzisiejszego wieczoru czuła jednak tą małą potrzebę towarzystwa kogoś z nieco większą zdolnością wysławiania się. Cóż, nie mogła jednak narzekać, westchnęła więc głęboko i przymykając leniwie powieki, ukryła bursztynowe powieki przed wścibskimi spojrzeniami sów i innych nocnych stworzeń. Z jej rozchylonych ust, ponownie wymknęła się jakaś chwytliwa melodia, dlatego też Jeunesse w żaden sposób nie mogła usłyszeć nachodzącego wędrowca. Wyglądała niczym wyjątkowo nieudana nimfa leśna z tymi pojedynczymi listkami w poplątanych, czekoladowych włosach i umazanymi czerwonymi trampkami na stopach. Na ten wieczór powinna była wybrać jakąś zwiewną sukienkę, by bardziej wczuć się w nastrój, jednak nie ma co się oszukiwać, panienka Charlotte takowej nie posiadała. Ba! Nie posiadała nawet prostej spódnicy! Typowy typ nieokrzesanej chłopczycy, podczas gdy jej bliźniacza połówka była rozchwytywaną, wyjątkowo dziewczęcą nastolatką.
Czy czuła się obserwowana przez nowo przybyłego młodzieńca? Pewnie tak, zazwyczaj ludzie wyczuwają spojrzenie drugiej osoby, jednak w tym leśnym zakamarku pod rozgwieżdżonym niebem, Lotka była pewna, że to jakaś wyjątkowo natrętna sowa wlepia w nią swe złote oczy.
- Hu, hu! - próbowała naśladować ptasi język, jednak nie miała zbyt wielkiej zdolności w tej dziedzinie i jak za machnięciem różdżki, wszystkie odgłosy ustały, a martwą ciszę przeciął czyjś głęboki, przyjemny dla ucha głos.
Czytałem wiele o nim... Niestety w Durmstrangu dostęp do jego książek jest mocno ograniczony... żeby nie powiedzieć zakazany..
Gryfonka omal nie zeszła z tego świata, dostając ataku serca. Jej usta ułożyły się w okrągłą literę "o", a na czole wykwitła jej lwia zmarszczka, gdy tak uporczywie wpatrywała się w chłopaka. Nie znała go, tego mogła być pewna. No tak, kolejny obcokrajowiec. Cudownie.
- Co do stu goblinów? - rzuciła mu srogie spojrzenie, teatralnie układając rękę na klatce piersiowej, próbując uspokoić swój przyśpieszony oddech, którego dostarczył jej brunet. Pośpiesznie odszukała palcami ostatnie gałązki zaplątane w rozpuszczonych włosach i odetchnęła głęboko.
- Niegrzecznie tak zakradać się w ciemnościach, Jason. Chciałbyś mieć uczennicę na sumieniu? Nie sądzę. - zmarszczyła nos i ponownie ułożyła się na trawie, wyciągając nogi do góry i machając nimi w powietrzu, wywróciła  oczami. - Tutaj masz do tych ksiąg pełny dostęp. Wystarczy przejść się do biblioteki, mój drogi. Czytanie naprawdę nie boli. - podrapała się po piegowatym nosie, zastanawiając się czy nie powinna być odrobinę milsza, w końcu chłopak był gościem, a ona powinna wykazać się uprzejmością. - Charlie. - dodała jeszcze nim zadała kolejne pytanie. - Dlaczego nie jesteś z innymi na kolacji?
avatar
Charlotte Jeunesse
Klasa VI


Wiek : 20
Skąd : Liverpool, Anglia
Krew : Czysta
Majątek : Zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t666-skrytka-pocztowa-charlott

Powrót do góry Go down

Re: Biały grobowiec

Pisanie by Jason Snakebow on Nie 28 Wrz 2014, 16:57

Nie przeszkadzał mu fakt, że wyciągnięta i elastyczna jak kotka dziewczyna trochę się przestraszyła. Co prawda, nie było to jego zamiarem, bo aż tak złośliwym typem człowieka nie był. Jason w przeciwieństwie do obecnej Szarlotki nie był typem człowieka, z którym od razu można by o wszystkim pogawędzić. A może sprawiał tylko takie wrażenie? Kto wie. Nikt w zasadzie nie wie, co tam do końca w nim siedzi, nawet on sam boi się tam zajrzeć! Dlatego wszystkie emocje trzyma za kamiennym murem w swojej podświadomości. I boi się je wypuścić. Woli im nie ulegać, przysłaniają mu one zdrowy, logiczny osąd sytuacji. Poza tym, w przypływie emocji człowiek jest skłonny do nierealnych poświęceń. Jason tego nie rozumiał. Nie był typem rycerza na białym koniu, raczej utożsamia się z kimś pozbawionym górnolotnych idei i celów. Jego celem jest wiedza, nawet ta zakazana.
Wiał przyjemny wietrzyk, rozwiewając starannie ułożone fryzury niektórych uczennic, zachodzące słońce jeszcze ostatnimi promieniami muskało twarze obecnych przy grobie dwójki uczniów, a to wszystko na tle pięknego zamku.
Uwielbiał ciszę, pozwalała mu ona zmierzyć się z samym sobą i swoimi myślami, jakże chaotycznymi i niepoukładanymi. Co jakiś czas przewijały się także i wspomnienia. Głównie z dzieciństwa, które było jego piekłem, z powodu wiecznie pijanego ojca. Gdy rozpoczął naukę w Durmstrangu, gdzie był wyśmiewany i wytykany palcami ze względu na to, że był czystym "Angolem", co Charlotte powinna zauważyć, że to dziwne, by Brytyjczyk zasilał szeregi Durmstrangu.
Gdy próbowała naśladować odgłosy sowy, uśmiechnął się lekko kącikiem warg. Potem, praktycznie dostała zawału. Spojrzał na nią swoim przeszywającym spojrzeniem ciemnobrązowych tęczówek, u których nawet obramowania źrenicy nie sposób dopatrzyć. Ujrzał jej srogie spojrzenie w jego kierunku, które wyglądało niezwykle uroczo, jej bursztynowe oczy, wydające się miękkie usta i brzoskwiniowy odcień skóry, teraz tak bardzo spotęgowany przez zachodzące słońce. Była ładna...nad wyraz ładna... Nawet obecność gałązek i liści we włosach czynił z niej kogoś w rodzaju leśnej bogini. W związku z tym ciężko mu było oderwać wzrok. Jeśli wszystkie dziewczyny były tutaj tak piękne...to Jason raczej nie będzie musiał się zastanawiać, którą szkołę wybierze, gdy wymiana będzie się kończyć. Zignorował jej wypowiedź o tym, że czytanie nie boli. Oh, Jason o tym wie. Nawet zbyt dobrze.
Gdy zapytała, dlaczego nie jest z innymi na kolacji, odpowiedział po chwili. Dziewczyna była specyficzna, ot teraz na przykład wywijała nogami w powietrzu przy grobie samego Dumbledore'a. Staruszek pewnie przewrócił się na drugi bok, by tego nie oglądać. Tej swoistej profanacji, która mimo wszystkiego była dość zabawna w swej całej okazałości.
- Nie mam dziś szczególnie wielkiej ochoty na jedzenie, poza tym ilość ludzi mnie przytłacza... - po chwili jednak dodał. - A Ty?
Spapugował ją. - Dlaczego nie jesteś z innymi na kolacji?
Uśmiechnął się, spoglądając na gałązki we włosach. - Przygotowujesz się do roli jakieś leśnej nimfy lub driady? Jeśli tak, to widzę, że nieźle Ci idzie...
Jego głos był melodyjny, miły dla ucha, ponadto nie sprawiał wrażenia jakiegoś zadufanego w sobie pajaca, jak większość z Durmstrangu.
avatar
Jason Snakebow
Uczeń: Durmstrang


Wiek : 21
Skąd : Westminster, England
Krew : Czysta
Majątek : skromny

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Biały grobowiec

Pisanie by Charlotte Jeunesse on Nie 28 Wrz 2014, 17:50

Charlotte wzniosła oczy do nieba, wiercąc się zwinnie na trawie. Skończyło się na tym, że leżała teraz na brzuchu i posyłając towarzyszowi ciekawskie spojrzenie, opierała podbródek na dłoniach. Chłopak widocznie oddał się na moment własnym przemyśleniom, co dało Lotce czas na małą obserwację. Choć niechętnie, musiała przyznać, że był dobrze wyglądającym młodzieńcem. Na domiar tego wszystkiego miał wyśmienity angielski akcent, no i te imię. Nie, zdecydowanie nie był obcokrajowcem. Ten fakt wprawił nastolatkę o wiele lepszy nastrój. Oczywiście nie miała nic do ludzi z innych krajów, po prostu nadal lizała rany po odtrąceniu ze strony rosyjskiego fircyka.
- Właściwie mam całkiem podobnie. - wzruszyła ramionami jakby od niechcenia, przechylając głowę na jedną ze stron. - Nie miałabym nic przeciwko odrobinie placka dyniowego, ale tłum zakochanych Gryffonów doprowadzał mnie do białej gorączki. W powietrzu panuje jakaś miłosna zaraza. Lepiej uważaj. - pokiwała rozbawiona palcem w jego stronę, starając się przybrać poważny ton głosu. Wszyscy tylko romansowali w murach tej starej placówki. Tyle dramatów to chyba żadna inna szkoła nie doświadczyła.
- Nie masz nic do jedzenia? Jakąś czekoladową żabę chociażby? - zapytała przeciągle, zupełnie ignorując fakt, że praktycznie się nie znają, a ona już prosi go o drobne przekąski.
Jego następne pytanie zbiło ją nieco z pantałyku i wywołało figlarny uśmiech na twarzy brązowowłosej, a jej oczy zalśniły od nawału diabelskich iskierek. W odpowiedzi mruknęła tylko coś niezrozumiale, próbując dać sobie czas na jakieś sensowne wytłumaczenie. Nic błyskotliwego nie przychodziło jej jednak do głowy, dlatego postanowiła powiedzieć mu całą prawdę.
- Intensywny trening Czerwonych, zawsze przyozdabia moje włosy w liczne liście i gałęzie. Czasami daję się ponieść miotle. - rozłożyła ręce w geście bezradności, a po chwili dodała żartobliwym tonem. - Na dodatek moja szczotka jest wyjątkowo obrażalska i schowała się gdzieś przede mną.. stąd też ten cały artystyczny nieład. Sam rozumiesz. - poklepała fragment ziemi obok siebie, dając brunetowi znak, by zajął miejsce obok niej. Powoli denerwowało ją nieustanne zadzieranie głowy, by móc na niego spojrzeć. Osobiście nie miała zamiaru podnosić tyłka, gdyż była na to zbyt leniwa. Pozycja leżąca była zdecydowanie wygodniejsza od twardej, marmurowej ławki.
- Słyszałam, że Drumstrang jest paskudny. - ot tak kontynuowała rozmowę, unosząc do góry ciemne brwi. - Hej, to prawda, że uczą was dmuchać w ogień i wytwarzać z niego różne kształty? Na przykład smoka czy też centaura? - zapowietrzyła się na moment, nie pamiętała już nawet, gdzie usłyszała takie nietuzinkowe plotki, ale skoro miała już okazję rozmawiać z kimś z wymiany, postanowiła wykorzystać tę chwilę jak najlepiej. Kto wie, może brunet obróci się zaraz na pięcie i tyle go widzieli. Charlie nic o nim nie wiedziała, równie dobrze mógł być dziwakiem albo i doświadczonym psychopatą. Na razie jednak postanowiła nie przyklejać mu żadnej plakietki tylko posłuchać tego co ma do powiedzenia, w końcu głos miał taki przyjemny!
avatar
Charlotte Jeunesse
Klasa VI


Wiek : 20
Skąd : Liverpool, Anglia
Krew : Czysta
Majątek : Zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t666-skrytka-pocztowa-charlott

Powrót do góry Go down

Re: Biały grobowiec

Pisanie by Jason Snakebow on Nie 28 Wrz 2014, 21:47

Trochę go peszyła poza, w jakiej się w niego wpatrywała. Leżąc na brzuchu obserwowała go jak jakąś wystawkę w muzeum. Co ciekawe w jej bursztynowych oczach nie sposób było dojrzeć, co takiego zajmowało jej myśli. Jason raczej potrafił to robić, spoglądając głęboko w czyjeś oczy, ale teraz nie potrafił. Czyżby w końcu trafił na taką osobę, której nie da się rozszyfrować? Której nieobliczalność jest tak wielka? W zasadzie mocno go to zaintrygowało i postanowił w duchu poznać Gryfonkę. Tak...prężnie, jeśli można to w taki sposób ująć.
Na wieść o epidemii zakochania w Hogwarcie Jason zareagował cichym śmiechem. Jakoś nie zauważył tego na korytarzach albo starał się nie zauważyć. Poza tym, uczucie miłości było mu obce, więc pewnie nie zrozumiałby cierpień związanych z tym uczuciem. Nigdy nie dosięgnęła go strzała Amora i w głebi duszy dziękował za to. Choć czasem i zdarzały się dni, że chciałby z kimś wyjść na spacer lub po prostu spędzić czas. Czy to tak wiele? W Durmstrangu co prawda był próby upojenia go Amortensją, aczkolwiek wszystkie spełzły na niczym. Był po prostu asem, jeśli chodzi o eliksiry. Nie można było go zaskoczyć praktycznie niczym, co czyniło z niego dość nudnego człowieka, pozbawionego humoru, jeśli chodzi o "niespodzianki".
Z zamyślenia wyrwało go pytanie dziewczyny o coś do jedzenia. Niewiele myśląc, sięgnął do kieszeni szaty i po chwili wyciągnął z niej pasztecika dyniowego, starannie zapakowanego oraz paczkę fasolek wszystkich smaków. Spojrzał na nią pytająco. Nie wiedział, czy takie coś jej wystarczy, dlatego też wstał, podszedł do niej bliżej i podał jej pasztecika. Gdy to robił, lekko musnął swoimi palcami jej dłoń. Przeszedł go dreszcz po całej długości kręgosłupa. Miała niesamowicie delikatne dłonie. Serce mu mocniej zabiło.
Gdy dziewczyna wytłumaczyła się, że jej nietypowy wygląd zawdzięcza treningowi na miotle, pokiwał głową, po czym usiadł obok niej. Był teraz bardzo blisko. Siedzieli tak razem na trawie - on, blady, milczący anioł stróż, ona - ładna, delikatna, niczym bogini. Czy rozumiał? Niezbyt. Nie potrafił latać na miotle, miał lęk wysokości.
Pachniała świeżą brzoskwinią otuloną wanilią z domieszką świeżej kolendry. Wyjątkowe połączenie zapachów, pomijając obecność aromatu drzew i liści, które miała w burzy brązowych włosów.
Potem zaczęła się seria pytań o Durmstrang. Jason nie omieszkał oczywiście zaspokoić ciekawości dziewczyny.
- O tak, paskudny to mało powiedziane...jest okropny...brudno, śmierdzi, a wstawać trzeba o 3.00 w nocy... - zaczął,obserwując pierwszą reakcję dziewczyny. Potem się zaśmiał. Żartował. - Nie ma ogólnie źle poza tym, że jest wiecznie zimno...no i wygląd oraz wychowanie uczniów są bardziej...surowe...
Gdy zapytała o ogień, odpowiedział.
- Tak, uczą nas tego...to taki nasz znak rozpoznawalny...a co, chcesz zobaczyć?
Zapytał, spoglądając prosto w jej śliczne, bursztynowe oczy. Gdyby mógł, chętnie by się w nich utopił.
avatar
Jason Snakebow
Uczeń: Durmstrang


Wiek : 21
Skąd : Westminster, England
Krew : Czysta
Majątek : skromny

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Biały grobowiec

Pisanie by Charlotte Jeunesse on Pon 29 Wrz 2014, 01:00

Całkiem przyjemnie rozmawiało się panience z owym młodzieńcem, leżąc wygodnie na miękkiej trawie, wsłuchując się jego ciepły, gardłowy głos. Spontaniczne spotkanie w niedzielny, spokojny wieczór, zdecydowanie zaliczało się do grona miłych niespodzianek. W ostatnich dniach Charlie nie przydarzyło się nic dobrego, a wręcz prześladowały ją same nieszczęścia. Pech sięgał w tym tygodniu zenitu, a dziewczyna potykała się o własne nogi i niezgrabnie niszczyła wszystko, co stanęło na jej drodze. Nie zawsze taka była, jednak każdy miewa czasem gorsze okresy.
Pewnie dalej trwałaby w swym niewinnym zamyśleniu, gdyby nie kolejne słowa bruneta i widok niewielkiego pasztecika podsuniętego w jej stronę. - Och, wspaniale! - westchnęła przeciągle, uśmiechając się niczym zadowolona dziewczynka, której mama kupiła upragnionego lizaka. Wprost z uwielbieniem zabrała się za ten dyniowy smakołyk, uprzednio odgarniając z twarzy niesforne kosmyki czekoladowych włosów. Oczywiście uwadze panienki nie umknęło przypadkowe zetknięcie ich dłoni, które sprawiło, że w kąciku jej ust zadrgał delikatny, nieśmiały uśmiech. Jeunesse dość niepewnie podniosła na niego spojrzenie bursztynowych tęczówek, leniwie spoglądając w jego ciemnobrązowe oczy. Nie była typem kokietki, dlatego nie skomentowała tego niewinnego gestu w żaden sposób, ani też nie zareagowała jakoś specjalnie. Zwyczajnie zignorowała ten magiczny moment, wsuwając ostatni kęs pasztecika do ust. Czy kogoś zadziwi fakt, że zaraz potem sięgnęła po paczkę fasolek wszystkich smaków, mając wciąż pełną buzię? Raczej nie.
- Masz może ochotę? - zapytała, wyciągając w jego stronę szeleszczące, kolorowe opakowanie pełne tych zaskakujących słodyczy. - Ostatnio trawiłam na wyjątkowo paskudną. Nadal nie jestem w stanie określić jaki miała smak. - przez jej piegowatą twarz przeszedł wyraźny grymas, a na jej odkrytych ramionach można było dostrzec gęsią skórkę. - Uf! Cytrynowa! - odparła z ulgą, rozkoszując się żółtym smakołykiem.
- Serio? - wzdrygnęła się na kolejne słowa Jasona, kręcąc głową w niedowierzaniu. O Durmstrangu słyszała najróżniejsze plotki, choć nie zawsze chciała w nie wierzyć. Była przekonana, że większość z nich jest przesadzona i zdecydowanie przekoloryzowana. Jej towarzysz wydawał się jej jednak wiarygodnym źródłem, dlatego Lotka słuchała go z uwagą, nie mogąc oderwać od niego wzroku.
- Wstawać o trzeciej w nocy? Nie byłabym w stanie. - prychnęła niczym rozgniewana kotka, wznosząc ręce do nieba. W duchu dziękowała Godrykowi za możliwość kształcenia się w Hogwarcie, zamku, który bądź co bądź był wyjątkowo przyjemnym miejscem. - Z brudem też bym sobie nie poradziła. Fuj. - zmarszczyła nos, poklepując go lekko po plecach. Przez moment zrobiło się jej go szkoda, brunet sprawiał bowiem wrażenie zbyt delikatnego, by uczęszczać do tak paskudnej placówki.
-Jeszcze się pytasz? - westchnęła z niedowierzaniem. - Pewnie! Założę się, że stary Albus też chętnie sobie popatrzy! - energicznie zaklaskała w dłonie, chcąc dodać Jasonowi odwagi. - No dalej, pokaż mi tego smoka. - wykonała brwiami zabawny ruch, chichocząc cicho pod nosem. Już dawno nie spędziła z nikim tak miłego wieczoru. Na samą myśl zakuło ją delikatnie w sercu, uświadamiając sobie fakt jak bardzo odsunęli się od siebie z Charlesem. Kiedyś byli nierozłączną parą łobuzów, jednak ten również podłapał hogwartcką, miłosną zarazę i uległ w dziękom kolejnej Krukonce, świata poza nią nie widząc. Ech, mężczyźni! Przeszło jej jeszcze przez myśl, zanim odgoniła od siebie wszelkie zmartwienia i ponownie utkwiła wzrok w tajemniczym uczniu z Durmstrangu.
avatar
Charlotte Jeunesse
Klasa VI


Wiek : 20
Skąd : Liverpool, Anglia
Krew : Czysta
Majątek : Zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t666-skrytka-pocztowa-charlott

Powrót do góry Go down

Re: Biały grobowiec

Pisanie by Jason Snakebow on Pon 29 Wrz 2014, 10:22

Tak, Jason również musiał przyznać, że dzisiejszy wieczór z pewnością zalicza się do tych udanych. Miła atmosfera w przebywaniu z nowo poznaną uczennicą Hogwartu, do tego ciepły, pogodny wieczór sprzyjały jakimś nieznanym uniesieniom. Nie, nie, chwila moment. Przecież on nie znał żadnych pozytywnych uniesień, które mogłyby towarzyszyć przy takiej… sytuacji? Poza tym, nie zamierzał nic robić, przecież to dopiero pierwsze spotkanie. Nie chciał, by Charlotte pomyślała o nim jak o jakimś psychopacie. Wziął tą opcję pod uwagę, że jednak już to zrobiła. Zawsze był szufladkowany, więc dlaczego teraz nie miałby być? Przyzwyczaił się, że przyklejona została do niego łatka samotnika, milczącego typa pozbawionego poczucia humoru. I szczerze powiedziawszy nie przeszkadzało mu to wielce. W zasadzie to nawet i lepiej, gdyż nikt mu nie przeszkadzał ani nie zawracał głowy. Teraz? Sytuacja była inna. Był zarzucany pytaniami, na które wypadałoby odpowiedzieć, by zaspokoić ciekawość dziewczyny. Poza tym jej melodyjny głos zupełnie odbierał mu jakąkolwiek jasność umysłu. Odbijał się echem w jego głowie, co chwilę wywołują przyjemny dreszcz na karku. Nie wiedział, dlaczego tak na niego działała. Czy to jej osobowość, czy może sposób bycia? W każdym bądź razie, bursztynowe tęczówki dziewczyny, które tak bardzo go zafascynowały, z pewnością zauważą to i owo. Burza brązowych, miękkich włosów, pełne usta, jej zapach unoszący się w powietrzu i uderzający do głowy… no i to spojrzenie, jakim go obdarowała podczas lekkiego zetknięcia ich dłoni. Jason myślał, że odleci, choć na jego twarzy nie można było w stanie czegokolwiek wyczytać. Dobrze się krył.
Z uśmiechem patrzał, jak dziewczyna pochłania dyniowego pasztecika. Nie sądził, że taki mały gest może wywołać tyle radości. Radosne iskierki skakały po jej oczach. Nie musiał długo czekać, aż Gryfonka zaproponowała mu zajadanie się fasolkami wszystkich smaków. Jeśli być szczerym, nie miał zbyt dobrej ręki do tego. Z reguły trafiał na smaki typu ziemia, wymiociny, a nawet raz zdarzyło mu się zasmakować moczu. Cudowne przeżycie, naprawdę. Od tamtej pory nie chciał więcej ryzykować. Charlotte miała jednak coś w sobie, co sprawiało, że nie sposób było jej odmówić, dlatego też Jason kiwnął głową i sięgnął po jedną fasolkę. Była barwy brunatno zielonej, dlatego też uniósł brwi w niemej niepewności. Słysząc, że dziewczyna wylosowała smak cytrynowy uśmiechnął się nad wyraz ładnie, po czym powiedział.
- Szczęściara, ja nie będę miał takiej przyjemności… - po czym zamknął oczy i rozgryzł fasolkę w swych ustach. Musiał przyznać, że mimo paskudnego koloru, fasolka okazała się być… zwyczajną miętówką. Jason spojrzał na dziewczynę z wyraźną ulgą w oczach. - Miętowa… chyba przynosisz mi szczęście…
Powiedział cicho, mrugając do niej. Potem z zaciekawieniem obserwował jej reakcję na słowa, które powiedział o Durmstrangu. Tak, zareagowała jak typowa dziewczyna, dlatego też przez jego gardło znów przebiegł cień śmiechu. Potem dziewczyna wręcz wybuchła zaciekawieniem, jeśli chodzi o tworzenie z ognia różnych postaci. Jason nie chciał trzymać jej w niepewności, dlatego też wstał, wyciągając różdżkę. Przyłożył jej koniec do swych ust, mrucząc coś pod nosem, a pod koniec zwyczajnie, mocno dmuchnął. Z końca różdżki wydobył się płomień, żywy i piękny, formując się w ognistego rumaka, który zaczął biegać naokoło ich dając im trochę ciepła. Co ciekawe, nie wypalał trawy. Zjawisko samo w sobie było piękne. Pewnie dziewczynę trochę rozczarował fakt, że nie był to smok, ale niejako rumak pokazywał delikatne wnętrze chłopaka, który tak usilnie starał się je ukryć.
Po paru chwilach rumak minął ich i zniknął, zostawiając po sobie garstkę popiołu. Jason spojrzał pytająco na dziewczynę. Miał nadzieję, że zarówno jej jak i Albusowi się to spodobało. Schował różdżkę za pazuchę szaty i chciał ponownie usiąść obok dziewczyny, ale oczywiście niezdarność chłopaka postanowiła pokazać swe oblicze właśnie w tym momencie. Zwyczajnie potknął się o korzeń i poleciał wprost na dziewczynę. Na szczęście miał trochę siły w rękach i zatrzymał się, jednak prawie leżał na dziewczynie. Prawie, bo dzieliła ich twarze odległość mniej więcej dziesięciu centymetrów. Spojrzał w bursztynowe tęczówki dziewczyny praktycznie w nich tonąc. Opamiętał się jednak po chwili i szepnął.
- Wybacz… jestem niezdarą… - twarz dziewczyny otulona została ciepłym i miętowym oddechem chłopaka. Chętnie pobyłby w takiej pozie jeszcze jakiś czas, ale nie wypada, dlatego więc powoli wrócił na swoje miejsce, wlepiając oczy w niebo. Czuł jak jego blade policzki w końcu od paru ładnych lat zapłonęły. Serce waliło mu jak oszalałe, pompując niezliczone ilości krwi. Nie wiedział co się z nim dzieje, miał tylko nadzieję, że nie złapał tej hogwarckiej zarazy.
- Mam nadzieję, że zaspokoiłem Twoją ciekawość… - powiedział po chwili milczenia, starając się podeprzeć z tyłu dłońmi. Jak zwykle jego szczęście znów się objawiło. Swoją dłoń położył na jej dłoni. Poczuł mrowienie w palcach wywołane jej delikatnością. Westchnął cicho9, ale tym razem… nie cofnął jej.
avatar
Jason Snakebow
Uczeń: Durmstrang


Wiek : 21
Skąd : Westminster, England
Krew : Czysta
Majątek : skromny

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Biały grobowiec

Pisanie by Charlotte Jeunesse on Pon 29 Wrz 2014, 19:23


Charlotte nie szufladkowała bruneta w żaden sposób. Nie przypięła mu etykietki cichego nudziarza czy też samotnika. Właściwie miała o nim całkiem odwrotne mniemanie. W końcu pojawił się znikąd i zagadał do niej, zupełnie jej nie znając. Ba! Nawet poczęstował ją jedzeniem i śmiał się z jej nieokrzesania. Pan Snakebow w oczach panny Jeunesse jawił się jako przyjazny nastolatek, który przypadkowo wylądował w nieodpowiedniej dla siebie szkolnej placówce. Zdecydowanie bliżej było mu do Hogwartczyka niżeli ucznia ponurego i brudnego Durmstrangu. Lotka zwyczajnie nie mogła sobie tego wyobrazić, a trzeba przyznać, że naprawdę się starała. Mocno ściągając brwi, próbowała przywołać obraz bruneta spacerującego ciemnymi, obskurnymi korytarzami, gdzie każdy posyła Ci srogie bądź nieprzyjazne spojrzenie. Było to nie lada wyczynem zważywszy na fakt, że Charlie w życiu nie widziała nawet zdjęcia przedstawiającego tą cieszącą się złą sławą budowlę.
Daj już spokój, Lotka. Skarciła się w myślach, wracając do otaczającej ją rzeczywistości. Dla pewności, pokręciła jeszcze energicznie głową, próbując w ten sposób obudzić się z transu. Jej czekoladowe loki rozsypały się na jej odsłoniętych ramionach, a zaokrąglona buzia przybrała zabawny wyraz.
- Przepraszam, zamyśliłam się. - machnęła niedbale ręką, usprawiedliwiając się krótko.
- O czym to my..? - mruknęła cicho, wodząc opuszką palca wskazującego po dolnej wardze w zamyśleniu. - Ach, tak! O twojej miętowej fasolce! Szczęście przynoszę chyba tylko tobie. Sama jestem pechowcem. - zaśmiała się, przechylając głowę na jedną ze stron, ponownie przekręciła się na plecy. Kierując spojrzenie na rozgwieżdżone niebo, nie wiedziała jak wróci dziś do zamku. Było jej tutaj zwyczajnie za dobrze. Czasem żałowała, że chwili nie da się zatrzymać na pstryknięcie palców. To byłoby wspaniale, a gdyby tak jeszcze móc przewijać i przeżywać wszystko od nowa!
- Zaraz umrę z podekscytowania! - odparła żywo, przyglądając się zwinnym poczynaniom młodzieńca. Nie odrywając od niego zaciekawionych tęczówek, próbowała zapamiętać wszystkie wykonywane przez niego czynności. Oczywiście nie udało się jej dosłyszeć wypowiadanego przez chłopaka zaklęcia, ale zawsze mogła się go później o nie zapytać. Przysłaniając rozchylone wargi dłońmi, obserwowała z zachwytem galopującego rumaka, który dosłownie odebrał jej mowę. Brązowowłosa nie była w stanie wydusić z siebie nawet jednego słowa, wodząc zamglonym spojrzeniem za ognistym stworzeniem, którego tańczące płomienie odbijały się w jej bursztynowych oczach, powodując oszałamiający efekt. Z tego wszystkiego, aż zaczęła klaskać, a ogromny, najszczerszy uśmiech rozświetlił jej piegowatą twarzyczkę.
- Nauczysz mnie kiedyś? Proszę. - złożyła ręce niczym do modlitwy, wpatrując się w niego niczym proszący o odrobinę pieszczoty szczeniak. - Przysięgam, że nie jestem typem upierdliwej uczennicy! - palcem prawej dłoni, narysowała na sercu mały krzyżyk, chcąc nadać swym słowom większej wiarygodności. Odpowiedzi się nie doczekała, gdyż panicz Jason potknął się o wystający korzeń drzewa i poleciał prosto na nią, przygniatając ją ciężarem swojego ciała. A jaka była jej reakcja? Nastolatka roześmiała się w niebogłosy, mrużąc z zadowoleniem powieki. Nawet go z siebie nie zepchnęła, delikatnie zahaczyła tylko opuszką palca o czubek jego nosa, uśmiechając się w jego stronę ze zrozumieniem. - A już myślałam, że tylko ja jestem taką niezdarą! Powinieneś zobaczyć moje kolana, siniak na siniaku! - paplała jak nienajęta, gdy ten, wyraźnie speszony, podnosił się do pozycji siedzącej. Uwadze Jeunesse nie uszły jego zaczerwienione policzki, który wyraźnie odznaczały się na tyle jego bladej niczym płatek śniegu skóry. Lotka nie wiedziała co o tym myśleć, nie podejrzewała, że mogła się komuś podobać. To była dziedzina jej siostry, która zmieniała chłopców jak skarpetki. Charlie to była po prostu Charie. Zawsze rozczochrana, posiniaczona z niezawiązanymi sznurówkami, biegała jak oszalała po szkolnym boisku, próbując utrzymać formę.
- Dlaczego mi się tak przyglądasz? - zapytała bezpardonowo, czując palący dotyk j- ego palców na skórze swojej prawej dłoni. Nie lubiła pogrywać w żadne gierki, a z chłopcami miała marne doświadczenie. Zresztą taka już była. Jeżeli chciała coś wiedzieć, po prostu o to pytała. - Czyżbym miała umazaną buzię? - zamrugała, drapiąc się lekko po prostym nosie.
avatar
Charlotte Jeunesse
Klasa VI


Wiek : 20
Skąd : Liverpool, Anglia
Krew : Czysta
Majątek : Zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t666-skrytka-pocztowa-charlott

Powrót do góry Go down

Re: Biały grobowiec

Pisanie by Jason Snakebow on Pon 29 Wrz 2014, 20:42

To, że Charlotte go obdarzyła pozytywnym nastawieniem, nie czyniło to z niego żadnego bohatera czy pozytywnej postaci. Bo może tylko grał przed nią? Może chciał się pokazać z jak najlepszej strony? Bo tacy właśnie są mężczyźni prawda? Podrywają, odziani w same zalety, zdobywają swoją sympatię niczym drapieżnik ofiarę, a gdy się nią najedzą, porzucają kości i zgliszcza w duszy Bogu winnym, zakochanym w nich dziewczynom. A potem sami przedstawiciele płci brzydkiej się dziwili, dlaczego dziewczyny traktują ich jak dupków pozbawionych uczuć. Bo w gruncie rzeczy nimi byli. Każdy mężczyzna miał w sobie tą klątwą bycia samcem. Smutne, ale prawdziwe. Gdyby wiedział, że Charlotte miała o nim pozytywne mniemanie, z pewnością wolałby zapaść się pod ziemię niż sprostać temu i stanąć oko w oko z śliczną brunetką. Jej brązowe włosy i bursztynowe oczy przyprawiały go o zawał. Ale taki przyjemny. Czuł, że gdyby mogło, jego serce po prostu wyrwało się z jego klatki piersiowej i spoczęło w dłoniach dziewczyny. Czy ktoś wiedział, co się z nim działo? On sam nie potrafił tego nazwać ani odpowiednio przypisać, bo nigdy nie zaznał tej emocji. Teraz ta jedyna właśnie wymknęła mu się spod kontroli. Pan Jason zwyczajnie się zakochiwał. Ale zanim to do niego dojdzie, minie trochę czasu, a Szarlotka do tego czasu już kogoś będzie miała. Takim oczom nikt nie pozwoli samemu patrzeć na świat. Jason po prostu o tym wiedział. Wbrew pozorom takie dziewczyny jak Charlotte… są bardzo pożądane. I chcąc nie chcąc, nawet tak bardzo unikające epidemii zakochania dziewczyny w końcu ulegają.
Jej nierozgarnięcie dodawało jej tylko uroku. Było niejako jej znakiem rozpoznawczym i… bardzo go rozweselało. Już nie pamiętał, kiedy ostatnim razem tak często jego wargi wykrzywiały się w uśmiechu. No i była gadułą, jej usta nie zamykały się w ogóle! Jason, samotnik, lubiący ciszę chłopak i Charlotte, głośna, gadatliwa i pełna energii dziewczyna. Ogień i woda. Yin i Yang. Na całą sytuację z fasolką zareagował uśmiechem. Odpowiedział jej cicho.
- Skoro przynosisz szczęście tylko mnie, to ja poproszę więcej, a jakoś Ci się odwdzięczę… - w jego wypowiedzi było coś ukrytego, na pewno. W zasadzie w każdym wypowiedzianym przez niego zdaniu można by się dopatrzyć jakiejś dwuznaczności, ukrytego przesłania czy wiadomości. Być może chciał przekazać jej jakąś treść, być może nie, kwestia interpretacji. Potem przyszła scena z wywołaniem ognistego rumaka.
Nigdy nie sądził, że taka… błahostka może dać tyle radości. Charlotte wyglądała teraz jak śliczne, pięcioletnie dziecko, któremu podarowano ulubionego lizaka lub misia do przytulania. Podczas, gdy Gryfonka obserwowała zjawisko, chłopak miał trochę czasu, by poobserwować ją. Jego ciemnobrązowe oczy chciały jakoś przebić się przez jej zewnętrzną warstwę, jakby chciały dotknąć jej duszy, poznać ją bardziej. Z tego świdrującego i wręcz hipnotyzującego spojrzenia wyrwało go jej pytanie. Od razu odpowiedział.
- No jasne… to nie jest trudne… - uśmiechnął się lekko. W swojej wypowiedzi Gryfonka zaznaczyła „kiedyś”. Chłopak przełknął ślinę cicho. Czy to oznaczałoby, że jeszcze się spotkają? Jason o niczym innym nie marzył. Póki co jednak wrócił do rzeczywistości, ponieważ to, co się działo między nimi, jeszcze się nie skończyło. Zawiał lekki wietrzyk, tworząc na głowie chłopaka chaos, przypominający gniazdo. Gdy cała sytuacja potoczyła się w dobrze znanym tempie, czyli potknięcie się i dotknięcie dłoni, Jason czuł, że powoli krwiste rumieńce powoli go opuszczają. Starał się jakoś rozluźnić atmosferę, ale Gryfonka zrobiła to za niego, śmiejąc się z niego i nazywając równie dużą niezdarą, co ona sama. Nie musiała długo czekać na jego reakcję. Zaczął się śmiać razem z nią.
Potem usiadł obok niej, gdzie nastąpił moment zetknięcia ich dłoni. Jason miał delikatne dłonie, ale były niczym papier ścierny w porównaniu z aksamitem skóry dziewczyny. Po paru chwilach cofnął ją, ale tylko trochę na bok. Potem padło pytanie.
- W sumie...to trochę na prawym policzku... - odpowiedział specjalnie, wyciągając swoją dłoń i dotknął jej twarzy w geście jakoby usuwającym zabrudzenie. Uśmiechnął się, po czym westchnął cicho, przymykając oczy i rozkoszując się nadal ciepłym wieczorem.
- W sumie patrząc na nasze włosy teraz nie zdziwiłbym się, gdyby przyleciałyby tu zaraz jakieś ptaki w celu zbudowania bezpiecznego gniazda... -zaśmiał się cicho, po czym z kieszeni jego szaty wypadł mały, zwinięty rulonik pergaminu. Na szczęście Jason poczuł to i sięgnął po niego dłonią. To był jego wiersz, który dzisiaj spisał, gdy miał chwilę wolnego.
- Emm...lubisz wiersze? Napisałem dzisiaj taki jeden...o deszczu i burzy... i w zasadzie nie ma kto go ocenić... - powiedział spoglądając na nią, ponownie lekko się czerwieniąc. Zaryzykował i przeczytał.
- "Teraz cisza, anioły płaczą. Zobacz ich łzy lecące z nieba. Czy słyszysz ich grzmiącą agonię? Tworzą szare niebo, oddalając słońce daleko. Topią ziemię w swych łzach, chcą, by wszyscy usłyszeli ich strach. Ponieważ z każdym uderzeniem pioruna, pęka anielskie serce..."
Skończył, wzdychając cicho. Spoglądnął niepewnie na dziewczynę, ta piękną dziewczynę o bursztynowych oczach.
avatar
Jason Snakebow
Uczeń: Durmstrang


Wiek : 21
Skąd : Westminster, England
Krew : Czysta
Majątek : skromny

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Biały grobowiec

Pisanie by Charlotte Jeunesse on Pon 29 Wrz 2014, 23:42

Tak naprawdę Charlotte nie była obiektem westchnień wielu mężczyzn, jakby się mogło Jasonowi wydawać. Właściwie prócz nieszczęsnego zauroczenia w pewnym Rosjaninie, nic godnego napisania miłosnej powieści nie zdarzyło się w jej nastoletnim życiu. Ona nie interesowała się chłopcami, a oni nie zwracali zbytniej uwagi na nią. Zawsze traktowali ją jako kumpelę z którą można pożartować i polatać wspólnie na miotle, nie patrząc na nią w kategoriach potencjalnej dziewczyny. I choć wiele panien byłoby zapewne z tego powodu załamanych, Lotce to nie przeszkadzało. Miała wiele innych ciekawych zajęć niżeli wdawanie się w jakieś romantyczne gierki. Poza tym dostrzeżenie jej uroku zajmowało czasu i dobrego obserwatora, jakim panicz Jason niewątpliwie był. Przecież na pierwszy rzut oka każdy widział w niej tylko chłopczyce z wyjątkowym poczuciem humoru. Szatynka nie nosiła przykuwających uwagę obcisłych ciuchów, a na jej twarzy nie było nawet grama makijażu. Jednak posiadała ten błysk w bursztynowych oczach i uśmiech, który poprawiał nastrój nawet największym ponurakom.
- Spróbujmy raz jeszcze w takim razie. Może ja wybiorę Ci kilka. - dźgnęła go lekko palcem między żebra, uśmiechając się figlarnie pod nosem. Zwinnie wybrała trzy fasolki, których kolory wyglądały całkiem zachęcająco i ułożyła je na wyciągniętej dłoni bruneta, następnie zwijając szeleszczącą paczkę i wciskając ją z powrotem do kieszeni jego szaty. - Ja już sobie daruję. Ostatnio moje życie to seria niefortunnych zdarzeń. Dzisiejszy wieczór jest jednak wyjątkiem, dlatego nie powinnam zbytnio wyczerpywać limitu dobrej passy. - mówiła poważnie, kiwając przy tym potwierdzająco głową. - Znasz się choć trochę na gwiazdach? O tam, na wprost widać Syriusza! - odparła entuzjastycznie, pod wpływem chwili, czochrając zadziornie czuprynę jego ciemnych włosów. Z takim nieładem na głowie wyglądał niemożliwie kusząco, dlatego szatynka cofnęła szybko rękę, wciskając ją do kieszeni wytartych jeansów. Leniwie przeciągnęła się i spokojnie wciągając chłodne powietrze do płuc, skrzyżowała nogi w kostkach. Nadal nie mogła przeżyć tego, co wydarzyło się zaledwie chwilę temu. Przed oczami nadal miała płonącego rumaka, który przyprawił jej tyle radości. Dawno nic tak nie zachwyciło tego nieokrzesanego chochlika, jakim niewątpliwie była.
- Skoro tak mówisz.. trzymam Cię za słowo. - dodała pewnie, wsłuchując się w jego radosny śmiech, który wymieszał się wraz z niej, niosąc się gdzieś echem w stronę zamku. Dobrze było podładować trochę baterie, wyluzować się przed jutrzejszymi zajęciami i spędzić miły wieczór, poznając kogoś nowego. Chwała założycielom, że nogi poniosły ją właśnie tutaj. W przeciwnym wypadku ta dwójka nadal mijałaby się na korytarzu, pozostając sobie całkowicie obojętna. - Na brodę merlina! Ja to zawsze muszę się umazać. - mruknęła niezadowolona pod nosem i już unosiła dłoń, by potrzeć nią o gładką powierzchnię różowego policzka, gdy Snakebow zrobił to za nią. Charlie na dobrą chwilę wstrzymała oddech z lekkim przerażeniem wpatrując się to na jego oczy to na jego usta. Znowu włączyła jej się opcja niemowy. W ciągnącej się w nieskończoność ciszy, intensywnie wpatrywała się w jego tęczówki, dopóki ten nie odsunął ręki.
- Właściwie nie jestem wielkim znawcą poezji, ale chętnie wysłucham. - przełknęła głośno ślinę, kiwając energicznie głową. W ten sposób próbowała doprowadzić się do jakiegokolwiek porządku. Delikatnym uśmiechem zachęciła go jeszcze do odczytania swej twórczości i przyciągając kolana do klatki piersiowej, ułożyła podbródek na jednym z nich. Wiersz był smutny, przepełniony żalem, aż coś ścisnęło Gryfonkę za serce, co nie ukrywajmy, nie zdarzało się często. Znów złapała się na tym, że wpatruje się w jego pełne usta, raz po raz, przenosząc ciekawskie spojrzenie na jego ciemne niczym dwa węgle oczy.
- Ja.. ja.. nie wiem co powiedzieć. - zająkała się, ze świstem wypuszczając powietrze z płuc. Do głowy przyszedł jej szalony pomysł nad którym nie zastanawiała się nawet przez chwilkę. Wiedziała, że jutro zapewne będzie tego żałować, ale teraz kierowała się impulsem. W ułamku sekundy złapała Jasona za skrawek jego koszulki i pewnie przyciągnęła go bliżej siebie. Nie spuszczając wzroku z jego tęczówek, ledwie wyczuwalnie musnęła ustami jego miękkie wargi. Było to tak krótkie i tak ulotne jak dotyk skrzydeł motyla. Zaraz potem zerwała się na równe nogi i rzuciła ostatnie spojrzenie na grób poczciwego, legendarnego czarodzieja.
- Do później Albus. - po raz kolejny tego wieczoru poklepała przyjaźnie zimną, marmurową płytę nagrobną i pobiegła w stronę zamku. Nim zniknęła jeszcze z pola widzenia chłopaka, obróciła się na moment i pomachała nieśmiało w jego stronę, uśmiechając się zadziornie. - Niedługo Cię złapię. Obiecałeś mi przecież lekcję. - na myśli miała oczywiście wyczarowanie płonącego rumaka, który tak dobitnie wrył się w jej młodzieńczy umysł. Zaraz potem odgarnęła z twarzy poplątane włosy i posyłając paniczowi ostatnie spojrzenie, zniknęła za pobliskim pagórkiem, zostawiając go samego z własnymi przemyśleniami.
avatar
Charlotte Jeunesse
Klasa VI


Wiek : 20
Skąd : Liverpool, Anglia
Krew : Czysta
Majątek : Zamożny

Zobacz profil autora http://magic-land.forumpolish.com/t666-skrytka-pocztowa-charlott

Powrót do góry Go down

Re: Biały grobowiec

Pisanie by Jason Snakebow on Wto 30 Wrz 2014, 14:28

Gdyby usłyszał, że Szarlotka nie jest obiektem westchnień zdziwiłby się mocno. Miała tak piękne oczy, w których aż chciało się zatracić na własne żądanie. To było aż dziwne, ponieważ po szkole spacerowały dziewczyny bardziej przypominające porcelanowe laleczki, a wystarczyło się dobrze rozejrzeć, tak jak dziś, by ujrzeć prawdziwe, naturalne piękno, nie skalane ani mililitrem makijażu. Wbrew pozorom mieli dużo wspólnych cech. Obydwoje byli wysoce uprzedzeni do „epidemii miłości” jaka panowała w szkole ( biedny nieświadomy Jason właśnie stawał się jej kolejną ofiarą), zbytnio nie przejmowali się zdaniem innych, mieli podobne gusta, przynajmniej jeśli chodzi o spędzanie wolnego czasu, poza miotłą, na której Jason nie potrafił latać z powodu lęku wysokości. Ale po co się przyznawać i psuć sobie wizerunek wyrzeźbionego w białym marmurze młodzieńca. Właśnie tak ich sobie wyobrażał. On jako zimny posąg, a ona niczym słońce, które go ogrzewa.
Dziewczyna zaproponowała kolejną próbę wylosowania ciekawych smaków fasolek. Jason uznał to za dobrą zabawę. Sam był ciekaw, kiedy limit jego szczęścia się wyczerpie. Chociaż sądząc po dzisiejszym, miłym wieczorze z Charlotte, nawet nie potrzebował go więcej. Dostał go już wystarczająco. Też cieszył się w duchu na myśl, że gdyby nie mieli podobnych upodobań, jeśli chodzi o miejsce przebywania, nigdy by pewnie się nie spotkali, nigdy by na siebie nie zwrócili uwagi. A teraz? Nawet po parunastu minutach rozmowy Jason czuł się tak, jakby znał ją od dziecka. Dziewczyna wręczyła mu trzy kolorowe fasolki i spojrzał na dziewczynę, uśmiechając się lekko.
- No to na co czekamy… - powiedział, wkładając pierwszą do ust. Okazała się być miodowa, na całe szczęście. Uwielbiał miód, a jeszcze bardziej spodobały mu się miodowe nitki w bursztynowych oczach dziewczyny. Gdyby mógł, wpatrywałby się w nie cały dzień i całą noc. Ale jak to Jason, kamienna twarz, niby zero emocji na zewnątrz, a w środku? Łohoho… Cała sytuacja z zagarnięciem „brudu” z policzka dziewczyny miała na celu pokazać, że… dziewczyna jest kimś wyjątkowym i że nie powinna obawiać się bliskości drugiego człowieka, choć nawet sam Durmstranczyk miał z tym problem. Jason zauważył, że duże, piękne oczy Gryfonki wpatrują się to w jego oczy, to zaś przeskakują na jego usta. Nie wiedział, co o tym myśleć, ale zrobiło mu się przyjemnie ciepło.
Druga fasolka była mniej przyjemna, dostał w prezencie smak kwaszonej kapusty, której nienawidził. Skrzywił się wręcz zabawnie, jakoś próbując zdzierżyć jej posmak. Miał tylko nadzieję, że ostatnia fasolka o dziwnej białej, kropkowanej barwie okaże się zbawienna. Biała czekolada! Ah, dzięki Ci Charlotte! - Jesteś obłędna…
Powiedział to oczywiście w pozytywnym znaczeniu i tak miało zabrzmieć. Jasonowi było bardzo miło, że zdecydowała się wysłuchać jego wiersza, choć co prawda smutnego i niezbyt sprzyjającego na to spotkanie, to jednak był jej za to bardzo wdzięczny. Brakowało mu takich osób, z którymi mógł usiąść i zwyczajnie porozmawiać. Jeszcze w dodatku poza, którą obrała dziewczyna sprawiła, że chłopak się uśmiechnął. Wyglądała teraz jak mała dziewczynka, której starszy brat lub ojciec czytał bajkę. Z tymże tym razem odbiór był zupełnie inny. Dziewczynę zatkało, ale Jason nie wiedział dlaczego. Nastała chwila nieprzyjemnej i niezręcznej ciszy, gdy w końcu dziewczyna zrobiła coś, czego w życiu się nie spodziewał.
Poczuł nagle, jak jej dłoń chwyta jego koszulę i przyciąga bliżej. Tak, blisko, że czuł jej oddech na swoich wargach. Poczuł jej kuszący zapach, uderzający w nozdrza i sprawiający, że źrenice same się rozszerzyły, tym samym po chwili pobudzony był cały jego organizm. Wpatrywały się w niego bursztynowe gwiazdy, a herbaciane usta powoli zbliżały się do jego ust. Sparaliżowało go, bo nigdy nie znalazł się w takiej sytuacji. Te lekkie muśnięcie, niczym delikatnym piórkiem wywołało u niego potężny, przyjemny dreszcz w lędźwiach. I choć trwało to dosłownie sekundę, Jason przymknął oczy, niejako odpływając z tego miejsca. Zaraz po tym dziewczyna zerwała się na równe nogi, wyraźnie speszona tym, co właśnie się stało. Jason wstał powoli, nadal odurzony jak po jakimś cudownym narkotyku. Pomachała mu i zniknęła mu z pola widzenia.
Serce chłopaka waliło jak oszalałe, nadal nie rozumiał co się z nim dzieje. Spojrzał na swoje dłonie, a po chwili koniuszkami palców zahaczył o swe usta, tak nieśmiało dotkniętych przez usta dziewczyny. Nie wiedział co się z nim działo… Nie wiedział. Ale ruszył za nią pełnym pędem.
Dogonienie jej nie było łatwe, ale w końcu się udało. Gdy był blisko złapał ją za rękę i lekko pociągnął w swoim kierunku. W efekcie dziewczyna odwróciła się i wpadła prosto w jego ramiona. Teraz nie mogła ukryć się przed jego spojrzeniem, tak ciemnym, tak hipnotyzującym. Wiatr zawiał podrywając ich włosy to dziwnego tańca. Jego dłonie spoczywały na jej plecach, jakby nie mógł się zwyczajnie na nią napatrzeć. W końcu, gdy głośność bicia jego serca była wręcz nieznośna, zapytał.
- Co… co Ty mi zrobiłaś… - zapytał, bez żadnej pretensji w głosie. Wręcz przeciwnie. Jedna z jego dłoni powędrowała wyżej, dotykając tego samego policzka dziewczyny, co wcześniej. Ich oddechy mieszały się, tworząc jakąś przedziwną mieszankę, której recepturę Jason zapragnie zdobyć jak najszybciej. Jego kolejne działanie było impulsem, jakiś przytłumiony głos kazał mu to zrobić. Walczył sam ze sobą, ale zrobił to.
Pocałował ją.
Dotknął jej warg swoimi delikatnie, jakby bał się naruszyć ich idealną strukturę. Ich smak i miękkość uderzyły mu do głowy. Pierwsze muśnięcie było nieśmiałe, jakby niepewne, oczekujące reakcji Gryfonki, która teraz całą przylegała do niego. Jakby pytał o pozwolenie… Był świadom tego, że może oberwać po mordzie… ale nie dbał o to… oddał się chwili.

Po paru chwilach uniesienia razem wrócili do zamku.

z/tx2
avatar
Jason Snakebow
Uczeń: Durmstrang


Wiek : 21
Skąd : Westminster, England
Krew : Czysta
Majątek : skromny

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Biały grobowiec

Pisanie by Brennus Lancaster on Pon 17 Sie 2015, 22:52

ROK SZKOLNY 2015/2016




Hogwarts, Hogwarts, Hoggy Warty Hogwarts,
Teach us something, please....
avatar
Brennus Lancaster
V-ce Dyrektor Szkoły


Wiek : 85
Skąd : Dublin
Krew : Czysta
Majątek : klasa średnia

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Biały grobowiec

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach